Nowy blog!

Ten dzień musiał kiedyś nastać… Dlaczego? Bo z Onetem już nie mogłam wytrzymać no ;-;
Wszystko mnie w nim powoli zaczynało denerwować. Ta złość na ten portal wzięła górę… Kto ma/miał blog na Onecie na pewno zrozumie.
Poza tym uważam, że zmiana jest pozytywna, cały blog wygląda o wiele lepiej i łatwiej się czegoś tam doszukać.
Link:
http://magicznawatahazcm.blogspot.com/

Ah, nie wiem czemu, ale wyczuwam dyskusję w komach pt „Jak to nowy blog?” v.v
Przepraszam, jeśli komuś to nie odpowiada…
No, to teraz pozostało wam się zameldować na nowym blogu.
A! I jeszcze coś… Nie dodałam jeszcze wszystkich do zakładki „Członkowie watahy”. Czemu? Bo nie wiem już, kto na 100% gra lub nie zaktualizowali to, o co ich prosiłam.
Dlatego zróbcie to w komentarzu, pod tą zakładką.

Opublikowano Bez kategorii | 7 komentarzy

Aktualizacja… prawie wszystkiego !!!

Jak pewnie zauważyliście, nasza wataha w ostatnim czasie przechodzi dość spore zmiany. Przed wami kolejne, ale najpierw pragnę zauważyć, że nie każdy jeszcze znalazł sobie miejsce w naszej hierarchii, przez co mam problem z skończeniem nowej zakładki z członkami. Więc:

  • Maks – Potrzebuję, żebyś wybrał sobie którąś z prac oraz podał kontakt, a najlepiej założył GG
  • Anea – To samo + historia
  • Natasza – To co Anea
  • WhiteRose – Kontakt i praca
  • Vanessa – Kontakt, praca oraz historia krótka wilka
  • Calus – Tylko pracę

Oczywiście, jak z resztą zobaczycie na końcu wpisu, to nie jedyne osoby, od których będę coś wymagać. Więc proszę, aby WSZYSCY, co do jednego przeczytali ten wpis. Punkt, po punkcie, a każdy który przeczytał, żebym wiedziała niech napiszę w komentarzu po prostu „zgłaszam się” i tyle. Zobaczymy ile osób wchodzi na tego bloga, bo ciężko mi utrzymać z większością z was kontakt.

Dobra… Żeby nasza gra miała jakikolwiek sens i odrobinę logiki razem z Axav’em (Quruo i wiele więcej innych nicków) postanowiliśmy wprowadzić, a w sumie zaktualizować nasze zasady. Zapraszam do czytania:

  1. Nie można stosować ataków których nie da się uniknąć w żadnym przypadku (w żadnym przypadku czyli nie ważne czy jesteś tyłem czy przodem czy w ziemi, nigdy)
  2. Trzeba reagować, nie można być mocno zranionym i nic z tego sobie nie robić
  3. Nie można ciągle robić uników
  4. Nie można się regenerować w sposób całkowity i natychmiastowy, można co jedynie częściowo zapobiec skutku bycia zranionym, ale całkowite wyleczenie potrzebuje czasu, czyli następuje dopiero po bitwie
  5. Postacie mogą zostać wskrzeszone ale tylko po zakończeniu bitwy, gdy już wygrani osiągnęli co chcą w danej bitwie
  6. Nie można przejąć czegoś, co oponenci pilnują, gdy nie grają (np terenu, przedmiotów, jeńca)
  7. Nie można robić nielogicznych ruchów (np bieganie ze związanymi nogami)
  8. Nie można być nieśmiertelnym
  9. Nie można wykonywać ataków lub ruchów które są wbrew temu co napisane w formularzu danego wilka – Znaczy nie można tworzyć sobie nowych mocy na poczekaniu
  10. Nie można zabić kogoś jednym ruchem – jest to może zawarte gdzieś powyżej, ale piszę żeby nie było
  11. Na start wilk ma max. 2-3 moce
  12. Maximum, ile można mieć mocy to – 5
  13. Jak dołączacie do watahy to proszę nie róbcie z siebie jakiś bogów, a potem są pretensje…

I ostatnie co jest bardziej prośbą… WCHODŹCIE NA TEGO BLOGA x.x
Przynajmniej raz na 2-3 tygodnie. Czy to problem? Za duży wysiłek, żeby wejść na 5min na jedną stronę? Naprawdę rozumiem wszystko, sama mam nie raz wiele zajęć i nie wyrabiam, ale proszę zerknąć tylko, sprawdzić co się dzieje to nie jest trudne!
A jak ma was w kij czasu nie być, to wystarczy napisać… Bo potem ja nie wiem, wilka nie ma pierwszy tydzień… później z tego się robi miesiąc… drugi… trzeci… A wilka jak nie było, tak nie ma, a ja nie wiem co z taką osobą zrobić! Czy będzie grać? Wróci? A może odszedł z watahy, ale zapomniał mnie powiadomić…
Naprawdę, jeśli nie chcecie być w tej watasze to powiedzcie, bo zaraz wynajdę jakiś „limit” i np. po 3 miesięcznej nieobecności zacznę wyrzucać takie osoby z watahy… Mimo, że na jedną czekałam siedem miechów… v.v

DALEJ!

Po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że ten cały bank, sklep i w ogóle… jest nam chyba nie potrzebny… Ktoś z niego korzysta? No raz na kilka miesięcy, coś ktoś sobie kupi. Poza tym te całe zarobki nie są aktualizowane itd… Więc jutro już sklepu nie będzie, ale spokojnie to co ktoś sobie tam zakupił może zatrzymać.
I teraz taki jeden z ważniejszych tematów… MOCE

Wypadałoby je trochę ograniczyć… nie sądzicie? Poza tym co do stanowisk w watasze, ustalmy, że można pełnić max. 2 lub ewentualnie 3, zależy od tego stanowiska (pracy).
Do tego jeden wilk nie może umieć wszystkiego, znaczy… nie może być i magiem i alchemikiem i jeszcze medium i jeszcze jakimś innym uzdrowicielem z miksturami, do tego wszystkiego znać się na zielarstwie i trzaskać zaklęciami na lewo i prawo .-.
Więc teraz z kolei wymienię osoby, które mają trochę się ogarnąć, że tak powiem, znaczy ograniczyć moce i swoje umiejętności (?). Dobra nie wiem jak to nazwać, ale już chyba każdy wie o co mi chodzi. Nie? Napisz w komentarzu, a spróbuje lepiej to wyjaśnić…
Lista:

  • Ania
  • Maks

W sumie chyba tylko tyle… Taka informacja, jeśli wilk jest wilkiem Effiego to w sumie nie powinien mieć więcej mocy, gdyż ta moc czy też zdolność pozwala na, jakby pobieranie mocy innych i używanie ich w walce (nie na stałe).

OSTATNIA I BARDZO ISTOTNA RZECZ!

Czas akcji w naszym, małym role play NIE rozgrywa się wo XXI w. Co się z tym wiąże? Nie ma pistoletów, żadnych bomb, min, snajperek, komórek, laptopów, facebook’ów i tym podobnych… Przedmioty i cała cywilizacja ludzi, jest taka jak w końcu XVII – XVIII w.
Pasuje? No musi…
Przykro mi, jeżeli coś komuś nie pasuję, ale cała fabuła robiła się, trzeba to przyznać, coraz bardziej bez sensu…

~ Pozdrawiam Jess

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 11 komentarzy

Zagubiony szczeniak i podziemna pułapka

3450 słów, chyba rekord na tym blogu ;o

Na początek nowy blog naszych sojuszników, znaczy watahy Sary: LINK!

Jak co dzień z Lili, chciałam znaleźć sobie zajęcie. Nudziło nam się przesiadywanie na skałce, obok niegdyś mojego domu, gdy jeszcze nie myślałam, żeby należeć do watahy i żyć wśród wilków. Leżałam na plecach i z braku lepszego zajęcia, zaczęłam aż liczyć okna budynku. Jeden… dwa… trzy… aż się znudziłam, dlatego się podniosłam, a wtedy Lili rzuciła we mnie śnieżką, a jeszcze wcześniej w Max’a. Odskoczyłam. Cudem udało mi się uniknąć zetknięcia ze śniegiem. Brr, przecież on jest taki zimny! W sumie też mokry, jak woda, ale zdecydowanie za zimny. W odwecie rzuciłam w Lili śnieżką i zaczęłam uciekać. Zatrzymałam się na skraju wzgórza, powarkując na nią rozbawiona. Wadera rzuciła się na mnie, a ja nie mogąc utrzymać równowagi sturlałam się razem z nią w dół, aż pod drzewo, ostatecznie lądując na niej. Uśmiechnęłam się, a ona zepchnęła mnie z siebie. Słyszałam komentarz Max’a z góry, pod tytułem: gwałt. Po ostatnich wydarzeniach, związanych ze Skylar i Nilvenem, chyba każdy tylko o jednym. Położyłam się na plecach. Nie uśmiałam patrzeć, żeby wiedzieć, że na pyszczku mojej przyjaciółki gości szeroki uśmiech. Starałam się odprężyć i uspokoić swój oddech, kiedy nagle… Jebs i dostaję znienacka śnieżką w pysk. Szybko wstałam na równe łapy, rozglądając się na boki. Zlizałam śnieg, ale to było błędem, po tym przeszedł mnie dreszcz i czułam, jakby mój język stał się długim, giętkim soplem.

- Z-zimne! – Skarżyłam się

- Było jeść? – Zaśmiała się

- Ale wyglądało jak… taki pyszny cukier – Zrobiłam smutną minkę

Gdy powoli odzyskiwałam czucie w języku, podszedł do nas Max, który ponownie się z nami przywitał. Nie poświęciłam mu zbyt dużo uwagi, Lili z resztą też nie. Chciałyśmy zakończyć naszą mini „bójkę”, a w sumie bardziej wygłupy. Oczywiście nie obeszło się bez komentarzy o „mleku”. Jestem chyba medium, bo od tego pamiętnego dnia, wiedziałam, że nikt o tym nie zapomni na bardzo długi czas. Każdemu zapadło to w pamięci, a jak ktoś o tym nie wie, to szybko może się dowiedzieć… Jeszcze dzieci, naszych dzieci będą słuchały o genialnej alfie, która pomyliła mleko z dobrze wiadomo czym… W odpowiedzi na atak śnieżką rzuciłam w Lili błotem, celując idealnie w pyszczek, ale ona szybko je wytarła łapą i odrzuciła mi.

- Tego już nie będę lizać – Oznajmiłam wycierając błoto, lekko się uśmiechając

- Nie radziłabym ci – Powiedziała

Fioletowa wilczyca, szybko do mnie podbiegła szturchając mnie, a później zaczęła uciekać. A więc berek, tak? – pomyślałam. Lepsze to niż chowany, za którym osobiście nie przepadam, a raczej zależy to od mojego humoru. Odwróciłam się i pobiegłam za nią. Po chwili się zatrzymałam, a widząc to ona postąpiła tak samo. Znajdowałam się w nie dużej odległości od niej. Zrobiłam kilka kroków w tył, aby wziąć rozbieg, a następnie się na nią rzuciłam. W tym czasie Lili wpadła do jakiegoś, jakby dołka, a ja zaraz za nią i znowu na nią. Dobrze mieć miękkie lądowanie. Gdy chciałam się podnieść uderzyłam o coś głową. Auć, pomyślałam masując łeb, ale nie wypowiadając tego na głos.

- Ile ty ważysz? – Zapytała

Zapewne nie oczekiwała ode mnie odpowiedzi, ale jednak to zrobiłam.

- Jak widać, żelki są bardzo tuczące…

Lili po raz kolejny dzisiaj zrzuciła mnie z siebie, a następnie razem udałyśmy się przed siebie. Po chwili jednak mnie zatrzymała wskazując na coś łapą. Spojrzałam w tamtą stronę. Siedział tam młody wilk, był ciemnym odcieniu fioletu a może różu, daltonistka ze mnie. Jego futro było też szare, ewentualnie srebrna. Najpierw zobaczyłam tylko jego łeb. Był dość… strachliwy, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Oczywiście dołączył do nas Max, zupełnie jakby nas śledził, który zmienił się w kot. Może nie rudego, ale całkiem uroczego, (Dobrze, że Sky tam nie było, bo ona uwielbia kotki, nawet bardzo). Zadaliśmy młodemu kilka pytań, z czego dowiedzieliśmy się, że najwyraźniej zabłądził, a jego brat go szuka. Max’a również przejął los małego wilka, ale nie pofatygował się, żeby nam pomóc, w pomaganiu jemu. Właściwie to Lili zaproponowała mu pomoc, lecz  Torakku, bo jak się później okazało tak miał na imię, stwierdził, że nam nie ufa i sobie poszedł. Razem z Lili, zgodnie doszłyśmy do wniosku, że ten szczeniak sam sobie nie da rady, więc rozdzieliłyśmy się i zaczęłyśmy się do niego skarać. Lili od dołu, a ja od góry. Przyłączyła się do mnie Ania, gdy zeszłyśmy na dół okazało się, że ten śpi. Myślałam, żeby go nie budzić, ale Lili mnie uprzedziła i lekko szturchnęła wilka, który powoli otworzył oczy, chyba lekko zdziwiony, że nas znowu widzi. Ostatecznie nie mając lepszego wyjścia zgodził się na naszą pomoc, a wtedy okazało się, że jest głodny. Ania, nasza mistrzyni polowań, wyruszyła na łowy.

- Umiesz polować? – Zapytała Lili

- Pewnie – Odpowiedział szybko Przyjrzałam mu się uważnie i

zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno mówi prawdę.

- Ile masz lat? – Zapytałam

- Dwie zimy, znaczy jedna… i pół

Niech będzie i tak, pomyślałam, a wtedy wróciła Ania z zwierzęciem. Niestety młodemu coś musiało nie pasować. Wszystkie zgodnie stwierdziłyśmy, żeby nie marudził.

- A co lubisz? – Zapytałam z grzeczności

- Strusie

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.

- Skąd ja ci wezmę strusia w lesie?

Wtedy Lili coś sobie przypomniała.

- Ostatnio w labie stworzyłam strusia – Oznajmiła – Właśnie tam biega

Ania podjęła się próby upolowania go. Gdy Torakku się już najadł, trzeba było mu załatwić jakieś schronienie. Oczywiście o mojej jaskini nie było mowy. Nie dość, że za dużo tam różnych cennych gratów, to łatwo można się zgubić w jej korytarzach, z kolei u Ani było za zimno. Pozostała więc jaskinia Lili, do której zamierzałyśmy się udać. Ale czy kiedyś odbyło się wszystko bez problemów? Nie. Tym razem ktoś znowu zaczął marudzić, bo teraz z kolei było mu zimno. Rozdrażniona wzięłam torbę bez dna od Lili i znalazłam w niej kocyk, który rzuciłam na wilka. Natomiast później Lili wsadziła go do środka i poszła w stronę swojej jaskini. Trochę zagadałam się z Anią, więc wzięłam ją za łapę i szybko dogoniłam Lili. Po chwili już szła o własnych siłach. Szczeniak znowu zaczął jęczeć, więc wyprzedziłam trochę grupę, żeby już go nie słuchać. W moje ślady poszła Ania, która znalazła się w jaskini przede mną. W środku jaskini zaczęłam kichać. Rozejrzałam się po wnętrzu groty, gdzie wszędzie były porozrzucane książki.

- Lili kiedy ostatnio sprzątałaś? – Krzyknęłam do niej

Po chwili znalazła się w środku, a Ania podała mi chusteczkę, za co jej podziękowałam.

- Wczoraj, bo malowałam a co?

- Jest tu pełno kurzu!

Ania nie widząc w tym dużego problem, zmiotła cały kurz ogonem i wyrzuciła za okno. Problem mojego kataru, został rozwiązany. Weszłam w głąb jaskini i rzuciłam się na legowisko. Lili wyjęła Torakku z torebki, a później z rozbiegu rzuciła się na mnie. Stałam się jej poduszką, ale nie ruszało mnie to. Zaczęłyśmy tłumaczyć młodemu funkcjonowanie naszej watahy oraz naszych sojuszników. Gdy skończyłyśmy, Lili postanowiła wstać, aby przygotować legowiska, wbijając mi przy tym pazury.

- Auć, uważaj gdzie wpychasz te pazury…

- Sorrki – Opowiedziała krótko

Rozłożyła błyszczące skrzydełka i poleciała do góry zobaczyć, gdzie schowała koce. Dostałam swój puchaty, czarny kocyk do którego się przytuliłam. I love black! Rozłożyłam swoje koce w kącie, układając się na nich wygodnie, (Później udało mi się zdobyć koc z Andy’m!). Zwinęłam się w kłębek, a później zerknęłam jeszcze na młodego. Dziwne było to, że nie wystraszył go mój krzywy biały ryj. Gdy Lili jeszcze przygotowywała legowisko dla młodego, jak już zamknęłam oczy i otuliłam się ogonem. Po chwili poczułam czyjąś obecność obok siebie. Lili położyła się obok mnie. Każdy powoli szykował się do spania. Mój ogon był na tyle duży, że przykrył jeszcze ją. Przysłuchiwałam się wymianie zdań, jaka zaszła, bo Torakku chciał się prawdopodobnie wymknąć. Ostatecznie zerknęłam na nich kątek oka.

- Oboje już śpijcie

- Ja jestem dorosła – Odpowiedziała Ania

- To przynajmniej nie budź innych – Szepnęłam i przymknęłam powiekę

Ostatecznie wyszło na to, że i tak nikt nie chciał spać. Każdy znalazł sobie jakieś zajęcie. Lili wzięła książkę, a ja co jakiś czas zaglądałam do niej. Niestety wszyscy, wiązało się z tym, że szczeniak też nie chciał zasnąć. Trzeba było coś z tym zrobić, bo następnego Lili miała zacząć go nauczać. Grzecznie próbowałyśmy do niego przemówić, co nie przynosiło żadnych skutków. Trzeba było skorzystać z mocy. Na szczęście miałyśmy przy sobie wilka effinego – Anię, która korzystając z medalionu snu, sypnęła proszkiem na wilka, a ten natychmiast zasnął. Co prawda próbował się bronić, ale nic z tego nie wyszło. Ania przyczepiła się później mnie i Lili, bo również nie miałyśmy zamiaru iść spać. Mnie rozpierała ogromna energia, więc na nas obie również rozsypała proszek. Automatycznie padła jak mucha i zasnęłam.

*Ranek*

Obudziłam się wcześnie rano, czując że coś złapało mnie za ogon. Odwróciłam się i zobaczyła Lili, która go obejmowała. Zaraz później, na jej nosie usiadło małe piórko, które najwyraźniej było jej budzikiem. Usiadłam, zaczęła mnie bardzo boleć głowa. Obserwowałam małe piórko, które kolejno zaczęło budzić resztę. Sądziłam, że Ania przesadziła z tymi prochami na sen. Zeskoczyłam z legowiska, piórko zaczęło budzić młodego, ale on tylko zdmuchnął je smugą ognia i spał dalej. Lili poszła go szturchać, widać że chciała nakrzyczeć na niego, za zmieszczenie jej oryginalnego budzika, ale Ania nie wytrzymała. Wzięła gumową patelnię i uderzyła go w twarz. Grunt, że poskutkowało. Obudził, jak gdyby nigdy nic.

- Ach, myślałem, że to tylko zły sen, a teraz czeka na mnie brat i następstwo tronu i w ogóle – westchnął

- Ta, też mi cię miło widzieć… – Odpowiedziałam

- Ale na razie masz nas, też się cieszymy – Dodała po mnie Lili

Nie miałyśmy żadnego mięsa, a Torakkpu znów był głodny. Trzeba było coś upolować, a że nikt nie zgłosił się na ochotnika, to Ania stwierdziła, że młody może się wykazać i sam sobie coś upolować. Jakoś tego nie widziałam, no ale dobrze. Wypuściłyśmy go. Wyszłam przed jaskinię, obserrwując jego każdy krok dla pewności, że nie zrobi nic głupiego. Wyszło na to, że wszystkie poszłyśmy za nim.

- Wypłoszycie mi strusia…

- Nie ma tu strusi, to jest las chłopcze, sarny, dziki itd – Wyjaśniła mu Lili

Mimo wszystko młody stwierdził, że da sobie radę, upolować „leśnego strusia” i poszedł w las, natomiast ja wzbiłam się w górę, lądując na pierwszym, lepszym drzewie i obserwując go z góry. Od czasu do czasu zmieniała drzewo, żeby lepiej wszystko widzieć. Patrzyłam jak czołgał się między kniejami, a niedaleko niego, dzik grzebał sobie w ziemi. Z rozbawieniem słuchałam jego porównania, „duży, jak trzy strusie”, ale później wtrąciła ma się Lili, która również wszystko obserwowała zza drzew. Torakkpu odbył z nią małą wymianę zdań, a później odwrócił się i dmuchnął ogniem, ale dzik gdzieś uciekł i wyszło z tego tyle, że gpodpalił krzak i rozniecił mały ogień, który szybko ugasiła Lili. Zeskoczyłam z drzewa zaraz przed nim.

- Chciałeś mnie spalić? – Westchnęłam – Mam pomysł, ty idź na lekcję z Lili, a ja upoluję tego „strusia”, znaczy dzika

- Jessi tobie to zajmie, ja pójdę – Powiedziała nasza mistrzyni polowań

Eh, chciałam się pobawić i tak nie miałam ci lepszego do roboty. Lili stwierdziła, że będzie więcej mięsa jak pójdziemy obie, a później wzięła Torakkpu i poszła z nim na polanę, gdzie zazwyczaj szkoli młode wilki. Ania poszła w głąb lasu, a ja wzbiłam się ponad drzewa, w poszukiwaniu ciekawej łąki z zwierzyną. Wylądowałam na najbliższej polanie, gdzie schowałam się za jednym z krzewów i obserwowałam stado saren i jeleni. Zauważyłam, że jedna odłączyła się od reszty, więc przygotowałam się do ataku. Wtem usłyszałam strzał, a zwierzę było martwe. Oczywiście Ania postanowiła polować z pistoletu, jak to robią ludzie. Każdy ma swój sposób. Ja wolałam tradycyjną metodę, rozrywania swojej ofiary, ale widząc że nie mam zbytnio jak się zabawić, wzleciałam w górę i udałam się na najbliższą plażę. Mimo, że była to pora jesienna to piasek był bardzo ciepły. Natychmiast się w nim zagrzebałam, żeby się ogrzać. Ania, która szybko mnie znalazła wskoczyła do zimniej wody. Na samą myśl przeszedł mnie dreszcz, co innego jakby to było lato… Po chwili zaczęło robić mi się gorąco, więc z pod niego wyszłam i otrzepałam się. Nagle usłyszałam czyjś głos, a nawet dwa. Oczywiście tego wygłodniałego szczeniaka było słychać, aż na plażę. Znaczy, że musieli być niedaleko. Podążyłam za ich głosem, tak samo jak Ania. Oczywiście do jaskini weszłam ostatnia, bo Ania z prędkością powietrza mnie wyprzedziła. W sumie też mi się nie śpieszyło. Oczywiście co zobaczyłam, gdy weszłam? Młody o mało nie dorwał by się do mikstur. Super genialnie. Gdy miał już pełny brzuch, zaczął nas zadręczać ciągłym „nudzę się”. Ciężko było znaleźć mu jakieś zajęcie, więc Lili dała mu książkę z obrazkami o trenerach, z której zaczął robić origami strusia, bo co innego? Zmieniłam się w człowieka i zarzuciłam włosy do tył. Stwierdziłam, że pójdę na chwilę do siebie, a oni mogą potrenować Torakkpu. Wcale nie dlatego, że zwyczajnie miałam go dość po dwóch dniach przebywania z nim. Pierwsze co zrobiłam po wejściu do swojej jaskini, to sprawdziła, czy aby na pewno wszystko jest na swoim miejscu. Na całe szczęście tak było, a jak usłyszałam ryk Aerin to byłam już spokojna w 100%. Usiadłam pod stołem obok smoka i zaczęłam gładzić go po pyszczku, a on w odpowiedzi machałam ogonem, od czasu do czasu uderzając mnie nim. Wyraźnie dochodziły do mnie odgłosy walki, ale nie zignorowałam, układając głowę na smoku. Stwierdziłam, że później będę mogła zobaczyć jego postępy. Przekręciłam się na drugi bok, przygniatając trochę smoka i zasnęłam…

***

Obudziłam chwilę później, bo coś łaskotało mnie w nos. Normalnie nie zdziwiło by mnie to, bo przecież leże na smoku, ale przecież on nie ma futra. Podniosłam głowę i spojrzałam w ciemność. Dostrzegłam tam zielone, kocie oczy. Czyżby zguba się znalazła? Nie zdążyłam nawet się podnieść, a on znów zniknął w ciemnościach. Tak jak przeczuwałam, sierściuch już od dnia mojej wyprawy na Aspell błądził gdzieś po moich tunelach… Dałam sobie z nim spokój. Wyszłam z jaskini zostawiając smoka z lamorożcem. Podeszłam do lodowej jaskini Ani, gdzie ona właśnie robiła dla Torakkpu broń. Wiele mnie chyba ominęło gdy zasnęłam. Była to obustronna broń drzewcowa z ostrzami kosy bojowej, w skrócie kosa.

- Z kim mogę powalczyć? Macie jakiś wrogów? – Usłyszałam go

- Tylko nie utnij sobie łap – Zaśmiałam się, gdy wychodził

Przed jaskinią, Ania wyczarowała mu mała armię do walki. Mieli miecz oburęczny oraz lekki pancerz. Oparłam się o lodową ścianę jaskini i wszystkiemu się przyglądała.  Zablokował jeden cios mieczem w strone jednego z wojowniów za pomocą trzonu, a później obrócił to wokół miecza tak, żeby zranić go w głowę. Następnie wyjął ostrze miecza. Dźgał go na przemian lekkimi, ale szybkimi ruchami, żeby zniszczyć mu pancerz, ale dostał od innego w głowę i zemdał. Cała armia zniknęła. Alios się skurczył i patrzył zdziwiony na wilczka. Ja stałam w miejscu, nie reagując. Można było przewidzieć, jak się to skończy, ale musiałam przyznać, że walczył dobrze, szkoda że zapomniałam że ma kilku do zabicia. Ania podeszła do niego i polała go płynem, żeby się obudził. Po chwili otsunęłam się od ściany, bo czułam że zaraz zamarznę. Widząc to Ania dała mi kurtkę, którą zarzuciłam sobie na ramiona i się w nią wtuliłam. Gdy Lili tłumaczyła mu, po co ma trenować, nagle zobaczył dzika z więc ściągnął z grzbietu kosę bojową. Wspiął się na drzewo, a następnie rzucił bronią w gałąź i tak zawisł na niej łapami. Lili podeszła do dzika i zaczęła go głaskać, gdy po chwili sobie poszedł, ona wyciągnęła ręce w stronę małego, żeby go złapać.

- Nie, sam zejdę. Czuje się silny

- Lili, najwyżej złamie sobie łapę – Powiedziałam, ale jednak podeszłam na wszelki wypadek pod drzewo

Dmuchnął w gałąź, która zmieniła się w żar. Odpadł razem z bronią, hamując się nią wylądował na ziemi, ale zapomniał o gałęzi, z której ogień zaczął powoli przenosić się na drzewo. Lili zawołała Kosti, która to ugasiła ogień, a ja odwróciłam się do odchodzącego sobie szczeniaka.

- Uważaj trochę z tym ogniem – Krzyknęłam za nim

Lili poleciała za nim

- Wiesz co ty robisz? – Zapytała – Musisz uważać!

- Na co?

- Na to, żeby nie spalić całego lasu… – Odpowiedziałam

Młody nadal nie rozumiał, więc dalej musiałyśmy mu tłumaczyć, że jak podpali cały las to my rownież będziemy umierać z głodu. Później powiedziałam Lili o tym, że chyba widziałam Colę w jaskini i nie wiem co z nią zrobić. Młody zareagował natychmiast, że chce mieć tego strusia. Po wytłumaczeniu mu, że to kot, Lili przywołała go puszką coca coli. W końcu przecież nie bez powodu nazywa się Cola. Gdy kotka przybiegła, oddałyśmy ją w ręce Torakku, a on schował ją do worka i szybko się oddalił. Miałam złe przeczucia, ale przynajmniej pozbyłam się sierściucha, który co noc miauczał w moich tunelach, jak i części mojej przeszłości. Rozdzieliłam się z Lili, która musiała nakarmić swoje zwierzaki i udałam się przed jaskinię. Rozejrzałam się kilka razy, bo poczułam się przez kogoś obserwowana. Stwierdziłam, że jak zwykle przesadzam i weszłam do środka. Poszłam sprawdzić, czy nie mam jakiegoś mięsa. Dołączyła się do mnie Ania. Gdy tak przeszukiwałyśmy miejsce, gdzie powinny być zapasy, doszłam do wniosku, że nie muszę karmić smoka, bo najwyraźniej już nakarmił się sam. Po chwili poczułam zapach dymu. Pobiegłam do głównego pomieszczenia jaskini. Ania zaraz za mną. Gdy zobaczyła, że ogień szybko się rozprzestrzenia, pobiegła do wyjścia, które było zablokowane, co najdziwniejsze dobrze zbitą ziemią. Szybko zaczęłam łączyć wątki. Doszłam do wniosku, że dachowłaz, znaczy jaguar powrócił. Zmieniłam się w wilka i złapałam smoka i pobiegłam z nim w korytarz, żeby znaleźć inne wyjście, których mogłoby się znaleźć wiele. Już po chwili zobaczyłam, że po jednej ze ścian spływa mały strumyczek, który skądś się chyba musiał wziąć, czyż nie? Użyłam swojej mocy i naprowadziłam strumień na ogień, który po chwili zgasł. Następnie rozglądałam się za jakimś otworem, z którego dokładnie płynęła woda. Znalazłam otwór, mniej więcej mojej wielkości, może trochę mniejszy. Puściłam smoka przodem, który nie miał żadnych problemów z przedostaniem się na powierzchnię. Później zawołałam Anię, która uparcie chciała pozbyć się ziemi. W końcu przyszła. Puściłam ją przodem, sama wyleciałam zaraz za nią. Wylądowałyśmy nie daleko plaży.

- Słyszałaś coś? – Zapytała

Zdziwiłam się. Nic nie usłyszałam, ale podeszłam do otworu, przez który wcześniej weszłam. Ktoś chodził mi po jaskini.

- Zemsta! – Usłyszałam jaguara

Prychnęłam i zaczęłam sypiąc piasek do otworu.

- Żryj gruz – Skomentowała Ania

Dowiadując się, że piasek to jego żywiął, dolałam mu tam wody, a on spłynął w dół razem z nią.

- Utop się! – Warknęłam

Wskoczyłam do środka i zaczęłam pozbywać się wody. Na wszelki wypadek, barierą mroku zablokowałam dostęp do najważnienszej części jaskini, a później idąc mokrymi śladami szukałam miejsca, do którego mógł wpaść.

- I co teraz? Tak łatwo zniszczyć wam dom! To kara za wtargnięcie na moje terytorium – Jego głos niósł się echem po tunelach

- Jeszcze nie wyrządziłeś, aż tak wielkich szkód! – Krzyknęłam, żeby to do niego dotarło

Chyba niemyślał, że to co najważniejsze trzymam w głównym pomieszczeniu. Tam tylko śpię. Stanęłam w wejściu, przez które wpadł. Spojrzałam w dół. Miał ciekawy upadek.

- Pomogłabym cie… Tylko po co? – Wzruszyłam ramionami

- Wiesz, nienapadałbym już na was – Odpowiedział

- Uważaj, bo jeszcze w to uwierzę – Prychnęłam

Gdy to mówiłam, poczułam że coś oplata moją łapę. Odruchowo chciałam się uwolnić, ale to coś mocno mnie trzymało, a była to pnącza. Jaguar wciągnął mnie do siebie, a później przygwoździł łapami.

- I co teraz? – Zapytał

Wiesz, ja zawsze mogę stąd wylecieć… A ty nie koniecznie, pomyślałam.

- I co, zabijesz mnie? W takim razie będziesz tu sobie umierać!

- Albo oboje przeżyjemy albo oboje zginimy, wybieraj – Powiedział po chwili namysłu

Zgodziłam się, mimo że domyślał się oszustwa z mojej strony, to i tak mi zaufał. Nagle do środka wpadła Ania i rzuciła nóż nad jego głową. Szybko odskoczył, a ja wstałam.

- Jessi o co chodzi? – Przywołała do siebie nóż

- O nic, całkowicie przez przypadek tu wpadłem

- Taa przez przypadek – Powiedziałam równo z Anią

Zaczęłam się z nią kłócić, co do metody wydostania się stąd. Jej pomysł znacznie kolidował z moimi planami, dlatego upierałam się, że może zniszczyć mi jaskinię. Jaguar był wyraźnie znudzony tym wszystkim i dobrze wiedziałam, że zaraz zacznie kombinować, więc telepatycznie wtajemniczyłam we wszystko Anię. Rzuciłam temu kłakoplujowi jeden z moich zapasowych bandarzy, żeby przywiązał sobie na wysokości oczu.

- Spróbuj podglądać, a spalę ci futro – Ostrzegłam

Na te słowa, poprawił sobie jeszcze opaskę. Ania sprawdziła czy jest dobrze. Widząc jak on to przywiązał prychnęła i zawiązała tak, żeby na pewno nic nie widział. Co z tego, że i tak było tu ciemno… Koty ponoć dobrze widzą w takim ciemnościach, a przynajmniej na pewno lepiej niż wilki, chyba. Oplotłam wokół jego łapy wodny sznur i zaczęłam prowadzić między tunelami. Skręciłam w kilka korytarzy, aż doszłam do pomieszczenia, które rozjaśniał wielki portal na środku.

- No, to nas wywali na powierzchnię, bez zniszczeń – Oznajmiłam

Wepchnęłam Jaguara do środka, zanim ściągnął bandarzową opaskę. Wylądował w jakimś losowym wymiarze.

- Zdychaj tam za te jaskinię – Warknęłam za nim

Ania wzięła swoją wyrzutnie rakiet, wycelowała w górę i strzeliła. Spadło na nas kilka odłamków skalnych. Miałyśmy nasze wyjście. Wyleciałyśmy, a Ania wszystko naprawiła, nie było śladu po wybuchu. Niestety nie mogłam tego powiedzieć o innej części jaskini. Poszłam sprawdzić, jak wielkie szkody tam wyrządził. Czułam, że on jednak może wrócić…

Opublikowano Bez kategorii | 21 komentarzy

Skylar została zgwałcona !!!

No więc, jakoż iż moje kochane przyjaciółki się rozleniwiły, wzięłam na siebie to zadanie, mimo że mnie tam nie było z przyczyn dobrze znanych – Pozdrawiam Julkę, która miała beke z moich kłótni z bratem.

Ale no… Nie umiem się wczuć w inną osobę, więc dziś tylko punkty, żeby każdy był w temacie, oczywiście podane mi przez Sky, dobrze wam znaną jako Liz.

  1. Zanim graliśmy w butelke, Nil mnie zgwałcił ~ Cudowny początek
  2. Lili wylosowala mnie i dała mi wyzwanie
  3. Miałam przebrać Nilvena za lalkę Barbie
  4. Udało mi się!
  5. Później ja kręciłam i w akcie zemsty padło na Nil’a
  6. No to Lili wymyśliła mu jakieś zadanie
  7. Potem go wkurzałam, trochę przerobionym tekstem (ciekawe kto go wymyślił xd): „Hokus pokus, fajna tuja Nilek ma małego h*ja”
  8. Na co on… „Ale nadal może cię zgwałcić :))”
  9. Po czym, zabrał mnie, a potem puścił – nic nie ogarniałam
  10. Następnie wziął Lili i wrzucił do wody
  11. Więc razem z nią zaczęłam rzucać w Nil’a patykami i kamieniami
  12. No to on rzucił w nas drzewem, ale coś mu nie wyszło, hihi
  13. Potem Lili poszła załatwić sprawę z Vanessą i Boomie’m
  14. No i zostałam z nim sama
  15. Zgwałcił mnie chyba z sześć razy
  16. Trzymał swoje łapska na moich biodrach
  17. No to ja mu się wyrwałam, a on mnie przewrócił i powiedział, żebym się ogarnęła
  18. Chciałam go opluć, ale już mu darowałam XD
  19. Skończyło się na moim: nie, po czym on postanowił się na położyć
  20. I w końcu sobie poszedł

The end! 

Opublikowano Bez kategorii | 6 komentarzy

Wilk – Ariada

 

(Autor – Luna-v, LINK!)

Imię: Ariada

Wiek: 300 lat- wilcze. 30 – na ludzkie. {3000 – na anielskie}

Płeć: Wadera

Stanowisko: Trener podopiecznych

Ranga: Wilk gamma

Opis: Ariada, jest wilkiem bardzo nieśmiałym, co wszystkich zadziwia. Nienawidzi swojego pochodzenia. Jest bardzo wrogo nastawiona do nieznajomych. Potrafi być egoistyczna. Posiada talizman który otwiera portal do niebios.

Moce: Kontrola gwiazd (w tym słońca) , moc krwi (którą opanowała) zmiennokształtność i władanie czasem.

Umiejętności: rozmowa z zwierzętami, potrafi latać i się teleportować,umie przeżyć bez jedzenia i wody jeden cykl księżycowy.

Rodzina: Rodzice są aniołami matka – Astellia , ojciec – Tenos.
Kuzynka – Sara
Sara nie do końca była kuzynką Ariady, jednak tak się pokochały że zawarły braterstwo krwi.(czy jak to było).

Historia: Jej rodzice, gdy ją urodzili bardzo ją pokochali. Niestety nie było tak kolorowa jak wyglądało. Ariada była surowa wychowywana, ale bardzo kochana. Zawsze zazdrościła wilkom życia i zabaw. Zazdrościła im tego że one korzystają z tych dóbr, która anioły im tworzyły. Chciała posmakować tego, jak to jest być śmiertelnym. Gdy rodzice się o tym dowiedzieli wpadli w furię i zabrali jej talizman teleportacji otwierający portal. Ariada jednak znała sposób.Wyrwała swoje skrzydła. Stałą się zwykłą istotą. Jednak rodzice tak ją kochali i przywrócili jej skrzydła i dali jej moc zmiany w człowieka. Również oddali jej medalion. Jednak by stać się aniołem musi udowodnić to. Ale Ariadzie się nie spieszy.

Partner: Strata czasu.

Kontakt: shadowgirl0123@gmail.com  lub na GG Sary - 57233117

Gdy rozkłada skrzydła:

(Zdjęcie wilka – Ifus, autora nie znam, wilk dość popularny, jak ktoś zna może podać)

Anielska forma:

(Autorka – LINK!, joanniegoulet)

Gdy jest zła:

(Autor – Komveekou, ale nie jestem pewna)

Człowiek:

Rodzina:

Mama:

Tata:

(Autor – Sharvampire, LINK!)

Opublikowano Bez kategorii | 6 komentarzy

CM’owicze – wielki powrót?!

Siemcia tutaj znowu Jess ^^
Na początek pragnę się pochwalić, że w końcu stworzyłam postać swojego własnego wilka. W sumie fajna zabawa, polecam. Jeszcze nie wstawiła, ale w najbliższym czasie dodam ^^
A co dalej? WRÓCIŁAM NA CM!!! AAA!!! Sama w to nie wierzę, no ale stało się. Po ilu miesiącach? Chyba siedmiu, o ile dobrze liczę. W każdym razie nie było mnie od początku kwietnia. Siedem miesięcy NIE używałam laptopa! No nieźle… Ale czy to znaczy, że wracam na stałe? Otóż no nie, ale tak mi się wydaję wraca reszta. Między innymi: Boomie, Alaya, Sara, Przemek, Lili, Liz i… no dobra nie orientuje się najlepiej. Ja może powrócę w grudniu, ale jak wiadomo mam przejebane z nauką… Hehe kocham szkołę.
Bez dalszego pierdzielenia przejdźmy do najważniejszej części!

Doszły mnie słuchy, że organizowane jest spotkanie powitalne, bo dłuższej nieobecności, no tak w sumie dużej połowy ludu. Więc oczywiście również musiałam się tam pojawić. I pojawiłam, tylko z niewielkim spóźnieniem. Naprawdę niewielkim, nie tak jak zazwyczaj. Z początku niepewnie, ruszyłam w kierunku miejsca spotkania. Coś sprawiało, że trochę bałam się tego spotkania? Być może, dlatego że dawno żadnego z nich nie widziałam, poza Lili oraz Frost oczywiście. Spojrzałam ponownie na moje futro. Wyglądało chyba raczej… odrzucająco. Teraz faktycznie można było o mnie powiedzieć: Prawdziwa mroczna księżniczka i córka demona. Zatrzymałam się przy jednej z kałuż, na leśnej ścieżce. Pozbyłam się z niej wszystkich liści, a później przyglądałam się swojemu odbiciu. Biały pyszczek, a futro czarne. Moje oczy były… puste. Zwykła czerń, nic więcej, nawet moje białka przybrały ten odcień. Tylko, gdy się im dobrze przyjrzało, można było dostrzec małe, żółte plamki. No i te okropne, granatowo-czerwone pióra w niektórych miejscach. Jedyne, co zostało z tamtej Jessi to znamię, w kształcie księżyca na tylnej łapie oraz część charakteru. Reszta odeszła. Czy wróci? Nie sądzę. Odwróciłam się, zanurzając ogon w mętnej wodzie. Szybko go wyciągnęłam, przeklinając pod nosem. Nie przyzwyczaiłam się nadal, do jego długości, a co dopiero objętości. Nie przejmując się ruszyłam dalej. Najwyżej Sara będzie mnie szorować, pomyślałam. Dla bezpieczeństwa, zmieniłam się w człowieka, gdzie nie było nic widać. No prawie. Byłam już coraz bliżej, wyznaczonego miejsca. Czułam mały skurcz w żołądku, ale gdy z daleka zobaczyłam ich wszystkich, moja nieśmiałość zniknęła, a łapy automatycznie poruszały się szybciej. Prawie cała rodzinka. Uśmiechnęłam się lekko. Ledwo doszłam do skały, a otoczyły mnie Skylar (Liz) i Sara. Przywitałam się z wszystkimi, a późnej wysłuchałam, co mają mi do powiedzenia.
- Jess, powstrzymaj ją! – Prosiła Sky
- Kogo? Co? – Zapytałam, jak zwykle nie w temacie
- No moją wnuczkę! Maję!
Nie zdążyłam nawet odpowiedzieć, ani usłyszeć o co chodzi, a z drugiej strony odezwała się Sara.
- W końcu jesteś! Ile cię nie było? Wstydź się!
W odpowiedzi tylko się uśmiechnęłam, a wzrokiem powiodłam po reszcie grupy. Jak mogłam się tak bać spotkania z nimi? Przecież to, jak wyglądam nie ma chyba znaczenia. Sara, gdzieś pobiegła, a Liz rozmawiała z Mają, która chciała już iść. Powtarzała to nie raz, ale została z nami, praktycznie do końca. W tłumie wypatrzyłam też Alayę, ale nie zdążyłam do niej podejść, gdy nastąpiło coś, czego można było się z łatwością spodziewać. Królowa czystości wróciła do gry. Przecież zebranie tak licznej grupy ludzi, to najlepszy moment na sprawdzanie, czy każdy dba o swoją higienę osobistą. Na sam początek, wykąpała siebie w morzu, o ile nie zabrała się wcześniej za Sky, która jak torpeda popędziła, żeby schować się za Lili. Przez chwilę, nie wiedziałam gdzie są, ale po chwili odnalazłam ich na wzgórzu. Szybko do nich dołączyłam, a Lili automatycznie schowała się za mną. Nic sobie z tego nie zrobiłam, co w sumie ostatecznie wyszło na moją korzyść. Wszystkie trzy uważnie nasłuchiwałyśmy, z której strony nadejdzie mydlana śmierć. Zapanowała taka cisza, że przez chwilę słyszałam bicie swojego serca oraz szmer liści, popychanych przez wiatr na ziemi.
- Czuję, że jest za nami – Powiedziała Lili półgłosem
Na to obróciłyśmy się. Byłyśmy przygotowane do ewentualnego ataku lub też ucieczki. Może brzmieć to teraz zabawnie, ale tak nie było. Jej szorowanie boli, spytajcie Lili… Z początku nikogo nie widziałyśmy. Miałam nawet przeczucie, że może jej tam nie ma, a wyskoczy zaraz z innej strony, lecz po chwili usłyszałam szmer i trzaskanie suchych liści, pod czyimiś łapami. Łapami nie byle kogo, lecz właśnie Sary. Odruchowo moja jedna łapa poszła w tył. Nie zamierzałam się znaleźć na pienistych torturach. I stało się, wyłoniła się zza krzewów. Lili i Sky wycofały się w tył, a ja jeszcze przez chwilę stałam w miejscu. Wiem, że coś powiedziała, ale ja nie do końca usłyszałam co, dlatego tylko odkrzyknęłam:
- Idź z tym mydłem szatanie!
Po czym dołączyłam do dziewczyn. „Reonie, Rono i inni bogowie – strzeżcie mnie przed nią”. Szybko odwróciłyśmy się i zaczęłyśmy biec, co sił w nogach, ale po chwili ja zatrzymałam się kawałek przed nią. Wiedziałam, że nie możemy uciekać bez końca, przed mydłem i wodą. Sięgnęłam łapą do kałuży, które znajdowałam się pod moimi stopami, z której wzięłam dużą garść błota. Rzuciłam nią w Sarę. Dziewczyna przerażona tym, że jest brudna pobiegła do wody. Brudasy: 1, czyścioch: 0. Podeszłam do roześmianych przyjaciółek.
- Jess, zróbmy mieszankę! – Wykrzyczała po chwili Sky
Ah, nasza kochana mieszanka błotna! Jak mogłabym się nie zgodzić?
- Jak robiło się twoją mieszankę? – Dopytałam
- Dodaje się błoto, liście i gówno, ale nie byle jakie! Musi być końskie – Zaśmiała się
Od razu zabrałyśmy się do pracy, podczas gdy Sara się myła. Każda robiła swoją porcję. Sky do swojej dodała jeszcze wody, żeby była rzadsza. Aromat był wręcz cudowny. Nasza kochana koleżanka, musiała być zachwycona. Żeby było nam łatwiej, zmieniłyśmy się w wilki. Oczywiście, ja na końcu i nie chętnie, ale nikt nie zwrócił uwagę, na mój wygląd, więc szybko odzyskałam pewność siebie. Wzięłyśmy wiadra i zabrałyśmy się do poszukiwań. Poruszałam się za Lili, która pobiegła do miasta. Trzeba było przeszukać wszystkie domki. W którymś na pewno się chowała. Intuicja mojej prawej ręki, dobrze nas poprowadziła, bo już w pierwszym ją znalazłyśmy. Chowała się pod schodami. Czując niebezpieczeństwo szybko stamtąd uciekła i pobiegła w las. Gonitwa zaczęła się na nowo, tyle że tym razem role się odwróciły. Była od nas trochę szybsza, trzeba przyznać, ale ostateczne, po długiej gonitwie po mokrym, błotnistym lesie udało nam się ją złapać. A dokładnie została przez nas otoczona. Kolejno: Sky, ja i Lili wylałyśmy na nią mieszankę. Jej wyraz twarzy mówił sam za siebie. Pomysł był genialny, a ona znów musiała się umyć. Na pewno jedno udowodniłyśmy, z nas czyściochów nie da się zrobić.
- Do twarzy ci w błocie! – Krzyknęłam rozbawiona za nią
- W końskim gównie też! – Dodała Sky
Obie zaczęłyśmy się śmiać, a później usiadłyśmy w kółeczku, a w sumie trójkąciku, bo było nas trzy (Cicho, wiem jak to może zabrzmieć .-.). Po chwili wróciła do nas Sara, już bez zamiaru wykąpania nas oraz Nilven. Posłałam sobie z Lili porozumiewawcze spojrzenie, właśnie w tym momencie w naszych głowach zrodziła się głupia myśl, którą uzgodniłyśmy dokładnie telepatycznie. W końcu trzeba zrobić coś głupiego, po tak długim czasie bycia spokojną i poważną. Lili dyskretnie się oddaliła. Ja również miałam taki zamiar, kiedy nieopodal drzewa zauważyłam sznur. No proszę, nie musiałam się nawet wysilać. Nic też nie było w tym dziwnego, byliśmy nie daleko morza, fale mogły przecież go wyrzucić, co nie? Podniosłam sznur. Zaczęłam się mu przyglądać.
- Eh, tylko po co mi on? – Zapytałam sama siebie
Wyrzuciłam go za siebie, a później podeszłam do, niczego nie podejrzewającego Nil’a. Jednym, szybkim ruchem łapy, był już splątany w wodne macki. Wydawał się być zdezorientowany, a akurat w tym właśnie momencie wróciła Lili z opakowaniem farby do włosów. Rzuciła mi je, ale w tym momencie nasza ofiara się uwolniła, a później sobie poszedł, jak gdyby nigdy nic.
- Lepiej mnie nie denerwujcie – Rzucił jeszcze za sobą
Musiałyśmy stworzyć nowy plan. Przecież nie można było, tak łatwo odpuścić. Różowa lalka Barbie Nilven, to najlepszy pomysł, na jaki dzisiaj wpadłyśmy i nie można było tego tak przepuścić. Natychmiast poddałam Lili nową propozycję i ruszyłyśmy za nim. Lili przodem, ja trochę z tyłu. W końcu, to on musiała wykazać się jako pierwsza. Mi przypadała najlepsza część w tym wszystkim. Chodź mogłabym się też wykłócać, czy ogłuszenie go nie było jeszcze lepsze. Zatrzymałyśmy się za drzewem, obserwując go. Siedział z Sarą na brzegu. Niczego nie mógł się spodziewać, chyba że nas słyszał. Po prostu idealnie. Po chwili Lili wyszła z naszej kryjówki z patelnią w łapach. Z całej siły uderzyła go patelnią, a Nilven zemdlał. Sara zajęła się Lili, a ja wtedy wybiegłam i w samej chwili pofarbowałam mu włosy na różowo, bo gdy odeszłam od niego on się zaczął się budzić. Przez chwilę czerwieniły mu się jeszcze oczy, ale później wróciły do naturalnego koloru. W samą porę, żeby zobaczyć końcowy efekt przyszła Sky, a zaraz po niej Maja. Żałowałam tylko, że nie zdążyłam mu zrobić makijażu. Nie długo nosił ten, jakże cudowny i męski kolor, gdyż szybko go zmył, a później poszedł Alayi mówiąc, że się nad nim znęcamy. Pff, co za perfidne kłamstwo. Ja? Że JA?! Przecież ja tylko go upiększałam, nie chciałam, żeby był siwy jak dziad… Ale już dałam już sobie spokój, wiedząc że nic z tego nie będzie i śpiewałam z Skylar „Rebel love song” – Black viel brides, a raczej tylko zaczęłyśmy, bo po chwili przyszedł do nas Luke. Lili posłała mi znaczące spojrzenie. Nastał czas, by wcielić w życie nasz kolejny plan. Zmieniłyśmy się w ludzi, a później spojrzałyśmy na Sky.
- Człek, please – Zwróciła się do niej
Gdy już była człowiekiem, złapałam ją za rękę i zaczęłam ciągnąć, w kierunku miasta. Lili poszła z nami, zostawiając Luke’a samemu sobie. Oboje jeszcze nie wiedzieli, co ich czeka. Kto by się spodziewał, że dwie swatki zaczną znowu działać? Może nie długo wróci jeszcze spółka „Bonzo wie jak ojebać z kasy cie”. Kto wie? Mimo iż, nie raz pytała mnie, gdzie ją prowadzę, ja nie chciałam udzielać konkretnej odpowiedzi. Na miejscu, normalnie z buta weszłam do środka budynku, zwanego restauracją. Jak się było można spodziewać, nikogo tam nie było. Idealnie na randkę sam na sam, nie licząc dwóch genialnych kelnerek. Sky próbowała uciekać, więc Lili przywiązała ją do krzesła niewidzialną linką.
- Pojebało was? – Warknęła
- Mnie już dawno, przecież wiesz, prawda? – Wystawiłam jej język i zaśmiałam się
- Tak, udowodniłaś to wczoraj
Wyszłam na zewnątrz. Teraz moim zadaniem było przyprowadzić, który gdzieś się przemieścił. Rety, zabawa w chowanego, jak ja tego nie znoszę. Przemierzyłam pół wyspy, kiciając na niego i czekając, aż wyłoni się z ukrycia. Jak się okazało, najciemniej jest zawsze pod latarnią, bo ostatecznie znalazł obok fontanny, znajdującej się naprzeciw restauracji. Nie tracąc czasu, złapałam go za kołnierz i zaciągnęłam prosto przed Lili. Nie był zadowolony. Jego również posadziła i przywiązała do krzesła. Wtedy wyjaśniłyśmy im zaistniało sytuację. Chciałam już szykować pyszne spaghetti, ale Luke zepsuł całą zabawę, mówiąc że ktoś się mu już podoba. Pff, czy moje plany zawsze muszą być niewypałem? Zrezygnowana, miałam już uwolnić tę dwójkę, ale Lili wpadła na pomysł z małym wieczorem szczerości lub wyznań, jak kto woli. Po kolei każdy musiał opowiedzieć coś o sobie. Luke nie był chętny do mówienia, więc Sky zrobiła mu wywiad, bo nie chciała już dłużej siedzieć na krześle. Gdy Lili powiedziała już swoje, a każdy miał nadzieję, że ten koszmar się skończy wpadli do nas jeszcze Iza i Nilven. Można powiedzieć, że z zaistniałego zamieszania, jakie wywołało pojawienie się Izy, Luke i Nilven sobie uciekli…

Taki ładny koniec, nie ma co dalej pisać, gdyż po rozmowie z Izą, ja i Lili pokłóciłyśmy się i nic z tego nie wyszło. O co? O to, czy woda zgasi ogień, czy ogień wyparuje wodę… Ja dalej jestem przy swoim i uważam, że ogień to ogień, nie m tu znaczenia, że jest twój Lili XD
W każdym razie Lili zrobiła ze mnie bałwana, a ja żeby jej się odwdzięczyć chciałam z niej zrobić śnieżną kulkę, a kłótnia rozwinęła się, gdy oplotłam ją wodnymi sznurami, które chciała wyparować ogniem ^^

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Życzonka! Hierarchia?!

Oh, to już? Pamiętam jak ostatni raz składałam życzenia na tym blogu, dokładnie rok temu. Za szybko ten czas leci ;=;! Tak wiem, po raz kolejny się będę nad tym użalać… Ale nie o tym, bo robię ten wpis głównie z jednego powodu.

Życzę wszystkiego najlepszego naszym basiorom!!!

* Przede wszystkim szczęścia, niech uśmiech nie schodzi z waszych pyszczków :3

* Żeby nie męczyło wad zbyt wiele problemów (Trochę może x3)

* Zdrówka, bo przyda się z nami XD

* Tej wymarzonej wadery, mrau    ( ͡° ͜ʖ ͡°)

* Wielu niezapomnianych chwil w tej watasze, jak i w życiu rl

* Dobrych ocen w szkole, oczywiście z matmy i chemii (Hehe :>)

* Dużo śmiechu, odpałów i Maksowi życzę Carly, a Boomie’mu Vannessy :33

* No i ten… Bądźcie silni nasi męszczyźni, nie dajcie się nikomu xD

* Ogólnie, no wszystkiego najlepszego brzydale i słodkich koszmarów z nami :3

Od adminek: Jess, Lili i Anii oraz Sky, chodź myślę, że podpisze się pod tym i reszta wader^^

Nie jestem dobra w składaniu życzeń… Ok, a więc punkt drugi dzisiejszego postu. Lili chyba pytała już część albo i nie, nie wiem… Ale chodzi o to, czy zrobić hierarhię + kilka zawodów w watasze? Ja uważam, że byłby to dobry pomysł, może zrobiłoby się odrobinę ciekawiej w watasze, a na pewno urozmaiciło by to nasze opowiadania, bo nikt nie byłby „bezrobotny”. Każdy miałby zajęcie, coś w czym będzie dobry…

Czy wiecie jak funkcjonuje taka hierarhia? Myślę, że tak skoro jesteście w watasze wilków, z tym że u nas może się to nieco różnić, jako iż nasza kochana wataha jest zawsze wyjątkowa ❤ Myślę, że wyglądałoby to tak:

Samica alpha: No czyli alpha, czyli chyba ja… xd

Samiec alpha: Czyli no partner alphy

Oczywiście, samiec i samica alpha są ze sobą na równi, raczej nie konkurują ze sobą, każdy ma wyznaczone role np. Samiec – zajmuje się polowaniami, a samica – relacjami w watasze (?), a gdy jedno jest niezdolne do pełnienia danej funkcji, drugie ją zastępuje. Z reguły alphy nie są najsilniejsze, a na pewno słabsze od bety, ale mają lepsze zdolności przywódcze… Tutaj, bez zmian jak w każdej watasze. My oczywiście mamy jedną alphe, ale mamy jeszcze genialną Bete (zastępce)

Młode alphy: Dzieci – Sky i Carly

Samica Beta: Lili

Samiec Beta: -

W naszej watasze uznawane, za zastępców alphy, chodź są znacznie silniejsze, to nie chcą „obalić” alphy (Oczywiście wiadomo – wilk zabija alphe i zostaje alphą), gdyż wiedzą że nie będą z nich dobrzy przywódcy. Szybko reszta watahy, odrzuciłaby „władzę” bety, dlatego woli być drugi niż ostatni. Beta i alpha, posiadają, taki jakby układ, znaczy beta zawsze broni alphy, a gdy ktos ma stanąć z nią w pojedynek o władze, musi pierwsze pokonać betę, a nawet jeśli ją pokona, nie ma już potem siły żeby walczyć z alphą, więc łatwo go pokonuje.

Młode bety: Dzieci

Powyżej (nie licząc młodych), było max 2 wilki, w wypadku reszty, może być więcej, ale nie za dużo, żeby wszyscy nie byli w jednej grupie, bo zaczne z Lili sama was dzielić ;=;

Nie ma co dalej opisywać, im niższe miejsce w hierarchi, w tym słabszy jest wilk. Powiedzmy, że po becie będzid kolejno: Gamma, Delta, Etta, Epsilion, Omikrion i najgorsza Omega.

Nie chce się już rozpisywać, lepsze opisy wkrótce będą w zakładce!

No i… Zawody!

Tutaj potrzebuje propozycji, ale kilka już mam. Oznaczone gwiazdką, ja decyduje czy wilk może objąć stanowisko:

*Nauczyciel (max 2): Uczy głównie młode wilki, jak radzić sobie z mocami i ogólnie radzić też sobie bez nich, historia watahy itd…

*Trener pupili (max 1): Szkoli nasze zwierzaki

Opiekun: Pilnuje szczeniaków, na łące lub wzgórzu wilków, szczególnie podczas nieobecności ich rodziców. Można powiedzieć, że taka niańka.

*Szaman (max 3): Głównie jest to wilk trzymający się na uboczu, zajmuje się zielarstwem i różnymi okultyzmami, uzdrawia inne wilki.

Łowcy: Wilki, które zajmują się polowaniem, na zwierzynę w pobliskim lesie, pod przewodnictwem samca alphy lub wyznaczonego przez alphę wilka.

*Strateg: Pomaga parze alpha, podczas ustalania strategii, zazwyczaj podczas wojny.

Magowie i czarownice: Wilki, które posiadają z zasady 1-2 mocy, ale posiadają za to bardzo rozwinięte zdolności magiczne, znają wiele zaklęć i posiadają liczne artefakty przekazywane z pokolenia na pokolenie (czyt: Zakładka o czarownicach). Dzielą się na:

- Wróżbitów (max 2): Wilki, które potrafią przewidzieć przyszłóść, a to jak ona będzie dokładna zależy od umiejętności wilki (ale nie przesadzajcie młody wilk na pewno nie będzie umiał db przepowiedzieć wszystko). Zna drobne zaklęcie.

- Medium: Zajmują się w głównej mierze swerą duchową, potrafi porozumieć się z duchami zmarłych, w znacznie większym stopniu niż szaman, a do tego potrafi ożywić wilka, ale tylko pod warunkiem, że zmarł nie dawno, a jego dusza nie trafiła do zaświatów. Zna drobne zaklęcie, ale nie zbyt potężne.

- Czarownik: Zna bardzo dużo zaklęć, w głównej mierze te obronne, które przydają się nie raz podczas wojen. Niestety nie umie on dobrze uzdrawiać (chyba że nie wielkie rany i złamania), ale jego zaklęcia mogą uśmierzyć ból.

Alhemik: Tworzy rozmaite eliksiry i mikstury, które później można kupić w naszym sklepie.

Zwiadowca: Obserwuje tereny naszej watahy, co jakiś czas robi obchód i zawiadamia w razie niebezpieczeństwa.

Wojownicy: Każdy członek watahy, poza szczeniętami.

Oczywiście szczenięta do lat 5, nie należą do hierarchii. Jakieś jeszcze propozycje?

*Zdj dla zwrócenia uwagi xd*

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Wymiar zła

Na wstępie: Przepraszam, że tamten wpis, był trochę na odwal… Ale kończyłam za Lili, a nie umiem być nią ;-;

Nie czekałam na odpowiedz. Mój niepokój, przeobrarzał się w brak humoru. Chciałam być sama, a pobliski lasek na bagnach, wydawał się idealny, tylko dlatego, że wyglądał na cichy i opuszczony, poza tym był wstrętny, zbyt błotnisty. Poszłam przed siebie, w stronę kilku, smutnych drzew. Ogon zanurzał mi się w błocie, w wyrzszych jego częściach zasychało, łapy już były całe brudne, a ja nie zwracałam na to uwagi, tylko brnęłam bardziej przez, błotnistą krainę. Pewnie, gdyby nie mój zepsuty humor (ciężko uwierzyć, że wszystko przez czerwone oczy), leciała bym, trzymając ogon, jak najdalej od brązowej, mokrej mazi. Drzew wokół mnie, pojawiało się coraz więcej, były bardzo blisko siebie. Zapadał powoli zmierzch. Robiło się coraz ciemniej, a ja prawie tego nie zauważałam. Myśłałam tylko o tym, żeby zło znów nade mną nie przejęło kontroli. Nie teraz, gdy zaginęła bliska mi istotka – Aerin. Brakowało mi jeszcze deszczu. Popatrzyłam w górę, ale nie mogłam już dostrzec nieba, nie tylko nieba. Gdyby nie to, że szłam prosto, nie znalazłabym drogi powrotnej. Drzewa były tak gęsto ułożone, że przypominały ścianę. Czułam się jak w zamkniętym, nieoświetlonym pomieszczeniu. Podleciałam do góry i usiadłam na jednej z gałązek, pokrytej grubą warstwą mchu. Oczywiście mokrego.

- Prawie jak poduszka… – Mruknęłam, uśmiechając się pocieszająco

Oparłam się o pień. Rozłorzyłam się wygodnie.  Teochę się odprężyłam, starałam się nie myśleć, o wszystkim co złe, ale do głowy same przychodziły mi wspomnienia, tego jak o mało nie zabiłam brata. Jego oczy, którę ujawniały lęk oraz pełen pogardy i powątpienia głos. Miał rację jesteś tchórzem, odezwał się głos w mojej głowie. Była ta część mnie, której nienawidze, Luna. Tym razem, zamiast się z nią kłócić przyznałam jej rację. Tak, jestem słaba, nic nie warta, o czym mówią moje rany… Spojrzałam na swój bandaż, po czym znów przymknęłam powieki.

- Mogłaś to zrobić – Nagle odzywa się potężny, męski głos

Otwierzyłam oczy, lekko sklejone od łez, a przede mną stał mój dziadek. Od początku wiedziałam, że skoro jest Stellius, to jest też i jego, o ile można go tak nazwać, stwórca. Lecz dziś nie czułam do niego wstrętu i nie chęci. Cieszyłam się, że już nie jestem samotna, wśród tych drzew, mimo że na początku tego właśnie chciałam.

- Mówisz o… – Nie chciałam tego powiedzieć… Ranach

- Nie, nie fakt trochę się za późno odezwałem, ale tak słodko się nad sobą użalałaś

Nie wiem, co babcia w nim widziała. Jest wredny… Jak ona, w pewnym sensie. Nie dopytywałam, o co mu chodziło. Wyciągnął dłoń w moją stronę. Wtedy zauważyłam, że stoi na grzbiecie mojego smoka. Zamiast być zła, za kradzież smoka, byłam szczęśliwa że jest tutaj, cały i zdrowy. Usłyszałam w swojej głowie, „Zabrałem go specjalnie na powitanie wnuczki”.Złapałam go za dłoń i wskoczyłam na grzbiet smoka. Gdy już usiadłam wygodnie, smok poleciał w górę i nagle w połowie drogi przyspieszył, a przed nami otworzył się portal. Razem z pół demonem, przeniosłam się do innego wymiaru. Teraz już powoli, lecieliśmy na Aerinie. Moje oczy czerwieniły się bardziej niż kiedykolwiek, do tej pory, na widok tego, dzięki któremu mogą takie być (xd)

- Więc, czemu go nie zabiłaś? – Odezwał się po chwili milczenia

- czemu Jesteś taki miły Bo.. To rodzina, nie? – Mruknęłam, ale gdy ukratkiem zerknęłam na niego, wylała się reszta słów – A no tak, przepraszam, ty nie masz pojęcia o tym, o więzach krwi, jakie łączą członków rodziny! Jesteś sam!

- Myślisz, że nie umiem czytać w myślach? – Wciąż nie patrzył w moją stronę, tylko mocno zaciskał lejce, które założył smokowi – Poza tym, nie jestem sam, mam przecież wnuczka oraz wnuczkę, która się mnie wyrzeka

- Dobra … Żałuje, że go nie zatukłam, gdy mogłam! On o mało nie zabił mnie! A jak wiem, że mogłabym tym, pozbawić cię jedynego wnuka, zrobiłabym to z uśmiechem na pysku, zadowolony?! – Wykrzyknęłam mu do ucha

Abudabi się zaśmiał, ale nie odezwał już do końca podrózy, a ja nie chciałam się odzywać nie proszona. Wylądował przed małą chatką. Była noc, a w oddali dało się słyszeć, przyjemne wycie wilków. Weszłam do środka przed nim, nie pytając o pozwolenie. Było tu przytulnie, jak na domek, takiego potwora. Wszedł zaraz po mnie, razem z Aerin do kieszonki, jakby powiedziała Ania, mimo że nie był aż tak mały.

- Podoba ci się? – Zapytał

Rozejrzałam się, jeszcze raz dookoła.

- Trochę zbyt… Ciepło? Przyjaźnie? – Sama dziwiłam się temu co powiedziałam, ale taka była prawda

Demon uśmiechnął się:

- Wiem, to tylko iluzja

- Tylko po co? – Zdziwiłam się

- Żeby twoje koleżanki, zbyt szybko tu nie przybyły, nawet twój brat nie wie o tym miejscu

Na wspomnienie o Stelliusie, zaczęłam się zastanawiać, czy on nadal leży obezwładniony w jaskini, za wodospadem, ale odpuściłam sobie. Jeżeli nie wie o nim, to niech umiera w samotności. Zmieniłam się w człowieka. Rozsiadłam się na kanapie, położyłam nogi na stół, Aerin chciał do mnie podjeść, ale się zawachał, jakby mnie nie poznał. Może powinnam się zobaczyć w lustrze.

- Co on taki strachliwy? Spojrzałam na dziadka podejrzliwie

To oczywiste, że coś mu zrobił. Abudabi pstryknął palcami, a smok poszedł  gdzieś, skręcił za rogiem i straciłam go z oczu.

- Nie może tutaj siedzieć, zniszczyło by to plan

Orzewróciłam oczami.

- Dobra, przymknij się – Warknę łam

Położyłam się i zasnęłam.Nie chciałam słuchać, jego dalszych kłamstw. Następnego dnia, jeszcze zanim się obudziłam, ktoś szturchnął mnie w bok. Otworzyłam jedno oko, ale nic nie widziałam więc znów je zamknęłam. Chciałam wrócić do mojego snu, gdzie świetnie się bawiłam, będąc królową mroku i świata demonów. Otuliłam się ogonem.

- Wstawaj leniwa klucho!! – Usłyszałam brata, który kopnął mnie w bok

Wzrastała we mnie złość. Czy on nie wie, że potrzebuje dużo snu?!

- Leniwa?! – Szybko wstałam i skoczyłam na niego warcząc

Stellius Ugryzł mnie mocno w łapę, ale ja miałam gdzieś cieknącą krew. Spaliłam mu trochę futra, a on mnie zrzucił. Wstałam i jeszcze raz warknęłam na niego, mówiąc: Idiota! Rozejrzałam się. Po chwili zdałam sobie sprawę, że nie jestem już na wygodnej kanapie, blisko ciepłego kominka, a w czymś co przypomniało ciemny loch. Nie zwracałam jednak sobie głowy tym.

- Co ty tu robisz? – Wypaliłam nagle – Chyba mocno cię sprałyśmy ostatnio… – Uśmiechnęłam się na piękne wspomnienia

- Ktoś bardzo się ucieszył, z czyjegoś powrotu i mnie uwolnił – Podszedł bliżej, czułam zawód w jego głosie – Dokładnie nasz dziadek

- Ucieszył? To ten stary grzyb wie jeszcze co to radość – Zaśmiałam się

- Jak widać… – Syknął w mojaw strone – A teraz milcz i czekaj

- Na co… – Przerwał mi warkiem.

Odpowiedziałam mu tym samym a później zamilkłam. Przeciągnęłam się i usiadłam pod ścianą.

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Nowy wymiar i łaskawa Jessi :P

Od razu ostrzegam, że piszę na nowym telefonie i może być sporo błędów xd

~Lili~

Leżałam obok Aliosa na ziemi, jako człowiek i głaskałam go po pyszczku. Dzisiaj była piękna pogoda, aż chce się żyć. Nagle zauważyłam wybiegającą z lasu Jessikę. Wyskoczyła zza krzaków i usiadła obok mnie ciężko dysząc.

J: Liliii- zaczęła jęczeć.

L: O co chodzi? – jak zwykle pewnie nic dobrego, pomyślałam.

J: Nie mam Aerina- Alios, gdy usłyszał imię brata zaczął głośno ryczeć w stronę nieba, a ja wstałam zaskoczona.

L: Jak to?

Anja wyskoczyła zza krzaków drząc jape „Allah Akbar”.

A: Eloszka Dziewczęta.

L: Hey Anja.

J: Hej- powiedziała Jessika ze smutkiem.

A: Coś przegapiłam?-spytała lekko zdziwiona.

L: Tylko kolejne zniknięcie smoka śmierci, nic wielkiego- odpowiedziałam.

A: Nic wielkiego… CZEKAJ CZEKAJ CO?!

J: No byłam w jaskini, ale go nie było, a zostawiłam go tam…- położyła się na ziemi chowając głowę w łapy.

A: Smok ci wszedł do jaskini? Jak ty go tam wepchnęłaś?- zdziwienie Anji wydało mi się odrobinę zabawne.

J: Zmienia rozmiary- wymamrotała.

Ledwo ją zrozumiałam przez tę głowę schowaną włapach.

A: Aaa- Anja wreszcie zrozumiała.

Choć te smoki chyba jeszcze nie raz ją zaskoczą. Ja natomiast zaczęłam się zastanawiać, gdzie może teraz być Aerin. Do głowy wpadła mi jedna tylko możliwość…

L: Lenav- szepnęłam tak cicho, że mogły mnie nie usłyszeć.

J: Co sugerujesz?- zauważyłam, że zerka na mnie kątem oka.

A: Czemu wołasz Lenav?

L: Pamiętasz jak przyszła, gdy Dachowiec uciekł?

Te myśli mnie przerażały, a Anja wydawała się być znudzona brakiem zainteresowania jej osobą.

J: No, była zła na nas…

A: To ja może usiądę…- usiadła na ziemi.

J: Chciała smoki!- poderwała się wreszcie rozumiejąc, o co mi chodzi.

L: Jeden albo oba…

A: Srutututu…- Anja bawiła się piaskiem.

J: Zostawiłam Aerina, dlatego go zabrała!-byłyśmy bardzo przejęte.

L: Nie mogę go zostawić w takiej sytuacji- patrzyłam na Aliosa.

J: Anja to poważna sprawa… Dla mnie!- A dla mnie to już nie?-znów zaczęłam myśleć.

Jessi odwróciła się w stronę zdezorientowanej Anji cała zdenerwowana.

A: No tylko siedzę no, przecież już się nie wydurniam.

J: A ja się czuję jakbyś to ignorowała.

A: Nie ignoruję. Siedzę i słucham.

J: Lili, nie powinnaś zabierać Aliosa. Miał być jeden albo dwa, wzięła jednego.

Wskoczyłam na mojego smoka i przytuliłam się do jego szyi. Dobrze wiem, że Alios jest kolejnym celem.

L: Nie wybrałyśmy Jessiko… Może go wziąść, gdy będziemy jej szukać…- mój głos stał się chłodny, przeczucie, że Aliosowi coś grozi było przerażające. To ja miałam go chronić i taki mam zamiar.

Natomiast Anja lampi się na sytuację. Jessika wskoczyła za mną.

J: W takim razie będziemy go bronić i odbijemy Aerina!- wyczuwam bijącą od niej ekscytacje.

Wszystko zwolniło. W tym momencie przypomniała mi się kartka. Kartka, którą kiedyś znalazłam i słowa brata: „Nie pokazuj im tego. Im dłużej nie będą o tym wiedzieć, tym lepiej” Gdy Anja wskakiwała za Jessike, Alios przesłał mi kolejną wizję. Lecimy tam. Do wymiaru, gdzie według dziadka Srebrnego odnalazłabym się lepiej, niż w jakimkolwiek innym miejscu… Wzbudzają mnie słowa Anji gotowej do lotu.

A: Chyba też mam wejść.

J: Chyba tak.

L: Chyba oczywiste.

Wtedy Alios szybko wzleciał do góry. Anja była w swoim żywiole i bawiła się chmurami.

J: Czyli, wymiar przyjaźni?-pyta w końcu i chwyta się mocniej.

L: Nie sądzę… obrazy są inne, nie rozpoznaje ich…

A: Wygodny ten twój smok.

L: Cieszę się.

J: Obrazy?

L: Sposób komunikacji między mną, a nim. Czasem pokazuje mi wizje, a czasem obrazy z różnych miejsc, gdy nie może to opisać słowami. W sumie częściej używa obrazów, bo to smok.

Anja dalej bawiła się chmurami i czekała na coś.

J: W takim razie gdzie jest Lenav?

L: Nie wiem, zaraz się okaże- dodałam wiedząc co zamierza Alios.

Smok nagle wzleciał trochę wyżej, po czym zaczął szybko lecieć w dół. Gdy byliśmy blisko ziemi, tuż nad nią pojawił się portal w który wlecieliśmy.

J: Jeeej, jak na kolejce górskiej- była uśmiechnięta od ucha do ucha.

Dziwnie się czułam, jako jedyna byłam ciągle zmieniona w człowieka i gadałam z wilkami.

L: Tylko lepszej- zaśmiałam się.

A: Wolne- patrzyła w niebo.

Alios chciał ją ukarać za słowa i uderzył ją, dla siebie, lekko. Jednak ona nic sobie z tego nie robiła i dalej leżała.

A: Zapomniałaś że mam moc powietrza. I takie prędkości to ja mam na co dzień- zasłoniła mi  twarz dużą chmurą.

Jessi rozłożyła się wygodnie i niechcący łaskocząc smoka w skrzydło, na co on zareagował skręcając, robiąc kółko w powietrzu i lądując na ziemi. Odgoniłam chmury ręką, co poskutkowało tym, że Jessi miała wąsy z chmury. Poraziłam Anje lekko prądem.

L: Gdzie z tymi chmurami.

A: Chmury są fajne.

J: Puchate- powiedziała to rozmarzonym głosem, co wydało mi się zabawne.

L: Bardzo- zeskoczyłyśmy z Anją ze smoka.- Gdy się ich nie ma na twarzy.

A: Jaki dziwny grunt, taki… błotnisty.

L: Jakby chodzić po wodzie- od razu mi się to spodobało.

Jessika poruszała chwilę chmurkowym wąsem i zeskoczyła do nas.

A: Jakby chodzić po łóżku wodnym.

L: Dokładnie.

A: To ja wolę polatać- automatycznie poleciała do góry.

J: Nie lubię błota- też podleciała lekko do góry.

L: Pff, dla mnie jest idealnie.

Alios zmniejszył się do rozmiarów łapy Jessiki i wleciał mi na głowę. Jessika kichnęła i jej wąs zniknął.

A: Alios do kieszonki- śpiewa.

J: Aż tak mały być nie może.

L: Kieszonkowy Alios? – zaczęłyśmy się z Jessi śmiać.

A: Tak, zabierz na drogę, przenośna wersja, przyjazna dla dzieci.

J: Prowadź przewodniku- zaczęła lecieć nad moją głową.

Chodziłam zachwycona po wodnym gruncie w stronę góry. Anja leciała za nami na plecach, a Jessika nad moją głową drażniąc Aliosa włosami. Anja zaczęła psuć mi ułożoną fryzurę, a Jessi futro.

J: Ej.

A: Co?

Anja zmieniła się w człowieka i dalej sobie leciała na plecach.

J: To ja będę sie czuła jak pies wasz- zaczęła się śmiać.

A: Siad Jessi.

Zauważyłam jak jakaś postać wleciała do wodospadu.

A: Waruj- kontynuowała.

J: Nie robię sztuczek na zawołanie- zaczęła cicho warczeć.

L: Ciszej

Ucichły.

A: Gdzie ona wleciała?

Jessi zniżyła się do ziemi, najprawdopodobniej chciała coś lepiej zobaczyć. Poleciałam w stronę wodospadu.

L: Tutaj- bez wahania wleciałam do środka.

A: Będę mokra- zaczęła jęczeć, ale wleciała za mną. Zauważyłam rannego smoka

A: Ej no Lili zalałaś mi obrączkę- zaśmiała się zaczęła suszyć.

L:Sama wleciałaś za mną- też się zaśmiałam.

A: No bo czeba

Podeszłam do smoka i zaczęłam patrzeć gdzie jest ranny.

A: Mam ziółka jakby co- dalej się suszyła.

L: Ja też.

A: Ale ja mam Anjowate. Wszelkiego rodzaju- ciągle się śmiała.

Nagle ktoś mnie złapał i zakrył usta. Anja niczego nie widziała, bo ten ktoś schował się w cieniu.

A: Lili gdzie ty?- próbowała coś zobaczyć i wyjęła broń.- Coś mi tu pachnie podstępem.

Coś blokowało moje moce, bo nie mogłam zapalić płomienia na dłoni.

A: Wydaj jakiś głos lili. Porusz się czy coś..

Wtedy Alios zaczął ryczeć. Ania wycelowała i strzeliła, w obce coś, a ja byłam wolna. Do jaskini, w wodospadzie, wbiegła Jessika. Wyglądała, jakby przed czymś uciekała, a na łapie miała bandaż, ale wolałam się nie pytać. Może później. Teraz musiałam…

A: Wszystko ok? – Zapytała

L: Chyba…

Spojrzałam na ręce, na których były kajdanki. Kiedy? Skąd? Nie wiem… Jessika, która nie wiedziała dokładnie, co się wydarzyło dołączyła do nas.

A: Are ju faking kiding me… Daj mi łapy

Posłusznie, nie mając wyboru, podałam jej ręce, a ona rozcięła kajdanki magicznym skillem Johnny’ego. Moje nadgarstki poczuły ulgę. Usłyszałam na sobą trzask. Gdy obejrzałam się, zobaczyłam kraty. Wszystkie byłyśmy zaskoczone. Z cienia wyjawiła się postać, ściągnęła kaptur – to była Lenav. Kątem oka zauważyłam, jak Jessika podbiega bliżej nas. Zatrzymała się za skałą, wyglądało na to, że Lenav jej nie widziała. Mogłabym zaatakować z ukrycia.

L: Oddaj go – Powiedziała spokojnie

J: Nie oddamy Aliosa, miał być jeden smok! – Jednak nie wytrzymała

Wyskoczyła zza skały, przed Lenav. Piorunowała ją wzrokiem. Zależało jej na smoku. Patrzyłam na Aliosa, niestety był zbyt duży, by zmieścić się między kratami.

L: Wybaczcie, ale stąd nie ma wyjścia, skały blokują wasze moce i umiejętności oprócz walki wręcz. Jessika zawarczała. Krzyczała wkółko, żeby oddała jej smoka. Wtedy futro Lenav zmieniło kolor na niebieski i przed nami ukazał się Stellius.

S: Niestety,nie ma takiej możliwości – Uśmiechnął się pewny siebie

J: Ale… Ale… – Jąkała się, nieco zmieszan – Stellius? To pułapka prawda?

Wróciła do nas Ania, która starała się ogarnąć sytuację. Wszystko zrozumiała, gdy tylko spojrzała na brata Jess.

S: A jak myślałaś siostrzyczko? Aerin jest daleko stąd. Przyszedłem po drugą nagrodę.

Zmieniłam się w wilka i zawarczałam na Stelliusa. Jessika, jeżąc się, powoli zaczęła zbliżać się do brata. Sama byłam już w gotowości, żeby go zaatakować.

J: Jaka nagrodę? – Wysyczała

S: Serio się nie domyślasz? Potrzebne mi oba smoki, a wy trzy jesteście niczym nagroda pocieszenia z trzeciego miejsca – Parsknął śmiechem

Ania, wyciągnęła noże i spojrzała złym wzrokiem na Stelliusa… Nie mogła się już doczekać, aby poderżnąc mu gardło lub gorzej. Nie tylko ona, chodź nie wiem jak Jessi. Pewne było jedno, drarznił nas wszystkie. Alios wlecial na Anje, a Jess zaczęła okrążać Stelliusa cała najeżona, wciąż warcząc.

J: Pieprzony… - Zgrzytała zębami

Ania groziła Stelliusowi, szykując noże, a Jess już rozciągała pazury. Chyba zaraz miała skoczyć, ale ja ją uprzedziłam. Nagle on uniusł łapę i zawisłam tuż nad jego głową. Jessi szybko zareagowała, rzucając się na Stelliusa, a on mnie puścił. Wylądowałam na ziemi, łapiąc oddech.

A: Pieprzony mały gnojek… – Rzuciła w niego kilka noży

Ania bardzo chciała już zabić Stellius’a, ale Jess nie chciała do tego dopuścić. Poza tym, skądbyśmy wiedziały, gdzie jest Aerin? Naszą małą wymiane zdań, wykorzystała ta kanalia, wbijając Jessi ostre, długie pazury w brzuch. Ania rzuciła nóż, w stronę głowy Stellius’a. Mocno drasnęła mu ucho. Żałowałam, że nie przebiła głowy.

L: Alios działaj! – Krzyknęłam

Trzymałam go, tak by się nie ruszył, a Alios wskoczył mu na głowę. Po chwili przyleciał na moją głowę, a Stellius’owi wbił pazury w gardło. Już wiedziałam, gdzie jest! Co prawda, nie dokońca cieszył mnie fakt, że będę musiała tam lecieć. Jessika opadała z sił, krwawiąc. Ania, nie mogąc patrzec, jak się męczy, podeszła do niej.

A: Jessi.. – Wyciągnęła zioła – Masz..

J: Jeśli zrobiłeś mu coś to nie ręcze za sb… – Warczyła na brata i zaczęła kaszleć

Nie zamierzała wziąć ziół. Lekko krwawiąc, podniosła się i znów zbliżyła się do Stelliusa, który szykował się do ataku. Ania nadal nalegała ją na zioła. Była upaetaz z resztą obie były. Rzuciła nożem w Stelliusa, a ja na niego wskoczyłam i przygniotłam do ziemi.

J: Nie ma czasu na zioła, on ma gdzieś mojego smoka! – Krzyknęła i wyciągnęła ulubiony miecz

L: Jess, ja wiem gdzie jest Aerin – Wbiłam Stelliusowi pazury – Alios to smok życia. Gdy usiadł mu na tempym łbie wyciągnął tę informację. Jess… dzisiaj albo nigdy… – Spojrzał na nią znacząco -Kolejnej takiej okazji może nie być…

Mierzyła się z nim wzrokiem, przez dłuższy czas, aż zaczyną się szarpać. Zeszłam z niego i przyłożyłam mu nóż do szyi, drugą ręką trzymającą jego pysk, żeby nas nie ugryzł.

L: Wybierasz ty – Spojrzałam dodając jej otuchy

Ania, obserwowała wszystko z boku znudzona.

S: Luna… Czy jak wolisz Jessika… Jesteś słaba, wiem to – Zaśmiał się

Kopnęłam go w bok, żeby się uciszył. Takiego brata, tylko współczuć.

J: Ty Jesteś głupi, ale jakoś ci tego zwykle nie wytykam! – Przycisnęła mocniej miecz, zaciskając przy tym powieki.

Wciąż nie była pewna, czy tego chce. To było po niej widać. Ania wyjęła piłe.

A: Mogę ja to zrobić? – Zaproponowała

Wtedy Jess zabrała szybko miecz z jego szyji.

J: Nie!!!

Wcale mnie to nie zdziwiło

. J: Nie chce! Jest kretynem! Zadaje się z demonem, ale to mój brat… Zwiąrzmy go po prostu…

L: Skoro nie, zostawię ci pamiątkę -Przejechałam nożem po jego pysku

Jessika, kopnęła go w krocze i opluła mu twarz, po czym odsnunęła.sie od brata. Związałam go.

A: A mogę go chociaż walnąć tą piłą?!!

Zgodziłyśmy się. Niech się w końcu wyrzyje na nim. Wzięła piłę i uderzała go, nią w twarz.

J: Zostawmy go

Ania trzymała go za kark. Stellius zaczął pluć krwią, miał spuszczoną głowę, a oczy zakrywała mu grzywka.

S: I tak go nie odbijecie – Uśmiechną się

A: ZAMKNIJ SIĘ BO SPOTKASZ SIĘ Z MOJĄ PIŁA – Uderzyła go z plaskacza

Należało mu się. Miałam już dość przebywania z nim, w jednym pomieszczeniu. Czas to kończyć. Zgnije tu sam, bez mocy, jedzenia. Kopnęłam go jeszcze w brzuch z kolanka.

J: Zostawmy go tu – Mówiła ze złościa i odwróciła się w kierunku wyjścia

Eh, nie sposób się nie zgodzić. Rzuciła go w najciemniejszy kont. Podeszłam do Jess wytrzepując ręce

L: Zabij łosia…

Podeszła do nas Ania. Nadal miała chcęć kogoś zabić.

A: Dostała tą piłe od Johnny’ego -Smuteg

L: Drzewo? – Zaśmiałam się – Zabij drzewo. Piła, chcesz kogoś zabić…

A: ALE DRZEWA SĄ CENNIEJSZE.

J: Dajcie mu już spokój – Zawarczała, a jej tęczówki się zaczerwieniły

A: To po co mi ta piła ?

J: Nie mam pojęcia – Odezwała się cicho – Lili ma racje zabij drzewo, ich jest dużo…Przy odrobnie szczęścia zabijesz wilka natury…

A: Uuuu! Ale ja chcę zabić, nie wy…

J: To zabij… Tylko nie Stelliusa – Wysyczała i wybiegła z jaskini

Ania pobiegła za nią, a ja zatrzymałam się w progu. Rzciłam jeszcze jedno spojrzenie Stelliusowo.

L: Jest dla ciebie za dobra… – Wyleciałam na zewnątrz.

Dziewczuny były w pobliżu. Jess patrzyła przybit w kałużę, a Ania usiadła obok, na ziemi i patrzyła w niebo. Jessika uderzyła łapą o kałużę. Odwraciła.się i zakryła oczy.

A: Nie bój się, nie tylko tobie czerwienią się oczy.. – Chwilę payrzyła na nią, potem znowu w niebo

J: Porostu… Nie lubię czerwonych oczu – Spuściła łeb – Zawsze źle to się kończy

Dziwnie czułam się, nie uczestnicząc w tej rozmowie, a tylko się przysłuchując. W końcu podeszłam do nich. Jess, ani drgnęła, tylko Ania spytała, co dalej. Alios urósł, a ja zmieniłam się w człowieka. Powoli ruszając ręką dotyknęłam jego pyszczka. Jej słuch wyłapywał ich rozmowę, pomimo odległości.

L: Zostańmy tu chwilę… Nie chcę tam iść – Spuściłam głowę, a mój wzrok zrobił się pusty

J: Rozejrze się po okolicy – Oznajmiła nagle…

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy

Mała zmiana

To znowu ja! Nadeszła mała zmiana w formularzu, od teraz obowiązkowa jest historia i kontakt, bo mało osób czyta już ten blog (albo czyta i nie komentuje, w takim razie zwracam honor), a ja potrzebuje czasem coś od was. Nie będzie to też tylko dla mnie, a rówież dla was, bo będziecie mogli się skontaktować między sobą i wspólnie coś tworzyć. Nie zmuszam was do podawania fb czy coś, bo sama prawdziwego bym raczej nie podała. Możecie stworzyć nawet specjalnie fałszywe GG, jak chcecie. W zakładce „Jak dołączyć?” już wszystko zaktualizowałam, pozostało tylko, żeby się do tego dostosować, więc w komentarzach pod tym wpisem, proszę o krótką historię wilka oraz jakiś kontakt.

Aaa, zapomniałabym. Razem z Lili i Anią pisałyśmy sobie coś (może jakiś tydzień temu), ale wpis pojawi się jak Liliś wróci z koloni. Do tego czasu jakoś wole nic nie pisać, bo to nie jest skonczonę, a z nimi nigdy nic nie wiadomo, nie wiem jak to się potoczy, natomiast jeszcze raz zachęcam do pisania czegoś między sobą lub jak wolicie sami :3

Tak w ogóle zastanawiam się, czy ktoś byłby chętny do pisania strasznych historii. Ktoś, coś? Bo założyłam bloga, żeby nastraszyć kuzyna, jakąś głupią bajeczką, a szkoda mi go potem usuwać xd

Papa ^^

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

Wpis na dobry start.

Hey kochani ^^ Oto wasza Lili w roli redaktorki :3 Jestem już trzecią osobą, która może coś tu robić na tym blogu, ale czemu by nie? xD No właśnie po co tu ja? To oczywiste, że nie zawsze któraś z nas ma czas by zrobić wpis. No niestety. Ja też tak mam, choć staram się być aktywna, więc będzie mi prościej to wszystko zapisywać. Raczej tyle z mojej strony, jakieś pytania to można walić śmiało i ogólnie do zobaczenia ^^

hgj

Opublikowano Bez kategorii | 6 komentarzy

Pierwsze spotkanie z Jaguarem

*Informacja dla nie kumatych: Jaguar to Kaoru*

Chodziłam po wzgórzu, gdy w pewnym momencie zauważyłam Lili, która podrzucała sobie kamień, patrząc w dal. Schowałam się za jednym z drzew i zaczęłam przyglądać. Wtedy wpadłam na pomysł, żeby ją przestraszyć. Skradałam się od drzewa do drzewa, ale nie chcący stanęłam na jednej z gałązek. Miałam nadzieję, że nie usłyszała, więc szłam dalej. Ale się myliłam i już po chwili obok mojej głowy przeleciał kamień. Podniosłam się szybko, rozglądając na boki. Dostrzegłam Lili, która śmiała się, widząc moją minę. Odwróciłam się wtedy, udając urażoną, gdyż zepsuła mi zabawę. Oparła się o mnie uśmiechnięta i zaproponowała mi mały trening, na który się zgodziłam, odpychając ją rozbawiona. Ale nie mogłyśmy iść na pola treningowe, gdyż zostały zniszczone, o czym właściwie dopiero wtedy się dowiedziałam. Przez kogo? Jak zwykle demony. Lili leniwie ruszyła łapą i przed nią pojawił się ekran, z ataku demonów. Gdy zbliżyła ekran, dało się zauważyć niebieskiego wilka w kapturze – Stelliusa. Nie było z nim na szczęście dziadka.

- Dziwne, burza idzie? – Zdziwiła się Lili. Wstała i popatrzyła w dal – O nie!

Zmieniła się w wilka. Poderwałam się, odganiając złe myśli

- To chyba nie byle jaka burza, prawda?

- Jess, to nie jest burza…  - Spojrzała na mnie wystraszona.

- W takim razie co? – Zdziwiłam się.

Zrobiłam duże oczy, widząc niemal czarne niebo. Lili pobiegła w stronę dymu, a ja ruszyłam za nią. Przybiegłam trochę później niż ona. Gdy byłam na miejscu, wszystko już było ugaszone przez nią. Podeszłam powoli widząc nieznajomego jaguara, który coś do niej mówił:

- Hej, czemu zgasiłaś moje dzieło ty przerośnięty szakalu? Przeszkadzasz mi w rytuale.

- Kto ty? Poza tym… Szakalu?! – Odezwałam się, a raczej warknęłam zdenerwowana żeby nie powiedzieć wku*wionawiona

   Obchodzi mnie tylko to, że przeszkodziłyści​e mi w ciekawym spalaniu waszych źródeł życia… Prawdopodobnie waszych, jesteście stąd? – Kontynuował dalej.

Odchrząknęłam.

- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie…

- Bo nie muszę.

Miałam już powiedzieć, że ja też nie muszę na jego, ale wtedy wtrąciła się Lili.

- Tak i nie podoba się nam, że podpaliłeś nasze jaskinie …

Sprzeczaliśmy się tak trochę, głównie w sprawie naszego niby „ZOO” w jaskiniach. W końcu miał już iść. Stworzył między nami ścianę ognia i zaczął iść w przeciwną stronę, ale nagle się wrócił i przyciągnął do siebie pnączami spaloną sarnę, gdy znów miał iść odezwała się Lili. Znowu się zaczęło…

- On pewnie tylko o żarciu – Strzeliła face palm.

- Żebym ciebie nie zjadł – Powiedział pod nosem.

Odwróciłam się i podeszłam w stronę Lili, żeby ją powstrzymać przed kolejnym zdaniem, bo miałam dość tego wyliniałego kocura przy naszych jaskiniach, ale nie zdążyłam.

- Spróbuj – Warknęła.

Odwrócił się.

- To była prośba czy rozkaz?

- Tobie rozkazywać? Kto by śmiał? Wyczuwasz sarkazm?

Zignorował ją.

- Jeśli to była prośba, to próśb kundli nie spełniam… Jeśli rozkaz, to w sumie też nie spełniam… – Trochę się rozgadał.

No i nastąpiła kolejna wymiana zdań, którą trochę skrócę, a raczej pominę. Dowiedziałyśmy się, że nie ma imienia, więc chciałyśmy coś dla niego wymyślić, ale w końcu się nam znudziło i pozostał Jaguarem, dachowcem. Nagle wypalił z pytaniem, o młode wilki. Musiałyśmy skłamać, bo nie miałyśmy do niego zaufania, a nie ma co się dziwić. Nie wiem czy nam uwierzył, czy nie ale poszedł w swoją stronę. Gdy znikł nam z oczu, Lili oznajmiła, że straciła kontakt ze swoim smokiem, nie może wyczuć jego myśli. Starałam się ją uspokoić, ale nic nie działało, bo upierała się przy swoim. Gdy pocieszałam Lili, za naszymi plecami, z pod ziemi wyskoczył Jaguar. Podskoczyłam wystraszona, wspomniał coś o Aliosie. Chciał za niego okup, ale zanim się na cokolwiek zgodziłam, chciałam żeby go nam pokazał, ale nie szło się z nim dogadać. Ostatecznie tym okupem miał być młody wilk z naszej watahy, który mógłby wychować. Po dłuższej rozmowie ustaliliśmy, że ja przyniosę szczeniaka, a on smoka i spotkamy się na granicy łąki między leśnej a piachu. Lili nie była zadowolona z mojej decyzji.

- Lili chodź ze mną, pomożesz mi szukać – Poinformowałam ją.

- Jakie stworzonko chcesz mu dać? – Zapytała.

- Znajdziemy jakiegoś małego wilczka… Pewnie ukradniemy jednej z wader… – Powiedziałam, jakby to była najnormalniejsza rzecz, codzienność.

Poszłam w stronę góry. Lili pobiegła za mną krzycząc.

- Ja nie będę kraść wilczków, Jess! Gdzie tu nasze zasady? – Była bardzo przejęta moją decyzją.

- Zasady są po to, żeby je łamać, nie? – Odpowiedziałam i zaczęłam skakać z skałki na skałkę, w górę.

Po chwili byłam na szczycie, a Lili próbowała obudzić moje sumienie, które musiałam w tym momencie zignorować. Niestety ja już postanowiłam. Jej gadanie nie było w stanie zmienić mojej decyzji. Zobaczyłam waderę, która urodziła kilka godzin temu. Pod jej nie uwagę udało mi się zgarnąć jednego, który leżał najbliżej i oddaliłam się. Lili szybko wyrwała mi młode i oddała waderze, po czym usiadła na skałce, gdzie rozpaczała nad Aliosem. Widząc jak cierpi nie poddałam się. Znów szybko zabrałam młode, po czym rozłożyłam skrzydła i pośpieszyłam się, żeby Lili mnie nie zauważyła. Wylądowałam przed Jaguarem, ale jak się okazało byłam za wcześnie, więc musiałam wrócić na wyznaczone miejsce i ukryć małego przed Lili, która już teleportowała się pewnie do mnie. Niestety mnie przyłapała. Zapewniałam ją, że wadera nawet nie wie ile ma tych szczeniaków i nie zauważy, ale nie dała się zwieść. Po chwili na miejsce dotarł Jaguar z przyczepą, przykrytą płachtą. Odwróciłam się w jego stronę, ignorując trochę Lili, która nadal nie była pewna czy oddać małego. Podeszłam bliżej, ale spojrzałam jeszcze na nią.

- Pokaż smoka! – Zatrzymała mnie Lili.

Dachowiec zaczął nas zapewniać, że smok jest cały, tylko śpi. Nie byłam pewna czy mogę mu wierzyć, za to Lili była stanowcza od początku – NIE! Podczas, gdy ja się wahałam, on użył pnączy i wyrwał mi młodego, po czym uciekł. Lili zdenerwowana podeszła do wozu, w którym była tylko kupa śmieci. Było do przewidzenia, że nie miał Aliosa, prawdopodobnie podsłuchał naszą rozmowę i chciał z tego skorzystać. Lili się wściekła, a ja wzruszyłam ramionami i wzleciałam do góry. Nie mogłam tak patrzeć jak cierpi. Zatrzymałam się w powietrzu, na skraju lasu deszczowego.

- Dachowcu, gdzie jesteś?! – Krzyknęłam.

Nie było słychać nic, poza szumem leśnych żyjątek. Krzyczałam, ale on dalej nic, więc nie czekając na zaproszenie zrobiłam krok w przód, przekraczając łapą granicę, następnie drugi krok, a później weszłam już pewna siebie. Przedzierałam się przez chaszcze, aż za łapę złapał mnie jeden z krzaków. Po chwili niespodziewanie liana przechwyciła mnie za tułów przez łapę. Popatrzyłam na łapę i pazurem drugiej, przecięłam lianę. Gdy już myślałam, że będę wolna, krzak który złapał mnie pierwszy, pociągnął mnie prosto w błoto, skąd wyrosły pnącza i całe mnie oplotły, przyciskając do ziemi. Z kryjówki wyszedł w końcu dachowiec. Mój wyraz twarzy, nie ukrywał niezadowolenia.

- Cześć, wpadłaś na herbatkę?

Najwyraźniej go to bawiło. Byłam wściekła, do tego stopnia, że temperatura mojego ciała, zaczęła gwałtownie wzrastać. Miałam nadzieję, że to jakoś skrzywdzi rośliny, ale nic z tego.

- Lepiej się tak nie denerwuj, bo jak ja się zdenerwuje to…

Z pnączy wychodzą ciernie. Trochę ochłonęłam.

- A ty zawsze tak gości traktujesz?

- Ta, już tak jakoś mam… Powiedz, gdzie jest twoja przyjaciółka?

- Lili? Nie mam pojęcia, poszła zła w swoją stronę.

- Ale ty kłamiesz, przecież jest tam, wyczuwam ją bo się styka ciągle z roślinami.

- Nie kłamię!…

Chciałam coś dodać, ale przedarł mi twarz pazurami. Syknęłam z bólu, ale nie poddałam się. Nie będę obrywać, za to że mówię prawdę! Położył łapę na moim karku.

- Mówię prawdę, przysięgam, nie mam jak skrzyżować pazurów…

Lili szybko skoczyła na niego, ale on ją odkopnął, po czym szybko wrócił do mnie i przegryzł mi kark. Jęczałam przez chwilę, czekając na śmierć, która nie nadeszła, lecz poczułam tylko większy ból. „Może ugryzł za słabo…”, pomyślałam. On sam się dziwił, nazywając mnie mutantem, gdy poruszyłam lekko łapą, żeby podpalić pnącza, na których stał (znaczy na mnie). Podskakiwał na nich, po czym zgasił je błotem. Przyjął na siebie środek na chwasty, a później wybrał inną taktykę.

- Czego tu chcecie magiczne poczwary? Znaczy… Drogie magiczne wilki?

- Chcemy smoka albo młodego – Warknęłam.

- Przecież dałem wam smoka za młodego – Powiedział żartobliwie.

- Taa.. Kupe śmieci, czyżbyś miał problem z rozpoznaniem smoka?

- Chodzę po prostu po terenach, a że zaatakowałeś ją… i nawet nie drwij sobie ze mnie… – Odparła Lili

- Ja jej nie zaatakowałem, tylko zabezpieczyłem, czy ja chce dla was źle? – Zaczął – Nie, to wy mi na terytorium włazicie. To należy do mnie, a obecność kogoś kto zna magię na tym terytorium jest dla mnie nielegalne.

- Wołałam cię, mogłeś przyjść… Poza tym nie wspomnę kto był na naszym i coś palił

Rzucił nam na pamiątkę rogi lamorożców. Przyciągnął Lili do mnie i związał nas razem w pnączach na środku błota. Wciąż bardzo bolał mnie kark i ledwo się poruszałam.

- Macie do wyboru śmierć albo śmierć – Oznajmił

„Też mi wybór”, pomyślałam. Lili rozcięła pnącza pazurami i poleciała spokojnie. Bez zastanowienia wzbiłam się w górę, ale on się mnie uczepił. Leciałam w górę, ponad las, ale on wgryzł mi się w skronie. Czułam, że kark z bólu mnie pali. Wgryzał się coraz mocniej, a ja go kopnęłam. Poleciał w dół z kawałkiem mojego łba. Spadałam praktycznie nie przytomna, ale miałam na tyle siły żeby wpaść portal do swojego wymiaru. Wylądowałam osłabiona w ogrodzie przy zamku. Dotknęłam łapą swój pysk, który o dziwo był cały. Najwyraźniej powinnam podziękować Lili. Jeszcze medalion regeneracji, który dostałam od Maksa, zaświecił się i wyleczył kilka ran. Czułam, że mam kolejną bliznę.Podniosłam się i złapałam za głowę, słychać było szmer w  krzakach. Wstałam i chwiejnym krokiem podeszłam do czarno-granatowego krzewu. Rozchyliłam lekko gałązki, na pyszczku automatycznie pojawił się mi uśmiech. Poinformowałam telepatycznie Lili, że udało mi się znaleźć smoki. Przedarłam się przez krzew, złapałam ich oboje i teleportowałam się do jaskiń. Odłożyłam ich na ziemi. Gdy rozmawiałam sobie z smokami, ktoś odezwał się za mną.

- Ej ty! To moje smoki, dałem im schronienie

Odwróciłam się i zobaczyłam jakiegoś skrzata albo gnoma, czy coś w tym stylu.

- Twoje? Chciałbyś!

- Znalezione nie kradzione ty złodzieju!

- One są MOJE! Były w MOIM wymiarze! Ja je wychowałam z Lili! - Krzyczałam podirytowana.

- Gówno mnie to obchodzi ty… – Użył mnóstwo obelg, których znaczenia nawet nie znałam.

- Mnie też gówno obchodzi, co tam sobie mówisz - Wystawiałam mu język i osłaniałam smoki.

Sypnął we mnie proszkiem na kichanie, po czym zauważył chyba Lili nad nami i wyciągnął muszkiet. Zaczęłam tak bardzo kichać, że przez cały czas miałam zamknięte oczy i słyszałam tylko strzały. Miałam nadzieję, że jej nie trafi. I tak się stało, Lili cała wylądowała obok nas.

- O co tu chodzi? – Zapytała nieco zmieszana.

- Ta wilczyca ukradła smoka – Nagle wpadł na pomysł – Ej słuchaj pójdźmy na kompromis, jeden twój, drugi mój.

- Słuchaj, jeden jest mój a drugi jej – Wskazałam na Lili.

- A może taki kompromis. Jeden mój, drugi Jess, a ty spadaj i łapy precz od nich. – Powiedziała zaraz po mnie Lili.

- Oo, widzisz? – Powiedział do Lili – Ukradła i tobie.

- Nie ukradłam! – Szybko odkrzyknęłam.

Zaczął w nas sypać proszkiem na kichanie. Na Lili to nie działało, ale jak kichałam tak, że aż łzy płynęły mi z oczu. Czułam się, jakbym miała alergię. Weszłam na kulę mroku, w której były smoki, gdzie nie sięgał proszek. Lili była rozbawiona. Nagle nie wiem skąd wyskoczył Jaguar i rzucił się na skrzata, przegryzając mu czaszkę. Chciał się odwdzięczyć, za rzekomy cyrk, który u niego zrobiłyśmy, chodź według mnie to my powinnyśmy się mu odwdzięczyć, bo w porównaniu z nim, nic takiego nie zrobiłyśmy. Wypuściłam smoki, a on wszedł do mojej jaskini rozwalając wszystko, co ocalało. Użyłam swoich mocy, tworząc barierę mroku, która uniemożliwiła mu wyjście. Podeszłam, a on patrzył na mnie, jak gdyby nigdy nic. Zaśmiałam się.

- Ten maluch jest sprytny, jeszcze mnie znajdzie i się na was zemści, zobaczycie – Zaczął nas straszyć, a mi się chciało coraz bardziej śmiać – Znaczy no najpierw mnie uwolni bo sam pewnie nie da rady.

- A nie jest jeszcze za młody?

- Jaguarku a znasz ostrzeżenie związane z moim smokiem? – Zapytała Lili, a ja czułam co szykuje.

Aerin był w środku i nadepnął na jaguara. On odgrodził jego łapę od siebie, za pomocą ognia. Wskoczył na jego klatkę piersiową i wbił mu pazury w szyję, ale łuski smoka były za twarde. Chwycił go za kark się wgryzł. Zacisnął szczękę i przegryzł mu gardło. Zdałam sobie sprawę, jak Aerin dawno nie walczył. Właściwie odkąd został moim smokiem. Na szczęście Alios, który był smokiem życia, szybko uleczył brata, a on poraził jaguara prądem i znów zamierzał go zdeptać, ale zatrzymałam smoka na życzenie, jaguara, który już tak bardzo chciał, aby go oszczędzić. Pstryknęłam łapą, a bariera znikła. Chyba zacznę zabezpieczać jaskinię, zanim się dobierze do czegoś cenniejszego… Jaguar uciekł, a zaraz po tym pojawiła się Lenav. Już myślałam, że dawno urwał się nam kontakt z bogami…

- Skrajnie nieodpowiedzialne… – Pokręciła głową.

- Ciociuu ale żyje prawda? – Odpowiedziałam pocieszająco.

- Bo był przy nim brat. Wybierać. Jedna traci smoka albo obie! – Była bardzo zła na nas.

- Ale tak nie można! – Protestowałam.

- A wykańczać smoki można?! – Uniosła się.

- A czy ja go wykańczam?!

-  Pomyśl co gdyby Alios był gdzieś indziej.

Otworzyłam usta, żeby odpowiedzieć, ale usłyszałam pisk szczeniaka. Natychmiast teleportowałam się w jego miejsce zostawiając Lenav, dając jej kolejny powód na to, że jestem nieodpowiedzialna. Zaraz za mną pojawia się Lili. Widzimy jaguara, który stoi przed nami z małym w pysku. Jeden nie właściwy ruch, a go zabije. No i… Zagryzł, a później pobiegł w swoją stronę. Powarkując zaczęłam go gonić, a smok Lili urósł do ogromnych rozmiarów i złapał go w zęby czekając na rozkaz zabicia.

- Ej, serio chcecie mnie zabić za głupiego młodego?

- Zabić? Chcemy ci tylko dać nauczkę.

- Co? To ja już wolę zginąć niż mieć nauczkę od kundli!

- To jak? Alios nie jadł śniadania. – Lili najwyraźniej nie mogła się już doczekać.

Jaguar rozsiał wokół siebie ognie, ale smok był odporny na ciepło. Wbił mu ciernie w podniebienie, a smok miażdżył go tylko bardziej, wtedy wrósł mu w mózg bambus, a zanim się zdążył zregenerować, dachowłaz uwolnił się z jego paszczy i uciekł, tworząc za sobą burzę piaskową. Zaczęłam kaszleć, od kurzu z piasku, po chwili odwróciłam się do Lili i smoka…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Mapa

Najprostszy tytuł jaki mogłam dać, wiem, ale niech nitk nie wymaga ode mnie wielkiej kreatywności o… Dokładnie 23:40. Witam, ponownie bo dawno nie było wpisu (i tak nikt nie tęsknił…). Nie będę się rozgadywać, nie ma po co i nie ma o oczym, dlatego przejdę do tematu. Dobrze wam znany, nasz przyjaciel – Kaoru, zrobił mapę. Może nie odzwierciedla jakoś terenów jakie mamy w zakładkach, ale z pewnością przyda się do opowiadań na GG, a co do nich spodziewajcie się jutro wpisu, bo dziś mi się nie chce xd

~ By Kaoru

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Mega WAŻNE!

Witam wszystkie wadery i basiory z tej watahy! Tu znów Jessika, dawno nie było żadnych informacji. Przepraszam, ale laptopa nie mam dalej i nie wiem, kiedy będę mieć… Sprawa wygląda tak, chce wiedzieć kto jeszcze wchodzi na tego bloga i jest w tej watasze. Taka… Selekcja (?) Ok, uznajmy, że tak mogę to nazwać.

Dlatego proszę zgłaszać w komentarzach, kto ogólnie jest w tej watasze i najlepiej by było jakby ci, którzy nie mają GG je założyli, bo jak na razie tam będziemy mogli tworzyć historię, trochę jak na CM. Moje już podawałam nie raz, ale proszę jeszcze raz: 55468682 

Miło by było, jakby ktoś napisał jakieś opowiadanie. Ale też oczywiście nie bronie wam grania na CM, wręcz przeciwnie. To już byłby cud, jakby ktoś tam jeszcze wchodził. W sumie mnie też dawno nie było, to nie wiem jak jest. Do następnego, pa :3

Opublikowano Bez kategorii | 31 komentarzy

Zaginiony smok

Znów cały dzień byłam na nogach. Okrążyłam cały teren watahy i nie tylko, conajmniej z trzy razy. Niestety bezskutecznie. Gdzie on może być? Usiadłam obok jaskini, ale tylko ma moment, bo potem chodziłam w te i z powrotem, rozmyślając jakie miejsce mogłam pominąć. Ale chyba byłam wszędzie, a poddanie się nie wchodzi w grę. Uderzyłam pięścią w ścianę.

- Hej, czemu się tak denerwujesz?- Brandy spytał lekko zaskoczony. Zdaję sobie sprawę, że mogłam wyglądać jak kłębek nerwów, ale to co się stało, to jedna z gorszych rzeczy jakie mogły się wydarzyć.

- Bo stało się coś złego – Odpowiedziałam nerwowo pocierając naszyjnik z księżycem. Jakiś nowy nawyk.

- Jeśli mnie to nie tyczy, to nie wnikam. Spojrzałam w ziemię zdając sobie sprawę jak głupi może być powód takiego zamieszania, ale jednak nie jest wcale głupi. Lenav mnie zabije.

- Eh, smok mi uciekł – Wydusiłam w końcu

- Smok? Mogę wiedzieć jaka rasa? Szybciej pójdzie szukanie. – Powiedział

- Smok śmierci, taki nie za wielki, czarno-czerwony – Odpowiedziałam, a ruchem ręki pokazałam jego wielkość

- Śmierci? – oparł się o ścianę i zaczął zastanawiać – Szukaj w jaskini, albo w jego wymiarze. Wiesz, tam, gdzie spędzał najwięcej czasu. Ta rasa nie lubi wielkich zmian.

- Nawet nie pamiętam gdzie go znalazłam – Odparłam z żalem – Wiem, że spędzał czas ze swoim bratem, smokiem życia.

Oparłam się o jaskinię, ciężko wzdychając. Próbowałam sobie przypomnieć dzień kiedy znalazłyśmy je z Lili, ale nie potrafiłam. To było przecież tak dawno. Brandy podszedł do sterty książek i otworzył na rozdziale wymiarami. Nawet nie wiedziałam, że mam coś takiego.

- Wymiar Życia i Śmierci?

Pokręciłam głową

-To nie to, wiem że było tam dość… Biało? I miałyśmy jakiś flet – Zamknęłam oczy myśląc nad kolejnymi szczegółami.

I przyznam, że nieźle się zzamyśliłam, bo nie zauważyłam Calusa, który rozmawiał z Brandym.

-Mogę wam pomóc szukać? – Tyle udało mi się usłyszeć z rozmowy

Po dłuższych przemyśleniach się ocknęłam i trochę mnie oświeciło

- Mogłeś mieć racje, zwracam honor – Spojrzałam na wilka – O cześć Calus, jasne – Uśmiechnęłam się

-To…jak on wyglądał? Coś szczególnego? – Zapytał Calus

Brandy zmienił się w wilka i usiadł. Próbował sobie wyobrazić jak ten smok wygląda.

- Cóż… Jak już opisywałam jest czarny, trochę czerwony – Przerwałam żeby przemyśleć więcej szczegółów – Um, mieści mi się na ramionach, ale gdy jest zły może urosnąć, wtedy jest złoty, z tego co pamiętam

- A gdzie go ostatni raz widziałaś?

- Zostawiłam go w jaskini z Zefrin i Aliosem – Przeniosłam się powoli na łóżko nie przerywając – Długo nie było mnie w domu

Nagle się poderwałam. Nie licząc naszych rozmów, było tu zbyt cicho. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Czegoś tu jeszcze mi brakowało. Popatrzyłam pod stolik, Zefrin był na miejscu. W pewnym stopniu poczułam ulgę. Nie, żeby mnie ten zwierz obchodził, ale lepsze to niż nic.

- Słuchajcie… Drugiego też nie ma – Stwierdziłam

- Zrobili sobie wycieczkę?,, Ej bratku, chodź odwiedzimy stary domek. Co ty na to?”- Zażartował Brandy

- Nie sądze… Znam oba smoki – Mi natomiast do śmiechu nie było

Aerin zawsze pilnował mojej jaskini i nie ważył się nigdzie ruszyć do mojego powrotu.

- Czyli jest coś nie halo. Im szybciej tam pójdziemy, tym szybciej dowiemy się o co chodzi. – Oznajmił

Zmieniłam się w wilka i jednym ruchem łapy otworzyłam portal. Dałam im znak, żeby szli za mną, po czym wskoczyłam do środka, lądując na białym pagórku, przy którym pojawiłam się tu za pierwszym razem. Brandy wyskoczył tuż za mną. Jak tu cicho i biało. Zdecydowanie jest coś nie tak. Poszedł przodem i rozglądając się po okolicy.Wsłuchałam się, mając nadzieję, że zdołam usłyszeć smoki, ale nie szłyszałam nic poza swoim oddechem i delikatnym szumem wiatru, który obijał się o gałęzie. Nagle na białej ziemi, trochę przypominającej popiuł zobaczyłam czyjś odcisk łapy, nie należała ona do smoka. W końcu Brandy wpadł na jakiegoś wilka. Natychmiastowo został zaatakowany kulą światła. Szybko pobiegłam w ich stronę. Rzuciłam się na wilka i przytrzymałam łapy. Starałam się jak najdłużej unieruchomić nieznajomego, żeby mu się przyjżeć. Był cały biały, na futrze miał jasne, świetliste wzory, a jego skrzydła były lekko niebieskie. Przyglądałam mu się długo chcąc go rozpoznać, ale nie potrafiłam.Wtedy na jego łapie dostrzegłam znajomy mi symbol – słońce. Brandy szybko wstał i również zaczął mu się przyglądać. Wilk również mi się przyglądał. Nie wiem skąd, ale ten jego wzrok wydawał mi się znajomy. - ” Jess wilki światła mają dwie postacie?” Spytał  telepatycznie.  - „Lux na to nigdy nie wskazywała” – Ale nie widziałam jej od jej narodzin, dodałam w myślach. Przyjżałam się obcemu. Obejrzałam go od góry do dołu, rozważając taką możliwość. Podeszłam bliżej, patrzył na mnie podejżliwie i słusznie. Złapałam go za ogon, a on nagle zaczął się świecić. W końcu stał się tylko białą plamą, która powoli zaczęła nabierać kształtów. Gdy światło opadło zobaczyłam moją siostrę, która głupio się uśmiechała.

- Nie sądziłem, że tak łatwo ją poznam… -patrzył na uśmiechającą się Lux zaskoczony.

- Od kiedy jesteś zmiennokształtna? – Zapytałam zaskoczona siostrę.

- Porzyczyłam twoją księge… – Odpowiedziała, nie do końca pewnie.

Wyczułam kłamstwo, ale postanowiłam dać jej spokój

- Lux, czy widziałaś tu Aliosa i Aerina?- Zapytał Brandy

- Nie, nikogo tu nie było, chyba że przyszedł przede mną – Odparła

- Zawsze warto poszukać.

- Racja, może jednak tu są – Poszłam pare kroków do przodu, po czym zaczęłam biec.

Lux, chciała dotrzymać mi kroku i pobiegła za mną.Nagle zatrzymałam się przed gęstym lasem, jednym takim w tym wymiarze.Biegłem za nimi. Gdy stanęliśmy przed lasem nagle Brandy pobiegł szybko przed siebie, jakby coś słyszał. Las nie sprawiłam wrażenia przyjemnego, ale do niego weszłam. Lux, która się bała nie chciała iść ze mną. Nie kłóciłam się też z nią, bo wiedziałam, że to nie ma sensu. Było tam ciemno, a ja nie wiedziałam dokąd udał się Brandy. Po chwili usłyszałam ryk smoka. Pobiegłam za nim.Ryk był znajomy. Udało mi się zbliżyć do jego źródła. Duży, czarny smok był rozdrażniony i nie miałam pojęcia, co go tak zdenerwowało. Przeleciałam pod nim dołączając do Brandy’ego.

- Co ty mu zrobiłeś? – Zapytałam zmęczona bieganiem

-Tylko na niego wpadłem z pośpiechu. A Alios wygląda, jakbym był jego najmniejszym problemem… – Odpowiedział nawet się nie oglądając

Wzbiłam się w górę, musiałam unikać smoczych szponów, ale udało mi się. Stanęłam na pysku smoka. Zaryczał jeszcze głośniej, a później wbił we mnie swoje czarne oczy. Po chwili chyba mnie rozpoznał i wrócił do normalnych rozmiarów, a ja spadłam na ziemię.

-Jak na mój gust, coś nie tak z Aliosem albo ktoś rozwala nam rutynę i robi coś złego…

Pogłaskałam smoka, żeby go jeszcze trochę uspokoić

- Ktoś go mocno rozdrażnił… Mam wrażenię, że porwał, a on musiał uciec… – Stwierdziłam

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Wielkie wyjście, polowanie…

- Nic, nic – Powiedział jego ojciec i go puścił.

Kolejna charakterystyczna mina. On coś knuje. Weszliśmy do środka, a ja wyglądałam na niezadowoloną z jego odpowiedzi. Już w środku, jeszcze na moment odwróciłam się, by na niego spojrzeć. Wole nie wiedzieć co mu się zroiło w tym łbie. Gdy zniknęliśmy mu z oczu w końcu się odezwałam: – Gotowy, żeby nawiać?

- Jak nigdy, ale najpierw wejdźmy do twojej komnaty. Nie róbmy na starcie zamieszania- Uśmiechnął się do mnie.

Przytaknęłam i ruszyłam przodem. Znów wyprawa przez labirynt korytarzy. Tym razem udało mi się dojść tam szybciej niż ostatnim razem, chodź nie wiem jak udało mi się trafić. Otworzyłam drzwi i… Zobaczyłam wilka, siedzącego na dywanie. Brandy wyglądał na zmieszanego. Nie dziwie mu się, sama powstrzymałam się od krzyku, żeby nie wzbudzić zainteresowania chodźby straży.

- Sky? – Powiedziałam zaskoczona – Skąd ty tu… Jak?

- Heeej – Przywitała się zadowolona

Brandy wciąż, jakby onieśmielony również się z nią przywitał. Podbiegłam do niej, żeby ją uściskać. Bardzo brakowało mi kogoś z watahy. Cieszyłam się widząc akurat Sky. Odwróciłam do Brandy’iego, który wciąż stał w wejściu.

- Na co czekasz? Szybko zamknij te drzwi – Poleciłam, chodź brzmiało to bardziej jak rozkaz

Brandy posłusznie zaminął drzwi i oparł się o nie.

-Ja tak trochę nie w temacie… -Zaczęła niepewnie Sky -Chodziłam sobie po różnych wymiarach i trafiłam tutaj, gdzie ja jestem – Patrzyła na nas jak na idiotów

- Oby nikt tu nie wszedł – Powiedziałam bardziej do siebie niż do nich. Wstałam z dywanu i usiadłam na krześlę obok łóżka, a dokładnie mówiąc rozłorzyłam się rozmyślając bardziej co dalej – Wymiar cienia… Też trafiłam tu przez przypadek- Odpowiedziałam po chwili

- Wymiar cienia. Aktualnie siedzisz w pałacu mojego ojca- Niepewnie odpowiedział, prawie równo ze mną

Dalej wyjaśnialiśmy Sky, co jest granę. Gdzie dokładnie jest i co się wydarzyło. Wydawało mi się, że zrozumiała. Zrobiła się z tego duża dyskusja, a czas uciekał. Spojrzałam na zegar ścienny w kształcie czarnego kota. Długo już tu siedzimy, zbyt długo i nie podoba mi się to. Swoją drogą ten kot mógłbyć zdecydowanie rudy.

- Eh, nie ważne – Przerwałam całą dyskusję – Mamy chyba nie wiele czasu – Zdawałam sobie sprawę że ceremonia może zacząć się nie długo i każdy szuka księcia.

- Masz rację. Zaraz będą mnie szukać… – Oznajmił Brandy

- Czemu mało czasu? -Zapytała zdziwiona -Kto będzie szukać?

Wstaję z krzesła, odprężona. Oddycham spokojnie i robię ruch dłonią. Mimo iż skupiam się najbardziej jak mogę portal nie chce się otworzyć. Zawiedziona opadam z powrotem na miejsce

- Zapewne król… Chcemy ucieć do naszego wymiaru – Odpowiadam jej

Sky nadal nie wiedziała, dlaczego uciekamy, ale też nie chciała tkwić tu dłużej. Chciałam jeszcze raz spróbować otworzyć portal, w końcu zrezygnowałam. To nie miało sensu, coś tu nie grało. Wtedy oświeciło Brendy’ego. Spojrzałyśmy na niego pytającym wzrokiem.

- Nie ma pewności, ale ten staruch jakoś zamknął wymiar. Pewnie już wszyscy są i chce mieć pewność, że tu zostaniemy. – Odpowiedział

-A z zamku nie możemy wyjść ? -Zasugerowała Skayler – Na przykład przez.. Okno?

- Nie wyjdziemy za mury. Postawił na stówę straż. – Oznajmił Brandy

Zagryzam wargę. Bił ode mnie niepokój. Były małe szanse że jakoś uciekniemy… Ale nie mogłam się poddać. Wybiegłam szybko na balkon rozglądając się gdzie jest straż.

- A jakbym poleciała? – Zapytałam

- A gdybyśmy użyli mocy? – Sky rzuciła kolejną propozycję

- Dał radę zamknąć wymiar, to i mocy nas wszystkich pozbawił. – Miałam coraz wiekszą ochotę ppoddać się

 

Wróciłam do środka.

- Muszę wiedzieć czy jest tu jedno miejsce, którego nie zamknął – Znów Powiedziałam do sebie, ale dość głośno żeby słyszęli

- Lochy…

-No to idziemy. – Odezwała się radośnie Sky i otworzyła drzwi

Chciałam ją zatrzymać, ale nie zdąrzyłam. Stał za nimi król. Brandy szybko zamknął drzwi i zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. Podszedł do ścian. Delikatnie w nie popukał. Nic. Podszedł do dywanu i go przesunął. Pod spodem była klapa, którą powoli otworzyłem

- Panie przodem. – Wskazał na wejście

Sky jeszcze upewniła się, czy prowadzą do lochów. Puściłam ją przodem. Powoli schodziłam w dół, przy okazji łapiąc pochodnię. Mnóstwo pajęczyn kłębiło się nad naszymi głowami. Jęknęłam cicho. Ktoś zaczął szarpać za klamkę. Jako, że Brandy szedł ostatni zamknął klapę, przykrywając ją dywanem. Po chwili marszu w ciemnościach Sky zaczęła krzyczeć. Uciszyłam ją, ale gdy zauważam pająka szybko chowam się za nią. Przeszedł po mnie dreszcz. Nienawidze pająków.

-Weź to spal! – Mówiła

Brandy śmiał się cicho i podszedł do pająka, który szybko schował w kąt. Sky zaproponowała, żeby poszedł przodem. Nie miałam nic przeciwko. Kolejnych pająków nie zniosę. Zgodził się, poszedł przodem i wziął z ściany pochodnię. Szliśmy długo aż doszliśmy do wielkich brązowych drzwi. Delikatnie je otworzył i wszedł do ciemnego pomieszczenia. Byliśmy pod salą, gdzie król zebrał gości i odbywał swoje ,, przesłuchania”. Nie patrzę pod nogi i nadeptuję na płytkę która się pode mną zapada. W krótkiej chwili oplata mnie sznur. Staram się nie wywołać zbyt dużego hałasu. Nagle mały pająk usiadł Sky na nosie. Czułam, że skończy się to tragicznie. Spojrzałam na Brandy’iego. Pokazywał jej, żeby nie krzyczała, ale to wszystko na nic.

- Weźcie gooo!!! – Biegała w kółko robiąc ogromny hałas

Brandy próbował mi szybko pomóc. Nagle w drzwiach stanął jego ojciec ze strażą

- Masakra… – Mruknął pod nosem

Nagle udało mi się spalić sznury, które mnie wzięziły. Gdy odzyskałam czucie w kończynach watałam i zmroziłam pająka który spadł na ziemię, tłukąc się. Sky przestała krzyczeć i patrzyła na straż. Zrobiłam dużą ścianę z lodu, blokującą nas od straży

- Długo nie wytrzyma – Mówię

Brandy dodatkowo otoczył ich barierą mroku, a Sky wykonała to, co umie najlepiej. Zaczęła piszczeć, najgłośniej jak potrafi i po chwili ich ogłuszyła. Ja przygotowałam się do otworzenia portalu, a Brandy zatkał uszy. Straży wraz z królem wszystko zamazywało się przed oczami. Król jeszcze na chwilę posłał groźnę spojrzenie synowi, ale po chwili opadł na ziemię wraz ze strażą. Korzystam z okazji i szybko otwieram portal. Puściłam ich przodem. Wskoczyłam za nimi i zamknęłan go. Wylądowaliśmy na środku wilczego wzgórza.

-W końcu – Sky powiedziała  do siebie, pod nosem

Oddychałam ulgą i położyłam się na trawie. Znów czułam woń polnych kwiatów. Wróciłam do domu. Szczęśliwa uśmiechnęłam się do siebie.

- Witamy w Watasze Królewskiej Krwi – Ogłaszam śmiejąc się

Po chwili moja radość przeniosła się również na nich. Sky położyła się obok mnie, a Brandy poszedł usiąść w cieniu. Zaczęłam czochrać Sky po głowie. Wstała i zawarczała na mnie i skakała w prawo i lewo. Po chwili dotykam ją w łapę krzycząc „berek”. Zmieniając się w wilka uciekałam , ona pobiegła za mną. Okrążyłam kilka razy drzewo, po czym wleciałam na jego czubek i wystawiłam jej język. Nagle dotknęła mojego ramienia i powiedziała „berek”(nerek XD), a sama pobiegła się gdzieś schować Przez chwilę mam mały szok jak się tu dostała. Zlatuję z drzewa i szybko ją doganiam. Jestem już tuż nad nią, chowała się w krzakach

- Bu – Mówię cicho.

Wystraszyła się. Z krzykiem uciekała,aż się za nią kurzyło.

*Brandy*

Patrzy na siedzącą nieco dalej, cicho jak mysz pod miotłą Lux. Nieswojo się czuję w tym świetle, ale w końcu chyba się przyzwyczaje. Lux odwraca się do mnie. Z początku mnie nie poznaję. Mruży oczy i dziwnie mu się przygląda. Dopiero po chwili kojarzy fakty

- Cześć – mówi niemal szeptem

- Cześć- odpowiadam równie cicho, ale nadal wesoło.

Lux miała chwilę wahania, ale gdy już się zdecydowała podeszła do mnie i usiadła obok.

- Myślałem, że będziesz siedzieć w słońcu- zaśmiałem się cicho.

- Ciągłe siedzenie w słońcu też jest męczące… – Chwilę zamilkła – Nie przeszkadza ci moje towarzystwo?

- Nie. Jedną świelną wytrzymam- uśmiechnąłem się do niej

- To dobrze – Odwróciła się w stronę miasta – Myślę, że powinnam w końcu o czymś powiedzieć Lunie… Znaczy Jess – Poprawiła się szybko

- Mogę wiedzieć o czym?

- Chodzi o naszą rodzinę – Zaczyna powoli – Nie dziwi cię, że wszyscy w rodzinie są  wilkami mroku, a ja nie?

- Jesteś wyjątkowa.- Oznajmiam

- Nie powiedziałabym – Ścisza głos

- O czym myślisz?

- Głupio mi o tym mówić… Do tego Jessica… – Przerywa zagryzając wargę

Słyszy strzał. Nagle dostaje w łapę.

- Potem mi opowiesz. Na razie idź się schować.

Odwraca się szybko – Co to było?!

Podnosi się z miejsca rozglądając sięWstaje i trzyma ranną łapę w powietrzu.Kolejne strzały. Szybko łapie Lux i chowa się za najbliższą skałą Lux podchodzi do niego. Wyczuwa zapach człowieka. Osłania ich świetlną barierą przed kolejnymi strzałami.

- Twoja łapa – Mówi – Nie wygląda dobrze

- Mówiłem to raz powiem i drugi. Chrzanić mnie. Nie to jest teraz najważniejsze. – Robię osłonę z cienia, żeby nikt nas nie zauważył.

*Jessika*

Zaczęłam się śmiać, leżąc w powietrzu. Uderzyła łbem o ścianę domu i po chwili sama zaczęła się śmiać. Ląduje obok niej. Uśmiechnęłam się do niej i pomogłam wstać.

- Daleko pobiegłaś

- Serio?- Nie dowierzała

- Serio – Zaśmiałam się

Odsunęłam się od niej pokazując cały teren na jakim się znalazłyśmy. Jej źrenice się rozszerzają, a oczy robią się szklane. Wpatruje sie w jeden punkt

- Co się stalo? – Spojrzałam zmartwiona na nią

- Tam… Jest… Martwe… Zwierzę… -mówi, przelykajac glosno ślinę

Podchodzę bliżej zwierzęcia. Oglądałam je z bliska. Przyglądałam mu się dokładnie. Rzeczywiście martwę. Dotknęłam krwi na jego brzuchu, nawet się nie brzydząc

- Świeża rana – mówię

Po jej policzku spłynęła łza. Rozglądałam się dookoła. Zaczęłam węszyć, ale nie czułam nikogo w pobliżu. Za to coś słyszałam, kroki. Nieźli są, ale gdyby poruszali się cicho było by idealnie. Zabójstwo gotowę.

- Myślę, że są tu myśliwi – Oznajmiam po chwili nasłuchiwania

- Zamorduję -Cedzi przez zęby

Węszy i biegnie śladami ludzi. Pobiegłam za nią. Zdyszana oznajmiłam jej, że słyszałam strzał na co ona jeszcze przyspieszyła i zostawiła mnie w tyle Wzbiłam się w powietrze, lecąc tyle, ile sił miałam w skrzydłach i po chwili byłam na wzgórzu. Rozglądałam się za jakimiś oznakami, że ktoś tu był. Zauważyłam tylko krew na ziemi.Podeszłam bliżej, wtedy dostałam piciskiem prosto w brzuch… Osunęłam się na ziemię. Dziwnę, że nic nie wyczułam. Powoli kąpałam się we własnej krwi. Czułam się źle, byłam słaba i widziałam czarne plamy przed czami. Zacisnęłam powieki, cała drżałam. Taką znalazł mnie Brandy i zaciągnął do jego kryjówki, gdzie czekała Lux. Na mój widok podniosła się i cicho pisnęła.

- Sky…. – Mamrotałam – Chyba ją porwał

Nie miałam pewności, ale to podpowiadał mi mój instynkt, który również odziedziczyłam po babci. Gdy tylko zamykałam oczy, mocno się skupiając widziałam worek, który niósł brodaty mężczyzna, ale wszystko było zamazane. Tego mu nie powiedziałam.

*Skayler*

Ledwo co zatrzymuję sie za jednym z myśliwych, staram się nie ruszać i nie oddychać. Zaciskam mocno powieki i czekam aż myśliwy sobie pójdzie . Powoli kładę się na ziemi. Myśliwy odwraca sie i łapie mnie za kark. Nadal nie otwieram oczu. Wpycha mnie do czarnego worka.  Przy odpowiedniej okazji rozcinam pazurem worek i biegnę przed siebie. Chowam sie za najbliższym drzewem i próbuje złapać oddech. Wpada na mnie Brandy.

- Chodź szybko- Odwraca się w stronę skąd przybiegł.

Biegnę za nim…

*Jessika*

Leże obok Lux, siostra pociesza mnie, mówiąc, że będzie dobrze. Fakt Miałam gorsze rany, ale wcale nie czuję się lepiej niż wtedy. Poza tym, ona też nie znosiła tego dobrze. Wyglądała tak, jakby to ona miała ranę, a nie ja. Lux wyciągnęła jakieś zioło i dała mi do rany.Krzywiłam się, rana bardzo mnie piecze, przez zioła. Brandy zatrzymał się pod skałą i cicho przy nas usiadł. Widząc nas Sky wydała z siebie zduszony krzyk, a w oczach miała łzy. Brandy położył się. Odwróciłam łeb w jego stronę. Zauważyłam ranę. Nie zwarzając na ostry ból w brzuchu podniosłam  się.

- Zaraz wrócę – Oznajmiłam i nie czekając na ich reakcję poszłam w las

Szłam ścieżką, którą znam na wylot, po chwili znalazłam się na zielarskiej polanie.Zbierałam potrzebne mi zioła i kilka jagód. Krzywiłam się za każdym razem, gdy schylałam się po coś.

-Co robisz? – Ktoś zapytał za moimi plecami.

Słysząc czyjś głos aż podskoczyłam. Gdy odwróciłam się zobaczyłam Sky.

- Pomóc ci? – Zapytała – Co mam zebrać?

- Myślałam, ze zostałaś z nimi… Pewnie

Opisałam jej zioło, którego mi brakowało, a sama zabrałam to co mam.

- Dasz radę? – Jeszcze sie upewniam

Mając już pewność, że Sky na pewno sobie poradzi wróciłam do poszkodowanego. Usiadłam na przeciwko niemu, trzymając w łapie mnóstwo ziół. Nagle słychać było ujadanie psów coraz bliżej. Jeden z nich do nas pochodził, gdy inne pobiegły w stronę lasu. Brandy i skoczył na psa. Szykowała się nierówna walka.Lux przerażona stworzyła kulę ze ognia i trafiła w psa, a ten w podskolach uciekł cały się paląc. Rozłożyłam zioła obok

- No to zaczynany kurację?

- Od ciebie- odpowiedział pewny siebie.

Lux płożyła się ciężko dysząc po swoim wyczynie. Pierwszy raz walczyła.

- Nie… Myślisz, że po co lazłam po te zioła ?

Uśmiechnął się do Lux- Dzięki-szepnąłem. Potem zwrócił się do mnie- Żeby ci siostra pomogła się uleczyć.

Kłóciłam się znim długo, każde z nas upierało się przy swoim. W końcu wytłumaczyłam mu, że pomoże mi woda. Wyjaśniłam, że pomoże mi woda. Wskazałam na jasno niebieską fiolkę z małym księżycem na czubku, ale on nie był przekonany. Zgięłam się w pół, czując  ból w okolicy rany. Jęknęłam cicho, staram się uśmiechem zamaskować ból

- Nie wychodzi ci stymulowanie księżniczko – Wziął jedno zioło i przłożył je delikatnie do mojej rany.- To ty o tym nie wiedziałaś?- zaśmiał się.

Syknęłam, zaczęło mnie piec. Usiadłam obok Lux. Ona raczej nie chciała się wtrącać, tylko śmiała się pod nosem. Otworzyłam fiolkę, ale jak się okazało w środku nie zostało nawet kropli księżycowej wody. Westchnęłam.

- Jednak mi nie pomoże…

Ostatecznie w końcu się podałam, przewracając oczami. Jednak znalazł się ktoś bardziej uparty niż ja. Po chwili po mojej ranie został tylko mały ślad. Zobaczyłam, że Lux zasnęła. Nie chciałam jej budzić, powoli podeszłam do Brandy’ego. Jego łapa wyglądała gorzej niż wcześniej, to cud, że nie wdało się zakażenie. Wzięłam reszte ziół, które zostały. Czekał mnie ohydny zabieg. Szkoda, że nie było z nami Mei, z pewnością lepiej, by sobie poradziła. Przeżułam kilka ziół i przyłożyłam mu do łapy, łagodząc ból. Stworzyłam w łapie małą kulkę wody Ostatnie zioło jakie mi zostało rozdrobniłam i wrzuciłam do kuli, tak że stworzył się z tego jakby wywar. Płożyłam go do rany i za pomocą mocy wody poruszałam, lecząc przy tym ranę. Gdy moje oczy się zaświeciły, łapa była zdrowa.

Opublikowano Bez kategorii | 9 komentarzy

Ceremonia… Ucieczka?

Popatrzyłam na odpływające rybki. Wpłynęłam z wody i usiadłam na brzegu. Uśmiech ponownie znikł z mojej twarzy. Nagle ktoś ochlapał mnie wodą. Mokra otrząsnęłam się z myśli i zobaczyłam jak Brendy śmieje się, leżąc na wodzie. Zrobiłam drobną kulkę z wody i rzuciłam nią o taflę jeziora. Odbiła się kilka razy od niej wylądowała na twarzy chłopaka, który niczego się nie spodziewał. Zrobiłam to tak nagle, że wpłynął pod wodę lekko wystraszony, co nie jest aż takie łatwe. Znów wypłynął na wypłynął na wierzch i zobaczył jak się śmieje. Nie powstrzymywałam się wcale, ale ciężko było widząc jego minę. Po chwili przestałam się śmiać. Wytarłam kilka łez z kącików oczu. Czułam czyjąś obecność, obcy zapach.

- Ktoś cię woła? – Znów usłyszałam czyjś krzyk

- Ta. Jak ja tego nie nawidzę. Nie chce iść na te durną ceremonię…- ten krzyk było słychać coraz bliżej.

- Ceremonię? – Zdziwiłam się lekko. Chyba rzeczywiście nie jestem jakoś szczególnie wtajemniczona w królewskie życie. Cóż… Jestem księżniczką, która wychowała się na Ziemi, w sumie nawet poza watahą. Głos był coraz wtraźniejszy. Może gdybym się bardziej wsłuchała mogłabym go rozpoznać. Był już bardzo blisko. Dochodził zza moich pleców. Miałam się już gwałtownie odwrócić i przyjąć pozycję bojową, kiedy Brandy się odezwał.

- Heeej Tessa… Wszystko już gotowe na przyjazd gości?- Uśmiechnął się lekko, a ona zrobiła złą minę.

 

 

 

Wyglądał, jakby chciał wskoczyć z powrotem do jeziora i zanurzyć się pod wodą. Odwróciłam się w stronę wadery z nie dokońca szczerym uśmiechem. Spojrzała tylko na mnie z nutą wyższości i zwróciła się znów do Brendiego, a ja nie chcąc im przerywać milczałam trzymając rękę w wodzie.Tessa spojrzała na Brandiego wrokiem ,, Natychmiast rób co mówię.” Przewrócił  oczami.

- Idziesz z nami?- zwrócił się do mnie

Spojrzałam na nich. Trochę się wahałam, ale ostatecznie się zgodziłam. Nie może być, aż tak źle, ale bardziej zawracała mi w głowie myśl, że miałam szukać Lili. Poradzi sobie, a może teraz ona mnie szuka? Dołączyłam do Brandiego i Tessy.Tessa szła przed nami i cały czas gadała o tym, co jego ojciec nazywa ceremonią. Swoją drogą nudziła mnie ta jej gadka. Chyba zawsze się wyłączam jak ktoś mówi o sprawach, które tak szczerze mnie nie obchodzą. Słyszałam tylko słowa wyrwane z kontekstu, z czego zrozumiałam, że mój nowy przyjaciel, o ile tak go mogę nazwać będzie szukał wybranki. Znudzona odezwałam się do Brandiego, oczywiście telepatycznie, żeby przypadkiem mnie nie usłyszała: „Długo tak jeszcze będzie ględzić?Spojrzał na mnie znudzony ” A jak myślisz? Ona tak może bez końca”, „Że jej się chce” Kątem oka zerknęłam na nią. Nienaganna postawa oraz jej gesty. Była taka drętwa, znaczy dostojna. Nie wytrzymałam i zaczęłam ją naśladować, dla poprawy humoru.Zaczął się cicho śmiać. Tessa spojrzała na nas, a ja natychmiast przestałam. Ta sytuacja powtarzała się kilka razy aż Tessa odwróciła się do nas przodem i zapytała: – Co was tak bawi? To poważna uroczystość.

-Chyba dla mojego ojca- mruknął.

- Poważna? Co jest w niej poważnego? – Zapytałam.

Byłam ciekawa jej odpowiedzi, bo według mnie ta cała ceremonia to nic wielkiego. Cieszę się, że Sabrina daje mi wolną ręke, a przynajmniej na razie.

- Nasz władca chce, by książę władał tym wymiarem z kimś kogo pokocha u jego bok

Zdziwiony odgryzł się:

- Jak mam rządzić z kimś kogo kocham, skoro ojciec o wszystkim za mnie decyduje?- wreszcie się ucieszyła i zaczęła iść dalej w ciszy.

- Ale czy trzeba od razu ceremonię… – Mruknęłam, ale zaraz potem ugryzałam się w język. Na szczęście chyba nie słyszała

„Masz szczęście. Nawet nie wiem czy to faktycznie jakaś ceremonia. Pewnie zjemy posiłek, on mi wszystkie przedstawi, a potem podejmie decyzję”, odezwał się znów telepatycznie, szedł ze spuszczoną głową.”Czekaj, czekaj… On podejmie decyzję za ciebie?” W moim głosie było czuć nie małe zdziwienie, ale też i współczucie.”Nie wiem po co w ogóle mam tam być. On zawsze musi o wszystkim decydować. Ja mam siedzieć cicho i się cieszyć z jego „dobroci”. Nigdy nie mam nic do powiedzenia…”. „Postaw się mu” Odpowiedziałam krótko, pewna siebie.” Haha dobre. Postaw się mu, dostań po pysku, potem wykład ile on to dla mnie robi i i tak wyjdzie na jego. Myślisz, że nie próbowałem? On uwielbia twardą rękę, ale nie znosi sprzeciwu”,”Yhhh pomóc ci jakoś?”. „Ale ja nalegam, nie wiesz ile czasem mogę zdziałać… Jeśli chce” Uśmiechnęłam się do niego, chcąc dodać mu nieco otuchy.”Co chcesz zrobić?” Też się uśmiechnąłem lekko.”Cóż, musiałabym to dobrze przemyśleć… Konkretnego planu nie mam, ale coś zawsze wymyślę” Powiedziałam pewna siebie, a nawet zbyt pewna.”Możesz próbować. Masz okazję, bo jesteśmy na miejscu, a on na mnie czeka w wejściu”

Spojrzałam na ogromny pałać, w którym nie dawno byłam. Przęłknęłam ślinę. Czy jestem gotowa? Nagle mnie oświeciło, ale plan nie miał raczej szans na powodzenie i powinnam go omówić. „Myślisz, że byłby cię w stanie znaleźć w innym wymiarze?”, „Co masz na myśli?” Był nieco zaskoczony.” Mam na myśli moją watahę… Trochę to nie dopracowane, potrzebuje czasu”,”Może się udać, ale w końcu mnie znajdzie, a ja będę musiał tu wrócić…”…. ”Hmm… To już się przemyśli potem”

Uśmiechnęłam się i złapałam go za ręke. Chciałam chyba dodać mu trochę odwagi.Uśmiechnął się do mnie i skinął głową. W chodziliśmy po schodach, aż znaleźliśmy się obok jego ojca. Chciał przejść obok, ale on złapał go za ramię i patrzył niepewnie na mnie

- Coś nie tak? – Zapytałam patrząc na niego, nie odwracając wzroku

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Niespodzianka

Gdy matka zalewała go tysiącami pytań, posłał mi znudzone  spojrzenie. Uśmiechnęłam się, po czym spojrzałam na jego matkę. Ignorowałam każde jej pytanie, widać nie tylko mnie nudziła. Rozejrzałam się po wnętrzu. Było tu tak mrocznie i ciemno, że mogłam się poczuć prawie jak w domu. Gdy wróciłam myślami do rzeczywistości, wilk i jego mama chyba skończyli rozmowę. Nadal nie wiem o co chodziło, ale ich wzrok spoczął na mnie. Miałam pytający wyraz twarzy.

- Ja ją za prowadzę. Wy idźcie do swojej sali- Spojrzał na nich stanowczo, co spodobało się ojcu.- Chodź ze mną – Uśmiechnął się w moją stronę i weszliśmy do pałacu.

Podążałam za nim, starając się jak na razie nie zadawać pytań. Szliśmy długimi, krętymi korytarzami, w których łatwo mogłabym się zgubić. Oglądałam każdy z obrazów wiszący na ścianie. Moją uwagę przykuł wilk mniej więcej w moim wieku. Nie był on otoczony cienistymi drzewami, czy nie stał nad jakimś mrocznym jeziorem, co wyróżniało go od pozostałych portretów. Siedział pod rozłorzystym drzewem, gdzie oświetlało go słońce. Zatrzymałam się przed tym obrazem i wpatrywałam w niego.

- Kto to jest? – Zapytałam zaciekawiona, nie odrywając wzroku, gdy zauważył, że przestałam podąrzać za nim. Spuścił wzrok.

- To moja ciotka… Już nie żyje…- Ściszył głos i szedłem dalej. Szybko do niego dołączyłam. Miałam go już przepraszać, ale mi przerwał.

- Rozumiem. Byłaś ciekawa. Po prawej jest twój pokój. Gdybyś czegoś potrzebowała powiedz

Stanęliśmy przed dużymi złoconymi drzwiami. Sam wszedł do pokoju naprzeciwko. Same drzwi nie szczególnie mnie przekonały. Może spodobały by się Lux, ale ja jak dla mnie były… Nawet nie wiem jak to określić, eleganckie?Królewskie? Powiedzmy, że tak. Ostrożnie, nie pewnie otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Wydawało mi się, że zastanę więcej pozłacanych elementów, ale ku mojemu zaskoczeniu złota była tylko zasłona przy oknie, gdzie znajdował się nie wielki balkon oraz kilka poduszek na łóżku. Reszta była fioletowo-szara. Uśmiechnęłam się w duchu. Nie jest najgorzej. Pewniejszym krokiem ruszyłam w głąb pokoju, ale poczułam drobne kłucie w serciu. Oh Lux… Zostawiłam ją samą…

*Brandy*

Po pewnym czasie przyszedł do mnie szaman. Uśmiechnąłem się do wilka. Zacząłem myśleć o ciotce. Ta cała Lux miała szczęście, że spotkałem jej siostrę. Inaczej byłoby źle. Jednak nadal jest. Ona potrzebuje czasu w pełnym słońcu i relaksu. Nie chce, by Jessika skończyła jak moja matka. Starly była odważną waderą. Chciała zaryzykować i być przy mojej matce. Tuż po ich ślubie zmarła, a matka kazała namalować jej portret. Właśnie ten, który widziała Jessika.Dostałem kilka leków i szaman wyszedł. Zostałem w tej samej pozycji, leżący z głową na łapach i patrzący przez okno. Spojrzałem na czarne słońce na niebie. Pora kolacji. Wstałem i wyszedłem z pokoju. Lekko zapukałem do drzwi naprzeciwko i poinformowałem ją o kolacji. Sam zszedłem na dół i kazałem jednej służącej nam istocie zaprowadzić ją do sali, gdzie jemy posiłki. Zmieniłem się w człowieka i usiadłem przy rodzicach.

*Jessika*

Usłyszałam lekkie pukanie do drzwi oraz znajomy głos wilka. Leżałam na łóżku śmiejąc się do siebie. Jeszcze przez chwilę leżałam patrząc w sufit, ale po chwili do mnie dotarło, że powinnam iść na kolecję. Zmieniłam się w człowieka. Byłam zanurzona w pościeli. To łóżko było naprawdę wygodnę, nie miałam ochoty wstawać, lecz w końcu się zebrałam na to. Poprawiłam włosy. Wyszłam z pokoju, gdzie zastałam służącą. Nie należała do sympatycznych, ale zaprowadziła mnie do sali, gdzie czekali już wszyscy. Nie pewnie weszłam do środka. Służąca wskazała mi miejsce, a ja usiadłam uśmiechając się do pozostałych. Jako jedyny na sali uśmiechnął się do mnie wilk, którego wciąż nie znam imienia. Małe stworzonka cienia wniosły na salę jedzenie. Gdy wyszły wszyscy zaczęli jeść w ciszy. Grobowa cisza. Nigdy jej nie lubiłam. Miałam wielką ochotę ją przerwać, ale nie chciałam też sobię nagrabić, więc nie odzywałam się jak inni, tylko kątem oka spoglądałam na czarno włosego chłopaka oraz jego mamę. Widziałam między nimi duże podobieństwo. Po skończonej kolacji podziękowałam jego rodzicom. Wstałam kłaniając się lekko i podeszłam do chłopaka, który podał mi ręke. Złapałam ją i poszłam za nim. Odetchnęłam z ulgą wiedząc, że to już koniec tej niezręcznej ciszy.

- Więc… Co teraz?

- Teraz idziesz spać, bo wcześniej nie zasnęłaś ani na minutę. Może potem ci coś pokaże – uśmiechał się do mnie.

- Ale nie chce mi się spać – Upierałam się, ale niestety zachciało mi się ziewać

- Przecież widzę…Skoro jesteś taka uparta…

Podniósł mnie i niósł do pokoju śmiejąc się. Krzyknęłam, gdy mnie podnosił, a później całą drogę do pokoju udawałam oburzoną, niestety nie do końca mi to wyszło, gdyż jak tylko przeszedł przez drzwi zaczęłam się śmiać.

- Z czego się śmiejesz?- Sam się śmiał. Jedną ręką wsunął mnie pod pościel. Przykucnął przy łóżku.- Będę tu, póki nie zaśniesz.

- Zwykle tak jest, gdy chcę zachować powagę – Śmiałam się nadal, układając głowę na poduszczę – Mam tylko jedno pytanie, później zasnę, obiecuję.

-Zamieniam się w słuch – Odparł

- Skąd znasz moje imię? – Poczułam ulgę, gdy mogłam w końcu o to zapytać – Nie przedstawiałam ci się…

- Umiem czytać w myślach. Z tego co pamiętam, to ja tobie też się nie przedstawiłem

- Tak nie przedstawiłeś… – Ziewnęłam, a powieki same zaczęły mi już opadać, dając znać, że powinnam już odpocząć

- Potem ci powiem – Ściszył głos, a ja zasnęłam.

Następnego dnia wstałam wyjątkowo wcześnie jak na siebie. Wciąż miałam zamknięte oczy żyjąc jeszcze w sennym świecie. Przesunęłam ręką po pościeli natykając się na czyjąś dłoń. Momentalnie się poderwałam, otwierając oczy. Zobaczyłam, że Brandy śpi przy moim łóżku. Nie chciałam go obudzić. Usiadłam, spoglądając na niego. Wyglądało na to, że spał, więc wyśliznęłam się spod pościeli i założyłam buty. Po cichu otworzyłam drzwi na balkon. Podziwiałam piękne widoki, kiedy ktoś zasłonił mi oczy. Trochę się wystraszyłam, ale po chwili rozpoznałam jego głos

-Jak się księżniccę spało?

- Wyspałam się jak nigdy – Uśmiechnęłam się

Stanął obok i oparłem się o poręcz. – Miałem cię gdzieś zabrać, pamiętasz?

Kiwnęłam głową

- Jak mogłabym zapomnieć?

Patrzyłam w dal, pod nami rozciągały się królewskie ogrody. Nie odrywałam od nich wzroku. Lubiłam patrzeć na wszystko z góry. Lux by się tu spodobało. Uwielbia kwiaty.

- To chodź- wziął mnie za rękę uśmiechnięty i poszliśmy na korytarz. Szliśmy nim długo, póki nie dotarliśmy do wyjścia z pałacu. Przeszliśmy ogrodem, gdzie szybko zerwał jedyny biało czarny kwiat i wpiął mi we włosy. Swoją drogą był śliczny. Tuż przy bramie wyjściowej znów zakrył mi oczy dłońmi i szepnąłem do ucha- To niespodzianka- prowadził mnie dalej w nieznane mi miejsce. W końcu byliśmy u celu. Zabrał ręce

- I jak?

Tu była łąka, a tuż przy niej wielkie jezioro. Przez całą drogę byłam zdana tylko na swój słuch oraz węch, niestety one na nie wiele się zdały. Nic nie było dla mnie znajome. Nie mogłam się doczekać, aż dotrzemy na miejscę. Gdy zdjął ręce z moich oczu, przez pierwsze kilka minut oślepiało mnie zbyt jasne światło. Po chwili już mogłam podziwiać widoki.

- Tu jest pięknie – Powiedziałam, a po chwili z moich oczu popłynęły łzy.

- Dlaczego płaczesz?- był zaskoczony reakcją.

- Nie wiem… Już naprawdę nie wiem… – Usiadłam nad jeziorem, maczając w nim nogi, chyba wiele czynników mogło się na to składać. Biorąc pod uwagę, że ostatnio wiele przechodziłam – Chyba się po prostu wzruszyłam – Marne wytłumaczenie

Usiadł obok mnie. Patrzył na jezioro i otaczającą je łąkę. Naprawdę wyjątkowe miejsce. Przez dłuższy czas miałam głowę spuszczoną. Obeserwowałam rybki, które pływały w wodzię. Nie były to takie typowe rybki, dlatego tym bardziej im się przyglądałam. Przez głowę przeleciało mi kilka dawnych wspomnień. Zagryzłam wargę, powstrzymując kolejne łzy. Zrobiłam małą kulę wody, do której złapałam rybkę i uniosłam ją do góry.

- Złowiłam moją pierwszą rybę! – Uśmiechnęłam się

- Brawo. A umiesz to zrobić inaczej?- uśmiechnął się do mnie.

- Inaczej? – Spojrzałam na niego – Wiesz… Nigdy nie łowiłam więc nie

- A ja ci powiem, że umiesz- szybko mnie złapał i wskoczyliśmy do wody. Gdy wypłynęliśmy na wierzch, on mnie trzymał a ja dwie małe rybki.

- A nie mówiłem? -zaśmiał się.

Mokre włosy opadły mi na twarz. Zrobiłam duże oczy patrząc na dwie ryby w moich dłoniach. Po chwili odkaszlnęlam wypluwająć trzecią.

- Rzeczywiście, jednak mi się udało – Wypuściłam je do wody

Wypuścił mnie. Dał nura pod wodę. Gdy wyskoczył z powrotem ochlapał mnie wodą. Potem niby ,, przez przypadek” ochlapał jeszcze raz i zaśmiał się.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Wilkołak – Brandon

Imię: Brandon

Pseudonim: Brandy

Wiek: 220lat (22)

Płeć: Basior

Opis: Na początku może wydawać się nieprzyjemny. Nie posiada przyjaciół. Nie gada z byle kim. Zawsze dobiera znajomych ostrożnie. Lubi siedzieć sam. Potrafi poświęcić życie za innych.

Rodzina: Matka Tiara z wymiaru mroku, ojciec, król wymiaru cienia, Orion. Jest jedynakiem i następcą tronu.

 

Moc: Głównie cień, mrok i czytanie w myślach.

Partner: Brak

Jako człowiek:

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Nieznajomy

Wyskakując z portalu przewróciłam się, a na mnie spadła moja siostra. Prychnęłam i wygrzebałam się spod niej. Nie byłam zadowolona, chodź w głębi serca cieszyłam się z spotkania siostry. Wstałam rozglądając się po okolicy, to nie był teren watahy, pierwszy raz widziałam to miejsce. Pewne było to, że się zgubimy więc postanowiłam zrobić mały obóz. Poleciłam Lux zostać, a sama poszłam nazbierać trochę drewna. Weszłam w głąb lasu, dość niezwykłego. Zbierałam gałązkę, po gałązce. Byłam tym bardzo pochłonięta, nie zwracałam uwagi na ścieżkę. W sumie nawet jej tu nie było. Nagle wpadł we mnie wilk, którego nie widziałam nigdy wcześniej. Chyba mi się uważnie przuglądał. Pomógł mi wstać i zaczął przepraszać. Otrzepałam się z ziemi oraz pyłu. Spojrzałam na nieznajomego, na pierwszy rzut oka nie wyglądał na sympatycznego, ale postanowiłam poznać go bliżej. Może wie gdzie jeateśmy. Uśmiechnęłam się niepewnie.

- Nie przepraszaj to ja chodzę zamyślona – Schyliłam się po gałęzie, które mi wypadły

- To była moja wina – Od razu pomógł mi zbierać gałązki, które upuściłam

- Dziękuje – Uderzyłam się głową o jego, gdy chciałam się podnieść. Masując jedną ręką głowę, wzięłam od niego gałęzie – Widzę, że jesteś uparty, ale ja też i wiem, że to moja wina.

- No to wiesz, że ja też będę się upierał iż to moja wina – uśmiechnąłem się zawadiacko, po czym zaśmiałem.- Co tu robisz sama? Nigdy cię nie spotkałem w tym wymiarze

- Jaki to wymiar? – Zawahałam się pytając. Wpatrywałam się w niego czekając na odpowiedz, już czułam, że coś pomyliłam tworząc portal

- Cienia – Spojrzał na mnie podejrzliwiw

Cienia… Dlaczego wcześniej nie zauważyłam. Te ciemne drzewa, trawa i kwiaty, na pierwszy rzut oka widać, że coś tu nie gra. W żadnym wymiarze nie znajdziesz takich. Są nie powtarzalne. Chyba zauważył, że coś jest nie tak. Otworzył pyszczek, jakby miał coś dodać, gdy upadł. Zobaczyłam jak ląduje na ziemi. Schyliłam się przed nim, rozglądając się wcześniej dookoła.

- Wszystko w porządku? – Zapytałam z troską. Nie wyglądał najlepiej. Tak nagle opadł z sił.

- Ktoś z tobą jest?- Usiadł pod drzewem. Chyba coś wyczuł.

- Tak moja siostra, która została blisko jakiejś groty… – Usiadłam obok, rozglądając się czujnie. Nie wiedziałam o co chodzi, ale wątpiłam, że to moja siostra jest gdzieś blisko. Przecież ona jest nie groźna.

- Jej moc… Ma jakąś?- Spojrzał na mnie niepewnie. Już czuł się trochę lepiej.

- Tak… Jest wilkiem światła – Skrzywiłam się. Mój wzrok wrócił do niego – Dlaczego pytasz?

- Wiedziałem… Jestem wilkiem cienia. Jej towarzystwo… Idź do siostry, ja dam rade…- Powoli wstał i zaczął się wracać. Chciał się odezwać, ale zrezygnował.

Wstałam i ostatni raz spojrzałam na wilka, później pobiegłam w stronę naszego prowizorycznego obozu. Po drodze natknęłam się na Lux, która chodziła od drzewa do drzewa, każde oglądając z dokładnością. Zatrzymałam się. Spoglądałam na nią, ona chyba mnie nie zauważyła, dlatego zaczęłam się  po cichu śmiać.

- Chcesz zostać ogrodniczką? – Śmiałam się nadal, a ona odwróciła się na początku speszona

- Pff mów sobie co chcesz – Oburzyła się i wróciła do obserwacji – Te drzewa są jakby…

- Z cienia? – Przerwałam jej, po czym spojrzałam w górę, czując, że ktoś nas obserwuję. Od zawsze nie lubiłam tego uczucia. Może, dlatego że kojarzyło mi się z moim pra dziadkiem, który lubił podsłuchiwać każdą rozmowę i podglądać mnie, czy moją siostrę, kiedy się nie spodziewałyśmy.

- Dokładnie – Krzyknęła pełna entuzjazmu.

Wpatrywałam się w korony drzew. Dostrzegłam zaszytego w liściach wilka. Ten, który na mnie wpadł. Nie wiem co mu chodziło po głowię, ale spoglądał na mnie, a później moją siostrę. Być możę zdaje sobię sprawę, że go wyczułam. Przez chwilę myślałam, żeby podlecieć w górę, ale gdy spojrzałam na Lux zdałam sobie sprawę, że coś z nią nie gra, jakby zmęczona? Lecz starała się to ukryć uśmiechem i prawie jej to się udało.

- Lux dobrze się czujesz? – Spojrzałam na nią niepewnie

Nagle odskoczyłam na bok widząc kulę mroku, która otoczyła moją siostrę zupełnie z nikąd. Chodź wiem, że sama się nie zrobiła i mogłam się domyśleć kto ją zrobił. Rozłorzyłam skrzydła i podleciałam w górę, gdzie zastałam wilka. Uśmiechał się głupio.

- Witam ponownie. Nie bój się o nią. To dla naszego wspólnego dobra. Nie pociągniemy długo, póki jesteśmy niedaleko siebie. W sumie jej szkodzi nawet to środowisko. Weź ją stąd. Zabierz ją do domu…-spojrzał na leżącą i ciężko oddychającą Lux.

- Dla dobra? – Zdziwiłam się – Przy mnie tak nie reaguję…

- Chodzi o przeciwieństwo Jessiko. Cień i Światło. Zabierz ją jak najszybciej. Mrok jej nie zaszkodzi, ale cień, który ją otacza, tak- złapał mnie za łapę.- Będę czekać na nasze następne spotkanie.

- Jasne – Zarumieniłam się lekko – Do następnego

Zleciałam do Lux, która nie była w stanie nawet ruszyć łapą. Biedna, zawsze kojarzyłam ją z niezwykłą energią, ale teraz wygląda, jakby zaraz miała umrzeć. Złapałam ją i umieściłam na grzbiecie. Usłyszałam, że coś mruczy pod nosem. Otworzyłam portal, tym razem chyba odpowiedni. Poprawiłam jeszcze Lux na grzbiecie, kiedy usłyszałam trzask łamanych gałęzi. Odwróciłam się i zobaczyłam nie przytomnego wilka na ziemi. Miałam już podbieć, żeby mu pomóc, ale moja łapa zawisła w powietrzu. Przecież muszę zabrać Lux, natychmiast. Nie wiedziałam co robić. Byłam rozdarta. Zamknęłam oczy, żeby to przemyśleć, wtedy coś ryknęło z portalu.

- Aerin ja tu próbuje myśleć nie… – Oświeciło mnie. Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na portal, który najwyraźniej prowadził do mojej jaskini – Aerin!

Czułam, że moje serce pełne ulgi unosi się na skrzydłach. Smok podleciał do mnie razem ze swoim bratem i wzięli ode mnie Lux. Ostrożnie przetransportowali ją przez portal, do mojej jaskini, gdy się zamknął podbiegłam do wilka. Wyglądał na nieprzytomnego, nie chciałam go budzić, ale dla pewności lekko ruszyłam łapą. Otworzył powoli oczy, ale wciąż leżał, gdy poczuł się lepiej podniósł się. Siedziałam przy nim już trochę ziewając, całą noc, a teraz dzień byłam na nogach. Mimo to uśmiechnęłam się widząc, że jest mu lepiej. Przeciągnęłam się

- Może potrzebujesz czegoś? – Zapytałam – Mocno uderzyłeś o ziemię

- Chrzanić mnie. Teraz ty jesteś najważniejsza. Jesteś zmęczona. Chodź ze mną. Tam się tobą dobrze zajmą- Patrzył mi prosto w oczy i chyba szczerze martwił się o mnie

- Nie! – Stanowczo zaprotestowałam – Mi nic nie będzie, ale tobie może. Mogłeś złamać łapę… Poza tym mrok to mój żywiął, przeżyję bez snu – Starałam się, żeby to zabrzmiało wiarygodnie i uśmiechnęłam się

- To niedaleko. Przy okazji obydwoje odpoczniemy. Proszę, chodź ze mną – Długo wpatrywał się we mnie oczami szczeniaka. Nie byłam przekonana – Proszę…

- Zgodna, niech ci będzie – Poddałam się i westchnęłam – Ale powiedz, jakby cię coś bolało

Kiwnął głową na zgodę. Szliśmy obok siebie drogą do… Właściwie nie wiem gdzie. Widziałam, że lekko kuśtykał, ale dałam sobie spokój, wiedząc, że będzie się upierał przy swoim. Robił dobrą minę do złej gry. Zaczynał żartować. Uśmiechnałam się przez całą drogę zapominając o zmęczeniu. Tylko ochlapałam go lekko wodą z rzeczki, która płynęła nie daleko. Doszliśmy na miejsce, przed ogromny, czarny pałac. On oczywiście mokry. Tuż przed bramą strzepał z futra wodę, która wylądowała na mnie. Zrobiłam taką minę, że nie mógł się nie zaśmiać. Weszliśmy do środka i od raz doskoczyli do nas jego rodzice…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Wyprawa na Aspell

*W tym czasie, gdy Lili spotyka się z Calusem*

Podeszłam do dużego lustra na przeciwko mojego łóżka. Mogłam się w nim przejżeć prawie cała, ale dużą uwagę skupiły moje włosy. Są odrobinę dłuższe niż, gdy wychodziłam kilka dni temu z jaskini. Jeszcze trochę, a będę mogła je wyrzucić z wieży sięgającej ponad chmury z nadzieją, że powspina się po nich książę, jak po włosach Roszpunki… Chyba, że pomyliłam bajki. Nie ważne z resztą. Wiecie o co chodzi, a przynajmniej mam nadzieje. Długo spoglądałam w swoje odbicie, rozmyślając o wszystkim, wspominając swoje życzie. Czas mijał i mijał, a ja nic nie zauważałam, chyba nawet zasnęłam na chwilę, aż ktoś zapukał do drzwi. Nie miałam ochoty odchodzić od lustra, więc krzyknęłam tylko, żeby wejść. W drzwiach stanęła Kirra. Wyglądała inaczej niż ją sobie zapamiętałam, przy ostatnim spotkaniu. Co prawda nadal jej futro było czarne, lecz wyglądała o wiele ładniej. Uśmiechnęłam się na jej widok, a ona go odwzajemniła.

- Miło cię znów widzieć – Przywitałam ją

- Ciebie również Jessico – Jej głos był ciepły i przyjazny, czego nie wskazuje jej wygląd. Pozory mogą bardzo mylić.

Patrzyłyśmy na siebie w długim milczeniu. Trochę niezręczne było spotkanie, po tak długim czasie. Szczególnie, że ten wymiar rządzi się własnymi prawami, co jest niezwykle intetesujące. Chyba nigdy nie przestanie mnie ciekawić… Nigdy, o ile dane mi tu będzie przebywać. W końcu jako tako nie jestem członkiem rodziny.

- Przyniosłam dla ciebie świeżę ubranie – Przerwała ciszę uśmiechając się promiennie

- Nie musiałaś – Odparłam niepewnie, widząc, że kładzie je już na łóżko. Po chwili zdałam sobie sprawę z mojek wpadki przy fontannie. Ubrania są jeszcze lekko wilgotne, więc nie pozostało mi nic innego jak okazać swoją wdzięczność. – Dziękuje to bardzo miłe z twojej strony

Kirra uśmiechnęła się szeroko i zatrzepotała szkrzydłami, po czym zmieniła się w człowieka. Jej czarne, proste włosy spływały jej po ramionach. Nie sposób było nie darzyć jej chodźby odrobiną sympatii. Zdałam sobie z czegoś sprawę…

- Czy nie powinnaś być na lekcjach Linet? – Zdziwiłam się

- Nie chodzę na nie – Odparła – Poza tym już dawno się skończyły – Oznajmiła, opierając się o ścianę

Spojrzałam na nią z niedowierzanem. Lili miała przyjść zaraz po nich… Poza tym ile ja już tu siedzę? Miałam iść na górę Aspell! Na śmierć bym zapomniałam. Podziękowałam Kirze i poprosiłam o trochę prywatności. Wyszła wesoła, dodając z korytarza, że w razie czego mogę na nią liczyć. Zamknęłam drzwi i sięgnęłam po idealnie złorzone ubrania od kochanej siostry mojej przyjaciółki. Była to nie za długa, obcisła bluzka na ramiączkach, a raczej nazwałabym to sznurkami, bo są tak cienkie. Do tego luźna, różowa koszula w kratkę i szare spodenki. Uśmiechnęłam się w duchu. Zrobiło mi się ciepło na sercu. Szybko się przebrałam. Znów podeszłam do lusterka. Czułam w nim trochę magii, może zabija czas?  Swoje stare ubrania zostawiłam na łóżku. Sięgnęłam po grzebien. Roszczesałam włosy i splotłam drobnego warkocza, z którego zrobiłam mały, jakby wianek wokół głowy. Większa część włosów pozostała rozpuszczona. Za pas włożyłam wszystko co zabrałam z sobą na podróż. Miałam już niewiele czasu na spotkanie. Już nie było nawet opcji szukać Lili. Nie zdądzyłabym, tym bardziej, że nie mam pojęcia gdzie jest. Otworzyłam tylko jednym ruchem ręki portal i wskoczyłam do niego. Znalazłam się u podnóża tej majestatycznej góry. Była ogromna. Nawet nie widziałam jej szczytu, był tak wysoko, że jedynie dostrzegałam mglisto-chmurną barierę, ale księżyc przebijał się przez nią. To dziś jest ta rzadko spotykana pełnia, gdzie księżyc rzuca czarny blask. Ktoś wybrał idealny moment na spotkanie.Wspinaczka nie ma tu najmniejszego sensu. Nim wybije północ nawet nie dotrę do połowy. Pozostało mi jedno wyjście. Zamknęłam oczy i zmieniłam się w wilka. Symbol na mojej łapie był czarny jak księżyc dzisiaj. W końcu zmienia się wraz z jego fazą. Rozłorzyłam skrzydła. Chwilę trzepotałam nimi w miejscu, gdyż dawno tego nie robiłam. Gdy już się rozgrzały wzbiłam się w górę. Zwróciłam łeb ku górzę. Czekał mnie długi lot. Głęboko westchnęłam. Musiałam mieć sporą determinację, że wspięłam się tam za pierwszym razem i jakby nie patrzeć miałam, a ta osoba na szycie najwyraźniej też ją dzisiaj ma. Leciałam w górę ile sił miałam w swoich małych skrzydełkach. Wyżej i wyżej, ponad chmury, mimo zmęczenia, a motywowała mnie ciekawość.Nie wiem czy kogoś obchodzi moja pierwsza podróż tutaj, lecz ją opowiem dla zabicia czasu. Byłam wtedy młodym wilkiem. Być może miałam sześć, pięć lat. Włuczyłam się po świecie w poszukiwaniu domu, który mi zabrano, jak już pewnie wiecie. Któregoś dnia zatrzymałam się by odpocząć, ale jak się okazało nie było mi to dane. Coś, raczej ktoś ciągle mnie budził. Był bardzo denerwujący. Traktował to jak jakąś grę, w którą się nie chcący wdałam. Nie musiałam się nawet zgadzać, wystarczy, że wstałam.Po chwili wyskoczył zza krzaków. Jego twarz była nie przyjazna. Zawarczał w moją stronę, śmiejąc się przy tym. Mimo to wystraszyłam się i uciekłam w przeciwną stronę, co również było moim błędem. Wpadłam na mężczyznę. Miał krótkie, czarne włosy i lekki zarost. Od razu stałam się dla niego interesującym obiektem. Zaczęłam się wycofywać, ale trochę za późno, gdyż mężczyzna złapał mnie za kark i podniósł na wysokość jego twarzy. Uśmiechnął się do siebie. Wtedy na szczęście wyglądałam inaczej. Nie dało się po mnie poznać, że jestem magicznym wilkiem (co najlepsze sama nie wiedziałam).Zabrałam mnie ze sobą. Do tej pory zastanawiam się czy nie lepiej było by, gdyby złapał mnie tamten wilk, chodź pewnie by mnie zabił na miejscu… Natomiast u tego mężczyzny byłam trzymana w dużej klatce obok innych, schwytanych w lesie zwierząt, a do jedzenia dostawałam jedynie marne kostki, nie żebym wcześniej jadałam lepiej. Słaby ze mnie łowca. Któregoś dnia myślałam, że los się do mnie uśmiechnął. Do „sklepu” wszedł tajemniczy mężczyzna. Wzbudzał lęk, ale miałam nadzieję, że stanie się moim wybawcą.I w pewnym sensie tak się stało. Zabrał mnie ze sobą wpłacając mu sporą kwotę pieniędzy, lecz tam gdzie się znalazłam wcale nie było lepiej. Czułam się jak niewolnik, którym w sumie chyba byłam. Musiałam wykonywać jego polecenia, gdyż bałam się o swój łeb. Był surowy, ale dzięki temu pomógł mi trochę wyrobić mój charakter. Niestety był też groźny i bezlitosny, często dostawałam po pysku za każdy błąd. Miałam wiele głębokich ran, dlatego gdy tylko nadarzyła się okazja, zaryzykowałam życie i… Uciekłam.Biegłam co sił w łapach. Nie odpuszczałam, bo wiedziałam, że wystarczy chwila zawahania, jeden moment, jeden nie przemyślany ruch, chodźby spojrzenie za siebie, a mnie złapią. Cały pościg, który za mną ruszył. Biegłam coraz szybciej. W końcu przestałam czuć ziemię pod łapami, myślałam, że to wina wycięczenia, ale teraz już wiem, że było inaczej niż to sobie wyobrażałam. Przeniosłam się do wymiaru mroku, nie wiedziałam o tym. Bałam się, że w każdej chwili mogą mnie dogonić, więc nie poddawałam się i szłam, a czasem biegłam dalej, aż wspięłam się na Aspell, licząc że tam będę bezpieczna, chodź tak naprawdę nic już mi dawno nie groziło. Chociaż w sumie zarówno flora jak i fauna w jakiej się znalazłam mogła mi zagrozić, cóż myślałam że jestem na Ziemi.Tak oto wspięłam się na szczyt góry, dokładnie tak jak teraz. Chodź w sumie teraz na nią wleciałam. Wylądowałam miękko ma skalistej ziemi, dając odpocząć obolałym skrzydłom. Byłam ponad chmurami, gwiazdy migotały wysoko, ale ja czułam, że już mogę je dotknąć, że tak niewiele mi brakuje. Na szczycie znajdowało się duże jezioro, gdzie woda mieniła się kolorami. Mało było tu roślinności, ale czego się spodziewać na tekiej wysokości? To miejsce samo w sobie jest cudowne. Westchnęłam i zbliżyłam się do jeziora .

- Jessika? – Usłyszałam cichy damski głos

Odwróciłam się szybko. A więc jednak zaprosiła mnie tu kobieta. Przynajmniej Lili nie będzie mogła mi wytykać, że byłam na randce i mam chłopaka. Przyjżałam się zakapturzonej istotce. Poznałam skądś ten biały pyszczek.Podeszłam bliżej i ściągnęłam jej kaptur.

- No proszę kogo my tu mamy? – Uśmiechnęłam się – Czy to nie moja siostra?

Lux lekko zmieszana odwróciła wzrok w inną stronę. Starała się unikać kontaktu wzrokowego ze mną, ale ja chciałam go właśnie uzyskać. Mimo, że to ja jestem starsza to ona jest mądrzejsza, ale to ja jestem chyba tą odważniejszą. Nie dziwie się jej, spędziła dzieciństwo w wymiarze światła całkiem sama. Nie zdziwiłabym się jakby zapomniała jak się mówi, chodź zdarza jej się coś wymsknąć w języku wilków światła.

- W czym rzecz, że musiałam przebyć taki kawał drogi? – Zapytałam w końcu, a uśmiech znikł z mojego pyska. Pojawiła się za to troska o młodszą siostręsiostrę

-Um… No bo… – Wahała się i strasznie jąkała

- Proszę wyduś to z siebie… – Mruknęłam, nie lubię gdy ktoś się przy mnie tak jąka – Czy to jest tak ważne, że musimy o tym mówić na osobności?

- Właściwie to nie – Była już coraz pewniejsza siebie – Tęskniłam Luno

Wtuliła się we mnie. Siostrzana miłość, im bardziej ją od trącam, tym ona bardziej chce się zblirzyć. Uśmiechnęłam się w duchu.

- Tylko nie Luno! – Skarciłam ją i udałam urażoną, ale tylko przez chwilę.

Później usłyszałam jej śmiech Prawdziwy śmiech, którego nigdy nie słyszałam. Posiedziałam chwilę z nią, ale po chwili przypomniałam sobie o planie, który legł w gruzach, bo zgubiłam Lili. Sama nie mogę wrócić do wymiaru Linet. Postąpiłam więc najrozsądniej jak według siebie mogłam, czyli zamierzałam wrócić na Ziemię. Oczywiście Lux kwestionowała to. Uważała, że lepiej poczekać.

- Och już siedź cicho – Przewróciłam oczami – Wiem swoje jasne? Możesz mieć inne zdanie, ale przestań upierać się przy swoim!

Warknęłam na nią i otworzyłam portal. Lux zrobiła swoje spojrzenie w stylu „Zobaczysz że to zły pomysł” i poszła ze mną na Ziemię, gdzie miałam nadzieje spotkać Lili.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Nowe znajomości – Lili

Położyłam się wygodnie na ziemi. Tęsknię za swoją jaskinią. Niby gadałam cały dzień z Jessiką, pomijając lekcje, ale nie da się ukryć, że brak mi tego wszystkiego. Mój odwieczny problem. Będę tu tęsknię za tamtym i na odwrót. Nie mogę się doczekać aż plan Linet zadziała. Choć i tak będę odwiedzać tamte tereny. Nie usłuchana ja. Cicho zachichotałam. Zaczęłam sobie wspominać nasze przygody. Próbowałam usuwać z nich siwego, bo tylko psuł mi nastrój. Nagle podszedł do mnie nieznany mi basior.

- Cześć, o czym tak rozmyślasz? – Byłam zaskoczona. Nie często widuje się tu jakieś wilki, a zwłaszcza o tej porze.

-Nic ciekawego. Po prostu wspominam sobie. – Uśmiechnęłam się lekko w jego stronę.Usiadłam. Basior zaczął merdać ogonem.

-Może porozmawiamy sobie o czymś…? Jak chcesz oczywiście.

-Chętnie. Potrzebuje towarzystwa. – Spojrzałam w górę. Dzisiaj pełnia.

- No… -spojrzał w górę- Mi też przyda się jakaś osoba do pogadania

-Nowy? Szybko polubisz resztę. Ja sama traktuję ich jak drugą rodzinę -uśmiechnęłam się w jego stronę. Przyjrzałam mu się. Wygląda na miłego, ale może się mylę?

- „Polubisz resztę”…Nie wydaje mi się…zaraz się z kimś pokłucę i skończy się na wyrywaniu sobie kłaków… -spojrzał w moją stronę. – Może z Maksiem albo Frost. Z nią pewnie byś nie wytrzymał -zaśmiałam się- Na pewno znajdziesz tu nie jednego przyjaciela.

- W sumie to nigdy nie miałem przyjaciół…Zawsze byłem jak ten…samotny wilk -zaśmiał się.

- W sumie to już masz jednego -uśmiechnęłam się przyjaźnie w jego stronę- Od teraz raczej nie będziesz tym ,, samotnym wilkiem” -zaśmiałam się

- Dobra ty jedna…moja przyjaciółka…Ale inni? Przecież ja się z nimi od razu pokłócę…

-Hmm… Trzeba mieć jednak nadzieję, że będzie inaczej prawda? -szturchnęłam go lekko uśmiechnięta. Zaskoczona zauważyłam, że się cofnął.

-Ciesz się, że jesteś dziewczyną…Gdyby chłopak mnie tak szturchnął leżał by zagryziony… -Zaśmiał się.

-Uuu już się boję -zaśmiałam się- Wierz mi, nie jedno przeszłam

-Uuu…współczuje…Chłopak cię uderzył? -wstał i zaczął chodzić wkoło

-Ha ha tak jakby. Ja wolę na niego mówić idiota, a dokładniej Siwy. Nie znasz i się ciesz. Przez tego gamonia często ląduje na granicy życia i śmierci -uśmiechnęłam się i wstałam.

-Gdybym go spotkał to wyrwał bym mu ogon, niech ma za swoje -uśmiecha się.

-Szkoda, że on go nie ma-płakałam ze śmiechu- To człowiek, chyba. Bynajmniej z wyglądu człowiek. Nie radzę Ci się do niego zbliżać samemu. Nie widziałeś go w akcji… -nagle spoważniałam.

-Pff…ja nie dam sobie z nim rady? Dziewczyno! Ty chyba nie widziałaś mnie z tej złej strony-usiadł dumnie na co nie dało się nie zareagować śmiechem.

-Wielki mistrz walki się znalazł. To TY nie widziałeś MNIE. Znam każde zaklęcie wymyślone przez wilka i człowieka, a i tak ledwo daje rade.

-Ja może nie znam zaklęć, ale za to mam silne szczęki, a w nich dwa rzędy ostrych jak brzytwa kłów! -znów wstał.

- Ach, oczywiście. Mamy i takich. A ja mam siłę w łapach i co mi to daje, gdy on zwiąże mnie łańcuchem i przyłoży kosę do gardła?

- Pff…Jak go kiedyś spotkam to… -zaśmiał się złowrogo.

- Musze tam być! Chcę widzieć jak go ,, powalasz” -śmieje się- Poza tym będę w pogotowiu, wiesz, tak jakbyś się przeliczył.

-Ja? Przeliczył? Śmieszna jesteś…Taki wilk jak ja nie czuje bólu, nigdy przenigdy -spogląda na księżyc.

- Możemy się założyć…tylko o co? – Jak wygram to… Zostaniesz sam na sam z Frost na godzinę i jej nie zaatakujesz.

-Dobra! -merda ogonem- Kiedy możemy zacząć?

- Ej ej powoli. A co jak ty wygrasz?

- To może być niespodzianka z twojej strony -merda ogonem jeszcze szybciej.

-O, czyli tak się bawimy? Ok. Zaczynamy od… dzisiaj.

Skoczyłam z zaskoczenia mu na ogon. Zero reakcji i oznak bólu. Usiadłam obok niego.

-Pff, miałeś jakoś zareagować a nie-przewracam oczami.

-Możemy jeszcze raz to zareaguje -uśmiecha się.

- Ten uśmiech mi się nie podoba… -cicho się zaśmiałam.

Uśmiechnął się wyszczerzając zęby

- Lepiej?

-Ani trochę, bo wyczuwam podstęp -śmieje się – No… ale dobra.

Wstałam  i znowu wskoczyłam mu na ogon niepewnie.

- Ach…ty! -udawał zaskoczenie i połaskotał mnie ogonem w nos.

- Wiedziałam!- położyłam się na plecach obok niego i głośno śmiałam.Położył się obok mnie.

-Myślałem, że się z nikim nie dogadam…Ale z tobą rozmawia się całkiem dobrze.

- Ja od razu wiedziałam, że się dogadamy. Taki… instynkt?

- To na pewno przypadek- zaśmiał się.

- Ja ci dam przypadek -uderzyłam go lekko łapą i udawałam chwile urażoną,  po czym zaczęłam się śmiać.

Udawał, że się drapie za uchem, ale wyciąnął kwiatek

- Proszę, to dla ciebie.

Wzięłam kwiatek i patrzyłam na niego zaciekawiona

- I co? On teraz tryśnie we mnie wodą?

-Nie, no coś ty… Taki bym dla ciebie nie był -merda ogonem

-Na pewno? -śmieje się.

-Na pewno- uśmiechnął się.

Patrzyłam na księżyc uśmiechnięta

- Tego było mi trzeba. Wilcze wzgórze,  księżyc,  gwiazdy, śmiech.

- Ja bym do tego dodał coś jeszcze, żeby było idealnie -merdał powoli ogonem.

- Co takiego?- spojrzałam na niego zaciekawiona

-Pocałunek! Przy księżycu i gwiazdach…tylko o tym pomyślałem…-odsunął się krok do tyłu.

- Ech, nie odsuwaj się. Tylko wiesz… ten pocałunek to zły pomysł. Już kogoś mam -uśmiechnęłam się lekko.

-Ooo kurczę…-odsunął się jeszcze w tył- Ale debil ze mnie…

- Wcale nie. Skąd miałeś wiedzieć?

- No…mogłem się domyślić…

- Nie mam ci tego za złe- cały czas się do niego uśmiechałam.

-Heh…ja już chyba jestem zmęczony…To…ten…ja już może pójdę…Do jutra! -pobiegł do lasu niedaleko.

Usiadłam i próbowałam wyłapać go wzrokiem. Niestety już go nie było widać.Patrzyłam na niebieski kwiatek, który dostałam i w stronę lasu- To na serio nie jego wina…-Wstałam i poszłam w stronę lasu. Mniej więcej domyślam się co on sobie myśli. Wchodziłam coraz głębiej w las. Doszłam do morza. Położyłam się nad brzegiem i włożyłam jedną łapę do wody.Cicho wzdycham. Słyszę coś z drugiej strony lasu, ale tym razem nie mam ochoty tam iść.Słyszę to coś coraz bliżej- Fajnie… kogo tu niesie?- Obracam głowę i szybko wstaje.

-Nie, nie, nie! Akira ty idioto! Miałeś być w wymiarze mroku -warknęłam na niego i stałam gotowa do walki.

Nagle zza krzaków wyskoczył Calus, ale nie zwróciłam na niego zbyt dużo uwagi.Skoczyłam na Akire i patrzyłam mu prosto w oczy

- Co kombinujesz?Bardzo dobrze pamiętam jego ostatnie wybryki.

- Jak już to Calus nie Akira- zły moment na nie jarzenie faktów według mnie. Ech zprzewracam oczami

- Calusie nie widzisz tego pana pode mną? To jest Akira. Mam nie miłe wspomnienia z nim związane.

Akira patrzył dziwnie najpierw na Calusa, a potem na mnie. Następnie rozpłynął się w powietrzu a ja spadłam na ziemię

- Głupek z niego-mruknęłam pod nosem.

- Może i tak…Ale ja jestem większym debilem…

-Mówiłam już, że nie -pocierałam łapą głowę.

- Słuchaj…C-chciałem ci tylko powiedzieć, że bardzo cię przepraszam…i ten…strasznie mi głupio…

Wstałam i podeszłam do niego

- Nie zadręczaj się już.

- Zachowałem się jak cham…No i jeszcze ten kwaitek…Ach! Nawet nie wiesz jak się z tym źle czuje…

-To było słodkie. Masz natychmiast przestać o tym myśleć. Mówię, że nic się nie stało, to tak jest.

- Ja już chyba będę tym debilem do końca życia…

- Ty ciągle o jednym-położyłam łapę na jego i patrzyłam mu prosto w oczy- Przestań choć na chwilę.

- Gdzie idziemy? -Nie mógł się powstrzymać od merdania ogonem.

-Hmm… Wiem, gdzie na pewno nie byłeś.

Teleportowałam nas do wymiaru, gdzie spędziłam dzieciństwo- Wymiaru Lśniących Wód

-Uważaj na ośmiornice. Ostatnio chcą mnie zabić-zaśmiałam się.

- Będę uważał- rozejrzał się niepewnie.

Szłam wesoło przodem i podziwiałam piękne wody tego wymiaru.Przewraca oczami

-Co my tutaj robimy?

- Zgadnij.

-Nie mam pojęcia, ale w tej chwili marze tylko o jednym…

- Mogę ci powiedzieć jedno. To idealna kryjówka przed moim nadopiekuńczym bratem. On to mnie po tej ucieczce będzie na smyczy trzymać -nie mogłam się powstrzymać i głośno się zaśmiałam.

- Super…tylko, że ja chce do domu…

- Ja jestem tak jakby w domu -spojrzałam na niego sprytnie i wskoczyłam do wody.

Głośno się śmiałam, gdy ośmiornica podniosła mnie ponad tafle wody-Teraz będzie zabawa. Usiadł, przyglądając się mi

- Grr…możemy już wracać…?

- I znowu będziesz marudzić,  że jesteś debilem? -przewróciłam oczami.

W mojej łapie pojawił się miecz ognia, zabiłam ośmiornice i skoczyłam na brzeg.

- Może…Spochmurniałam. Złapałam go za łapę i teleportowałam nas do domu

- Proszę…

- Dziękuję- poszedł w stronę lasu.

Położyłam się na kamieniu, pod którym jest moja stara jaskinia i zamknęłam oczy.Ech, on to już się chyba nie wyluzuje… -powoli zasypiałam.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Opowiadanie Calusa

Wiodłem spokojne życie w jednym z lasów podzielonym na dwie połowy.  Jedna z nich należała do mnie i mojej rodziny, a druga do złego wilka  ognia, Hectora. Jako szczeniak uczyłem polować mojego młodszego brata.  Kiedy byliśmy starsi całe dnie się w nim wygłupialiśmy. Mieliśmy jednak  kilku wrogów, z którymi byliśmy bardzo skłóceni i w przeszłości  dochodziło do sprzeczek (Do naszych wrogów należał między innymi  Hector). Pewniego dnia poszedłem z bratem pobawić się, jak to zwykle  robiliśmy gdy nam się nudziło. Nie zwróciliśmy jednak uwagi, że  przeszliśmy na nie naszą połowę lasu. Wtedy zobaczył nas Hector i  powiedział złym głosem : To wasz koniec wy nędzne kundle!  Ja jako, że byłem jednym z odważniejszych wilków spytałem go z głupim  uśmiechem : Co niby nam zrobisz?! Hetor wyszeptał tylko : Jeszcze się  ździwicie. Stwierdziłem, że nic tu po nas i poszedłem razem z bratem na  naszą część lasu. Gdy wróciłem kompletnie o tym zapomniałem, podobnie jak Garth (bo tak nazywał się mój brat). Poszliśmy spać, tak jak zwykle. Obudził mnie mój brat mówiąc : Calus ty żyjesz! Spytałem się go ze zdziwnieniem : A co się stało jak mogę wiedzieć? Hector, podpalił nasz las…Nie chce cię martwić, ale chyba jako jedyni przeżyliśmy – powiedział Garth. Krzyknąłem szybko : Na co ty czekasz?! Uciekaj! i ruszyłem przed siebie. Biegliśmy z bratem jakiś czas poczym zatrzymaliśmy się przy wodospadzie…to znaczy ja się zatrzymałem bo mój brat pobiegł w drugą stronę i krzyknął : Kiedyś cię znajdę! Obiecuję! Siedziałem przy wodzie z głupią miną i zastanawiałem się co zrobić. Gdy zaczęło robić się jasno poszedłem przed siebie zapominając o tym wszystkim co widziałem i słyszałem. Kilka tygodni spędziłem na wędrówce. Spałem w opuszczonych jaskiniach lub po prostu pod gołym niebem. Aż w końcu spotkałem pewnego wilka. Poszedłem do niego i spytałem : Jak ci na imię? Wilk odpowiedział mi tylko : Mam na imię Jessika i należe do watahyKrólewskiej Krwi. Jeśli chcesz mogę cię zapoznać ze stadem. Zamerdałem ogonem i poszedłem za wilkiem. Od tamtej pory należe do tej watahy.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Wilk – Calus

Imię: Calus

Wiek: 30

Płeć: Basior

Opis: Wrogo do wszyskich nastawony, zły, lubi być sam, agresywny, nie pokazuje po sobie jakichkolwiek emocji. Potrafi być dobry, ale tylko w stosunku do niektórych osób

Moc: Mroku, wojny i krwi

Rodzina: Las w którym mieszkał spłonął razem z jego wszystkimi krewnymi, przybłągał się do tej watahy

Partner: Nie ma

Inne zdjęcia:

(Wieczorem dodam dwa następne, bo onet nie chce współpracować x.x)

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Kolejny wymiar

Usiadłam na ławce, a obok mnie po chwili dosiadła się Lili. Wpatrywałam się w dal, przetwarzając wszystko jeszcze w głowie. Musiałam to sobie jakoś uporządkować, chodź wiem, że to nie wszystko. Trafiłyśmy na pobliski cmentarz. Było tam naprawdę strasznie, bardziej niż w innych zakamarkach tego wymiaru. Już wiem dlaczego nikt nie używa tej ścieżki. Nikogo tu nie ma. Ja i Lili, to wszyscy. Nikt nie ma ochoty tu przychodzić. Ponoć dziwne rzeczy się tu zdarzają. Z resztą, ten wymiar nie ma zbyt dużo mieszkańców, od kąd pojawił się tu mój dziadek. Nie umarli, ale wyemigrowali. Nagrobki były porozrzucane wszędzie, tu już nie ma wyznaczonych ścieżek. Blisko nas latały duchy, niestety widzę je tylko ja i moja babcia. To nie fajne uczucie.

- Zaraz Linet kogoś po mnie prześle…- Oznajmiła Lili

- Dlaczego? – Zdziwiłam się – Myślałam, że możesz mi towarzyszyć. W moim głosie było czuć wyraźny zawód i lęk. Faktycznie trochę bałam. Przerastała mnie myśl ponownego wspięcia się na Aspell.

- Jest coś, co muszę tam zrobić. Ja i moje rodzeństwo – Uśmiechnęła się do mnie.

- Rozumiem – Spojrzałam na swoje buty. Zacisnęłam pięści, mnąc lekko bluzkę. Przeszedł mnie mały dreszcz na myśl o samotnej podróży wśród duchów – Dam radę – Uśmiechnęłam się lekko.

- Nie musisz zostawać. Zrobimy tak- Wyszeptała mi na ucho cały plan. Gdy skończyła otworzył się obok niej portal, a wyszedł z niego nikt inny jak jej brat bliźniak, Daiki. Kiwnęłam głową, wyrażając zgodę. Ten plan miał szanse się udać, nawet dość spore.

- Jesteś genialna – Szepnęłam do niej.

Wstałam z ławki, otrzepując się z kurzu i pajęczyn. Nikt nie sprzątał tu chyba od lat. Z resztą wcale mnie to nie dziwi. Do Lili podszedł wściekły Daiki.

- Cześć Daiki – Zaśmiała się,  ale jemu nie było do śmiechu. Stanęłam obok Lili, zagryzając wargę. Przywitałam się nieśmiało. Mimo, że jesteśmy jakąś dalszą rodziną to prawie w ogóle nie rozmawiamy. Dlaczego? Kto to wie? Może nie ma do tego okazji…

- Miałaś nigdzie nie iść beze mnie!- Kompletnie nie zwracał uwagi na moją obecność, więc Lili go szturchneła.- Em, cześć Jessika…

- Miło cię znów zobaczyć – Zaczęłam, chciałam aby atmosfera się trochę rozluźniła – Nie gniewaj się na nią, potrzebowałam małego wsparcia, przepraszam.

- Ciebie również, ale niestety nie mogę ci uwierzyć. Byłyście od siebie zbyt daleko. A w naszym wymiarze nie działają żadne z waszych urządzeń. Lili a propo. Idziemy do domu – Spojrzał na nią pełen wyrzutów sumienia i gniewu.

Urządzeń? Jakich znowu urządzeń? Magia to nie urządzenia, magi się nie wytwarza. Magia to dar i albo się z nim rodzisz albo nie i dziękuje bardzo nic z tym nie zrobisz. A odległość nie ma tu znaczenia.

- Ale musisz mi uwierzyć bo tak jest – Upierałam się – Sekretna zdolność… Ale po części to jej przyczyna.

- Jessi jego nie przekonasz. Jest uparty niczym ten osioł… – Powiedziała do mnie Lili

- Nie to nie – Prychnęłam – Ja wiem swoje – Odwróciłam się i machnęłam tylko ogonem.

Daiki złapał Lili za rękę i pociągnął w stronę portalu. Stawiała opór niczym góra. Męczył się, aż w końcu ją podniósł i przeniósł przez portal jak pannę młodą, a ja nie mogąc się powstrzymać  zrobiłam zdjęcie. Śmiałam się patrząc na nie. Podeszłam do ławki, gdzie przed chwilą siedziałyśmy. Wytarłyśmy sobą sporą warstwę kurzu. Ciekawe, kiedy ostatnio ktoś tu był. Rok? Pięć lat temu? Zauważyłam, że wschodzi już słońce, więc został mi jeszcze jeden dzień do spotkania, tylko jeden dzień, a ja wciąż nie jestem gotowa.  Rozłorzyłam ręce i poruszałam palcami, zabrając krople rosy w dwie, a póżniej jedną kulę wody. Rzuciłam nią w ławkę, zmywając cały kurz. Zaświeciły mi oczy, a woda jednym strugiem spłynęła z ławki i była sucha. Uśmiechnęłam się do siebie, siadając spowrotem na niej. Tym razem już bez obaw, że zbiorę z niej pajęczyny wraz z ich mieszkańcami. Spoglądałam przed siebie, duchów było coraz więcej. Zawsze schodzą się tu za dnia. Ich puste, martwe, blade twarze przwrażały mnie. Najgorsze, że nie wydawały żadnych dzwięków, cisza była przytłaczająca. Słyszłam tylko bicie swojego serca. Zaczęłam się bać. Sama na cmentarzu wśród zmarłych, mój koszmar, a najgorszę, że widzę je tylko ja. Dlaczego? Klątwa mojej rodziny. Kiedyś odkryję co i jak… Nie wytrzymałam. Widziałam kilka znajomych twarzy. Niektórych byłam świadkiem śmierci. Ich poparzone twarze, zginęli podczas pożaru lasu, który ja wywołałam. To była moja wina! Moja! Ja powinnam była, wtedy zginąć, a nie oni, nie winni. Czułam ich spojrzenia, były wściekłe. Wiem to. Łzy zebrały mi się w oczach. Wstałam szybko z ławki i pobiegłam najbliższą drogą do bramy. Na nic nie zwracałam uwagi. Zapomniałam o planie Lili. Pędziłam prosto przed siebie nie zauważając, że przede mną pojawił się portal, w który wbiegłam do  wymiaru Lili, z rękami na twarzy. Skoczyła na mnie, a ja krzyknęłam wystraszona. Byłam cała zapłakana. Chyba pierwszy raz emocję tak wzięły nade mną górę. Lili przytuliła mnie

- Co się stało? – Zapytała z troską

- Jestem zabójcą! – Szlochałam

- Nie jesteś! Jessi, dlaczego w ogóle tak myślisz?! – Spojrzała mi prosto w oczy

- Widziałam ich twarze… – Wyszeptałam – Ta góra to przekleństwo, dlatego boje się tam iść…

Patrzyłam na Lili, powoli się uspokajając. Nie odwracałam od niej wzroku. Mój oddech był coraz bardziej spokojny.

- Będę obok. Tylko spokojnie. Nic się nie stanie, obiecuję. – Zapewniała mnie

Pociągnęłam nosem. Przytuliłam się do niej, starając się wymazać to co zobaczyłam dosłownie przed chwilą. Moje serce wciąż waliło jak szalone. Gryzłam wewnętrzną stronę wargi, dopóki nie poczułam krwi. Miałam zamknięte oczy. Bałam się je otworzyć, bo myślałam że znów zobaczę jedną z tych ofiar.

- Już lepiej – Zapewniałam ją, okłamując przy tym samą siebie – Tak mi się wydaje…

Obok Lili stanęła wilczyca z dwoma piórami wziętymi w śliczne włosy. Szturchnęła mnie i pokazałam na nią. Podniosłam łeb. Odsunęłam się od niej, spoglądając na waderę. To była jej mama.

- Dzień d-dobry – Wydukałam, cała drgając. Otrałam łzy i uśmiechnęłam się delikatnie.

Próbowałam udawać, że nic się nie stało. Linet zmieniła się w człowieka i powiedziała uprzejmie: - Dzień dobry. Lili za dwie godziny lekcja. Odprowadź koleżankę do jej nowego pokoju.

- Pokoju? – Zdzwiłam się lekko, nie sądziłam, że odnajdę się gdzieś wśród nich.

- Moja mama umie przewidzieć wszystko. W końcu to jej wymiar-Zaśmiała się Lili.

Pstryk palcami i byłyśmy przed willą. Weszłyśmy do środka i szłyśmy długimi korytarzami do mojegl pokoju.

- Rozgość się, a ja idę się przebrać na lekcję. Masz jakieś pytania zanim pójdę?

- Tak, co mogę robić do czasu, aż wrócisz? No i o której wrócisz, przed północą musimy iść – Wzdrygnęłam się na myśl o tym miejscu

- U nas płynie inaczej czas. Zobacz na swój zegarek. Sekundnik zatrzymuje się na 2 minuty. Mamy czas. Do tego czasu poproś Kirrę i Lukio o odprowadzenie cię po posiadłości. A jak skończycie i nie będziesz miała nic do roboty zaprowadzą cię do mnie i Daikiego. Uśmiechnęła się do mnie i pomachała, gdy wychodziła.

Pomachałam jej na pożegnanie. Gdy wyszła rozłożyłam się na łóżku, żeby trochę odetchnąć. Patrzyłam w sufit. Przez chwilę miałam czas dla siebie. Myślami wracałam do początku tego dnia. Drobny wilk z depresją siedział na wzgórzu, zupełnie nie spodziewając się, że znajdzie się w nieznanym nikomu dotąd wymiarze, poza rodziną Lili. Nie sądziłam, że wiele może się zmienić. Może znów wróci mi dobry humor? Po chwili usłyszałam jak coś na sąsiednim skrzydle uderza o ścianę. Skrzywiłam się myśląc jak to musiało boleć. Chciałam posiadać takie umiejętności jak babcia i widzieć wszystko co się dzieje w wymiarze. Niestety nie potrafię, więc pytam telepatycznie Lili: „Wszystko okey?” Już po krótkiej chwili otrzymuję odpowiedz, która mnie rozwesela: „T-TAK. Po prostu mojemu bliźniakowi zachciało się mnie straszyć, więc dostał po ryju z buta i walnął w ścianę”.  W dalszym ciągu się śmiała.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Pierwsza część już za nami/Znów w domu

*Lili*

Powoli otworzyłam oczy. Minęło pare dobrych minut zanim całkowicie się obudziłam. 6 rano w tym wymiarze… przewróciłam się na plecy i wpatrywałam w sufit. Jakoś wygramoliłam się z ciepłego łóżka. Podeszłam zaciekawiona do szafy. Było w niej pełno ubrań. Zaczęłam się zastanawiać, gdy mój naszyjnik i oczy zaświeciły się na fioletowo. Mam pomysł! Wzięłam czarną bluzkę, dżinsowe spodenki, rękawiczki robocze i czarne adidasy. Związałam włosy w kucyk i zeszłam na dół do jadalni. Wzięłam jabłko z talerza Daikiego i wytarłam je o spodnie.

- Mogłaś wziąść nowe wiesz?- Oznajmił Daiki

- Nie- zaśmiałam się i ugryzłam jabłko.

- Co będziesz robić?- Zapytała Trish

- Nic ciekawego, ale jak chce dzisiaj skończyć, to już idę. Do zobaczenia wieczorem! Wybiegłam z domu i skierowałam się w stronę plaży. Tam znalazłam fioletowy kamień, dzięki któremu się tu znalazłam. Mój naszyjnik zaświecił się na fioletowo, a kamień zrobił to samo. W mojej ręce pojawiła się moja różdżka. Przede mną pojawiła się linia, która gdzieś prowadziła. Zaczęłam wzdłuż niej iść. Doszłam do ogromnej polany na której stały dwie metalowe bramy, a linia prowadziła do jednej z nich. Podbiegłam do bramy i otworzyłam jedną z klap. Obok mnie pojawił się zestaw kluczy. Wzięłam ósemkę i zaczęłam coś przekręcać. Nie wiem, czy dobrze to robiłam, ale chyba tak. Zrobiłam chwilę przerwy i patrzyłam na wszystko co jest w środku. Obok mnie usiadła uśmiechnięta wilczyca z dwoma piórami wpiętymi we włosy.

- Świetnie Lili. Już jutro połowa planu może się udać- Powiedziała radośnie Linet.

- Dziękuję. Jak skończę teleportuję resztę tutaj.

Wróciłam do pracy, a Linet co jakiś czas mówiła mi co mam robić.

- Koniec! – Oznajmiła Linet

Zamknęła oczy i moje rodzeństwo pojawiło się obok nas. Byłam lekko zaskoczona, ale nic nie powiedziałam.

- Lili i Daiki, przyłóżcie do bramy klejnoty.

Nie wiem czemu, ale ściągnęłam naszyjnik w kształcie serca i przyłożyłam go do bramy. Daiki zrobił to samo ze swoją bransoletką. Dwa fragmenty bramy zaświeciły się. Jeden na fioletowo a drugi na niebiesko. Następne w kolejce były Kirra i Lukio. Kolejne fragmenty zaświeciły się na szaro i czerwono. Później Trish i Sisi. Pomarańczowy i zielony. Czyli powoli nam się udaje. Nie wiem skąd znam ten plan, ale mam przeczucie, że to sprawka mamy. Daiki, zanim doszliśmy do domu, opowiedział mi trochę o rodzicach. To będzie świetne rozwiązanie naszych problemów! Już się nie mogę doczekać.

- Lili i Daiki. Idziemy na 1 lekcję, zanim zrealizujemy plan do końca. Wiecie w co się ubrać?

- Mamo ja nienawidzę sukienek!

- Musisz jakoś to wytrzymać.

- Ta…

Teleportowaliśmy się do naszych pokoi. Założyłam fioletowy kamień z powrotem na szyję i podeszłam do szafy. Którą tu wybrać? Ta będzie idealna! Wzięłam do rąk śliczną fioletową sukienkę z czarnymi wykończeniami. Szybko się przebrałam w ciuchy tortur i poszłam spacerkiem, żeby się nie zabić, do wielkiej sali lekcyjnej. Gdy w chodziłam na salę potknęłam się o próg. Na moje szczęście Linet wysłała Daikiego, żeby po mnie poszedł, więc mnie złapał. Głupie szpilki.

- Jak to się dzieje, że zawsze mnie łapiesz?-uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił uśmiech.

- Instynkt. Od zawsze jesteś taka niezdarna- zaśmiał się.

- Ha ha. Bardzo śmieszne- przewróciłam oczami i jakoś stanęłam.

Na środku już czekała Linet. Pokazała nam, że mamy się ustawić pod ścianą.

- Daiki wyprostuj się! Lili nie zmieniaj tempa!- Faktycznie to chyba będzie do perfekcji…

Od razu zastosowaliśmy się do jej wskazówek. Teraz odsunęliśmy się od siebie i tańczyliśmy niedaleko osobno. Minęło chyba z 10 minut zanim skończyliśmy. Dla mnie cała wieczność… Usłyszeliśmy, że ktoś bije brawo. W drzwiach stały dziewczyny.

- Na balu będziecie błyszczeć!- Kirra

- Nie sądzę. Znając mnie na stówe coś zepsuje- zaśmiałam się

-Nie przesadzaj.

-W sumie… Zdam się na instynkt Daikiego. – Salę wypełnił nasz śmiech.

Poszłam do siebie. Usiadłam na łóżku i zaczęłam myśleć. Wiem! Odwiedzę kogoś! Tylko jak to zrobić? Linet od razu zauważy,  że mnie nie ma! Teleportowałam się do fioletowego kamienia. Eh, warto zaryzykować. Dotknęłam kamienia i znalazłam się w jakimś ciemnym miejscu. Usiadłam na ziemi. Nagle kwiaty zaczęły mienić się wszystkimi kolorami tęczy. Wymiar mroku? Miałam okazję przyjrzeć się sobie. Nadal wyglądałam tak jak w moim wymiarze. Zmieniłam się w wilka i próbowałam jakoś się odnaleźć w tym wymiarze. Zobaczyłam wielki zamek. Trudno. Próbować zawsze mogę. Może Sabrina mnie pozna? Byłam tuż przy wielkiej bramie,  gdy ta nagle się otworzyła. Brak straży? Ciekawie się zapowiada. Szłam czarnymi ścieżkami i bacznie się rozglądałam. Brak straży mnie lekko zaniepokoił. Nie zobaczyłam nawet jednego demona! Podeszłam do fontanny i usiadłam jako człowiek na jej krawędzi. Może kogoś spotkam? Tak nagle usłyszałam głośne śmiechy, że prawie nie wpadłam do fontanny. W ostatniej chwili złapałam w powietrzu mój naszyjnik. Niestety wpadłam do wody robiąc nie mały hałas. Kamień na szczęście suchy. Gdy odgarnęłam mokrą grzywkę, zobaczyłam wokół mnie z 20 jak nie więcej demonów.

- Teraz to straż się pojawiła! Zza demonów wyszedł wampir. Złapał mnie za kark i podniósł tak, że nie sięgałam nogami do ziemi.

- Puszczaj mnie pijawko!

- Trochę grzeczniej pchlarzu. – Kopałam go, ale to nic nie dało.

Kamień na mojej szyi oślepił go na wystarczającą ilość czasu, żebym się uwolniła i oddała tej pijawce.

- Mówiłam, żebyś puścił. Z Liliś się nie zadziera!

*Jessika*

Ostatni raz wyjrzałam z jaskini.  Chciałam być w stu procentach pewna, że nikogo tu nie ma. Niestety nie było. Przyjżałam się każdemu drzewu, żadnej żywej duszy. Weszłam do środka, wpatrując się w kartkę. Mocą telekinezy zasunęłam kamień, nawet się nie odwracając i usiadłam na łóżku, nie odrywając oczu od niej. Aerin położył łeb na moich kolanach. Nie lubił być ignorowany. Uśmiechnęłam się i pogłaskałam go. Zamruczał niczym kot. Rozbawiło mnie to, ale zaraz potem zdałam sobie sprawę, że smoki nie mruczą. Wyciągnęłam przed siebie dłoń z płomykim na niej. Nie wiedziałam, żeby jakieś zwierze czaiło się w jaskini, oprócz tych moich rzeczjasna. Poza tym nie miało prawa tu być, nie miało jak wejść. Zauważyła bym, gdyby coś wchodziło do jaskini. Musiałam mieć omamy. Chyba, że on tutaj myszkuje od dłuższego czasu, ale tym się zajmę kiedyindziej. Położyłam się na łóżku, ale nie planowałam jeszcze zasnąć. Wpatrywałam się w sufit jaskini. Aerin i Alios wlecieli na półkę, nad łóżkiem, gdzie zasnęli zwinięci w kłębki. Zefrin leżał pod stołem, jak zawsze. Wszyscy spali, tylko nie ja. Rozmyślałam nad tajemniczą karteczką. Dziwnym zaproszeniem. Przygoda, to było pewne. Nie sądziłam, że kiedyś tam wrócę. Góra Aspell. Mam mieszane uczucia do tego miejsca, tak samo jak do osoby, która to napisała. Ta góra, nie wiem dalej jak tam trafiłam w dzieciństwie. Nie znałam wtedy portali i magii. Przeniesienie się w tak mroczne, a zarazem majestatyczne miejsce to było coś nowego. Nie zdawałam siebie sprawy, gdzie jestem oraz że może tam być niebezpiecznie. Myślałam, czy w ogóle zasnę. Byłam trochę pobudzona, a do północy miałam jeszcze trzy godziny. Słyszałam szum morza za jaskinią. Miał uspokajające działanie. Udało się. Zasnęłam… Obudził mnie ryk smoków. Miałam godzinę, żeby dotrzeć na szczyt, ale nie potrafiłam się zebrać w sobie. Zasłoniłam oczy ręką i odwróciłam się do ściany. Aerin ryknął głosiej. Nie przeszkadzało mi to. Chciałam dalej spać. Powoli zasypiałam na nowo. Wracał do mnie sen, który ktoś beszczelnie mi przerwał, ale już nie był taki piękny. Wszystko było zamazane i nie wiedziałam co się dzieje.  Ktoś podszedł do mnie. Nie wiem kto, jego twarz była bardzo nie wyraźna. Wyciągnął w moją stronę dłoń. Miałam ją złapać, ale jakaś siła odciągała mnie od niego. Leciałam w tył, aż nagle spadłam z łóżka. Ocknęłam się dopiero na podłodze. Zefrin, ten znienawidzony przeze mnie zwierz, złapał mnie za rękaw i zdarł siłą z łóżka. Cała trójka chichotała pod nosem.

- Bardzo zabawne – Fuknęłam

Podniosłam się z siadu skrzyżnego. Z trudnem utrzymałam się na własnych nogach. Musiałam się przygotować do wyprawy. Podeszłam do jednej z szafek, uderzając po drodze stopą o stół. Cicho jęknęłam i poskakałam dalej na jednej nodze. Oparłam się o ścianę jaskini. Musiałam trochę przyzwyczaić sie do ciemności, a co najważniejsze obudzić. Gdy już poczułam się lepiej mogłam bez trudu poruszać się po jaskini. Mój wzrok już mógł dostrzec prawie wszystko, a przynajmniej widzialam co było na stole. Złapałam swoje dwa ulubione miecze, małą księge magii oraz woreczek z medalionami. Przyczepiłam je do pasa, po czym na szybko przeczesałam włosy. Dziś ubrałam się cała na czarno, żeby było mi lepiej się ukrywać, wrazie czego. Długie czarne spodnie i koszulka na ramiączkach. Wyszłam z jaskini. Była piękna księżycowa, noc idealna na wycieczkę do wymiaru mroku. Wciągnęłam głęboko powietrze. Chłodna, przyjemna bryza. Przed chwilą musiał padać drobny, letni deszczyk. Uśmiechnęłam się. Powietrze było wspaniałe. Idąc w głąb lasu czułam na swoich ramionach krople deszczu, które spadały z drzew. Nie śpieszyłam się. Cieszyłam się nocną pogodą. Po chwili moje ramiona były całe mokre. Usłyszałam szelest oraz łamiącą się gałąź niedaleko mnie. Pomyślałam, że to dzikie zwierzę. Wytęrzyłam słuch i mocno się skupiłam. Dochodził zza moich pleców, kierunek z którego przyszłam. Odwróciłam się. Pozostało mi tylko czekać oraz wciąż nasłuchiwać. Znów szelest, tym razem nie tyle co go słyszłam, a widziałam poruszające się liście. Zrobiłam mały krok w przód i nachyliłam się. Było jednak zbyt ciemno, żeby zobaczyć co się tam czai. Nagle coś znalazło się na moich ramionach. Wrzasnęłam. Zaczęłam biegać w koło i machałam rękami, żeby to strącić, wtedy dotknęłam łuskowatego ogonu, kawałek w górę dziwnie znajomy mi grzbiet.

- Aerin? – Upewniłam się

Smok ryknął potwierdzająco. Odetchnęłam z ulgą. Niestety o ile wcześniej było coś w tych krzakach tak teraz już pewnie się spłoszyło.

- Co ty tu robisz? Śledziłeś mnie?! – Zgromiłam go wzrokiem, ale po chwili złagoniałam, byłam mu wdzięczna. Nie miałam pewności co za zwierz się tam czaił, a co najważniejsze czy to było zwierzę. Aerin patrzył na mnie podejrzliwie.

- Spokojnie zdąrze na czas – Zapewniałam go

Pogłaskałam go delikatnie po główce i palcem wskazałam drogę powrotną. Przekazałam mu telepatycznie „Wracaj do brata”. Zleciał z mojego grzbietu na ścieżkę. Ostatni raz odwrócił się, żeby na mnie spojrzeć, po czym zniknął między drzewami. Musiałam w końcu zebrać się w sobie. Nawet jeśli spotka mnie tam coś złego to muszę tam iść. Inaczej tylko pokaże, że ze mnie tchórz, jakbym się poddała. Otworzyłam portal do wymiaru mroku. Długo się w niego wpatrywałam. Jeszcze mam szansę się wycofać, ale tego nie zrobię. Przyszłam przez niego. Znalazłam się w królewskim ogrodzie. Z wszystkich możliwych miejsc trafiłam tu. Doskonały wybór teleporcie, naprawdę marzę o spotkaniu z babcią. Przykucnęłam za wielką, białą jak kość słoniowa fontanną i wyglądałam zza niej. Dzisiaj nie było szczególnie dużo strażników. Z resztą nigdy ich prawie nie ma. Nie ma co tu pilnować. Mało kto zbliza się do zamku. Głównie przez wzgląd na moją babcię i to, że grasują tu duchy. Bo jak każdy wie, jak się umrze w świecie mroku to bezwzględu na wszystko zostajesz duchem, nawet jak nie masz duszy i nie możesz na długo wyjść z tego wymiaru, w przeciwnym wypadku zmienisz się w pył. Zdarzają się jakieś wyjątki, ale nie liczne. Ciekawi mnie skąd to się wzięło. Zapewne kolejna długa legenda o wilczych bogach. Usłyszałam dzwięki trąb.  Czyżby dla Sabriny? Może przybycie jakiegoś ważnego gościa. Ktoś zechciał odwiedzić ten wymiar.

- Uwaga, uwaga – Usłyszałam głos kogoś z królewskiej służby – Ogłaszam przybycie księżniczki Luny

Luny? Tylko nie Luny! Nikt tak już do mnie nie mówi. Nie lubię tego. Czuje się urażona. Poza tym skąd wiedzą. Nikt mnie nie widział. Nie miał jak. Nie pokazywałam się nikomu na oczy.

- Bu! – Usłyszałam czyjś głos za sobą

Podskoczyłam i wpadłam do fontanny. Byłam cała mokra, a przede mną stała roześmiana Sabrina, moja babcia.

- Jak zwykle, nawet swojej wnuczce dokuczasz – Skrzywiłam się

Podała mi łapę i pomogła wyjść. Zaczęłam wyciskać wodę z włosów oraz ubrań. Czy kiedykolwiek wrócę od niej i nic mi się nie stanie? Bo znaczynam w to wątpić.

- Myślałaś, że cię nie zauważę? – Zapytała przepełniona dumą

- Tak, tak widzisz wszystko co dzieje się w tym wymiarze – Powiedziałam znudzona, bo nie słyszę to pierwszy raz – Ale nadzieje zawsze mogę mieć

- Nadzieja matką głupich – Zaśmiała się – O mamy gościa!

Nigdy nie przepuszcza okazji, żeby mi dopiec. Machnęłam łapą, dając jej do zrozumienia, że mało mnie to obchodzi. Poszłam przed siebie. Myślałam że się jej pozbędę, ale ona lewitowała nade mną. Weszłam do zamku tylnym wejściem. Woda ze mnie kapała, a Sabrina tylko chichotała pod nosem. Weszłam na górę krzyczac: Tak cię to śmieszy?!

- Co się stało skarbie? – Udała zmartwioną

W odpowiedzi rzuciłam w nią kulą wody. Jej piękna, niebieska grzywka opadła jej na oczy. Sabrina odgarnęła ją, żeby móc na mnie spojrzeć. Była wsciekła. Wydawał mi się, że iskierki sypią się z jej oczu, ale nie odwracałam wzroku. Może tym razem przegięłam? Nigdy chyba nie robiłam nic babci, zawsze tylko ona mnie. Jeszcze chwilę się w siebie wpatrywałyśmy, a ja z każdą sekundą traciłam pewności siebie coraz bardziej. Gdy miałam odpuścić, ona zaczęła się śmiać, a ja poszłam w jej ślad. Każdy strażnik, który obok nas przeszedł dziwnie się patrzył, ale nie na nią, bo to normalne, tylko na mnie, bo rzadko śmiałysmy się razem. Słyszało nas chyba pół zamku, jak nie więcej. Otarłam łzy z kącików oczu. Babcia cały czas się do mnie uśmiechała. Dała mi do zrozumienia, że od lat czekała, aż jej oddam. Odwzajemniłam uśmiech, ale po chwili usłyszałam krzyki w ogrodzie.

- Znowu duchy? – Zapytałam ją, chodź mi to na duchy nie brzmiało

- Mówiłam twój gość – Zaśmiała się poraz kolejny

Zbiegłam ze schodów najszybciej jak mogłam. Czeka mnie dzisiaj dużo wuefu, już to czuje. Wpadłam do ogrodu i pobiegłam najczęściej uczęszczaną ścieżką. Zobaczyłam plecy wampira, który kogoś trzymał.

- Akira? – Zapytałam z niedowierzaniem, a później popatrzyłam na dziewczynę – Kim jesteś?

Wampir złapał ją za nogę i podniósł do góry, a ta zaczęła jeszcze bardziej krzyczeć na niego, przepełniona gniewem. Podbiegłam do wampira i dałam mu po łapach, a on ją puścił i syknął. Stałam między nimi.

- Co tu sie dzieje? – Zapytałam i spojrzałam na nich oboje

- Broniłam się. Sama samoobrona! -Wykrzyczała i zaśmiała się cicho.

Patrzyłam na Akirę, któremu krew sączyła się z nosa. Podałam mu chusteczkę.

- Właśnie widzę

- Nie mówisz chyba, że go będziesz bronić?

- Nie bronię, wiem jaki potrafi być – Szturchnęłam go łokciem dość mocno, a on zgiął się w pół. Oparłam łokieć na jego plecach. Dziewczyna pocierała ręce, które ją bolały po tym jak mu przyłożyła. Patrzyłam długo na nieznajomą, myśląc co powiedzieć. Akira poczuł się już lepiej. Złapał mnie za nadgarstek i wykręcił rękę. Piszczałam z bólu, więc po chwili mnie puścił śmiejąc się głupio. Dziewczyna znowu walnęła tego gamonia.

- Idioto sam się prosisz! – Syknęła

- Więc… Skąd się tu wzięłaś? – Zapytałam śmiejąc się pod nosem

- Ale ja jej tylko oddaje! – Zaprotestował i podniósł ręcę

- Prosto z rodzinnego wymiaru. – Oznajmiła nie zwracając uwagi na Akirę – Jessiko chodź porozmawiamy, gdzie nie będzie nam przeszkadzał ten bałwan.

Nadepnęłam mu na stopę mu na stopę i spojrzałam na nią, wzrokem mówiącym „Spokojnie zaraz go tu nie będzie” Akira zrozumiał sytuację i oddalił się zanim cokolwiek zdąrzyłam zrobić

- Eh, fakt jest idiotą, ale da sie go lubić – Odwróciłam się i zobaczyłam jak Akira macha im na porzegnie.

Później wzięłam do ręki zegarek. Miałam jeszcze, godzine? Jak to godzinę? Jak wychodzilam to miałam całą godzinę. W tym wymiarze jest inny czas. Teraz pytaniem jest  jaki czas miała na myśli osoba pisząca te kartkę.

- Co tam masz? – Zapytała zaciekawiona

- Chodzi ci o zegarek? – Skrzywiłam się lekko

-Nie o to! – Pokazała na mój kaptur.

Była tam jakaś karteczka, którą wzięła.

- Co tam masz? – Tym razem ja zapytałam zdziwiona. Zaczęła czytać:

- Kilka dni,  przynajmniej w moim czasi… mnie nie ma, a ta już ma chłopaka!- Krzyknęła – Jessi ja się powinnam teraz obrazić!

- Za co? Oraz jakiego chłopaka?- Nie rozumiałam jej, aż pokazała mi karteczkę.

- Dla mnie to brzmi jednoznacznie!- Za dwa dni masz randkę z chłopakiem! – Zaczęła się głośno śmiać.

- To nie jest randka! – Oburzyłam się – Nawet nie wiem czy to chłopak!

- Jessi, a takie pytanko. Ty wiesz w ogóle kim ja jestem?

- Nieee, nie wiem – Zaczęłam jej się uważnie przyglądać – Pierwszy raz cię widzę, ale twoje zachowanie jest mi znajome

- Nie dziwię ci się. – Uśmiechnęła się – Ten kamyczek fajnie farbuje.

- Jaki kamyczek – Jeszcze bardziej się zdziwiłam – Co się z tobą działo?

- Chodźmy się przejść, to ci opowiem.

Pokiwałam głową i wskazałam na ścieżkę, którą prawie nikt nie chodził. Musiałam mieć pewności, że nikomu nie zachce się nas podsłuchiwać. Słyszśmy wyznaczoną drogą, a ona opowiadała wszystko co się działo po jej odejściu albo prawie wszystko, bo miałam wrażenie, że czegoś mi nie mówi. Uważnie słucham tego co mówiła. Nie chciałam jej przerywać. Tylko szłam w milczeniu, co jakiś czas spoglądając na księżyc. Już za kilka dni, nastąpi faza księżycowa, której nie ma na Ziemi. Zdarza się tylko dwa razy w roku. W ten sam dzień mam się spotkać z tajemniczą osobą na górze Aspell…

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Rozdzielenie, trochę depresji

Ktoś chętny do pisania wilczych opowiadań na GG to zapraszam ^^ Bo we 3 będzie nas mało ;c

*Jessika*

Siedziałam sama na wzgórzu obejmując się łapami i obtulając ogonem, mimo że tak naprawdę nie było mi zimno. Mamy początek lata. Upał doskwierał. wszystkim. Patrzyłam przed siebie, w mojej głowie kłębiło się pełno myśli i wspomnień, co chwilę przybywały nowe. Nie byłam w najlepszym humorze. Doskwierał mi też brak apetytu. Ledwo tknęłam zajęcze udko, które upolował jeden z wilków.  Ostatnio coraz częściej czułam, że doskwiera mi samotność, sama dzwigam ciężar związany z watahą, pomocą każdemu i trzymaniu jej w jedności, mimo, że otaczali mnie przyjaciele. Cicho westchnęłam. Mój wzrok spoczął na małej, białej roślince obok mojej łapy. Schyliłam się nad rośliną i dotknęłam jej pyszczkiem. – Jesteś sama prawda? – Zaczęłam do niej mówić.

Od razu ją polubilam, chodź to może być dziwne. Daleko były inne kępy kwiatów, a ten jeden był tu, zupełnie sam, jak ja, ale później zaczęło mnie zastanowiać jak długo to wzgórze jeszcze będzie należeć do watahy. Zamknęłam na chwilę oczy, rozmyślając nad jej losami, wojna? Czy to możliwe? Czy kiedyś to nastąpi…? Tylko wokół niej teraz się skupiłam, o wszystkim innym zapomniałam, bo gdy chodzi o watahę, dobro reszty wilków, jestem w stanie poświęcić życie. Są dla mnie jak jedna rodzina, która mi została. Pierwsze na myśl przyszły mi Carly i Sky, szczeniaki, moje przyszywane córki. Co z nimi się stanie, gdy będę walczyć? Ktoś musiałby z nimi zostać. Niestety ja nie mogłabym, ale musiałabym. Była bym rozdarta, tetazi gdy o tym myślę jestem. Żadna z decyzji nie jest dobra, ale na pewno nie zostawię je same, jak moi rodzice mnie. Kątem oka spojrzałam na miasto. Było spokojne, znów całe życie w nim zamarło. Nie było tam prawie nikogo. Wszystko powoli umierało… Może ta cała wojna to tylko mój głupi wymysł, może nic się nie wydarzy? Poderwałam się gwałtownie, żeby odgonić od siebie wszystkie złe myśli. Nie mogłam sobie zaprzątać cały czas tym głowy. Nie znów, nie teraz. Porzegnalnie spojrzałam na roślinkę i podeszłam na brzeg morza. Zmieniłam się w człowieka i usiadłam. Wyciągnęłam nożyczki. Długo na nie patrzyłam. Wahałam się, jeszcze nie byłam pewna swojej decyzji.

- Jessico to głupi pomysł – Powiedziałam do siebie. Nożyczki błyszczały w blasku słońca, widziałam w nich odbijającą się wodę, zrobię to. Zamknęłam oczy, odwróciłam głowę, a ręce z nożyczkami wyciągnęłam przed siebie, ostrzem skierowanym ku sobie. Zagryzałam mocno wargę. Kilka głębokich wdechów, a nożyczki były coraz bliżej moich włosów. Nagle wskoczył na mnie Aerin. Nie sprawiał wrażenia, jakby chciał się bawić.

- Co się stało? – Zaskoczona Zapytałam smoka

Dziwnie się zachowywał. Drapał mnie łapą i ciągną za kostkę. W końcu mu uległam i poszłam za nim. Zaprowadził mnie do jaskini. Nie rozumiałam, dlaczego tak usiłuje mnie tam zabrać, dopóki nie znalazłam się w środku. Na stoliku siedział Alios. – Co ty tu… – Urwałam, gdy dostrzegłam kartkę pod jego łapą. Podeszłam bliżej. Chwile się zawahałam, ale podniosłam kartkę i zaczęłam czytać…

~Droga Jessiko

Wiem, że to tylko karteczka, ale nie było mnie stać na pożegnanie wprost. To byłby zbyt wielki ból… Wiem, że niedługo może być wojna. Jednak odchodzę nie z tego powodu. Męczy mnie kilka spraw… Muszę rozwiązać kilka zagadek. Wiem, że poszła byś ze mną, dlatego piszę ten list. Gdy go przeczytasz pewnie będę już daleko. Jednak nie martw się o mnie. Wrócę, gdy tylko wszystko sobie wyjaśnię. Na en czas mam do ciebie prośbę. Niech Carly zajmuje się Aliosem. Ten smok chętnie będzie z nią ćwiczyć. Poza tym nie można rozdzielać Aliosa i Aerlina. ~Do zobaczenia – Lili

Była od Lili. Wszystko zrozumiałam. Jak każdy z nas chce znać, spotkać się z swoją rodziną. Nie byłam na nią zła, nawet w najmniejszym stopniu, Miałam tylko do niej żal, że nie spotkała się ze mną przed wyjściem, a jeszcze większy do siebie, że zamiast się użalać nad sobą nie poszłam do niej, że nie mogę być teraz z nią, gdziekolwiek jest i cokolwiek robi. Spojrzałam w lustro. Słodka dziewczynka o kocio-wilczych uszach oraz sięgających prawie po ziemię, blond włosach. Czas to zmienić. Po moim policzku spłynęła łza, a za nią druga. Nie czułam się sobą. Nie przypominałam przynajmniej w tym momencie siebie. Czy dalej jestem tą samą osobą? Patrząc w lustro widziałam tylko uosobienie żalu i rozpaczy z nutką depresji. Ciężko westchnęłam.

- Bardzo się zmieniłam kochany – Zwrócilam się do smoka.

Wskoczył na moje ramię jak zawsze. To chyba znaczy nie, ale ja uważam inaczej. Od jakiś dwóch miesięcy jestem w rozsypce i nie mogę nie pozbierać. Aerin błądził po mnie wzrokiem, jakby starał się zrozumieć co czuję, przez co przechodzę. Do niego dołączył Alios, nawet Zefrin, z którym prawie nie spędzałam czas zrozumiał, że coś nie gra. Znów spojrzałam na nożyczki. Nie teraz, jeszcze nie. Oparłam się o ścianę jaskini i zjechałam w dół, siadając na zimnej podłodze. Schowałam głowę w kolanach. Mtoś zapukał. Za pierwszym razem nie zareagowałam. Po chwili usłyszałam drugi raz stukanie o jaskinię. Smoki ryknęły w moją stronę. Leniwie podniosłam się z miejsca. Patrzyły na mnie, jakby przy wejściu czekało coś, co ma odmienić mój los. Odsunęłam kamień, którym zakryłam wejście. Nikogo tam nie było, tylko mała karteczka „Północ, góra Aspell, wymiar mroku”…

*Lili, ten sam dzień*

Leżałam w jaskini jako wilk i myślałam o świętach, które niedawno były. Jest tyle świąt związanych z rodziną, a ja jedyna nie mam praktycznie z kim świętować. Traktuję tą watahę jak rodzinę, ale czuję, że to nie to samo. Od małego byłam skazana na bycie samowystarczalną. Kostie była wtedy jedynym wsparciem. Teraz też staram się taka być, ale cieszę się, że mam tą watahę. Bez niej już dawno Siwy by mnie zabił. Jednak czy to ma sens? Chcę odnaleźć siebie bez narażenia mojej nowej rodziny na niebezpieczeństwo. Wiem, że gdy wyrusze w wędrówkę pójdzie za mną nie jedna osoba. Jednak nie wszystko mogę załatwić z nimi. Jak wyjść z tej sytuacji? Nie chcę ich opuszczać. Jestem gotowa na ten krok? Co zrobić? Jak pogodzić to pogodzić? Nie da się… Na pewno bym wróciła, ale czy mi pozwolą? Przecież chcę ich zostawić! Znam ich i wiem, że tacy nie są. Jednak ja będę czuć się okropnie. Zostawić ich w tej sytuacji? Podniosłam lekko pyszczek i spojrzałam przez szparę na Jessikę. Z nią dogaduję się najlepiej. Jest w niej coś z prawdziwej magii. Westchnęłam tylko. Strasznie będę tęsknić. Ale jak długo? Jak długo mogę oszukiwać samą siebie? Muszę iść i dowiedzieć się tylu rzeczy! Przeżyliśmy wiele rzeczy, jednak tą muszę załatwić sama. Zostaje jeszcze jedno… wojna. Zamordują mnie jak ich zostawię. Źle odbiorą moje odejście na ten czas. Ah Lili! Zamknęłam oczy i znalazłam się w jaskini Jessiki. Zobaczyłam Aerina w kącie.

- Cześć malutki. Nie mogę was rozdzielać… mam przecież jeszcze Kostie i gryfa prawda?

Alios mocno się do mnie przytulał, gdy ja pisałam list do Jessiki. Wytarłam łzę i teleportowałam się tam, gdzie wszystko się zaczęło. Do jaskini rodzinnej. Szukałam po całej jaskini. Znalazłam wiele zdjęć i papierów. Oni byli śliczni… Ech, ja chyba jednak zmienię styl niedługo. To będzie długa podróż… Jednak was odnajde. Zobaczycie. Poszłam z Kostie i moim gryfem w głąb jaskini. Coś się tam świeciło. Czemu tego nie zauważyłam wcześniej? Tam był ogromny fioletowy kamień. Gdy go dotknęłam urwał mi się film. Gdy się obudziłam wyglądałam zupełnie inaczej, Nie tylko jako wilk, ale i jako człowiek. Czyli miałam rację. Mój styl się zmienił. Fajnie. Kamyczek farbuje na fioletowo. W sumie… to nie jest aż takie złe. Teraz zauważyłam, że jestem sama na jakiejś plaży. Po prostu bosko. Nie po to zabrałam zwierzaki, żeby zostać sama! Zmieniłam się w człowieka i szłam brzegiem. Ciekawe, gdzie dojde. Potknęłam się o jeden z kamyków i czekałam już na bliskie spotkanie z piachem, ale to nie nastąpiło. Zobaczyłam wysokiego niebieskookiego chłopaka o czarnych włosach.

- No hej siostrzyczko- uśmiechnął się do mnie.

- D-Daiki? Ale ty nie jesteś wilkołakiem!

- Tak było. Chodź. Przejdziemy się i ci wszystko opowiem.

Daiki wytłumaczył mi, że po dotknięciu tego kamienia tylko nasza rodzina teleportuje się w to miejsce i zmienia się nie do poznania. Ja go dotknęłam jako ostatnia. Zaprowadził mnie do sporej chatki, która według mnie bardziej przypominała wille, w środku naszej międzywymirowej wysepki. Zobaczyłam blondynkę o czerwonych oczach. To Lukio? Obok niej siedziała czarno włosa dziewczyna z zielonymi oczami. Kira? Faktycznie prawie bym ich nie poznała, gdyby to nie była moja rodzina. Usiadłam obok Kiry, a ona mnie przytuliła.

-Czekaliśmy tu na ciebie wieki!

- Jak to wieki? Kira byliście u mnie ostatnio na święta!

Byłam zaskoczona. Niedawno się widzieliśmy.

- Nasz własny wymiar ma swój czas. A my tu siedzimy od tamtego czasu. Poza tym wyobraź sobie resztę rodziny… No, ale my się tu nie starzejemy.

- Tylko tu? – Dopytałam

- Kira źle tlumaczysz! – Wtrącił się Lukio

- Faktycznie! Wybacz, ale Lukio robi mocne drinki. Chciałam powiedzieć, że w ogóle się nie starzejemy – Poprawiła się Kira.

- Może lepiej ją będę tłumaczyć?- Odezwał się Daiki

Lukio pokiwała głową. Daiki podał mi rękę i wszedł do domu. Wnętrze prezentowało się równie pięknie. Zaprowadził mnie do pokoju na którym była tabliczka z napisem Lili. Weszliśmy do środka. Ja usiadłam na łóżku, a on na obrotowym krześle obok biurka.

- Wszystko jest w tym pokoju urządzone jakbym miała zostać tu na zawsze…

- Bo tak będzie… prawda Lili? – spojrzał na mnie z nadzieją w oczach.

- Nie Daiki. Nie mogę ich zostawić na długo. Już wystarczy, że przyszłam tu przed wojną… Wracam jak najszybciej… Gdy poznam wszystkich i dowiem się wszystkiego…

- Lila co ty gadasz o jakiejś wojnie?- był wyraźnie zaskoczony.

- Jeszcze nic nie wiemy, ale mamy takie przeczucie… Daiki miałeś opowiadać.

- Nie zmieniaj tematu. Słuchaj my może i się nie starzejemy, ale nie jesteśmy niezniszczalni! Nie puszczę cię, a jak już nie samą! Brata już straciliśmy…

- Nie ma szans! Wiem jaki jesteś!  Na pewno będziesz przesadzać! -zrobiłam oburzoną minę.

- Czyli zostajesz…

- Ugh, jesteś czasem nieznośny! Dobra, idziesz…

- Hah wiedziałem, a teraz jest już późno.

- Będziesz mnie utulać do snu?- zaśmiałam się.

- Żebyś wiedziała…

Podniósł mnie i położył pod kołdrą. Głośno się śmialiśmy.

- Idiota – powiedziałam gdy wychodził, a on się tylko uśmiechnął i wyszedł. Wtuliłam się w miękką kołdrę i szybko zasnęłam.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Lalka Barbie…?

Dla wiadomości, wciąż nie ma mnie na CM, napisałyśmy to z dziewczynami na GG, tylko taka forma pisania czegokolwiek ze mną pozostaje jak na razie ;-;

Barbie już szykowała hondę, którą ukradła małej dziewczynce, a ja jej śpiewałam „Moooja hooondaa szybszaaa niż wyglądaaa”. Nawet nasz Diamencik się przyłączył mówiąc, że poszuka tego po drodze. Gdy Lili zaczęła czytać SMS-a, którego dostała, Barbie poszła po Kena, a raczej dmuchaną lalkę, która go przypomniała. Usiadłam z przodu, przy miejscu kierowcy, zarazzarazpotempotem przyszła Barbie, a Lili i Ken siedzieli za nami. Załorzyłam okulary.

- Gumę? – Zapytałam, wyciągając paczkę

Samochód ruszył z piskiem opon, a następnie uderza o najbliższe drzewo. To wina tych jednorożców, zawsze wyskakują nagle zza ragu…

- Rucham ci matke, Lili! – Zaśmiał się Ken

- Jasne – Lili zwróciła się do mnie, dusząc chłopaka

Podałam jej jedną niezwracając uwagę na purpurową twarz Kena. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że samochód rombnął w drzewo. Przecież nic się nie stało, to tylko mała ryska. Cała maska była taką piękną harmonijką. Barbie wyrwała jej paczkę gum, zabrała okulary i zniknęła w buszu. Wybiłam szybę i wyskoczyłam oknem. Pobiegłam za nią.

- Jak wszyscy to wszyscy – Stwierdziła Lili i przyłączyła się

W biegu złapałam się gałęzi. Podciągnęłam się i już po chwili stałam na niej, rozglądając się za naszą złodziejką. Usłyszałam odgłosy goryla po mutacji, to chyba ona.

- Barbie złotko, gdzie jesteś? – Zapytałam, starając się wykrzesić z sobie odrobinę słodyczy

- W dupie, jahahaha – Usłyszałam w odpowiedzi

Dostałam czubkiem obcasa w twarz, a później czubkiem obcasa od niej i uciekła na drzewo, skąd zaczęła rzucać Lili kamieniami. Straciłam równowagę. Zachwiałam się na jednej nodze i przewróciłam, ale udało mi się  chwycić się w ostatniej chwili gałęzi. Wisiałam bardzo długo, na tyle, że palce zaczynały mnie boleć i w każdej chwili mogłam się puścić, a brakowało mi sił, żeby się podciągnąć. Wróciła do mnie lalka Barbie i zaczęła deptać po palcach. Przezchwilę jeszcze się trzymałam, ale wkońcu z bólu i wycieńczenia puściłam się. Spadając zaczęłam krzyczeć. Usłyszała to Lili, która już była wilkiem. Rzuciła się i złapała mnie w powietrzu. Mocno się jej złapałam, wbijając pazury, później przeprosiłam. Obie straciłyśmy Barbie Sky z oczu. Nagle spadł mi na głowę kamień z napisem love (love, no bo kwiaty szybko schną *-*!)

- Kupcie mi cos ładnego na pogrzeb! – Krzyknęła, po czym zrzuciła sie w przepaść i umarła

Pobiegłam w strone przepaści, ciągnąc za sobą Lili. Skupiła swój wzrok na czerwonej plamie, na dole.

- Widzisz jej ciało czy coś?

Przecząco pokręciła głową.

- Uciekła cwaniara

Nagle na niebie pojawiły się jakieś symbole i jasne swiatło.

- Tutaj jestem – Krzyknęła

Spojrzałam w górę zszokowana, tym że ją do nieba wpuścili.

- Czesc, pizdokleszczu – Pomachała mi – Od dzisiaj jestem żoną Jezusa

Poinformowała nas jeszcze, że ma noc poślubną i zniknęła za chmurami. Nie udało się mi dowiedzieć, dlaczego nie dostałyśmy zaproszenia na ślub. Lili spadła w przepaść i śpiewała swoją ulubioną piosenkę „I głowami w dół prosto do chmur a za plecami setki bzdur! Żyjemy na czas, więc noga na gaz. Drogą spadających gwiazd! Jesteśmy tu raz nie więcej!  Więc zróbmy to jak najprędzej!” Pod nią pojawił się Alios i zaczęła na nim latać, wciąż śpiewając jak pijana. Popatrzyłam jeszcze raz w przepaść. Była tam… Uwaga: tęcza! A przy niej takie jasne światło. Coś mnie zaczęło wzywać. Chyba to oślepiające piękno i ciepło. Chciałam tam być, zjechać po tej tęczy. Przestałam słyszeć już śpiew Lili i inne odgłosy z które mnie otaczały. Szłam do przodu, do rodziny, do tej przyjaznej otchłani, aż wpadlam w przepaść. Spadałam w dół waz z tęczą i…. Obudziłam się obok swojej jaskini z obolałą głową. Lili siedziała oparta o jaskinię, jako człowiek. Podniosłam się lekko, łapiąc się za głowę. Popatrzyłam na śpiącą jeszcze Lili.

- Ej, śpisz? – Mój głos był zachrypnięty

Zdecydowanie za dużo maryhy. Tym razem to było przegięcie. Zasłoniłam dłońmi oczy. Było za jasno, mimo że był już wieczór.

- Nie. Tylko mam zamknięte oczy, bo inni tak robią – Machnęła łapą

Ok pomińmy ciąg dalszy, gdzie Sky pieprzy się z Jezusem, ja to żona Boga, a Lili ma Mojżesza xD

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Volf – Vanessa

 Imię: Vanessa

Pseudonim: Van

Wiek: 550 lat

Płeć: Wadera

Charakter: Odziedziczyła po rodzicach spokój. Dla przyjaciół i członków watahy wierna i miła, a dla nieznajomych oschła i nieprzyjemna.

Moc: Iluzji, przemian i snów

Rodzina: jedynaczka, rodzice to Hypnos i Rosie

Partner: Brak

Gdy urzywa magiii:

Opublikowano Bez kategorii | 9 komentarzy

Wilczek – Carly

Imię: Carly

Wiek: 10 lat

Płeć: Wadera

Charakter: Wesoła i pomocna. Czasem bardzo cicha, a czasem bardzo rozbrykana.

Moc: Woda i mrok

Rodzina: przyszywana mama Jessika

Partner: Brak

Inne zdjęcia:

Opublikowano Bez kategorii | 18 komentarzy

Wilk – WhiteRose

Imię: White Rose

Ksywka: Rose

Wiek: 150 lat

Płeć: Wadera

Opis: Zawsze stara się być miła dla innych, ale bywają osoby dla których potrafi być nie znośna.

Moce: Białych Róż, Muzyki.

Umiejętności: Potrafi sprawić by w Ziemi, wyrosły róże o białych płatkach, syreni śpiew.

Rodzina: Wychowała się jako sierota, ponieważ jej rodzice zostali zabici przez obcą watahę.

Partner: Brak

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Wilkołak – Skyler

Poraz któryś tam Julczi całkowicie zmienia swoją postać. „Teraz to taka PRAWDZIWA Julis xd”

 

Imię: Skyler

Ksywka: Sky

Płeć: Wadera

Wiek: 17 lat (170)

Opis: Młoda Alpha. Jest zamknięta w sobie, ufa tylko osobom, które dobrze zna. Nie jest dobra w nawiązywaniu nowych znajomości. Strasznie naiwna i niezdarna. Łatwo pakuje się w kłopoty, w które przeważnie zamieszani są wszyscy należący do watahy.

Moc: Powietrza, ziemi i muzyki

Rodzina: Nie zna swoich rodziców. Podobno matka oddała ją do Loren- matki Jessiki, aby się nią zajęła.

Partner: Brak

Jako człowiek:

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

Już rok tutaj!

Czy to wpis? Naprawdę? Po miesiącu, a może nawet dwóch! Omamów nie macie. Przepraszam za moje nieobecności, bardzo chciałabym być z wami na CM, ale zła smoczyca zabrała mi laptopa, a smok ją jeszcze popiera ;-; Więc… Naprawdę nie wiem kiedy wrócę. Ale teraz jaram się wycieczką, a to już mniejsza *-*… Już minął rok odkąd powstał blog watahy! A dokładny rok minął wczoraj, czyli 30 kwietnia, o jakiejś godzine wieczornej pewnie 19 założyłam bloga, a sama wataha powstała z trzy tygodnie wcześniej? Dwa? Awww ❤.❤ Taka podjarka, planowałam w tym dniu urządzić jakieś spotkanie watahy, ale nie wypaliło, przepraszam. Nie moja wina. W sumie nie wszystko stracone, jak chcecie to coś sobie urządzcie, nie ingeruje w to, no bo nie mam jak. Od tego roku pewnie wiele się zminiło. Sporo osób odeszło, inni wracali, a inni dołączyli. Bardzo dziękuje wszystkim, którzy zostali, no i szczególnie mojej sis, która stara się wszystko ogarnąć jak ja nie mogę ^^ ❤. Wszyscy jesteście kochani i z każdym mi się miło grało, ogólnie było super! Niczego nie żałuję… Zaraz, zaraz mówię jakbym miała odejść, a nie odchodzę żeby nie było. To tylko taka przerwa, aż odzyskam kompa. Więc dodam, że liczę na jeszcze dużo, duuużo wspomnień, przygód, różnych przypałów i no niezapomianych chwil. Niech kolejny rok będzie równie wspaniały *u* (O ile CM wcześniej całkiem nie wymrze ;-;). Cóż… Mogę jeszcze tylko przypomnieć jak to się zaczęło… Na początku należałam do watahy wilków, tak wilkołak wśród zwykłych wilków. A kilka dni później jak żadnego nie spotkałam to poszłam na join 61. Gdzie właśnie spotkałam stado lwów. Oczywiście wiedziałam o tych całych wojnach, więc siedziałam z dala. No, a potem przyszło parę wilków, a jak zobaczyłam jak one traktują lwy (chyba, bo w sumie sama do końca nie wiem co mnie skłoniło) to postanowiłam stanąć po ich stronie. Zostałam zdrajcą i wywalili mnie. Po „walce”, gdzie Laari została mocno pobita i zgwałcona, następnego dnia padło stwierdzenie, że nie mogę grać z lwami, bo wilkołaki to magia… Mówi się trudno, a że potem tamtego lwa już nie widziałam chyba nigdy, to siedziałam wśród lwów, ale było ich coraz mniej, aż zostali tylko Liz, Laari, Kowu z czasem doszła Saria. Następnie poznałam Kai’a (Wtedy Dany) i Roxannę. Zaczęło się mnożyć coraz więcej wilków na 61, w sumie dużo nawet wilkołaków, a w końcu stado lwów zostało rozwiązane. No i Laari oraz Liz zostały wilkami. Pamiętam jak na początku Roxi unzawała się za królową wilków :’) No i poszliśmy na 62 i ktoś rzucił chyba Roxi, żeby stworzyć watahę. Byliśmy ja, Liz, Kai, Katie, Roxanna i jakiś jeszcze inny wilk, może jeszcze Luna (?). Większość głosów chyba było na mnie, ale żeby Roxi nie było przykro, czy coś to zaproponowałam dwie alfy. Wniosek przeszedł xd Tak ja, Roxi i Kai byliśmy naj przyjaciółmi do czasu, aż pojawiły się problemy miłosne, że tak to ujmę ( Roxi kocha Kai’a, a Kai kocha Jess, ale Jess ma na to wyjebane XD). Z czasem było nas jeszcze więcej, aż doszliśmy do wniosku, że dwie alfy to przesada. Odbyło się kolejne głosowanie, już nie pamiętam wszystkich wilków, i wygrała Roxi, w sumie sama na nią głosowałam. Dalsze losy już znacie przygoda z Sarą jako Korra, śmierć Roxi, długa nadzieja na jej powrót i w końcu do teraz jak jestem alfą… No i wpis mi się przedłużył, tak nie miało być xd Papa *-* (na poniższym zdj nie są wszystkie wilki, gdyż jest ono stare, twórca – Anea)

Opublikowano Bez kategorii | 11 komentarzy

Konkursik „Owocowy żart”!

Ohayo! Witam wszystkie wilczki i nie tylko! ^^

Mam dla was mały konkurs z okazji prima aprilis. Cieszycie się? No ja myślę, że tam. To pierwszy konkurs chyba jaki robie na tym blogu. Może pierwsze na czym będzie polegał. Jako, że gramy na CM to, myślałam, żeby to było robienie żartów na grze, ale po chwili namysłu jednak z tego zrezygnowałam. Ciężko było by mi rozstrzygnąć taki konkurs. Poza tym, prima aprilis w wypada w piątek! Super nie *-*? Tak idealnie do naszego grania, bo w czwartek pewnie nikt by nie wbił, a szkoda. Powinniśmy wrócić do regularnego grania moim zdaniem, ok ok wracam do głównego tematu, bo jak nie trzeba to mam dużo pomysłów, a jak pomysłu mi trzeba to go nie mam x.x To wracając…

Temat konkursu… „Owocowy żart”! Dlaczego owocowy? Bo ma to związek z nagrodą, jaką otrzymacie. Musicie tylko w komentarzu napisać żart o owocach. Jeśli dużo osób weźmie udział w konkursie, być może podziele to na miejsca (1, 2 i 3, chyba oczywiste), najlepsze żarty wybiorę wraz z zastępcą – Lili. Macie czas do jutra, do wieczora, powiedzmy godzina 17:00?

A no i nagroda:

Kolorowe truskawki, sztuk 75 (po 25 na jeden kolor). Ich moc zależy od koloru. Czarne – usypiają, Zielone – paraliżują, Niebieskie – zmuszają do mówienia prawdy. Można z nich robić różne soki, czy przetwory, czy co tam chcecie, a ich moc się nie zmienia.

Myślę, że będzie warto, a teraz mogę życzyć tylko powodzenia! ^^

Opublikowano Bez kategorii | 9 komentarzy

Znowu informacyjnie

Miałam to ogłaszać wczoraj, a teraz chyba zapomniałam co było do ogłaszania ;-;1. To chyba, że Ania zmieniła trochę swój wygląd i odkryła, że prawdopodobnie może być wilkiem Effiego
2. Lisgu ktoś chciał z tobą pogadać na CM ^.^
3. Walić wszystko jednak nie zamierzam robić przerwy od CM co chyba idzie zauważyć xd
4. Lili potrzebuje pogadać wejdź na to GG xD
5. Zapomniałam chyba o najważniejszym, więc może powtórzę takie coś, że jak macie pupili to piszcie mi coś o nich w kom lub dawajcie na GG
Chyba nie polecałam wam tego bloga, a powinnam więc robię to teraz (Ciekawe opowiadania xD) Lili – [LINK]

To wszystko, a więc żegnam ^_^

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Walka z Rose

Witajcie, tutaj Ania. Chciałam wam opowiedzieć co się dzisiaj stało. Na pewno was to interesuje. :D

Więc, wszystko zaczęło się od tego, jak dostałam wiadomość od Rose, że chce dołączyć do watahy. Trochę się zdziwiłam, że napisała do mnie – bo nie jestem alfą. Ale do rzeczy, wydawała się miła i ogólnie. Ale kiedy weszłam na cm’a, znalazłam ją w swojej jaskini, gdzie wzdychała do jakiegoś zdjęcia. Gdy mnie zauważyła, od razu odłożyła zdjęcia i zaczęła się na mnie tak dziwnie patrzeć. Potem zaczęła tylko stać, i wreszcie się odezwała. Rose: Czyli kochasz Johnnego, tak? Ania: Wiesz, jest moim mężem, to jak mam go nie kochać? Rose: Nie długo, już nie będzie twoim mężem. Ania: Co masz na myśli? Rose: Wypowiadam ci wojnę. Dzisiaj o 12:35, przyjdziesz na join 76, i stoczymy walkę. Ta która przegra, opuści watahę i nigdy nie odezwie się do Johnnego ani do wygranej. Ania: A ta która wygra? Rose: Może, zabrać moce przegranej, umiejętności i jej wygląd. Więc jak, zgadasz się? Ania: Chcesz umrzeć? Nie no spoko, zgadzam się. Rose: Gdy wygram będziesz błagała o wybaczenie. Ania: Chyba w twoich snach. Rose, uciekła a ja pobiegłam do Jessiki, i wszystko jej opowiedziałam: O co chodziło, i jakie była cena. Na początku, Jessika nie chciała żebym brała udział, ale no.. Nie miałam wyjścia.

Wybiła 12:35, byłam już na joinie 76, i zaczęła się walka. Na początku bardzo kulałam, ale potem przebiłam się i obcięłam jej głowę. Skończyłam z 5 nożami w plecach, i poszłam pokazać ciało Jessice. Ta która przegrała, miała wyjść z cm’a i pokazać ciało przegranej alfie. Jessika, na początku przestraszyła się, że to ja przegrałam, ale potem ogarnęła, że wygrałam.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Wilk – Rose

Imię: Rose, Rozalia, Rossi, Roz.

Wiek: 160 lat – ludzkie 16.

Płeć: Wadera.

Opis: Miła i przyjacielska. Zadziorna. Lubi kiedy wszędzie jej pełno. Energiczna wilczyca. Lubi się bawić – nie tylko z wilkami, ale też ich życiem. Nie znosi jak ktoś z siebie robi królową, czasami jest agresywna. Gdy odczuwa jakąś emocję, jej futro zmienia kolor. UWAGA: Jeżeli jest smutna, zła i jej kolor futra jest czerwony, lepiej nie podchodź. Ma trzy ogony.

Moce: Woda, Lód, Krew.

Umiejętności: Potrafi wtopić się w otoczenie, oddychać pod wodą, i być pod nią niewidzialna. Chodzić po wodzie. Gdy jest pod wodą, jej 3 ogony się świecą.
Rodzina: Matka: Aurelia, Ojciec: Podobno Reon.

Historia: -

Partner: Brak.

Gdy ma skrzydła:

Gdy jest zła:

Jako człowiek:

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Mycie, bułki i straszenie oraz ogłoszenie

W końcu się zebrałam za wpis ^.^
A więc zacznę od starego już ogłoszenia od naszej krulowej CM – Izy, a mianowicie Lili już nie jest niewolnicą Kaoru, a jak ktoś się nie zgadza to ma w ryj, dziękuje za uwagę

No, więc jak przyszłam do nic ciekawego, nudy, dlatego usiadłam na moim kochanym kamieniu, jak zawsze. Przyszła Alaja, której obiecałam, że razem pójdziemy po bułki, ale długo jej nie było. Później Sara zabrała Lili i Liz, żebym im coś pokazać. Podpaliła trawę i opowiedziała straszną historię, a potem zamierzała je umyć. Ja byłam leniwa i nie chciało mi się im pomóc. Przepraszam :x Ostatecznie Sara złapała Liz. Zaczęła szorować jej głowę, aż do krwi, a wtedy Lili złapała ją do torby bez dna. Zobaczył to Przemek, który chciał pomóc Sarze, ale ona sobie sama poradziła. Wtedy postanowiła, że się za niego zabierze, ale on ją wciągnął do oka. Tak, więc nie wyszło. Zrobiło się zgromadzenie na kamieniu, bo Sara wszystkich myła. Ostatecznie Ania pokazała, że sama potrafi się myć i jako jedyna dostała jakąś odznakę. No i zaczęła mówić „DOSTAŁAM ODZNAKĘ A WY NIE. BO JA SIĘ MYJE. WY BRUDASY” Zaczęło mi się nudzić. To przelazłam na drugi koniec wyspy, gdzie usiadłam pod drzewem, myśląc, że mnie oświeci, ale się myliłam i nie oświeciło. Usłyszałam jak Lili i Liz, gdzieś biegną. Wstałam i poszłam za nimi. Trochę od niechcenia. Zobaczyłam, że Sara chce zjeść Lili. Wtedy krzyknęłam:- Sara nie jedz jej! Ona jest brudna!
- Racja tyle zarazków ;-; – Powiedziała i poszła
Wróciłam pod drzewko i tak siedziałam, aż wróciła Alaja. Przeleciałam pół wyspy. I wiem jak to zabrzmiało, ale dla niej mogę przelecieć tyle xD Zabrała mnie na barana i poszłyśmy po te bułki. Później byłam cały czas nie obecna, bo gadałam z Kai’em. No, a jak wróciłam to poszłam z nim pogadać, a Zira i Ania cały czas nas szukały i podsłuchiwały, aż pozwoliłam im zostać. Później Ania poszła. A ja i Zira zaczęłyśmy trochę wkurzać Kai’a. Wtedy Zira zaproponowała, że jak Kai będzie mnie wkurzał to zamknie go w lodowej chmurze. Wtedy on się wycofał, a ja stwierdziłam, że ma coś na sumieniu. Pobiegłyśmy za nim. Zira zakradła się bezszelestnie i go zamknęłam, a potem lodowe ściany zrobiła przeźroczyste. Miałyśmy tam dodać mebelki, ale on się uwolnił. Związał nam łapy lianami. Ja swoje spaliłam, a Zira zamroziła i stłukła. Kai zniknął i pojawił się za nami. Chciał nas  wystraszyć, ale mu się nie udało. Pobiegł, aj a stwierdziłam, że trzeba mu pokazać jak się to robi, ale pierwsze trzeba było znaleźć ofiarę. Zmieniłam się w cień. Zira też spróbowała i prawie jej wyszło. Zaczęła go szukać. Siedział nad wodą. Zmieniłam się w niego i podeszłam z zakrwawioną siekierą. Zira przebiegła szybko za nim i go dotknęła. On się odwrócił. Machnęłam siekierą, ale się nie wystraszył. Zira rzuciła w niego królika, ale on przez niego przeszedł. Wtedy zrozumiałyśmy, że to hologram x.x

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Eliksir prawdy, pażąca roślina

Szczerze to nie chciało mi się robić tego wpisu, ale.. go zrobiłam ^.^ Więc cieszyć się tam xd No i Lizka ma nowy nick – Nora
To zacznę od tego, co zaczęłam w poprzednim wpisie, a mianowicie
Pisałam z Kootem, no i dałam mu link do bloga. On zobaczył sklep watahy i stwierdził, że można by podać Nilvenowi eliksir prawdy. No to skołowałam jeden i podałam mu, mówiąc, że w środku jest dusza. Nabrała się i wypił, no i mniejsza już o pytania :x

Gdy dowiedziałam się, że Sara zniszczyła jaskinię Lili postanowiłam sprawdzić jak to wygląda. Wskoczyłam do dużego dołka, gdzie nie działała żadna magia. Zaczęłam rozglądać się po całym tym dołku. Nie było tam nic ciekawego, ale nagle zauważyłam, że rośnie tam jedna roślina. Bardzo mnie to zdziwiło, więc do niej podeszłam. Dotknęłam ją łapą, a ona przeszła na mnie. Natychmiast odskoczyłam. Zaczęłam machać łapą, żeby z niej zeszła, ale nic z tego. Jedyne co zrobiła to nabrała kształt miecza, a gdy znowu machnęłam do się złożyła. Usłyszałam czyjeś kroki. Wyleciałam z dołka i zobaczyłam Kai’a. Zawołałam go, żeby zrobił coś z tą rośliną. Przyjrzał się jej, a potem polał jakimś zielonym czymś, ale ona tylko od tego urosła. Kai zrobił duże oczy i myśli dalej, ale ostatecznie nic nie wymyślił. No i nie pozwolił mi tego drapać, a strasznie swędziało, a jak zobaczył Liz to mnie z nią zostawił, w nadziei, że ona coś wymyśli. Do tego potem Kai się nam obraził, ale my nic nie zrobiłyśmy ;_; Tylko śmiałyśmy się z jego wujka Edwarda, że to wampir, ale jak powiedział, że woli dziewczynę to Liz uznała, że Jacoba. No, a jak chciał inną dziewczynę to Liz powiedziała, że on jest dziewczyną. No i się obraził.  Naprawdę nic nie zrobiłyśmy… W końcu musiałam sama coś zaradzić, więc polałam roślinę jakąś fioletową miksturką, ale wtedy ona zrobiła się różowa i zaczęła bardziej piec, a moje oczy zrobiły się zielone. Później z Liz mówiłam cały czas o oczach. Czarne i niebieskie najlepsze *_* <3 Potem poszłam do Kai’a, który leżał, ale moim zdaniem to prawie spał. Nagle straciłam kontrolę nad swoim ciałem. Poszłam do morza i zanurzyłam łapę w wodzie, ten na której była roślina. Później odsunęłam się. Chciałam się ruszyć, ale nie mogłam. W końcu przyszedł Kai. Pomachał mi  łapą przed oczami i zaczął coś mówić, ale ja nie mogłam odpowiedzieć. Gdy zamierzał użyć mocy boga, żeby zniszczyć tą roślinę, ja odskoczyłam na bok. Splotły mnie liany. Rozgrzałam swoją temperaturę ciała i spaliłam je, po czym pobiegłam przed siebie. Wskoczyłam do portalu, ale zanim się zamknął Kai też do niego wskoczył. Popłynęłam chwilę wodą, a gdy wyszłam na ląd Kai już na mnie czekał i zamknął w klatce, sam też wszedł do środka. Zmieniłam się w cień i z niej wyszłam. Kai rozwalił klatkę. W końcu mnie złapał i użył całej swojej mocy, żeby zniszczyć roślinę. Ocknęłam się. Zobaczyłam Kai’a na ziemi. Zaraz potem pojawił się Ares. Moja mina była o taka: -.- Ale już trudno. Poszłam za nim, do jego zamku, gdzie pomógł Kai’owi, ale ten znowu stracił pamięć. Ale cieszmy się, że nie powrócił Kleofas, czy tam Emir >..<

No to na koniec jedyny ss jaki wczoraj zrobiłam
„Wszyscy może we mnie wejdźcie co?” <– I weszli prawie wszyscy >.<

Znowu gram na Sherwood ^.^ I się nudzę ;-;

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Sherwood – Nudze się

Tak, więc wczoraj byłam z Anią i Kai’em na Sherwood. Zapomniałam zrobić screenów ;-; Mówi się trudno, ale z dzisiaj mam bo weszłam na chwilę z Lili. Miała do nas dołączyć jeszcze Zira, ale ją gdzieś zgubiłyśmy :< Gdzie ty byłaś nu? Poza tym wczoraj pobiłam Kai’a, ale no sam zaczął, co poradzę? :x
A tak wiadomości o CM, to tak z przed 2 godzin podałam Nilowi eliksir prawdy, ale o tym może w następnym wpisie xD Chciałam zrobić ss na Titanicu, ale mi nie wyszło, bo jak przekręcałam ekran to spadłam T.T
Zmieniłam wygląd na Sherwood, wczoraj byłam czerwona to dzisiaj jestem niebieska ^.^

Lili ^_^

Oraz jakieś starsze. Tak dzisiejszy wpis to będą tylko ss

Zupełnie nie mam pojęcia czemu, ale tak babka przypomina mi damską wersję Biebera xD Nie żebym go obrażała, bo nic do niego nie mam, a nawet słucham xd

I z choinką *.* Wiem, że to nie te święta, ale miałam swoją drogą zryty sen dzisiaj i był tam święty Mikołaj >.<

Oraz starce CM’owe ss, których nie dawałam wcześniej.Moja bliźniaczka *^*

A potem był bliźniaczką Liz ^.^” Jak dwie krople benzyny” – Cytuje jego słowa
Ale chyba się obraził, bo jak Liz weszła to powiedziałam, że mnie molestuje czy napastuje coś takiego xD albo nazwałam pedofilem nie pamiętam >.<
Jest tam też mistrz drugiego planu, a jeszcze wcześniej całkiem mi się wepchał w zdjęcie

I tak wszyscy ładnie w grupie, no może Kai mi uciekł gdzieś na lampę. Ale trudno wołałam go

Jestem biedny, słodkim wilczkiem ;-; xd

I jeszcze takie cuś się znalazło xd

Ok to chyba tyle. Papatki ^.^

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Dziewczyna Akira

Tytuł taki z dupy, dzięki Lili, bo uznała, że Akira to imię dla dziewczyny xD

Wczoraj Sara wzięła Lili za brudasa i myła najpierw futro potem włosy a na koniec zęby. Dodała kokardę z jakimś urokiem, bo nie da się jej zdjąć. No to Lili odwdzięczyła się jej i rzucała w nią błotem, a ona biegłą do wody żeby się zdezynfekować. Oraz Lili pilnowała Liz, gdy siedziała z nią w jaskini, bo zaczęła brać jakieś bryłki i ostrzyć, a ona te bryłki topiła. Dzisiaj nadal chodziła w kokardce. Gdy przyszłam Lili siedziała uwięziona na drzewie w jakiejś kulce. Kolejne zaklęcie Sary. Stałyśmy pod tym drzewem razem z Anią i myślałyśmy co zrobić. W końcu poszłam do jaskini Lili i wzięłam jej różdżkę i kilka kamieni. Wróciłam do niej. Otworzyłam księgę czarnej magii, na stronie 372, tak jak mnie prosiła. Wypowiedziałam zaklęcie, które było w dość dziwnym języku. Machnęłam różdżką i Lili siedziała na ziemi, ale nadal miała zielony ogon. Wzięłam dwa kamienie do łapy i przyłożyłam do ogona Lili. Machałam trochę łapą i ogon zrobił się fioletowy, a potem uniósł się z niego kolorowy dym i zrobił się biały. I tak nie było dobrze, bo powinien być czarny, ale i tak lepsze to niż zielony. Ja poszłam w swoją stronę, a Lili do siebie, pozbyć się kokardki z ogona. Zobaczyłam, że coś szybko przebiegło obok mnie, a po chwili ujrzałam krew na ziemi. Popatrzyłam na nią i poszłam dalej. Znowu dotarłam do wierzby. Na początku nic tam nie widziałam. Później Lili prze teleportowała do mnie kwiatka z wymiaru mroku z wstążką. Wyglądał uroczo. Popatrzyłam się znowu na wierzbę i zobaczyłam mężczyznę o czerwonych włosach. Teleportowałam do siebie torbę bez dna Lili i wyciągnęłam ją z niej. Mężczyzna do nas podszedł, a Lili wpakowała go do torby. Po chwili zajrzałam do torby, żeby zobaczyć czy jeszcze się na coś nie nabił, bo przecież to torba Lili, wszystko możliwe. Wtedy coś mnie wciągnęło do środka i wylądowałam obok niego. Zaczęłam krzyczeć. Lili mnie wyciągnęła, a temu mężczyźnie pogroziła palcem. W końcu Lili go wyciągnęła, ale dała do klatki pod napięciem. Dowiedziałam się, że nazywa się Akira. Lili uważała, że to damskie imię i nazywała go dziewczyną. Grałam z nią w karty, a w między czasie Akira próbował się cały czas uwolnić. W końcu mu się to udało. Uciekł daleko od nas i teleportował się do wymiaru wampirów. Lili oburzyła się, że tak łatwo mu nie odpuści. Wróciła do laba, a je pobiegłam w swoją stronę. Po chwili Lili mnie zawołała. Wróciłam do jej laboratorium, a ona mi coś wstrzyknęła i zmieniłam się w wampira, a że moje ubrania mi nie pasowały to się przebrałam. Lili też sobie to wstrzyknęła, po czym poszła na górę poszukać jakiś ubrań. Wyszłam na miasto. Nagle mi się zgłodniało. Złapałam jakiegoś mężczyznę i zaciągnęłam w las. Wgryzłam mu się w szyję. Gdy już się najadłam, rzuciłam nim o ziemię i oparłam o drzewo, a wtedy wpadłam do środka. Zaczęłam krążyć w kółko i nagle ktoś złapał mnie od tyłu…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Krwiste drzewo

Hej, hej pozdrawiam Justynę i Mikołaja. No to może tak na początek zastanawiam się, czy nie zrobię sobie przerwy od CM. Wpisy najwyżej będzie robić Ania, może pomóc jej Lili, ale mnie raczej nie będzie. Eh, no życie .-. Jeszcze nie jestem na 100% pewna, a teraz zapraszam na ten mega krótki wpis, no ale cóż kto powiedział, że zawsze będą nie wiadomo jak długie. Czasem przychodzi taki moment, że nic się nie chce. [Edit] A skoro już robię informację to Ania wyszła za Johnn’ego Gat’a. Wszystko tutaj: [LINK] Gratuluje siostro ^^
Oraz narysowałam Liz, zdjęcie będzie na samym dole.

Rozmawiałam z Liz. W końcu przyłączyła się też Lili. Wyciągnęłam swój sztylet. Zobaczyła, że rozmawiają chyba telepatycznie, więc z nudów rzuciłam sztyletem w drzewo. Wbił się dość mocno. Chciałam go z powrotem przyciągnąć do siebie, ale się nie dało. Tak, więc sama wstałam i po niego poszłam. Gdy go wyciągnęłam zobaczyłam, że był w krwi. Nie dowierzałam, dlatego musiałam się upewnić. Polizałam sztylet. Tak, to była krew, na sto procent. Ale krew w drzewie? Zdziwiło mnie to. Zajrzałam do otworu w drzewie z myślą, że może przebiłam jakieś zwierze, ale była tylko pustka. Zmieniłam się w wilka. Powąchałam drzewo i przypomniałam sobie, że pod tym drzewem w ziemie został wciągnięty wampir. Znaczy zrobiła to jedna osoba, której nie pamiętam. Moje oczy się zaświeciły, ale tylko na chwilę, potem znowu były normalne. Przyszła do mnie Lili. Opowiedziałam jej o swojej teorii. Żeby się upewnić, że to nie był przypadek, bo może nie umyłam sztyletu, dlatego był we krwi. Włożyłam łapę do środka drzewa, gdy ją wyjęłam była cała w krwi. Zrobiłam duże oczy. Zaraz potem przyszła Liz, która znowu chciała żyletkę, ale żadna z nas nie chciała jej dać.
- Dasz mi moją torbę – Odezwała się Lili
- Tą bez dna? – Zapytałam
Przytaknęła. Wciągnęłam ją i jej podałam, a ona pobiegła do Liz. Liz nie miała pojęcia, co zrobi Lili, tak samo jak ja. Czekałam na to co się wydarzy. Lili zakradła się do niej i wsadziła ją do torby. Niestety w środku było pełno ostrych rzeczy i po kolei Lili, wyrywała wszystkie Liz, aż  w końcu opróżniła torbę. W środku została tylko Liz. Przyszła z nią do mnie. Zawiesiła torbę na drzewie, a z niej wyskoczyła Liz i pobiegła przed siebie. Myślałam, czy sobie nie odpuścić, ale jednak obie pobiegłyśmy za nią, żeby nie zrobiła nic głupiego. W końcu udało mi się ją dogonić. Próbowała się wspiąć na drzewo. Stwierdziłam, że nic sobie nie zrobi i wróciłam do swojego drzewa. Krew zaczęła z niego cieknąć. Przyszedł Lis, który zaczął malować jaja wielkanocne, a do mnie przyszła Lili. Zdjęła swoją torebkę z drzewa i zobaczyła, że jest cała w krwi. To nie była magia. Nagle korzeń wyszedł z ziemi i oplótł moją łapę. Przyciągnął mnie do siebie. Zostałam owinięta korzeniami, które wysysały coś ze mnie. Zgaduje, że magię albo energię życiową. Nie mam pojęcia, ale czułam się coraz słabiej. Do Lili przyleciał Alios, który urósł do ogromnych rozmiarów. Wziął ją na grzbiet i wzbił się w górę. Lili pokazała na drzewo, a on szybkim ruchem zabrał mnie stamtąd i posadził obok Lili. Wzięłam dwa głębokie wdechy, żeby nabrać powietrza. Cudem się jeszcze trzymałam. Zobaczyłam jak mały ogień wystrzelił z drzewa i zaczął czołgać się po ziemi. Zeskoczyłam z Aliosa i podeszłam do drzewa. Położyłam na nim łapę. Już nie czułam tego co wcześniej, a moja łapa nie była w krwi. Lili poszła do Lisa, któremu wykluł się kurczak. Uznałam, że to jego syn, ale on się go wyrzekł. Pff. Więc Lili została z Lisem, a ja poszłam za śladami spalonej trawy. Niedaleko morza, obok ogromnej wierzby, ślady się urwały. Rozejrzałam się, ale nic podejrzanego nie widziałam. Zrobiłam krok w przód i zobaczyłam mężczyznę. Nie wyglądał groźnie, ale jednak znajomo. Przyjrzałam mu się uważnie i odeszłam. Zobaczyłam, że Lili jest w swojej jaskini, więc się do niej przyłączyłam. Zgodziłam się, a nawet nie wiedziałam na co. Wtedy Lili wbiła mi w łapę czerwoną strzykawkę i wstrzyknęła jej zawartość. Zabolało, a po chwili poczułam, że jest mi gorąco, a podłoga pode mną zaczęła się topić. Wyszłam z jaskini i zobaczyłam, że Lis czegoś szuka, złotej przepowiedni, która zniknęła z jego laba. Wtedy odezwała się Lili, która powiedziała, że jest u niej w labie, więc tam poszłyśmy.

To wyżej to nie Liz xD To jest ona:

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Historia Lili zanim dołączyła do watahy

Pewnego dnia otworzyłam nieśmiało oczy. Do jaskini wlatywały jasne promienie słoneczne. Widziałam moją matkę  i ojca stojących u wejścia do jaskini. Mówili coś szeptem, zapewne żeby mnie nie obudzić. Wstałam przeciągając się.  Nagle potknęłam się o coś. Było to zimne. Patrzę a tu jakieś jajko. Dziwne. Podeszła do mnie Linet śmiejąc się swoim melodyjnym głosem. Oh jak ja go uwielbiałam! Też się zaśmiałam. Patrzyłam na nią pytająco pokazując na jajo.
-To smocze jajo. Jest twoje.
Uśmiechnęłam się słysząc te nadwilczo pięknym głosem słowa. Podeszłam do jaja przyglądając się mu uważnie. Nagle jajo podskoczyło. Odskoczyłam do tyłu potykając się o łapy Linet. Ona znowu się zaśmiała. Wtedy podszedł do mnie Dany i pomógł mi wstać popychając mnie lekko zimnym nosem. Uśmiechnęłam się do nich nieśmiało i znowu podeszłam do jaja. Byłam przygotowana na kolejne podskoki. Wtedy jajo pękło a na moim pyszczku pojawiła się jakaś maź.
-Ohyda…-powiedziałam strzepując z siebie maź.
Jak otworzyłam oczy patrzyły na mnie dwoje bystrych smoczych oczu.
-Kostie- powiedziałam od razu uśmiechając się do smoka.
Ten zionął niechcący ogniem podpalając mi dwa kosmyki włosów. Krzyknęłam zaskoczona i nagle płomień zgasł. To Kostie zgasiła płomień. Tego byłam pewna ale jak?
-To smok umiejący władać wodą-wyjaśnił mi Dany.
Patrzyłam na nią zdziwiona. Kostie machała skrzydłami jak motylek. Tak ślicznie wyglądała! Wybiegłam z nią na dwór śmiejąc się. Nagle złapała mnie Linet a Kostie wziął Dany. Zabrali nas do jaskini. Patrzyłam na nich pytającym wzrokiem. Usłyszałam jakiś wybuch. Oto moja odpowiedź. Przełknęłam głośno ślinę i patrzyłam ze strachem w oczach. Zostawili mnie w jaskini z Kostie. No i nie wrócili…Każdego dnia wracałam do jaskini. Z czasem odkryłam moc przemian. Czasem latałam z Kostie jako smoki. Zbierałam księgi matki, szukałam magicznych przedmiotów po wymiarach. Pewnego dnia znalazłam w jaskini rodzinnej jakąś paczkę. Dziwne. Podniosłam ją. Była dla mnie. Otworzyłam ją a w środku znalazłam medalion. Dalej w jaskini znalazłam jakiegoś szczeniaka. Na kartce było napisane, że mam się kimś opiekować. To pewnie ona-pomyślałam. Podszedłam do niej. Jej i mój medalion zaświeciły się. Założyłam swój na głowę.
-Jak masz na imię?-spytałam.
-Luna…
-Ja jestem Lili-podałam jej łapę a ona ją uchwyciła.- przejdziemy się?
-Ok.
Była taka nieśmiała! Z czasem przyzwyczaiła się do mnie, a ja traktowałam ją jak moje maleństwo. To było niesamowite. Któregoś dnia znalazłam jakąś chatkę. Weszłam do środka z Luną. Usiadłam na kanapie a ona bawiła się jakimś pluszakiem którego
znalazła na podłodze. Przez okno wskoczył jakiś wilk. Patrzył na nas wielkimi oczami. W jednej chwili znalazłam się między nim a Luną.
-Jestem Drake-przedstawił się.
-Co tu robisz?- powiedziałam oschle.
- Uciekam- schował się pod stołem.
-Przed kim?- zdziwiłam się.
-Przed ludźmi. Gonią mnie.-poczułam dym. Konstrukcja chatki rozpadała się. Złapał mnie Drake i wyprowadził na zewnątrz.
Zanim złapał Lunę domek zawalił się. Ludzie podskakiwali z drugiej strony. Patrzyłam na ruinę zza drzewa żeby mnie nie zauważyli. W oczach stanęły mi łzy. Spuściłam łeb. Mój medalion nie wyczuwał już w pobliżu ducha Luny. Usiadłam i wytarłam łzę ogonem.
Po co ten wilk mnie uratował? Za mną stał czarny wilk z fioletowymi włosami. Wstałam i odwróciłam się do niej przodem.
-Cześć, jestem Roxy – przedstawiła się.
-Lili – nie wyczułam żadnych wrogich zamiarów a mój głos był załamany.
-Widziałam jak wyskoczyłaś oknem coś nie tak?
-Wszystko jest nie tak-wyszeptałam.
Podeszła do mnie i czule położyła łapę na ramieniu.
-Mam dla ciebie propozycję.
-Hm?- podniosłam wzrok zaskoczona.
-Od kiedy żyjesz tu sama?
-To nie jest propozycja… Od wojny-przyznałam w końcu.
Obok mnie pojawiła się Kostie. Warknęła cicho na Roxy.
-Kostie nie-szepnęłam.
Kostie popatrzyła na mnie zaskoczona i położył się obok nas słuchając uważnie.
-Dobrze a chciałabyś się przyłączyć do takiej jednej watahy?-wróciła rozmowę Roxy.
-Jakiej watahy?-zdziwiłam się.
-Pełna nazwa to Wataha Królewskiej Krwi.
-Chyba nie pasuję… Wiesz nie sprawdzałam drzewa genealogicznego ale nie sądzę abym miała królewską krew.
-I nie musisz-zaśmiała się.- Faktycznie wiele osób jest związana z wilczymi bogami tak jak ja ale nie musisz.
-Ok to prowadź.
Otworzyła portal a jak przeszłyśmy byłam na jakimś wzgórzu. Rozejrzałam się. Kostie nie poszła z nami.
-Cześć, jestem Jessika- odezwała się niebieska wilczyca.
Roxy zniknęła.
-Lili.
Uśmiechnęła się promiennie.

Ponad 600 słów! Lili otrzymuje 100 VD!

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Arty

Jakoż, że nic się ostatnio nie działo, to zarzucę was artami. No chyba, że chcecie słuchać o moim życiu…Raczej nie chcecie, przybyliście na ten blog, po wilcze historię, których dzisiaj nie będzie. Jedyne co wczoraj się działo to Lili grała z gwiazdami, kto pierwszy mrugnie przegrywa, no i wygrała. A ja mogę powiedzieć, że jutro ostatni dzień rekolecji i znowu będę musiała wcześniej wstawać ;_; A taki dobry humor miałam i to w poniedziałek! Life is brutal. Tak, więc Anja miała fazę na Johnnego, więc zaczęła tworzyć takie oto fanarty:

 

Ania – Królowa lodowych elfów *-*

Oraz ja, królowa mroku ^-^

Obiecałam też, że kiedyś dodam arty Sary ^-^ Wieć, korzystając z okazji, że
robię taki wpis, teraz dodaję ^^

To wszystko, pa ^^

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Druga wojna! + SIWY GŁUPI ZŁODZIEJSKI KRETYN

Bożeno za dużo wrażeń jak na jeden CM’owy dzień. Ufff…Ale od początku dla niewiedzących, bo chyba tego nie uwzględnię w opowiadaniu. By the way już nie miałam pomysły na tytuł. Moja kreatywność pada. To chyba nie dobrze ;_; To po ” + ” to kreatywność Lili.  Dobra to skrótowe informacje. A, więc SCAR już nie istnieje Rozpadło się. Tak wielkie wyrazy współczucia. Tak mi przykro….Żartuje! Cieszmy się i radujmy, bo został tylko jeden typ co chce nam uprzykrzać życie XD W sumie…zawsze był jeden. Ale ciiii….Coś jeszcze? A no Lili jest niewolnicą, ale to już jak zacznę opowiadać. Jestem matką myszy rzygającej tęczą…Nigdzie się nie puszczałam! xD A no i nie skończyłam z Anią, a przylazłam do reszty i nie wiem jak to połączyć xD Siła wyższa nu, jak coś się dzieje to tam mua .-. ( I teraz przechodze na tel, więc liczcie się, że będzie dużo błędów. Jakby to polonistka miała sprawdzać to by się za głowe złapała >.< I tak nie przebije gościa co zrobił 3 błędy w 3 literowym słowie: iósz)
Cytuje Lili, skąd się wzięła ksywka: „No to macie wytłumaczone trochę tej ksywki SIWY- bo ma siwe włosy GŁUPI- bo kłócił się i nie odpowiadał ZŁODZIEJSKI- bo kradł MOJE rzeczy! A KRETYN tak jakoś dodałam xD” Dziękuje bardzo xd

Razem z Anią znajdowałyśmy się jakieś trzy przed drugą wojną światową. Byłam przerażona. W razie, gdyby nam się nie udało to trzeba było załatwić broń. Poszłam z Anią na miasto. Oczywiście wcześniej zmieniłyśmy się w ludzi. „Sklep z broniami”, zauważyłam napis, na co Ania krzyknęła pełna entuzjazmu. Ja zaczekałam przy wejściu, a Ania weszła do środka coś kupić. Oparłam się o ścianę i patrzyłam w ziemię. Nagle podszedł do mnie mężczyzna. Podniosłam głowę. Ubrany dość nietypowo w długi, czarny płaszcz, a na głowie miał czarny kapelusz. Nie widziałam nawet dobrze jego twarzy. Gdy zaczął coś mówić ze sklepu wyszła Ania, a on uśmiechnął się i poszedł. Nie wiem kim był i co tu robił, ale to chyba nie ostatnie spotkanie. Teraz trzeba było znaleźć schron. No cóż nie było dobrych miejsc to poszłyśmy w las. Tam ścięłyśmy kilka drzew i wybudowałyśmy mały domek, z jednym, nie dużym oknem, żeby widzieć co się dzieje na zewnątrz. Ania wyciągnęła zegarek czasu, który był zepsuty i postanowiła go naprawić. Ja wzięłam łuk i strzały. Wyszłam, żeby upolować coś do jedzenia. Wspięłam się na najbliższe drzewo i ukryłam w liściach. Teraz musiałam tylko czekać na zwierzynę. Czekałam, czekałam i czekałam… Aż nagle usłyszałam szelest. Jakieś zwierze poruszało się pod drzewem. Idealnie! Całe stado saren. Przygotowałam łuk i wyciągnęłam dwie strzały. Napięłam cięciwę łuku i wycelowałam w sarny. Wystrzeliłam. Akurat fartem trafiłam dwie. Zeskoczyłam z drzewa i wylądowałam na nogach. Schowałam łuk i strzały. Podniosłam sarny i zabrałam ze sobą. W domu zastałam Anie, która była w szoku. Odłożyłam sarny.
- Co jest? – Zapytałam i popatrzyłam na nią zaniepokojona
- Wrócimy do naszych czasów, dopiero jak skończy się wojna – Odparła
Spakowałyśmy to co najpotrzebniejsze. Miałyśmy tylko kilka godzin przed wojną. Usiadłam podłamana na krześle. Ania usiadła na przeciwko mnie. Zaczęłyśmy jeść Sarny, kiedy coś przebiegło pod oknem. Zobaczyłam cień. Za oknem stał mężczyzna spod sklepu. Schowałyśmy bronie. Ania otworzyła okno, gdy tylko podszedł bliżej. Chciał przenieść się z nami do naszych czasów. Z początku żadna z nas nie była chętna, ale gdy Ania dowiedziała się, że nazywa się Johnny Gat to od razu chciała mu pomóc (XD). Znał dobry bunkier, więc zabrałyśmy manatki i poszłyśmy za nim. Bunkier w środku nie był najgorszy, jak na urządzony przez chłopaka. Chwilę siedziałyśmy w głuchej ciszy, aż w końcu odezwała się Ania.
- Masz jakieś bronie, czy muszę cie w coś zaopatrzyć? – Zapytała się Johnn’ego
- Tak mam – Odparł i wskazał na szafę, która wypełniona była przeróżnymi broniami
I tak bawiliśmy się chwilę broniami, kiedy nad nami dało się usłyszeć kroki. To była Ruska armia. Schowaliśmy szybko bronie. Nie stawialiśmy żadnego oporu, inaczej by nas rozstrzelali, a mocy nie mogłyśmy użyć. Nie chciałam zmieniać historii. Wywieźli nas do obozu koncentracyjnego, gdzie miałyśmy ciężko pracować. Mijały lata, a my dalej tam tkwiłyśmy. W końcu Ania wymyśliła podstęp i się wydostałyśmy, ale jak to w innym wpisie.

*Nasze czasy ~ 2016*
Jak tylko obie z Anią wróciłyśmy szczęśliwe to czekała nas nie miła niespodzianka. Pojawił się siwy! Jupi -.- No super, super. Zaczął sobie rabować domki, bo nie miał broni. Z czego obrabował labo Lili. Mówił, że zabrał tylko zwykłe noże i kamienie, które potem okazały się być magiczne. Zrobił sobie z nich broń. Chciał, żebym mu podała imię najlepszego maga w watasze. Pff jeszcze czego! Powiedziałam, że to Liz i wkroczyłyśmy z naszym zabójstwem idealnym. Ale zapomniałyśmy naszych kostiumów, żeby nas nikt nie poznał! ;-; Miałyśmy przyszykowane kostiumy Tabalugi i tego bałwana xD Plan był dobry, miało to być morderstwo rodem z Katynia. Powiedziałam mu, że to Liz jest magiem, a gdy nie zwracał na mnie uwagi strzeliłam mu w głowę, niestety przestrzeliłam mu tylko włosy. Eh…Mój pech. A teraz w skrócie…Odbyła się jedna wielka gonitwa po broń Lili. Ostatecznie skończyło się to tak, że w zamian za nią Lili oddała mu 100 mikstur regeneracji oraz została jego niewolnicą. Wszystko na magicznym certyfikacie, którego nie można zniszczyć bo Lili straci ciało i duszę…

The end, jestem leniem ;p

Opublikowano Bez kategorii | 5 komentarzy

Aktualizacja Zasad!

Witam wszystkich, z Jessiką ostatnio rozmawiałam na temat mocy, i zauważyłam, że niektórym nie podoba się to, że jest tak mało mocy max. Więc ustaliłyśmy z Jessiką, że moce można rozwijać do max. 8

Zasady: http://wataharoxi.blog.pl/zasady-gry/

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Wymiar mroku

Ok to może tak na dobry początek, zanim zacznę pisać. Pojawiły się trzy nowe strony na blogu. Zapraszam serdecznie ^-^ Dziękuje Ani, która mi bardzo pomogła i w sumie z sklepem to jej pomysł :3 Ja tylko wymyśliłam przedmioty do sklepu ;p

Poszłam z Anią do jej jaskini, gdzie pokazała mi kolejną kartkę. Dostała ją tydzień temu, podczas treningu. Była w języku mroku, więc ja ją przeczytałam. Napisała ją Lukio. Potrzebowała pomocy, bo jakiś wilk przejął władzę w wymiarze mroku. Potrzebowała pomocy. Nie mogłyśmy zwlekać. Ania otworzyła swój „sejf”, na kod i pozwoliła mi wybrać dowolną broń. Wzięłam dwa pistolety i schowałam je. Oraz założyłam pierścionek cienia. Otworzyłam portal i obie przeszłyśmy. Jeszcze wcześniej Ania założyłam na wszelki wypadek medalion do oddychania pod wodą. Początkowo nie dało się zauważyć żadnych zmian, ale gdy dokładniej się przyjrzałam zobaczyłam, że demony były wręcz przemęczone. Kto im to mógł zrobić? Biedne demony. Po chwili dostrzegłam na ziemi Akumę, mrocznego pegaza. Podbiegłam do niego razem z Anią. Leżał martwy. Nie mogłam na to patrzeć. To był mój mroczny przyjaciel. Doszłyśmy do wniosku, że został zabity czarną magią. Nie było innej opcji. Jego ciało było bezwonne. Ania podniosła go i przekręciła na bok. Odskoczyła z krzykiem. Nie wiedziałam co jest i popatrzyłam na Akume. Jego brzuch był rozcięty, a w środku było pusto. Ktoś wypruł mu wnętrzności. Ohyda. Tak biednemu koniowi? Ania wzięła się na odwagę i wyciągnęła ze środka kartkę. Również język mroku. Wzięłam ją od niej. „To dopiero początek, podążaj za śladami” Śladami? Chwile się zamyśliłam. Chodziło o ślady z krwi, ale żadnych tu nie było. Ania zaczęła się oddalać. Widziała ślady, ale ja nie. Podążałam za nią. W końcu ślady się urwały, a my byłyśmy pod rozłożystym, czarnym drzewem, niedaleko od morza. Ania pobiegła do wody, a ja popatrzyłam w górę. Zatkałam pyszczek łapami, żeby powstrzymać pisk. U góry wisiał martwy, wysmarowany czarną mazią demon. To była już przesada. Ania przyniosła kolejną kartkę i ze smutkiem popatrzyła na demona. Kartka była mokra. Mocą wiatru ją wysuszyła, aż spadła mi korona. Podniosłam ją i wzięłam kartkę. „Pomiędzy dwiema wieżami czeka cie niespodzianka Luno” Patrzyłam w kartkę i zastanawiałam się. Dwie wieże, dwie wieże….Wtedy przypomniałam sobie o ołtarzu w środku lasu, na górce, gdzie znajdował się pierwszy zamek. Po bokach zostały dwie wieże, a w środku ołtarz, trochę mroczny i zaniedbany.
Powiedziałam o nim Ani i poszłyśmy. Ona uznała, że powinnyśmy być ostrożne, ale ja jej nie słuchałam i biegłam szybko w stronę wież. W końcu je dostrzegłam, ale gdy stanęłam obok nich to zamarłam. Ista rzeź. Wszędzie dookoła ołtarza znajdowały się martwe zwierzęta, demony i inne mroczne żyjątka. K-k-kto to mógł zrobić? To jest straszne, wręcz monstrous (potworne). Ania rozejrzała się, a ja podeszłam do jednego z martwych zwierząt. Miało ucięty język, a na jego miejsce leżała wstawiona karta, siódemka kier. Podniosłam ją, a Ania wytarła. Z tyłu było coś napisane. „Nacieszcie się tym widokiem. To będziecie wy” Zagryzałam już wargi. Chyba śni, chyba śni. Już po nim niech go tylko dorwę. Zamknęłam oczy.
- Podpisano „L” – Dokończyłam i upadłam na ziemię
W łapę wbitą miałam zieloną strzałkę. Zemdlałam. Miałam sen. Nie! To nie był zwykły sen. To była wizja. Widziałam wilka, białego wilka. Białego? Nie czarnego? A tak, tak białego, miał zielone włosy i tatuaż na lewej łapie. Był on w zamku. Nie jestem pewna, w którym miejscu zamku, ale wiem, że to był zamek. Mój kochany zamek mroku. Stał przed Lukio, która była za kratami. Wyglądała na przerażoną, a z pyska ciekła jej krew. Obudziłam się i złapałam za głowę. Popatrzyłam na Anię, a potem na siebie. Byłam…Byłam…Zielona!!! Fuj, fuj, fuj >.< Ania mnie uspokajała, że to tylko kolor, ale ja nie mogłam. Nie jestem przyzwyczajona do bycia zieloną. Powoli wstałam, ale się przewróciłam. Ta strzałka mnie trochę osłabiła. Dzięki Ani udało mi się podnieść. Dała mi eliksir z krwi, który dodał mi sił i poczułam się o wiele lepiej.
- Zamek, Lukio, szybko! – Powiedziałam w pośpiechu i pobiegłam
Ania pobiegła za mną. Powiedziałam jej o mojej wizji i weszłyśmy do zamku. A raczej wyprawowałyśmy z hukiem, a raczej ja wparowałam, a po mnie Ania weszła. Nikogo nie było. Pustko wszędzie. Ania czułą krew, ale to nie pomogło nam zbytnio bo czuła ją wszędzie. Nad drzwiami, krwią była narysowana Sabrina, której wbijają sztylet. Ania usłyszała śmiech. Zakradłam się do drzwi od lochów. Śmiech był wyraźniejszy. Odsunęłam się i puściłam Anię. Uchyliła lekko drzwi i zobaczyła białego wilka z Sabriną. Nagle przystawiłam sobie pistolet do czoła. Nie panowałam nad tym. Ania odciągnęła moją rękę i zabrała mi pistolet, ale ja wtedy wzięłam sztylet i rozcięłam sobie łapę. Po chwili odzyskałam kontrolę. Nie wiem kto to zrobił, ale to chyba przez strzałkę. Zaczęłyśmy się z Anią skradać, Ania wyciągnęła snajperkę i zaczęła celować w białego wilka. – Mam cię! – powiedziała. Nie zdążyła oddać strzału, gdy przed nami, pojawił biały. To był wilk który widziałam we śnie! Wszystko takie samo! To musi być on! Ania, nie spuszczając broni nadal celowała w białego wilka. – No śmiało strzelaj! – powiedział biały wilk. – Eee? – powiedziała Frost zdziwiona. *Kto sam pro się o śmierć?* – No strzelaj, i tak nie trafisz. I tutaj demon uderzył w czuły punkt Ani, ona zaczęła się wkurzać. – Ja nie trafię? Ja nie trafię? Jak trafię to całe te twoje królestwo rozejdzie się w pył. – Nie trafisz.. Tutaj Ania nie wytrzymała i rzuciła nożem. Niestety zamiast w białego wilka, trafiła w Sabrinę. Zaczęła do niej biec aby jej pomóc, ale potwór przewrócił ją, i zakaził jej bliznę. Podniosła się i poszła do Sabriny, która pluła krwią. Zaczęła ją leczyć, a ja poszłam walczyć z L. – Ta przy okazji, jestem Lukas. – A co mnie to obchodzi? – Krzyknęłam i zaczęła walczyć z nim. Niestety byłam za słaba. Potem Lukas zaczął atakować Anię, ledwo co dziewczyna stała, ale dalej dzielnie walczyła. Ja wycieńczona też ledwie walczyłam, ale bardziej dawałam radę. Potem Lukas przebił mi brzuch, zaczęłam pluć krwią i kaszleć. Na szczęście Ania była ze mną, przelała połowę swojej mocy dla mnie. Potem poczułam się o wiele lepiej. Ania ledwo stała. Dostała pociskiem, ale dalej się trzymała – chociaż na ostatnich siłach. Potem wyciągnęła medalion i popatrzyła się na niego. – Jesteś moją jedyną nadzieją. – Zaczęła przelewać, całą moc która jej została do medalionu. Okazało się, że to medalion światła. Rzuciła go w potwora, a potwór zaczął się „piec”. Myślałyśmy z Anią, że go zabiła, ale on tylko się teleportował. Bo całym zajściu Ania, padła bez sił upuszczając wszystko co miała. Nie oddychała. Kiedy się obudziła, opowiedziała mi, że miała wizję  – tak jak ja. Król Mroku skrył się w jej rodzinnym wymiarze. Będziemy musiały go znaleźć i zniszczyć. Potem Ania, zaczęła się uleczać. Bardzo szybko stanęła na nogi, potem zaprowadziła mnie do swojej jaskini. – Skoro mój medalion tylko osłabił króla mroku, będziemy potrzebować o wiele mocniejszą broń. Zaczęła szperać w poszukiwaniu… Czegoś. Potem powiedziała, że będziemy gotować eliksiry. Trochę krucho było, bo za bardzo nie umiałam. Ale Ania, pokazała mi książkę, przeczytałam ją i powiedziałam do niej. – Skąd ja mam wziąć 4 promyki światła? – Powiedziałam zawiedziona. Ania odpowiedziała mi, że z jej półki. Więc zaczęłam szukać. Ania już gotowała miksturę. Znalazłam wszystko co było potrzebne, a Ania mnie zawołała. – Teraz bardzo ważne, patrz uważnie. Musisz zawartość kotła, przelać do medalionu. Więc po 1, zanurzasz łapę w kotle. A potem dotykasz medalionu, i cała zawartość kotła przelewa się do medalionu. Będziesz umiała powtórzyć?? – Tak oczywiście. Gdy to powiedziałam, akurat eliksir się ugotował, powtórzyłam każdy krok Ani. A potem Ania do mnie podeszła. – Weź swój medalion w łapę, ale go nie zdejmuj. Ania przyłożyła swój medalion do mojego i zaczęła wypowiadać zdania – to musiało być zaklęcie. Nagle medaliony zaświeciły, i stworzył się miecz światła. Potem Ania postanowiła, że zrobimy taki jeszcze jeden, udało się. Więc był jeden dla mnie – jeden dla Ani. Potem Ania otworzyła portal do wymiaru lodu i przeskoczyłyśmy. Ania na początku znalazła jakąś kartę i wydarła się szczęśliwa – Jest! Wreszcie karta którą rozumiem! – Zaczęłam się śmiać, a Ania zaczęła czytać. „Powiem wam gdzie mnie szukać. Chcę zobaczyć wasze cierpienie.. Idźcie”. Ja nie zrozumiałam nic, a Ania zrozumiała wszystko, i zaczęła mnie prowadzić. Doszłyśmy do lodowego tronu a Ania sypnęła sucharem. – Co d*pe chłodzisz? Lukas wstał i powiedział. – Skoro tak bardzo chcecie umrzeć proszę bardzo! I zaczął biec w naszą stronę. Ania korzystając z okazji zatrzymała czas, i powiedziała mi jak mam ustawić miecz. Potem odtworzyła czas, Lukas wbiegł dosłownie na te miecze. Potem zaczął się palić. Spalił się i znikł. Tym razem został z niego tylko popiół. Potem wyczarowałam kucyki pony, tęczę i motylki. Ale oczywiście w naszych przygodach coś się musi zepsuć. Zegarek Ani zaczął wariować, i przeniósł nas do… 3 Dni przed 2 Wojną Światową! Musiałyśmy się stamtąd wydostać…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Spotkanie po latach

4. Stoisz na środku wielkiej polany w nieznanym wymiarze nagle widzisz postać w kapturze która się śmieje a ty wpadasz do jakiegoś tunelu pod ziemią…

*Opowiadanie Frost*

Co najbardziej lubię w polanach? Tą wielką przestrzeń, wielką pustą przestrzeń. Można wtedy się tak wyszaleć. I tyle miejsca.. A no tak.. Powtarzam się. Znowu. Ostatnimi razami nie układało mi się zbyt dobrze, moja jedyna rodzina wystawiła mnie, musiałam pokonywać potwora – razem z Jessiką oraz Lili. Byłam cała we krwi, ale to nie było takie straszne. Najgorsze było, to kiedy moja jedyna rodzina mnie wystawiła. Ale po co to wspominam.. Dobra.. Idę przed siebie. Wiatr wieje mi we włosy, a trawa delikatnie łaskocze mnie w łydki.. W końcu była dosyć długa. Ogrodniku do roboty! Nagle ktoś staje przede mną zaczyna się śmiać, śmiać się złowieszczo. Wyjmuję noże i próbuję unieszkodliwić cel, niestety postać złapała mnie i zablokowała – popchnęła mnie, a ja wpadłam do jakiegoś tunelu w ziemi. Tunel w Ziemi. Kurde co ja wygaduje? Dobra dziura w ziemi. Nie ważne. Budzę się na stole, leżę a moje ręce krwawią. Co się stało? Gdzie ja jestem? Co to za miejsce? Teraz nie mogłam myśleć o niczym innym jak o wydostaniu się stąd. Wstałam, przewróciłam się, ale poszłam dalej. Nagle ktoś przyszedł. Postać: A gdzie to się nasza księżniczka wybiera? Anja: C – co? Jaka księżniczka? O czym ty mówisz? Ledwo co  wypowiedziałam te słowa, znowu upadam. Wstaję. Postać do mnie podchodzi. Postać: Będziesz idealnym kandydatem do odbierania mocy – uśmiechnął się do mnie. Co?! Jakiego odbierania mocy?! Zaczęłam szybko przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu noża. Nic nie znalazłam. Postać: Szukasz czegoś księżniczko? Nic nie powiedziałam, tylko zrobiłam kwaśną minę i dalej stałam w miejscu. Postanowiłam chociaż przeszukać swoje kieszenie w poszukiwaniu ziół leczniczych. Znalazłam coś. Były to zapasy krwi, na wszelki wypadek:
Instrukcja dla nie ogarów, albo ludzi czytających instrukcję:
⦁    Otwórz butelkę.
⦁    Wypij zawartość.
⦁    Ulecz się za pomocą magii krwi.
Zastanawiam się, kto pisze takie instrukcje? Kupiłam tą butelkę na promocji w Lidlu. Więc może Lidl jest Iluminati? Dobra babo, przestań się wydurniać, tylko pij. Piję butelkę. Piję. Uleczam się za pomocą Magii. Pomaga mi. Czuję się jak nowa. Teraz mam siłę postawić się temu gościowi. Nie ważne. Podchodzę. Postać: Nagły przypływ energii? Uderzam go w twarz. Postać: Widzę, że nasza księżniczka lubi się bić. No jeżeli tak bardzo chcesz walki. Proszę bardzo. Miło będzie mi się patrzeć na twoje cierpienie. Anja: Japa kapciu, i walcz. Ustawiliśmy się w pozycje bitewne. Zaczęliśmy walczyć, wyjęłam noże i zaczęłam rzucać. Bardzo mnie to zdziwiło, że rzucałam celnie – trafiłam w jego 2 nogi, a on nie mógł się ruszyć. Zaczęłam powoli podchodzić do niego. Zdjęłam mu kaptur. Okazało się że to… Dawid. Mój dawny kumpel, przyjaźniliśmy się dopóki on się nie wyprowadził. Anja: D – Dawid?! To ty!? Po co mnie porywałeś?! Dawid: To już nie ważne, zabij mnie.. Anja: Nie zabiję Cię, dopóki mi nie odpowiesz. Więc gadaj, im dłużej będziesz zwlekał tył dłużej będziesz cierpiał, więc? Dawid: Uparta jesteś, ale dobrze. Na początku miałem Cię porwać i wypruć z Ciebie moce, ale potem chciałaś ze mną walczyć więc zostawiłem ten temat. Już zadowolona? Anja: Zostawiłeś mnie, w tej jaskini. Nie pamiętasz już? Kamienie zawaliły mi się na głowę a ty uciekłeś. – Mówiąc zaczęłam wychodzić. Potem się cofnęłam. Dawid: Czego jeszcze chcesz? Nic nie powiedziałam, podeszłam i wyjęłam mu noże ze stóp. Dawid: Dziękuję ale – nie skończył powiedzieć, ponieważ go uderzyłam. Dawid: A to za co? Anja: Za zostawienie mnie w jaskini samą. – Powiedziałam. Potem pocałowałam go. Dawid: Em.. A to za co? Anja: Za to, że się wreszcie odezwałeś. Rzuciłam mu mój medalion. Anja: Żegnaj. Dawid.. Powróciłam do watahy. Poszłam do jaskini. I zasnęłam. To był ekscytujący dzień.

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy

Wpis powitalny!

Witam wszystkich! Zostałam nową adminką tej jakże piknej strony. Znacie mnie lub nie – jestem Anja. Co tu dużo pisać? Mogę się opisać jeżeli chcecie ale każdy mnie dobrze zna! ^-^ Będę tu odgrywała rolę „zastępczej adminki”, gdy Jess nie będzie miała czasu, Anja przybędzie z pomocą. Dobrze tyle chciałam powiedzieć na sam początek ! Dozo ^-^

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Podróż w czasie + Podziękowania

Cześć moi kochani ^^ W końcu doczekaliście się wpisu xd Wczorajszy  Tydzień temu trening odbył się bez problemów, mimo, że ominęły mnie dwie walki, bo się spóźniłam. I mimo, że nie wygraliśmy to jestem z was dumna ^^ Aniu twoje zwycięstwo najlepsze xd Jakby ktoś nie wiedział Ania – Frost. Dziękuje tym, którzy się wczoraj pojawili i walczyli. Jesteście najlepsi, chociaż szkoda, że przybyło nas trochę mało. 4 osoby z 13-14? :d No ze mną to 5. Poza tym Ania zostanie adminkom na blogu ^-^ Cieszyć się tam ;p Przejdźmy do tego co się wczoraj działo…

Po skończonym treningu razem z Anią oddaliłyśmy się do reszty. Pokazała mi kartkę, którą dał jej krwawiący wilk. Kartka również była jeszcze w krwi. Wytarłam ją i próbowałam coś przeczytać, ale była w innym języku. Prawdopodobnie wilków krwi. Ania wzięła z jaskini książkę, gdzie ten język był przetłumaczony i przeczytała co tam pisało. Teraz dokładnie nie przytoczę tych słów, ale chodziło chyba o to, że jakiś wilk stworzył maszynę, która mogła zniszczyć cały świat. To był jego błąd, który musiał naprawić ginąc. Gdy zaczęłyśmy się zastanawiać co robić dowiedziałam się, że Nilven zabrał duszę Kai’owi. (Sara pilnuj go >.<). Poszłam tam razem z Anią i zaczęłam się z nim kłócić. W końcu odciął też mu głowę, a później przyczepił się do Lili, której też odciął głowę, ale już nie zabrał duszy. Na szczęście Ania odzyskała duszę Kai’a, a ja ożywiłam ich oboje za pomocą medalionu regeneracji od Maksa. Nilven stwierdził, że mój medalion przeszkadza mu w „pracy” i chciał mi go zabrać, ale Ania mi pomogła. Lili postanowiła, że chce się zemścić i zapytała mnie, gdzie siwy trzyma swoje „mleko”. Bez zastanowienia odpowiedziałam, że w niby lodówce. Dobrze pamiętam, bo to była trauma do końca życia >.< (I beka dla wszystkich na lata xD). Dodałam, że chyba woli krew, w takim wypadku stwierdziła, że doda jakiś barwnik. Wzruszyłam tylko ramionami i puściłam ją wolno. Ostatecznie wróciłam z niby mlekiem, bo na krew nie miał ochoty, ale w sumie na mleko też nie, ale Lili nie poddawała się. Nil tego nie wypił, a wylał to mleko. W końcu nie wytrzymałam: – Weź stąd to mleko! To wstrętne… No i wzięła. Później poszła walczyć, a ja znowu sobie poszłam z Anią i Kai’em. Postanowiłyśmy się wybrać do wymiaru wody. Założyli amulety do oddychania pod wodą, a ja otworzyłam portal i przeskoczyliśmy. Wszyscy się rozdzieliliśmy, a po chwili Ania nas zawołała. Znalazła jakąś skrzynię. Niestety nie mogła jej otworzyć. Dotknęłam jej łapą, a otworzyła się sama. W środku był puchar i pierścionek. Puchar był nagrodą dla wilka, który ocalił ten wymiar, za pomocą czarnego pierścionka. Niestety imię wilka było zdrapane. W środku skrzyni znalazł też się dziennik tego wilka. Przeszłam z Anią do zwykłego wymiaru, gdzie Iza przyniosła ranną Lili po walce. Uleczyłam ją i zaczęłam czytać dziennik. W skrócie opowiadał, jak cały wymiar się walił i został zaatakowany przez dziwne stwory. Ania uparła się, że chce pomóc panu „W”, tak nazywał się ten wilk. Westchnęłam i zgodziłam się. Lili przeniosła nas do 1821, gdzie pan „W” miał uratować wymiar. Ziemia była popękana, wypływała z niej lawa. Wszyscy chyba już nie żyli. Nigdzie nie było wody, co było dziwne, bo to wymiar wody! x.x Szłyśmy za Anią, która złapała jakiś trop. „W” siedział przywiązany do krzesła. Dostałam od Ani karabin i strzelałyśmy w stwory, które się do niego zbliżały. Ania w tym czasie z nim rozmawiała. Musiałyśmy same ratować ten wymiar. Gdy rozprawiłyśmy się z częścią potworów pobiegłyśmy przed siebie, po drodze strzelając w stwory. Trafiłyśmy na ogromnego czarnego potwora. Walczyłyśmy z nim do upadłego. Lili  strzelała z łuku, Ania z karabinu, a ja spaliłam mu trochę skórę. W końcu padł, a Ania pozwoliła zatrzymać mi pistolet. Nagle ktoś zaczął strzelać strzałkami. Odbiłam jedną mieczem, a potem Lili zrobiła tarczę. Ania uciekła z pod tarczy i pobiegła. Znalazła jakiegoś wilka, którego pozwoliła mi i Lili wymęczyć. Był jej jedyną rodziną, ale postanowił ją zabić. Lili go podpaliła czarnym ogniem, a ja wbiłam miecz w łapę i wpychałam głębiej i głębiej, aż jęczał z bólu, w końcu odcięłam mu łapę. Na życzenie Ani zatamowałam krwotok, a później wydłubałam oko. Było niebieskie *.* Nagle Ania upadła. Wbiłam sztylet w wilka i podbiegłam do niej. Lili rzuciła się na napastnika, a ja pomogłam wstać Ani. Wilkiem okazała się być Lukio, siostra Lili, która chodziła za nami już dłuższy czas. Ktoś przejął świat mroku. Tylko nie świat mroku -.- Nagle moje łapy zmieniły się w kopyta. Okazało się, że strzałki, którymi nas trafiono miały różne możliwości. Ani miał zmienić się kolor futra, a mi postać. Rozstałam się z dziewczynami i wróciłam do zwykłego wymiaru, ale coś było nie tak. Było jakoś tłoczno. W mieście każdy był przerażony. Zmieniłam się w człowieka i weszłam do jednego z sklepów. Popatrzyłam na gazety: „Wojna wszędzie”, rok 1821. Wybiegłam ze sklepu i oparłam się o płot. Nie umiałam podróżować w czasie. Nadziei, że ktoś od tak mnie uratuje też nie było. Maszyn czasu też nie było. Pozostało mi jedno. Skupiłam się mocno i spróbowałam skontaktować się telepatycznie z Kai’em. W między czasie nad miastem przeleciał samolot wojskowy. Schowałam się do opuszczonego budynku i czekałam na Kai’a. W końcu pojawił się i zabrał mnie do 2016 roku, ale Kai był bardzo w złym stanie. Chciał, żebym pocięła trochę drzewo. Wyciągnęłam sztylet i cisnęłam nim z całej siły w drzewo, a wtedy Kai złapał się za brzuch. Przyciągnęłam sztylet z powrotem i mu pomogłam. Z jego brzucha lała się krew. Na świecie cały czas ktoś ścinał drzewa. Niedługo mógł umrzeć. Zabrałam go na kamień, pod drodze kilka razy zemdlał. Wtedy przypomniałam sobie o kuli, która była w wymiarze natury, w Dzikich Ruinach. Kai nie miał zamiaru iść ze mną, więc sama tam pobiegłam. Gdy byłam na miejscu jakaś siła nie pozwalała mi przejść. Próbowałam nawet wziąć rozbieg, ale to na nic. W pewnym momencie zobaczyłam wilka, który przechodził obok. Podbiegłam do niego. – Pomógłbyś mi przejść? – Zapytałam – Nie mogę – Odparł i miał już pójść, ale go zatrzymałam – Jak to nie możesz? – Wypytywałam dalej – Zrozum takie są zasady – Powiedział oschle – Zasady, zasady i zasad. Wszędzie zasady. – Odparłam i uderzyłam go patelnią w głowę Wilk zemdlał, a ja wzięłam go ze sobą. Dzięki czemu mogłam przejść. Zostawiłam go przy wejściu i pobiegłam. Znalazłam się przy grobach pierwszych wilków natury. Gdy patrzyłam na groby za mną pojawił się Kai. Nie dowierzał, że tu przyszłam. Chyba prawił mi jakieś kazanie, ale ja nie chciałam go słuchać i poszłam do jakiejś świątyni. Rozejrzałam się. Za mną wbiegł Kai, a wtedy drzwi się zamknęły. – Gratuluje – Warknął – Oj weź przestań, będzie dobrze – Pocieszałam go pełna optymizmu Zapaliłam pochodnie. Usłyszałam głosy, które mówiły, że nie powinno nas tu być. Nie słuchałam ich i miałam już zejść po schodach w dół, kiedy Kai zemdlał. Podbiegłam do niego i próbowałam go obudzić. Zobaczyłam, że jeden z duchów ma kulę, której szukałam. Gdy chciałam mu ją wyrwać duchy mnie złapały i zamknęły w niewidzialnej klatce, a same uleczyły Kai’a. Nie zamierzały mnie wypuścić. Kai poszedł z nimi na układ, że wypuszczają mnie, a biorą jego duszę i ciało. Ja na nic się nie zgadzałam. Ale było za późno. Kai spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem. Chciałam go zabrać, ale nie mógł przejść przez drzwi. Wiedziałam już co robić. Wybiegłam z świątyni. Zabrałam moją, nieprzytomną przepustkę i poszłam do zamku Aresa. Wszystko mu wytlumaczyłam,  ale odmówił pomocy. A tylko on mógł rozkazać duchom, żeby go puściły. Chciał, żebym przekonała go do powrotu. Odmówiłam i popatrzyłam w jego oczy. Zasnął, a wtedy go zahipnotyzowałam. Poszedł za mną. Rozkazał duchom, żeby puściły Kai’a i wrócił do zamku. Nie wiem, czy przypadkiem nie wie o tym.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Volf – Bontjusz

Imię: Bontjusz

Ksywka: Boomie

Płeć: Basior

Wiek: 3 mld. lat

Opis: Miły, opiekuńczy, niepowstrzymany w walce, uśmierca pstryknięciem palców. Opiekun watahy.

Moc: Wszystkie jakie istnieją

Historia: Jest to jeden z najstarszych wilków, jego starszy brat Uranos kiedy stworzył niebo, wyrzekł się swojego brata zostawiając go na Ziemi, został wychowany przez gigantów. Kiedy dorósł jego opiekunka Atena pozwoliła mu odejść i tak żyje sam do dziś.

Rodzina: Brat Uranosa, były kochanek Lyssy

Partner: Brak

Jako człowiek:

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

Uwaga!!!

Uwaga, uwaga do wszystkich wilczków! :3
Alfa Watahy Nocnego Zła rzuciła propozycje treningu. Wziąć w nim udział mają wilki z obu watah. Jeszcze do końca nie wiem na czym to będzie polegać. Możliwe, że to takie walki 1vs1. Ale miło by było jakby każdy się pojawił.

Sobota 5.03.2016r.
Godzina 19:00 join. 61

Zasady znajdziecie na blogu Sary. Jakby ktoś jeszcze nie wiedział LINK!
Tam też może będzie więcej informacji.
Oczywiście kiedy się pojawią nie wiem, ale pojawić się mają .-.
A taka moja propozycja, żeby na koniec odbyła się wielka walka na śnieżki *-* O ile reszta się zgodzie :3
To wszystko i zapraszam! ^^

Opublikowano Bez kategorii | 5 komentarzy

Wilkołak – Lisabeth

Nie chce mi się aktualizować poprzedniego wpisu, więc robie całkiem nowy. Przepraszam Liz za ten tytuł xD i jak zdjęcia będą za duże to poprawi się potem na lapku.

 

Imię: Liz

Wiek: 16 lat (nie starzeje się)

Opis: Na co dzień jest „cicha” i „spokojna”, nieśmiała, nie ma zaufania do nowo poznanych wilków (ale lubi poznawać nowe osoby x3), „z poczuciem humoru”, miła, czasem może jej „odwalić”. Stara się dogadywać z innymi, na tyle ile potrafi x.x Zmienia się w człowieka.

Moc: Lodu, śniegu, miłości, ying-yang

Rodzinka:
Ojciec- Blood
Matka- Fiora
Kuzynki: Jess i Lili (jeśli db pamiętam xd)

Historia: Na początku nie znała swoich rodziców, kiedy wybrała się z Jess do świata natury dowiedziała się od Larysy, że jej ojcem jest Blood- bóg krwi, a jej matką Fiora- bóg lodu. Kiedy Blooda wygnano ze Świata Bogów, za liczne zabójstwa oraz nie panowanie nad swoją mocą, Fiora oddała ją do Loren, aby się nią zajęła.

Ostrzeżenie: Jeśli jest smutna/wkurzona- lepiej nie podchodź.

Jako człowiek:

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Wilkołak – Luke

Witamy nowego wilka! ^^ Luke sorki naniosłam jedną zmianę jeśli chodzi o rodzinę mam nadzieje, że się nie obrazisz ;3 I jeśli chcesz możesz dodać jeszcze historię xd

 

Imię: Luke

Wiek: 17 lat (170 – Wilcze)

Płeć: Basior

Opis: Sprytny, podstępny, samotnik, krwiożerczy, kiedy się złości zmienia się w demona

Moc: Włada ciemnością, ma zatrute pazury i kły, potrafi wpływać na umysł + nocą jest niewidoczny, chyba, że komuś pozwoli

Rodzina: Nie pamięta

Partner: Brak

Jako człowiek:

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Poszukiwanie tęczy na jednorożcu *^*

Pozdrawiam Justynę i Mikołaja oraz Alaję i Sarę :3
Może zacznę kilkoma informacjami:
1. Zmieniłam trochę swój wygląd jako człowiek i zaktualizowałam historię :3
2. Dodałam Sarę do „Przyjaciół watahy” i „Do tych co odeszli” Wiem że nie takie nazwy zakładek, ale się połapiecie xd
3. Jeszcze wcześniej już chwilę temu zmieniałam zdjęcie Yuni na jej prośbę i Mey, też możecie zajrzeć c: Wszystko w zakładach z członkami watahy
4. Plus chciałam zeswatać z kimś Sarę *^* Ona się domyśla reszta nie musi xD
5. I chyba zrobię zakładkę z pupilami co wy na to? Bo mam już, ja, Lili, Kai i Anea, ale ona chyba już z nami nie gra :v
6. Jakby ktoś chciał poczytać na blogu Sary jest moje opowiadanie i nie długo część druga napisana przez nią *-*
7. Dodałam też wilki o których zapomniałam kiedyś xd
8. No i jakby ktoś miał coś do zaktualizowania, czy chciał dodać swoją historię to piszcie pod tym wpisem, bo potem zapomnę xd
9. Może zacznę robić normalne dialogi z tym, że problem będzie na komórce T.T
10. Oraz może dzisiaj może jutro zaktualizuje zakładkę „Rodzina”

Pomińmy już to, że znowu pojawił się jakiś debil, ten sam co przedwczoraj wkurzał mnie i Liz i zniszczył całą atmosferę, bo się dziecku nudziło i sypał tekstami z neta ._. Miał dwa nicki, które obrażały mnie i Liz i w sumie nie wiem czy nie jeszcze jeden o Rize .-. Ale mniejsza pewnie jeszcze nie raz się pojawi, żeby uprzykrzać nam życie T.T Miałam go dość, więc z Kai’em poszłam na nasz join, a potem przyłączyła się Liz, więc tam graliśmy.

Kai’a bolała głowa. Wziął za dużo marihuany. Też trochę chciałam, więc mi dał i gdy ja sobie wciągałam marychę on jadł żelki. Chyba trochę przesadziłam. Wszystko było takie piękne, niebo zieloniutkie, a trawa niebieściutka. Chmurki takie różowe, a Kai był moim jednorożcem *-* Pobiegłam szukać tęczy, a Kai za mną. Zobaczyłam duże drzwi na różowej chmurce z tęczowym napisem, którego nie chciało mi się czytać. Przeszłam przez nie, a Kai z przerażony pobiegł za mną.
- Tęczo! Tęczo! – Wołałam
Kai szybko mnie dogonił.
- Co ty robisz? – Zapytał
- Szukam tęczy – Odpowiedziałam i poszłam dalej
- Nie tutaj – Zatrzymał mnie
Popatrzyłam się na niego i tylko się zaśmiałam, a on wtedy dał mi do ust żelka z lekarstwem. Moje powieki zrobiły się ciężkie. Zasnęłam. Obudziłam się na łóżku z liści. Strasznie bolała mnie głowa. Chyba wzięłam trochę za dużo. Szybko zasnęłam, ale obudziłam się po chwili, gdy Kai dotknął mojej łapy, która świeciła się, gdy spałam. Znowu się zaśmiałam i wstałam. Do Kai’a przyszedł Ares, któremu o wszystkim powiedział Baron. Upierałam się, że to moja wina i Kai nie powinien mieć kary, ale Ares wierzył Kai’owi i dał mu zakaz wchodzenie do świata bogów ma tydzień. Ares zniknął, a Kai westchnął. Poszłam do Liz i jej wszystko powiedziałam.
- Masz jakiś zakaz wchodzenia tam? – Zapytała Liz
- Na to wygląda – Odparłam
Na tą odpowiedz Liz pobiegła do portalu wilczych bogów, a ja popędziłam za nią. Przeszłyśmy obie. Liz złamała jakąś gałąź od złotego drzewa. Stwierdziłam, że bóg natury powinien to naprawić i nie zwróciłam uwagi. Potem zobaczyłam jak pije jakąś wodę. Była to woda ze świętego źródła, które leczy i służy czasem do rytuałów. Po niej Liz zaczęła świecić. Pojawił się za mną Kai. Odskoczyłam go i pytałam co zrobić, żeby Liz przestała świecić. Gdy ja rozmawiałam z nim to Lizka się gdzieś zmyła. Niestety jako, że Kai ma szlaban to nie mógł zostać tu zauważony przez jakiegokolwiek boga. Dlatego chciałam mu pomóc zmienić wygląd.
- Złap mnie za łapę – Powiedziałam i podałam mu łapę
- Za łapę? – Zapytał zdziwiony
- Nie za ogon…No tak za łapę – Powiedziałam zirytowana
Po długiej chwili jego wahania w końcu dał mi te łapę. Otworzyłam księgę zmiennokształtności i zmieniłam trochę wygląd Kai’a. Nawet dodałam skrzydła, których tak nienawidzi. Usłyszałam wycie Liz i pobiegłam za jej głosem. Liz siedziałam w dołku, z którego nie mogła się wydostać. Podałam jej łapę, a gdy ją wyciągnęłam to Kai, który też chyba bujał w obłokach, że nie zauważył takiego dołka wpadł tam. Ale on poradził sobie sam podciągając się na pnączach. Gdy powiedziałam mu, że ma skrzydła to zrobił wielkie oczy z przerażenia. Liz znowu pobiegła za motylem, którego goniła wcześniej. Chciałam nauczyć Kai’a latać, ale on stanowczo się sprzeciwił. Pobiegłam za nim. Gdy zaczęliśmy rozmowę na spokojnie przybiegła do nas Liz, a za nią jakiś strażnik, w którego wpadła gdy goniła motyla. Wycofałyśmy się obie, a Kai postanowił odwrócić jego uwagę rozmową o bananach XDDD Czekałyśmy na niego za wzgórzem. Gdy zobaczył jak się śmiejemy ominął nas chyba trochę urażony. Przeszliśmy do wymiaru natury, gdzie Liz po raz kolejny znalazła motyla i za nim pobiegła. Postanowiłam, więc znaleźć Kai’a. Usłyszałam czyjś głos i zaczęłam się skradać. Schowałam w trawie. Widziałam jak Gart, prawa ręką Asha stoi przy Kai’u, a ten był związany. Gdy Gart drasnął go nożem po policzku nie wytrzymałam i wyskoczyłam z krzaków krzycząc, żeby przestał. Oboje się na mnie popatrzyli. Zasłoniłam sobie pyszczek.
- Kim jesteś? – Zapytał
- Jestem Jessika – Odparłam speszona
- Ah ta Jessika – Odpowiedział i przyjrzał mi się.
Poszedł sobie, a ja rozwiązałam Kai’a. Wytarłam krew, która leciała po jego policzku. Powiedział, że sam sobie poradzi. Stanął przed drzewem całym w krwi. Zapytał czy to on zrobił. Z trudem wydusiłam z siebie, że tak. Gdy zobaczyłam jego reakcję przytuliłam go i oparłam na nim głowę. Nagle poczułam, że krew nadal płynie z jego policzka. Odchyliłam się i przemyłam ranę na jego policzku, po czym założyłam opatrunek. Złapałam go za łapę i wzięłam na dużą polanę, żeby nauczyć latać, ale gdy zobaczyłam jego niechęć to odpuściłam. Wciąż był wielkim księciem co nic nie pamięta ._. Gdy staliśmy blisko siebie z jego ust padło pytanie.
- Dlaczego ty mnie podrywasz?
- Podrywam? – Powtórzyłam
- No, a nie?
- No może…trochę…- Odpadłam skrępowana i odwróciłam łeb
Zapadła długa chwila milczenia. Żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć.
- No wiesz…lubię cię – Wydusiłam w końcu z siebie, wciąż patrząc w wodę.
Odwróciłam się i zobaczyłam jak kącik jego ust powędrował w górę. Również się uśmiechnęłam. Wtedy na jego plecach pojawił się łuk. Nie wiedziałam skąd on się wziął. Chciałam, żeby pokazałam mi jak strzela. Stanęłam przed drzewem i położyłam sobie na głowie jabłko. Kai wziął głęboki oddech i oddalił się. Naciągnął cięciwę łuku. Gdy ją puścił strzała szybko poszybowała w moją stronę. Zamknęłam oczy, a strzała przebiła jabłko i wbiła się w drzewo. Zaczęłam mu bić brawo. Później on poszedł się przejść, a ja pobiegłam. Zobaczyłam na ziemi małą zieloną kropkę, która zaczęła się przemieszczać. Poszłam za nią. Nawet nie zauważyłam, a znalazłam się w zamku Aresa, z którego pomagałam wydostać się Liz. W końcu kropka zniknęła, a ja stałam na środku sali tronowej. Po chwili wielkie wejście zrobiła Liz. Towarzystwa też dotrzymał nam Gart. Liz wzięła jakąś różową piłkę i zaczęła w niego rzucać piłkami. W końcu się wkurzył i związał ją parzącymi pnączami. Wyciągnęłam nóż i rozcięłam te pnącza, a wtedy Liz znowu rzuciła w niego piłką. Związał nas obie, ale Liz się nie poddała. Wzięła piłkę do ust i pluła w niego. Gart się już wkurzył i nagle dostał strzałą. Rozejrzałam się po pokoju, tam stał Kai. Uwolnił nas, a moje łapy były czerwone, w miejscu, gdzie dotykała mnie roślina. Gart zwijał się na ziemi z bólu, a Ares spał. Rzuciłam w niego piłką i uciekliśmy. Liz się jeszcze wróciła po piłkę, bo się do niej przywiązała. Wszędzie byli ludzie od Asha i nie byliśmy już tam bezpieczni. Chciałyśmy z Liz iść do świata lodu, ale Kai się upierał, że nie idzie. Liz znalazła więcej piłek i rzucała w niego, a ja goniłam go cały czas prosząc. W końcu zrobiłam oczy szczeniaka i się zgodził. Gdy ja i Liz rzucałyśmy się śnieżkami to on siedział z poważną miną. W końcu ulepiłyśmy z Liz duuuużą śnieżkę i rzuciłyśmy w niego. Z pod zaspy widać mu było tylko łeb. Wyciągnęłam go i pozwoliłam sobie oddać, ale on nie chciał.
- Te książęce zasady – Mruknęłam pod nosem
- O co ci chodzi? – Zapytał
- O to, żebyś się zabawił chodź raz!
- Zabawił tak? – Powtórzył
Wziął mnie na swój brak i wstał. Ja zrobiłam wielkie oczy. Wskoczył ze mną w wielką zaspę śniegu, a Liz zaczęła się śmiać. Miałam na głowie pełno śniegu. Otrzepałam się i trochę spadło na niego. Zeskoczyłam z niego i dostałam śnieżką od Liz. To oznaczało wojnę! ^^ Liz schowała się za zaspą, ale ja wzbiłam się w górę i rzuciłam w nią śnieżką. Walka trwała i trwała, przyłączył się nawet Kai, ale w końcu coś się stało i śnieg zaczął topnieć, a Kai na chwilę zniknął. Gdy wrócił pytałyśmy się go gdzie był, ale nie chciał powiedzieć. Zaczęłyśmy go wkurzać. W końcu wycelował we mnie z łuku. Zamknęłam oczy. Już miał strzelić, ale wystrzelił w górę. Zaskoczona, że jeszcze nie dostałam otworzyłam oczy. Zaczął padać śnieg. Przeprosiłyśmy go, a wtedy trochę skrępowany Emir (wole Kleofasik i tak XDDD), spytał się mnie, czy nie chciałabym być dla niego kimś więcej niż koleżanką, oczywiście się zgodziłam ^^
I The end bo mi się już nie chce xD

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Święto natury

Przepraszam jak coś pomylę, ale mogłam trochę już zapomnieć :c
Poza tym dwie informacje:
1. Sara odeszła :< I założyła swoją watahę —> LINK!
2. Między naszą watahą, a Watahą Wilków Nocnego Zła jest sojusz :3

Liz znowu pobiegła z płaczem do Aresa, a ja poszłam za Kai’em, który był ranny. Gdy z nim wróciłam Kai chciał pogadać z ojcem. Miałyśmy sobie pójść, ale byłyśmy uparte i zostałyśmy. Ares przyprowadził brata Kai’a, Asha. Stwierdził, że on będzie nowym władcą. Wygnał Kai’a i chciał, żebym była żoną Asha. Nie zgodziłam się to, ale złapali mnie i zamknęli w pokoju Asha. Chodziłam w kółko po pokoju. Jessika: Zagładzą mnie, zabiją, a co najgorsze zgwałcą ;_; Mówiłam do siebie. Zobaczyłam, że okno jest otwarte. Wyleciałam i uciekłam, a Kai wtedy wrócił do zamku. Trochę ochłonęłam i zrobiłam wielki powrót. Spotkałam Laryse, a chciałam nawrzeszczeć na Aresa, ale jak zwykle go nie było. Larysa dała mi klucze i kazała pójść do lochów. No to pobiegłam tam i znalazłam salę tortur, a gdy tam weszłam zobaczyłam jak biczują Kai’a. Powiedziałam, żeby przestali to się na mnie tylko głupio popatrzyli i robili swoje. Warknęłam na nich i odcięłam jednemu dłoń. Wtedy wszyscy uciekli. Znowu chciałam pójść i pogadać z Aresem. Odesłałam Kai’a do wymiaru mroku i poszłam z Liz. Jak na złość przyszłą tylko Larysa, która dała nam jakiś kryształ uzdrowienia i kazała iść zanim Ares wróci. W wymiarze mroku kazałam demonom przyprowadzić Kai’a. Za nimi przyszedł mój pupilek Azor *-* Który o mało nie zabił Kai’a. Rzuciłam mu patyk, a on gdzieś pobiegł. Dałam Kai’owi kryształ od matki i sobie poszedł. Ja pobiegłam trochę wokół drzewa. Poza tym Liseł wrócił ^-^ Po chwili poszłam do Kai’a, który trochę się wyleczył i powiedział, że idzie do ojca, a ja nie mogę z nim iść T.T Ale miałam do gdzieś. Jak tylko zamknął portal to ja otworzyłam swój, zrobiłam się niewidzialna i poszłam za nim. Kai podszedł do ojca ze sztyletem i przyłożył mu go do gardła. Stałam w bezruchu i patrzyłam na to wszystko. W końcu Ares oznajmił, że nie miał wyboru i musiał mianować Asha księciem. Tylko ostatnio on nigdy nie ma wyboru i tak powiedziałam niestety na głos. Po czym złapałam się za pyszczek. Na szczęście mnie nie zauważono. Po chwili jak usłyszałam tylko, że do planu będę potrzebna ja i Liz to od razu się pojawiłam :3 Kai popatrzył na mnie trochę zły, ale w końcu dał sobie spokój. Musiałam się ubrać grante elegante, bo wszystko miało się odbyć na balu ._. Zapytałam czy będę mogła pomęczyć trochę Asha i wtedy Liz i Kai odsunęli się ode mnie mówiąc, że mnie nie znają.  xd Ares odesłał nas do wymiaru mroku, gdzie przygotowane były stroje (I mniej więcej w tym momencie wywaliło Liz .-.) Zaprowadziłam Kai’a do mojego zamku i pokazałam mu jego pokój. Tam go zostawiłam i poszłam do siebie. Położyłam się na łóżku. Nagle pojawiło się przede mną jakieś lustro, które pokazywało mi co się dzieje u Kai’a. Słyszał on czyjś śmiech i otworzył drzwi do garderoby. Przed wejściem zastał tylko manekina. Otworzył i zamknął drzwi, a manekina już nie było, natomiast za nim pojawiła się Sabrina. Zirytowana przekręciłam lustro. Całą noc nie zmrużyłam oka, bo słyszałam śmiech moich rodziców w pokoju. Gdy wstałam zobaczyłam w moim pokoju sukienkę przygotowaną na bal. Ubrałam ją i trochę poczesałam. Gdy wyszłam przed wejściem czekał już Kai, który próbował zawiązać krawat, więc mu pomogłam i poszliśmy do świata natury. Na bal wpuścił nas Ares, ale jak na złość już po chwili przyszedł Ash i poprosił mnie do tańca. Nie chętnie się zgodziłam. Chciał mnie pocałować. Kłóciłam się telepatycznie z Kai’em, że tego nie zrobię, ale w końcu mnie zmusił dla dobra planu. To było obrzydliwe ;_; Na całe szczęście zaraz potem przyszedł Kai i mnie zabrał. A jeśli wcześniej nie wspomniałam to bal z maskami, więc ani mnie ani jego nie poznał. Tańczyłam z Kai’em, ale przyszedł Ares i kazał nam się pośpieszyć, bo Ash jest u siebie w pokoju. Wkradliśmy się do niego i po jednym uderzeniu leżał na ziemi. Słaby był :v Kai wyszedł normalnie wyjściem, a ja musiałam tego spaślaka wziąć na grzbiet i wylecieć z nim oknem T.T Potajemnie z Kai’em zabrałam go do lochów, gdzie go zamknął Kai. Ale chciałam go pomęczyć to dał mi klucze i pozwolił zabrać do świata mroku. Ja tylko chciałam wyrwać mu serce, wydłubać oko, odciąć jedną nóżkę albo obie…No to przeniosłam go. Zamknęłam i stwierdziłam, że pobawie się z nim jutro x3 A na razie moja babcia (nie Liz xd) się nim zajęła. Wróciłam do wymiaru natury, gdzie Kai tańczył z Lucy i nieźle mu wychodziło unikanie jej pocałunków. Nawet Ares się śmiał. Po chwili pomogłam mu i poszłam z nim zatańczyć, ale że nie wyspałam się w nocy to zaproponował mi, że mogę spać na jego łóżku.

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Wymiar natury ciąg dalszy…

Poszłam z Liz do świata natury. Swoją droga wkurwiłyśmy mocno Kai’a, bo mu ciągle przerywałyśmy i nie potrafiłyśmy zachować odrobiny powagi. Zaczęłyśmy drzeć się i śpiewać „Ulepimy dziś bałwana”, aż go trafił szlak i powiedział, że zrywa zaręczyny, a Liz już nie jest jego koleżanką ;_; Ale przeprosiłyśmy i on też, bo uznał, że go poniosło. No i zmienił imię na Emir, bo się z niego śmiałyśmy. Ale teraz to brzmi jak wróżek XD Gdy uświadomiłam Liz jaki to wymiar to pokryła go lodem, bo było jej za gorąco. Przewróciłam się i zaczęłam ślizgać na dupie. Przyszedł Kai, który nie dość, że był niewyspany to jeszcze wkurzony. Wskazałam łapą na Liz, a ona wszystko odmroziła. Trochę się wydarł i poszedł. Widać było, że coś jest nie tak, ale on twierdził, że to nie nasza sprawa. Postanowiłyśmy z Liz go śledzić. Ona wkradła się do jego zamku, a ja patrzyłam przez okno. Zobaczyłam jak siedzi przy łóżku Amira, który był bardzo chory. Gdy Amir zasnął pomachałam do okna, ale wskoczyła na mnie Liz i spadłam na ziemie. Jessika: Chciałam tylko pogadać. Liz: To teraz masz okazje. Wskazała na Kai’a, który wychodził z zamku. Pobiegłam za nim. Kai usiadł na brzegu i przyleciała do niego sowa, która odleciała jak przyszłam. Tą sowe tresował Amir. Po dłuższej rozmowie Kai sam się przyznał co się dzieje z jego bratem. Okazało się, że może umrzeć. Jego rodzice próbowali już wszystkiego. Wtedy wypaliłam z rytuałem. Kai stanowczo odmówił i powiedział, że jego ojciec się nie zgodzi. No to poszliśmy do niego i rzeczywiście nawet nie chciał słuchać o żadnych rytuałach czarownic. Ale na co mi pozwolenie? Poszłam z Liz do komnaty Amira. Za nami przyszedł Kai i zamknął drzwi zaklęciem. Bałam się, bo ponoć siostra bliźniaczka Kai’a była tak chora jak Amir i rytuał ją zabił. A jakbym go zabiła to Ares zabiłby mnie. Postanowiłam wokół niego świeczki i trzy kamienie do leczenia. Wzięłam athame i nadcięłam mu łape. Kai wtedy wyciągnął sztylet i zagroził mi, że jeśli go skrzywdzę to zabije mnie własnoręcznie. Trochę krwi spłynęło do miski. Wypowiedziałam zaklęcie w języku wilków mroku, a świece zgasły. Kamienie weszły do ciała Amira przez ranę. Jego oczy na chwile się zaświeciły, a potem kamienie wróciły. Polałam ranę miksturą i się zagoiła. Napiłam się trochę jego krwi i obudził się. Wstał i pobiegł na dwór, żeby zagrać w piłkę. Kai ukłonił się Liz, a mnie pocałował w łapę. Miał już wyjść, ale zemdlał. Nie spał kilka dni, więc pomyślałam, że to ze zmęczenia i położyłam go na łóżku. Wtedy do pokoju wszedł Ares i myślał, że zabiłyśmy mu syna. Złapały nas straże i splątali parzącymi pnączami. Na szczęście Kai szybko się obudził i nas uwolnił. Poszedł pogadać z ojcem, a my z Liz wyszłyśmy z zamku. Otworzyłam portal do wymiaru mroku, bo Liz chciała tam pójść, ale ostrzegłam ją, że jak coś zniszczy to zabije własnymi łapami. Pobiegłam sobie po wodzie, ale przypomniałam sobie, że zostawiłam otwarty portal. Wystawiłam głowę przez portal i zobaczyłam Kai’a, który trochę się wahał. Gdy podszedł wystarczająco blisko złapałam go i wciągnęłam do portalu. Trochę się wystraszył i cały czas mówił, że musi wracać. Liz gdzieś pobiegła i straciłam ją z oczu. Dotknęłam Kai’a łapą i odskoczyłam ustawiając się w pozycji bojowej. Do tego zawarczałam na żarty. Popatrzył w miejsce, gdzie go dotknęłam, a potem na mnie. Nie miał pojęcia co robię. Nie wiedział co to berek ani zabawa. o.o Liz wróciła z jakimś świecącym naszyjnikiem i chciała mi pomóc go nauczyć grać w berka, ale że on nie chciał to się rozpłakała i poszła do Aresa. Ares zawołał straże, który przyprowadziły Kai’a, ten dostał dwa razy od ojca. Zaczęłyśmy go bronić, a wtedy straże wywaliły nas z zamku. Kai’a wziął sam Ares i wywalił na próg jak bezdomnego.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Księciunio Kleofas

Skoro Liz nie wyszło z ojcem to postanowiła, że pogada z matką. Przeszła przez portal do wymiaru lodu, a ja pobiegłam za nią. Już po chwili wpadłam w wielką zaspę, a gdy się z niej wydostałam stała przede mną Fiora. Zwołała swoje straże, które zabrały mnie przez portal do świata bogów. Fiora chciała, żeby Liz z nią została, ale ona poszła za strażnikami do świątyni Reona. Rzucili mnie na ziemie przed nim. Reon oznajmił, że czeka mnie egzekucja. Wszyscy zaczęli się z nim kłócić, ale on nam nie chciał wierzyć. W końcu zajrzał do mojej głowy i zobaczył jak było. Zostałam uniewinniona, ale potem zaczęły się wąty, że nie możemy tu przychodzić. Oburzone znowu się z nim kłócimy, a on wywala nas do zwykłego świata. Wróciłam do niego z Lili, a on nam zaczął grozić, że zamknie portal. Na to Lili, że Kai go otworzy, ale on się nie zgodził  i poszedł. Dodał jeszcze, że zgodzi się na jakąś propozycję rodziców, ale ja nie wiedziałam jaką. Reon uświadomił mnie, że Kai zamierza zamieszkać z rodzicami. Poprosiłam go, żeby mnie odesłał do mojej jaskini. Zaraz po mnie odesłał Lili. Spytałam się jej, czy była bym dobrą królową. Gdy tylko usłyszałam „tak” weszłam do jaskini i zaczęłam się pakować. Ostatecznie nie chciałam się ograniczać, więc wzięłam całą jaskinie. Poszłam z Lili do świata mroku i mianowałam moją prawą ręką. Pozwoliłam jej nawet zmienić imię, jeśli chce i tak została Aurorą. Nagle otworzył się przede mną jakiś portal. Zostawiłam w świecie mroku wszystko oprócz korony. Przeszłam przez portal i znalazłam się w wymiarze, gdzie było bardzo zielono. Po chwili doszłam do wniosku, że to wymiar natury. Schowałam się za drzewem. ( i tu moje wielkie wejście xd) Poczułam czyjś oddech na szyji. Odwróciłam się i co zobaczyłam? Potwora z liści i mchu. Wystraszyłam się. Jedyne co przyszło mi do głowy to wiać. Przebiegłam z krzykiem obok królewskiego ogrodu. Potknęłam się o wystający korzeń i przewróciłam, a bestia się na mnie rzuciłam. Jessika: Cholera wszystko zostawiłam. Powiedziałam szukając miecza. Nie mając innego wyboru warczałam na potwora, aż w końcu ze mnie zeszedł i uciekł. Trochę się zdziwiłam. Ktoś poszedł do mnie i pomógł mi wstać. Był to Kai. Podniosłam koronę, która spadła mi z głowy i załorzyłam ją. Popatrzyłam na niego zdziwiona. Przedstawił się jako książe. Ares wyczyścił mu pamięć i dał nowe wspomnienia. Nie mogłam nic z tym zrobić, więc zgodziłam się na spacer po ogrodzie. Pokazał mi miejsce, gdzie ćwiczy szermierke. Gdy dowiedział się, że zapomniałam swojego miecza to dał mi jeden z swoich. Podziękowałam i poszliśmy dalej. Zabrał mnie w miejsce, gdzie lubi siedzieć sam. Zagłębiłam się na chwile w swoje myśli. Zaraz potem się ocknęłam i zrobiłam małą kulkę z wody. Jessika: Lubisz wodę? Zapytałam. Nie chciałam, żeby wywalił mnie z tego świata. Kai: Pewnie, że lubie jestem księciem natury. Odparł, ale dość nie pewnie i widziałam, że kłamie. Rzuciłam go tą kulką z wody. Gdy zobaczyłam jego mokry pysk nawet nie próbowałam się powstrzymywać od śmiechu. Popatrzył na mnie urażony i zrzucił na mnie sterte liści. Wygrzebałam się z niej. Strzepałam liście z głowy i kilka wyplułam. Widziałam jak powstrzymuje się od śmiechu. Jessika: No dalej zaśmiej się. Zachęcałam go. Kai: Księciu nie wypada się śmiać. Odpowiedział. Powiedział mi, że jak ożeni się z księżniczką to zostanie królem. Księżniczka nazywała się Lucy. Wkurwiona powiedziałam, że chce się widzieć z Aresem. Niestety jego nie było to poprosiłam o spotkanie z Larysą. Kai zaprowadził mnie do zamku i czekał przy wejściu. Najpierw wydarłam się na Laryse, potem na Aresa, który niespodziewanie przyszedł i w końcu wyszło na moje. Dar przekonywania :3 Ares obiecał, że odwoła ślub z Lucy, ale nie da się mu przywrócić wspomnień. Wyszłam z zamku oburzona i trzasnęłam drzwiami. Nie daleko na wzgórzu czekała już moja prawa ręka. Jessika: Nienawidzę go. Powiedziałam pod nosem. W skrócie powiedziałam jej co się działo. Popatrzyłam na zamek, a wtedy z niego wybiegł uradowany Kai i spotkał się z kuzynem, który ubrany był jak on. Poszłam z Lili się przejść. Wskoczyłam w kępe kwiatków, które bardzo ładnie pachniały. Dałam jednego Lili, a gdy wyszłam z kępy pachniałam tymi kwiatami. Lili zaproponowała mi zwiedzanie wymiaru mroku, ale ja już widziałam tam prawie wszystko. Skakałam z kamienia na kamień, gdy nagle usłyszałam czyjś śmiech. Wskoczyłam do wody i zanurkowałam. Nagle wskoczyłam na  brzeg przed Kai’em i Amirem. Amir się wystraszył, a ja otrzepałam z wody. Jessika: Nie bój się nie zjem cię. Uśmiechnęłam się do niego. Lili: Ja też nie. Zaśmiała się. Przedstawiłam się i podałam mu łapę, ale on się ukłonił. Wzięłam łapę. Po chwili Kai ukłonił się i powiedział, że musi iść. Wkurzało mnie to jego zachowanie. Gdy wrócił ja rzeźbiłam postać Lili z lodu. Dołączyła się też Liz i próbowałyśmy mu przemówić do rozsądku, żeby był sobą i tak dalej, ale on tylko się obraził i poszedł. Gdy Liz już załapała co się działo poszła pogadać z Reonem. A ja latałam sobie i w pewnym momencie zobaczyłam jak Kai żegna się z Lucy. Wylądowałam za nim i przywitałam się. Gdy dobrze sobie radziłam przybiegły Lili i Liz. Zaczęły mu tłumaczyć, że jest moim mężem i tak dalej, a ja tylko chowałam głowe w skrzydła. On z kolei patrzył to na mnie to na Liz. Nie wierzył w ani jedno słowo. Odwrócił się tylko w napięcie i poszedł do zamku. Liz myślała nad kolejnym planem i nawet mnie nie słuchała. Pobiegła, gdzieś z moimi zdjęciami, a po chwili wróciła mówiąc, żebyśmy udawały z Lili, że z nią gadamy. Przybiegł do nas wkurzony Kai z masą moich zdjęć, które Liz rozwiesiła na każdym drzewie. Popatrzył na Liz pytając co to ma być. Razem z Lili rzuciłyśmy się w obronę przyjaciółki. Ostatecznie Kai odpuścił, ale zagroził, że jeszcze jeden taki wybryk, a wyrzuci Liz z tego wymiaru. I tak byśmy ją przemyciły. Był nawet plan, żeby Lili wzięła ją do torebki. Poszłam do Kai’a i przeprosiłam go za zachowanie Liz, ale chyba znowu czymś go uraziłyśmy…A no tak Kleofas i jeszcze włosy na żelu XDDDD Ale zostawiłam go z Lili i Liz, a sama poleciałam trochę pozwiedzać. Wylądowałam na wodospadzie. Był stamtąd śliczny widok *-* Ale, że ja to ja, czyli taka trochę łajza to pośliznęłam się na kamieniu i spadłam w dół wodospadu. Nie zdążyłam rozłożyć skrzydeł, a walnęłam głową w kamień i zemdlałam. Obudziłam się przy Kai’u, który okrył mnie swoją marynarką. Z początku myślałam, że to z tym całym księciem i w ogóle to tylko sen, ale jednak nie. Wątpliwości rozwiała korona na jego głowie. Później okazało się, że Kai mnie tak naprawde kocha i oświadczył mi się drugi raz. The end ^^ A tu, żeby zakończyć naszą ostatnią kłótnie to Kai racje miałam ja i Liz, bo pisze się The end a nie The and xd

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Zostałam zbiegiem T.T

Gdy Liz opowiedziała mi swój sen, który swoją drogą był zryty o.o Chciała dowiedzieć się czegoś o swoich rodzicach, bo jak okazało się kiedyś się czegoś naćpała i to że jej matka to moja matka to nie prawda. Może nie prawdą jest też to, że jestem spokrewniona z Kai’em v.v Pomyślała, żeby zapytać, któregoś z bogów. No to zaprowadziłam ją do portalu i poszłyśmy. Stwierdziłam, że do Aresa nawet nie myślę iść, więc poszłyśmy do Larysy. Poszłyśmy na miejsce, gdzie była świątynia, ale obie nic nie widziałyśmy. Wtedy postanowiłam przywołać ją magicznym słowem – Kleofas XD Po chwili zza drzewa było widać cień. Był on coraz większy i większy, a my z Liz się trochę wystraszyłyśmy. Cofnęłyśmy się, a zza drzewa wyszła wilczyca otoczona zwierzętami. No wiecie kilka ptaków nad nią, a za nią jakieś sarenki, zajączki itp itd. Liz zaczęła się jąkać, ale w końcu wydusiła to z siebie i zapytała. Larysa długo się zastanawiała. Jednak okazało się, że wie kim byli jej rodzice. Matką jest bogini lodu Fiora, a ojciec to bóg krwi Blood. Niestety Blood został wygnany ze świata bogów za liczne zabójstwa i napady szału ( lub jak to nazwała Liz „wkurwienia”). Natomiast matka jako bogini miała dużo obowiązków i nie mogła się sama nią zająć. W świecie krwi też trudno go spotkać, bo ukrywa się przed Reonem. Liz bardzo chciała zobaczyć się z ojcem, dlatego poszłyśmy do Reona, a on nam powiedział, że jakby spotkał Blooda to by go zabił. Liz sobie poszła, a mnie złapały straże Reona i wtrąciły do jakiejś celi, wciąż za ten owoc ambrozji. Miałam złe przwczucia co do Liz, bo wiem, że zawsze się w coś wpakuje. Rozgrzałam moje łapy do takiej temperatury, że stopiły łańcuch, a potem stopiłam kraty i uciekłam. Przeskoczyłam przez portal do świata krwi. Jak się okazało Reon ogłosił jakiś alarm i każdy bóg miał za zadanie mnie złapać. Szłam brzegiem Morza Krwi. Wskoczyłam do niego i zanurkowałam. Na dnie znalazłam Liz. Wzięłam ją na brzeg. Posypałam magicznym proszkiem z mojego wymiaru i obudziła się. Nie wiedziała jak zacząć rozmowe z ojcem. Musiała się trochę zastanowić, a ja miałam go sprowadzić. Myślałam co zniszczyć, żeby przyszedł, ale żeby się, aż tak nie wkurzył, więc Liz zamroziła całą wyspe. Wtedy zjawił się Blood, ale nie poznał Liz, więc się wkurwiła i sobie poszła, a ja za nią. Trochę z nią pogadałam i zrobiła podejście drugie. I gdy tak sobie gadaliśmy w tle przebiegł Kai, którego gonił jakiś potwór z krwi ( Nasza reakcja była mniej więcej taka: XDDDDD). Blood uświadomił Liz jej prawdziwe imię, czyli Lisbeth i znowu zaczęłyśmy się śmiać, bo przypomniał się nam Kleofas. Nigdy mi się chyba nie znudzi. Liz nie była przekonana do swojego ojca, a on nie wymagał od niej tak od razu zaufania, ale chodź trochę zrozumienia i tłumaczył jej, że nie mógł ją ze sobą zabrać, ponieważ ciągle miał te swoje napady i nie panował nad nowo odkrytą mocą. Poza tym chciał dla niej jak najlepiej i nie chciał, żeby tkwiła z nim w odosobnieniu. Nasza Lisbeth w końcu nie wytrzymała i sobie poszła. Miałam iść za nią, gdy nagle przede mną pojawił się Blood, który powiedział, że albo ją jakoś przekonam albo odeśle mnie do Reona, po czym znikł. Szukając Liz usłyszałam krzyk  Kai’a. Weszłam do jakiejś groty, gdzie stał ogromny ogr, a Kai powoli przypiekał się nad ogniem. Zgasiłam ogień i rzuciłam w ogra dwa sztylety. Wyciągnęłam swój miecz i rozcięłam liny, którymi był związany Kai, a wtedy spadł na miejsce, gdzie był ogień i się poparzył. Ucięłam z trudem ogrowi nogę, a on się przewrócił. Uciekłam razem z Kai’em, który zamoczył tyłek w Morzu Krwi, dlatego miał czerwony. Stwierdziłam, że ma okres. Przyszłam do Liz, ale Kai ze mną nie przyszedł. Obraził się i stwierdził, że idzie kupić tampony. Pogadałam trochę z Liz i stwierdziła, że pójdzie jeszcze pogadać z ojcem. Obok mnie przeszedł jakiś potwór. Kopnęłam go w brzuch i zwymiotował Kai’em. Stwierdziłam, że buziaka nie dostanie. Był cały w potworzym śluzie. Gdy poszedł się umyć wróciła Liz i powiedziała, że zostaje na dwa dni u ojca, ale bez żadnych przyjaciół. Porzegnałam ją i powiedziałam, że w razie czego może mnie telepatycznie przywołać. Wrócił Kai i dostał wiadomość od Reona, że jestem zbiegiem. Nie zdążyłam się odezwać, a pojawił się Ares. Szybko schowałam się za drzewem. Słyszłam całą ich rozmowę, a gdy sobie poszedł to krzyknęłam zza drzewa: „NIGDZIE NIE IDĘ!” Kai wiedział, że jestem uparta, więc odpuścił. Wróciłam do zwykłego świata, a Kai poszedł do świata natury. Spotkałam Maksa i Lili, która walczyła z jakąś białą istotą. W skrócie opowiedziałam jej wszystko i poprosiłam o pomoc. Przyłączyli się też Maks i Kai. Poszliśmy do wymiaru krwi poszukać Liz. Znaleźliśmy ją prawie martwą, ciężko ranną. Z Lili próbowałam ją uleczyć, a wtedy zobaczyłam Blooda. Pobiegłam za nim, a Lili za mną. Niestety straciłam go z oczu. Kai leczył Liz, a Lili postanowiła znaleźć Blooda. Udało jej się to i złapała go za kark. Blood ją odepchnął i wzbił się w górę. Lili poleciała za nim. Akcja przeniosła się na wzgórze za zamkiem. Dołączyli się Liz i Maks, z czego potem Maks z Kai’em odpuścili i jedli popcorn. Blood rozłożył skrzydła na całą ich rozpiętość i strzelił z nich kolcami z krwi w Lili. Ja pomagałam Liz, która była ranna. Lili rzuciła się na Blooda, a on upadł. Był już wściekły. Zrobił mackę z krwi i złapał nią Lili. Zaczął ją dusić. Kai chciał przeciąć mackę, ale że to ciecz to się nie dało. W końcu ją jakoś wyparował, a Lili zamknęła boga w magicznej klatce. Ale nagle pojawiliśmy się w jakimś wulkanie. Ziemia pod nami pękała, a ja bałam się, że zgine. Po chwili okazało się, że to tylko iluzja Blooda, która dzięki Lili zniknęła, a sam Blood uciekł.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Ojciec vs syn

A tak przy okazji następną przygode podziele na 2 części, bo jednak za dużo się działo .-. I wpadła na chwile Alajka – Pozdrawiam. W sprawie Aresa XD

Przyszłam i zaczęłam gadać z Kai’em, a po chwili przyłączyła się Liz. Kai nie chciał jej powiedzieć o swoim ojcu i trochę się wkurzył. Potem Liz zaczęła uciekać przede mną i tak w sumie zostałam sama. Chodziłam po wyspie i zobaczyłam Kai’a, który siedział na brzegu. Znowu zamierzał walić pięściami w drzewo. Wziął zamach, a ja go złapałam. Popatrzył na mnie groźnie i powiedział, żebym puściła, ale że ja nie zamierzałam to złapał mnie za szyję i odrzucił. Przybiegła Liz, która na niego zawarczała. Kai uciekł, a ja zostałam z Liz. Po chwili ruszyłam za nim. Widziałam jak wykopuje z ziemi sztylet, który może zabić boga. Stanowczo zakazałam mu tego robić i pobiegłam przed portal. Po chwili przyłączyła się Liz i zaczęła go gryźć w łapę. Złapały mnie liany i podniosły do góry. Kai odepchnął Liz i wskoczył do portalu. Przegryzłam liany i z Liz pobiegłam za nim. Dogoniłyśmy go dopiero w świątyni Aresa. Zagroziłam mu, że jeśli go zabije to ja chyba wezmę rozwód, ale on mnie nie słuchał. Zaczął celować sztyletem, a ja wskoczyłam w miejsce, gdzie wycelował. Kai: Odsuń się albo cię zabije. Groził mi, ale ja stałam w bezruchu. Jessika: Proszę, zabij mnie. Odparłam. Widząc to Liz stanęła przede mną. Kai oplutł nasze łapy Lianami i podniósł do góry. Szybko je przegryzłam i wróciłam na miejsce. Zaraz po mnie zrobiła to Liz. Ares powiedział, żebyśmy sobie poszły i tak zaczęliśmy się kłócić. Ostatecznie uległam mu i wzięłam Liz. Miałam nadzieje, że się dogadają, ale wtedy Ares rzucił sztyletem w Kai’a. Pobiegłam z Liz i stanęłyśmy między nimi. Zastanawiałam się komu pierwsze przywalić, a w końcu wyrwałam sztylet Kai’owi. On sprawił, że pnącza wyrwały mi go i dały mu do łap. Wtedy wyciągnęłam swój sztylet i rzuciłam mu w łape. Kai upuścił sztylet, a ja mu go wyrwałam. Uciekłam z sztyletem jak najdalej od niego. Ares chciał, żebym mu go oddała, ale ja się uparłam. W końcu chciałam, żeby to była normalne rozmowa, a nie walka na śmierć i życie. Ostatecznie Ares oddał mi swój sztylet i chciał pogadać z Kai’em na osobności. Gdy szli zobaczyłam szyderczy uśmiech Kai’a. ” On go zabije! ” – Pomyślałam. Poszłam za nimi z Liz. No i wtedy nadszedł ten moment kiedy Kai poznał swoje imię – Kleofas XD ( Przepraszam Kai, ale to imie nadal mnie rozwala. Dawno nie miałam takiej beki na CM jak wczoraj z tego razem z Liz XDD). Ares poprosił nas o wejście, ale Liz mu nie ufała, a ja nie ufałam Kai’owi. Ostatecznie rzuciłam Aresowi medalion z ochroną i wyszłam, a Liz za mną. Układałyśmy swój plan, ale oni wszystko słyszeli. Co jakiś super słuch? ;_; Dlatego musiałyśmy przejść na telepatię. Zakradłyśmy się tam znowu i schowałyśmy w trawie, ale znowu nas nakryli. Chyba przez to, że Liz zapomniała o telepati i zaśmiała się na głos albo to było to podejście, gdy ją poniosło, krzyknęła i spaliła nam kryjówke T.T W każdym razie wtedy straże Aresa wzięły nas stamtąd, a ich otoczyła jakaś bariera. Ale dla Jess i Liz nie ma rzeczy niemożliwych B) Obezwładniłam strażnika, który mnie pilnował, a później pomogłam Liz. Poszłyśmy do bariery i zrobiłyśmy podkop. Każda miała swój dołek. Chowałyśmy się jak najgłębiej, ale co chwile wystawiałam pyszczek, żeby coś widzieć. Chyba się pogodzili, bo się przytulili. Liz: Ooo słodko *-* Zapomniała się. Jessika: Grupowy przytulas? Wypsło mi się, ale zostałyśmy zignorowane. Oboje sobie gdzieś poszli. Mnie tak ignorować? -.- Gdzieś zniknęli, ale po chwili mój sokoli wzork ich namierzył. W sumie zrobiłam tylko dwa kroki i już ich widziałam xd Poszłam w ich kierunku, a raczej zaczęłam się skradać, ale Liz na luzie poszła i zepsuła mi niespodzianke T.T Stanęłyśmy za nimi, ale chyba byłyśmy duchami, bo nas kompletnie olali (Pierwszy stopień mojego wkurwienia c: znaczy powód focha). Skoro mieli wyjebane, że stoimy za nimi to wszystko wyraźnie słyszłam. No to tak, gdy matka Kai’a umarła to jej dusza weszła w niego, dlatego miał różnie wizje z kobietą. Dlatego też Ares chciał zabić go, bo to był jedyny sposób, żeby ją uwolnić ( Jakby nie można było powiedzieć od razu …). Ale już go nie chciał zabić, ale że Kai wiedział, że ojciec kochał Laryse to sam się zabił. I dopiero w tym momencie zostałam dopiero zauważona. Bo miejcie mnie wszyscy gdzieś, a jak macie problem to wtedy wam pomogę x_x Z ciała Kai’a wyleciała dusza i przybrała postać żywego wilka. Była to Larysa. Zaczęła się kłócić z Aresem o jakiś kamień, który to niedawno dostałam od tego dziwnego starca. Dałam go Larysie. Zabrali Kleofasia ( Musiałam XD) i sobie poszli. Gdy już zamierzałam sobie usiąść zawołała mnie Larysa. Stwierdziłam, że na co mnie tam. Ale ona sie na mnie groźnie popatrzyła to poszłam. Chciała, żebym powiedziała wszystko co myśle o Kai’u, a później miała się wypowiedzieć Liz. Nie wiem czy, któraś z nas powiedziała coś miłego, poza moim „Kocham cię, ale…” i po tym ale się na niego wydarłam, bo nie ma to jak krzyczeć na trupa xd No, a później Larysa wbiła w Kai’a ten zielony kryształ. Do tej pory nie czaje po co miałam się na niego drzeć, no ale. Kai się obudził i nastąpił happy end. A gdy tak sobie gadali to w tle tańczyła pomarańcza obojniak o.o No i Liz sobie poszła, a co zrobił Kai? Poszedł szukać wiewiórek…( 2 powód focha c:) No, a jak do niego mówiłam to miał to w dupie ( i tu jest 3 powód). W końcu nie wytrzymałam i jak się zapytał o ten rozwód to mu powiedziałam: ” Żadnego rozwodu nie chciałam, ale foch”. I tak miał na to wyjebane i poszedł pić z pomarańczą! x.x To doszłam do wniosku, że skoro mnie nie słucha to po co mam się w ogóle odzywać. Usiadłam sobie przy jaskini i nie ruszałam się stamtąd. Co chwile tylko coś do mnie mówiła ta pomarańcza i mnie wkurzała. W końcu zjadła jakiś owoc i zrobiła się niebieska. To stwierdziłam, że jest spleśniała. I jeszcze się ze mną kłóciła .-. ( btw jej nick to DarkOrange) I tak wyszło, że to ja miałam racje ^^ No i kazałam się jej utopić. Utopiła! o.o Tyle, że to jej tylko pomogło… Ok kończe bo już nie chce mi się x.x Cały czas się gryzłam w ogon, żeby być cicho, ale nie wychodziło mi to i w końcu jęknęłam z bólu. Wtedy przyszedł Kai i zauważył, że jestem zła to poszliśmy pogadać na osobny i wtedy mu wygarnęłam: 1. Wcale nie chciałam brać rozwodu, tylko go nastraszyć, ale on miał to w dupie, czy wezme rozwód czy nie. 2. Tak po prostu się zabił nic nie mówiąc, a co zrobił gdy ożył? Miał mnie w dupie x.x 3. Gdy mu to wygarnęłam to mnie nie słuchał. Ale w końcu się pogodziliśmy :3

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Spotkanie z Aresem

Jeszcze takie info, może to być tak trochę urwane i to moja wina, bo musiałam zmykać w trybie natychmiastowym, ale w końcu to była już 1 w nocy :d

Rozmawiałam z Kai’em. Chciał zabić Maksa, jak się dowiedział, w jaki sposób wzrósł mu poziom fejmu. Chyba jeszcze nie był jednak gotowy, żeby mu powiedzieć, ale później ochłonął. Zobaczyłam, że coś rusza się w trawie. Szybko tam pobiegłam. Leżała tam mała kulka. Podniosłam ją, ale strasznie kuła, więc upuściłam ją. Jak się okazało był to mały jeż. Był taki słodki! *-* Myślałam, że jest głodny, więc poszłam po jakieś jabłko dla niego. Zerwałam owoc z drzewa i zobaczyłam Kai’a, który rzuca kamienie do wody. Razem z jeżem poszłam do niego. Wrzucił jakiś głaz do wody. Tego już nie mogłam nawać kamieniem, to był głaz. I przewrócił się zmęczony na plecy. Dałam jeżowi jabłko i zapytałam co się stało. Nie chciał mi nic powiedzieć, ale ja byłam uparta. W końcu wydusił z siebie, że to przez jego ojca – Aresa. Nie wierzyłam z początku w to co mówi. Przecież to wbrew zasadom, żeby bóg skrzywdził zwykłego wilka. Cały czas patrzyłam na niego z niedowierzaniem. W końcu otrząsnęłam się i zminiłam w wilka. Powiedziałam mu, że idę do jego ojca, ale on mnie złapał i zabronił iść. Z początku się upierałam, ale w końcu odpuściłam. Wzięłam jeża i poszłam w swoją strone. Kai natomiast sam udał się do ojca. Obiecałam Kai’owi, że nie pójde do jego ojca, ale nikt nie zabronił mi iść do świata bogów. Pobiegłam na górke i przeskoczyłam przez portal. Zapomniałam już jak było tam pięknie. Rozglądałam się dookoła patrząc na wszystko dużymi oczami. Musiałam niestety uważać, bo większość bogów by mnie zabiła. Wyjątkiem jest Rona, która miło zawsze witała mnie i Lili w świecie bogów. Po chwili zapomniałam po co tu w ogóle przyszłam. Szłam brzegiem rzeki, aż ujrzałam Ronę, która uczyła małe wilki łowić ryby. Jessika: Witaj Rono. Ukłoniłam się. Rona: Witaj. Odpowiedziała nieco zaskoczona. Jessika: Mnie też tak uczyłaś co? Zaśmiałam sié, ale Ronie nie było chyba do śmiechu. Coś wyczuła, możliwe nawet, że niebezpieczeństwo. Wzięła mnie na swój grzbiet i zaniosła szybko do portalu. Ciągle miałam wrażenie, że ktoś nas goni. Przeżuciła mnie przez portal mówiąc, że spotkamy się innym razem. Wypadłam z portalu i sturlałam się z górki. Jęknęłam z bólu i usiadłam. Usłyszałam za sobą czyjś głos. Nie brzmiał znajomo. Nawet się nie odwróciłam, do czasu. Ares: Czyli mogę go skrzywdzić tak? Wtedy gwałtownie się odwróciłam i zobaczyłam boga natury, który trzymał Kai’a. Rzucił go w dół góry. Zaczęłam warczeć. Ares: Jesteś taka słodka jak się złościsz. Byłam już gotowa do ataku. Jessika: Łamiesz zasady bogów Ares. Bóg parsknął tylko śmiechem twierdząc, że nic nie łamie. Trzymałam już w łapie kulę ognia. Ares wycofał się, ale chciał zrobić jeszcze jedną rzecz, zanim sobie pójdzie. Podszedł do Kai’a i kopnął go w brzuch, a potem zniknął. Podbiegłam do Kai’a. Z ulgą stwierdziłam, że żyje. Po chwili się obudził. Ledwo chodził, dlatego wzięłam go na grzbiet i poleciałam z nim do domu Lili, po jakieś lekarstwa, bo miał gorączke. Zabrałam na górę, gdzie położył się na łóżku, a po chwili zasnął. Ukradkiem wyszłam z domu, bo zapomniałam o jeżu. Pobiegłam na brzeg. Wzięłam jeża, ale nie chciało mi się wracać. Dałam mu jabłko i patrzyłam jak je. To było takie urocze *.* Po chwili przyszedł Kai. Był jeszcze słaby. Zabrałam go z powrotem do domu. Tam z okna zobaczyłam, że coś bądź ktoś stał pod drzewem. Poszłam do niego. Mówił dziwnym głosem i chciał, żebym wzięła od niego zielony kryształ. Odwróciłam się mówiąc, żeby się wynosił. W domu usiadłam na krześle. Odskoczyłam, bo poczułam, że coś było pode mną. Znalazłam kryształ, ten który trzymała postać. Cały czas wpatrywałam się w niego i nie odwracałam wzroku. Gdy Kai to zobaczył chciał wiedzieć skąd to mam, ale tego sama nie wiedziałam. Wtedy go oświeciło i powiedział mi o mężczyźnie co się nim opiekował. Miał on kolekcje kamieni. Ten, który trzymałam był natury. Służył do leczenia wilków natury. A ja miałam taką nadzieje, że pobawie się mocą natury. Wtedy Kai złapał mnie za łapę i przekazał część mocy. Zostawiłam mu jeża i wybiegłam z domu. Sprawiałam, że wyrastały kwiaty i drzewa. Dotknęłam jednego z domów, a tam wyrosły liany. Czułam się jak bóg, który tworzy ten świat od nowa. Zrobiłam przed sobą kępe kolorowych kwiatów i w nią skoczyłam. Położyłam się na plecach i pomyślałam co jeszcze moge zrobić. Wtedy wpadłam na pomysł. Wstałam. Dotknęłam ziemi i pomyślałam o soczystym owocu ambrozji. Odsunęłam się, a przede mną wyrusł duży krzew ambrozji. Zerwałam jeden z owoców. Przypomniałam sobie, że mam przy sobie kryształ od tego starucha. Wyciągnęłam go, a on zaczął świecić. Im bliżej był owocu to bardziej świecił, a im dalej to przestawał. Miałam już ugryźć owoc, kiedy przybiegł Kai, wyrwał im owoc z łapy i sprawił, że owoc zgnił. Wyrzuciłam go. Dowiedziałam się, że mogłam od tego umrzeć, bo wilki natury nie mogą jeść tego owocu. Powiedziałam Kai’owi o świecącym krysztale, ale gdy on do trzymał to nie świecił. Zabrał mnie szybko do domu Lili. Tam dowiedziałam się wszystko o jego rodzinie, no prawie wszystko. Jego matka była półboginią zwierząt, a ojciec to bóg natury. Nazywają się Larysa i Ares. Gdy Kai się urodził jego matka zmarła, a Ares obwinia go o jej śmierć. Nienawidzi go i przez to bije, a najchętniej by zabił. Gdy wilk trzyma kryształ przy owocu ambrozji, a on się nie świeci to oznacza, że jest bogiem, półbogiem lub ma boską moc. Popatrzyłam się na niego zdziwiona. Nie do końca wiedziałam o co chodzi. Okazało się, że Kai nic nie wiedział o portalu wilczych bogów, dlatego go tam zabrałam. On przeszedł, a ja miałam na niego czekać, ale po chwili wrócił, mówiąc, że Baron na mnie czeka. Nie miałam zamiaru tam wchodzić i spotykać się z jakimkolwiek bóstwem, bo wiem, że większość mnie nienawidzi za to, że zjadłam tam raz ambrozję. Kai przewrócił oczami i wziął mnie tam siłą. Chowałam się cały czas za nim. W końcu Baron mnie zauważył i powiedział, że Ares na nas czeka. Trochę się bałam, ale stwierdziłam, że nie będę tchórzem i poszłam. Znowu zaczęli się kłócić z Kai’em. Ares: To twoja wina, gdybyś się nie urodził ona nadal by żyła. Powiedział wściekły. Jessika: Ciąża się znikąd nie wzięła. Powiedziałam pod nosem. Zauważyłam na twarzy Aresa lekki uśmiech. Chyba to usłyszał. Później zdałam sobie sprawę, że Ares mnie zaraz zabije. Chyba wyznawał zasadę „oko za oko, ząb za ząb* T.T Na szczęście udało mi się z Kai’em uciec. Kai wyszedł z portalu, a ja poszłam za nim. Chciał, żebym zostawiła go w spokoju. Ukrywał twarz, ale ja wiedziałam, że płacze. W końcu odpuściłam i sobie poszłam. Wróciłam do jeża. Dałam mu kawałek jabłka i patrzyłam jak je. Pogłaskałam go, a wtedy wbił mi się jeden z jego kolców w łapę. Wyciągnęłam go i popatrzyłam groźnie na jeża. Usiadł mi na ramieniu ptak. Szepną coś do ucha, a ja natychmiast wybiegłam z domu, zostawiając jeża z kotem. Stanęłam za Kai’em. On był odwrócony do drzewa, a drzewo było całe w krwi. Widziałam, że Kai znowu uderzy w drzewo, więc złapałam go za łapę. Trochę się rozluźnił i zabandażowałam mu łapy. Wygłosiłam mu mowę motywującą i postanowił pójść znowu do Aresa. Chciał iść sam. Jak dla mnie dobrze, bo nie zamierzałam go znowu widzieć. Zostawiłam jeża na stole, ale po chwili jeż przewrócił butelkę z wodą utlenioną i się jej napił. Szybko go stamtąd wzięłam. Na całe szczęście się nie zatruł. Pobiegłam do portalu bogów i przeskoczyłam przez niego. Chciałam zobaczyć, czy Kai dogadał się z ojcem. Gdy przyszłam na miejsce,  to Kai tylko się dukał. Zrobiłam wielkie wejście i się przywitałam ^^ A później powiedziałam Aresowi, to co Kai’owi, czyli, że ani on, ani Kai nie widzą, dlaczego jego matka umarła i nikt nie wie, czy żyłą by dalej, a wtedy jego nastawienie jakby się zmieniło.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Wielki powrót!

Uwaga, uwaga na począteko głoszenia parafialne xd

  1. CM nam trochę ucichło :o Byłam kilka razy i praktycznie nikogo nie było :/ No, może tylko wczoraj spotkałam jakąś pomarańcze o.o A może tydzień wcześniej, jakąś dziewczyne, która pytała się o Maje.
  2. Większość osób przeniosła się na imvu. Czemu? Tego do końca nie wiem. Znaczy się, ja sobie przypomniałam o swoim koncie dzięki Nili. Bo w ogóle zapomniałam, że mam imvu, ale i tak zrobiłam nowe konto. Chyba wtedy akurat pisałam z Lili i też weszła na swoje. Później przekonałam do tego Kai’a, Sara i Maks jak się dowiedzieli to też wrócili. Liz też sie przyłączyła. No i nie dawno Ania i tak się tam zebrała nasza paczka. No, raz też przyłączyła się do nas Iza.
  3. Ale teraz do końca tego tygodnia nie wiem, czy będę mogła być na imvu. Za to będę w 99% codziennie na CM, a jak nie to prawie codziennie. Ale na twoim ślubie musze być Aniu ;3 ^^
  4. I tak jest ze mnie papla i musiałam to napisać…Ania już poraz 5 jest z papieżem *o* Gratuluje ^^
  5. I Ania, Lili i Maks są moim rodzeństwem na imvu o.o Znaczy Ania to wiedziałam ❤ Ale o tym, że Lili i Maks to się wczoraj dowiedziałam… O czym wy tam gadaliście, jak mnie nie było? xd
  6. Oraz info na koniec, Maksowi trochę wzrósł poziom fejmu, jak to sam uznał. Bo pocałował mnie jak miałam z/w T.T

To chyba wszystko co chciałam przekazać i zabieram się za kolejny wpis ^^

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

Kolejny wilkołak?

Jak tylko przyszłam Kai zaczął mi się tłumaczyć, że wcale mnie nie zdradził ( Tylko winny się tłumaczy :p) i że Sara kłamała, ale ja o tym wiedziałam. Nina rzuciła pomysł, żeby zrobić biwak. Zgodziłam się, no bo czemu nie. Ale nadal nie mogłam się zmienić w człowieka, więc Nina rzuciła na mnie zaklęcie. Wszyscy poszli coś przygotowywać, oprócz Sary i Lili, które gdzieś poszły oraz mnie, bo zobaczyłam moją kotkę. Pobiegłam do niej i wzięłam na ręce. Wtuliła się we mnie i zaczęła mruczeć. Zaprowadziłam ją do reszty, gdzie już był rozłożony namiot i rozpalone ognisko. Nina zgodziła się, aby kotka z nami została. Odłożyłam ją i dałam gumową myszkę do zabawy. Piekliśmy kiełbaski nad ogniem. Każdy dobrze się bawił, do czasu, aż przyszedł Radek, były Niny. Wiele o nim słyszałam, ale nic dobrego. Znęcał się nad Niną, trzymał w pokoju, a gdy chciała uciec to ją bił. Nina przerażona wtuliła się w Criss’a Gdy wygarnęłam wszystko Radkowi, on tylko wyśmiał Ninę i uznał, że kłamie. Gdy po raz setny ktoś mu powiedział, żeby sobie poszedł, a on nie słuchał w końcu uderzyłam go mieczem i odcięłam dłoń. Kai zamierzał z nim walczyć, więc Zira i Sara udawały chłopaków, żeby bić się po męsku. W końcu sobie poszedł, ale zepsuł nam cały biwak. Usłyszałam za sobą jakiś szelest. Odsunęłam się na bok, a wtedy obok mnie przeleciał jakiś nabój i przeciął tylko kosmyk moich włosów. Rozejrzałam się dookoła. Poszłam przed siebie i zobaczyłam mężczyznę w niebieskiej bluzce. Wzięłam zamach i rzuciłam w niego sztyletem. Zrobił unik i pobiegł dalej. Schowałam miecz i odwróciłam się. Stał za mną Kai. Prosił mnie, żebym została, bo nie chciał, żeby coś mi się stało, ale ja się nie zgodziłam i poszłam z nim. Zobaczyłam Radka z pistoletem, nie daleko Criss’a. Nina wybiegła z kryjówki i zmieniła się w wilka. Pobiliśmy go, a on uciekł. Podeszłam bliżej Kai’a i zobaczyłam, że ma ranę na ramieniu. Wrócił Radek i strzelił z pistoletu, a ja odbiłam nabój mieczem. Warknęłam na niego i kopnęłam w twarz. W końcu wszyscy uznaliśmy, że nie ma sensu z nim walczyć, bo nie reagował na ataki. Wbiłam mu miecz w brzuch i zaczęłam nim kręcić, a on nic .-. Więc każdy dał mu iga. Happy and! :3 Nagle zaklęcie Niny przestało działać i znowu byłam wilkiem. Kai również zmienił się w wilka. Criss był biedny sam, więc Nina dała mu wywar, dzięki któremu na pewien czas mógł być wilkiem. Kai poszedł na swój hamak, a ja położyłam się pod drzewem.
Teraz Screeny moi mili ^^
Dwa starsze, o których zapomniałam xd
Różowy Neru:

I odcienie niebieskiego *-*
Pasta do zębów xd

A teraz te nowsze ^^

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

Zostałam sprzedana na allegro!

No cześć! Jest 21 i może w końcu skończę ten wpis x.x Przy okazji chyba mówiłam o blogu Sary, ale nie podałam linka, a więc teraz macie:
http://malyswiatcm.blogspot.com

Przyszłam jak najszybciej, bo Sara mi napisała, że Kai, ma focha, a jak się później okazało to kłamała, bo chciała, żebym szybciej weszła. Lili i Sara zaczęły swój trening. Pobiegłam do nich na górkę, aby robić zdjęcia, które są opublikowane na blogu Sary. Usiadłam obok Niny, która miała ze sobą chyba wszystko. I dała mi cole. Walka się dłużyła i dłużyła, aż mnie w końcu zaczęła nudzić. Nagle zmieniłam się w kota. Dotknęłam swojej szyi i zdałam sobie sprawę, że zgubiłam medalion. Powiedziałam, o tym Kai’owi, który również się nudził i postanowił, że go poszuka, a ja mu miałam towarzyszyć, ale ledwie ruszyliśmy się z miejsca, a Nina krzyknęła, że go znalazła. Podziękowałam jej i znowu usiedliśmy. Kai wziął koc i poduszkę od Niny i się położył. W między czasie przyszedł jakiś pszczelarz, a Maksa nie było akurat wtedy .-. Walka Sary i Lili ostatecznie zakończyła się remisem, bo obie już były zmęczone i miały dość. Kai poszedł się, gdzieś nie wiem gdzie, a Sara poszła do Nera i Mai. Pytać się, dlaczego Nero ma nick Wilczeł, a nie Volf. Albo nie uzyskała odpowiedzi albo ja nie widziałam, bo ślepa jestem. Później Nero na mnie wskoczył i poczułam się zmiażdżona xd Ale na szczęście zaraz się ze mnie stoczył. Miał taki oczojebny zielony kolor futra x.x A jak mu o tym powiedziałam to zmienił, na jeszcze gorszy, z czego to był jego ulubiony kolor. A później był różowy i fioletowy, a ostatecznie niebieski jak pasta do zębów. Nero kameleon. Przyszła Suzan i zaczęła mi truć dupę, żebym z nią walczyła, to odesłałam ją do Niny, która chciała walczyć z Sarą, ale długo z nią nie powalczyła. Nałożyła na mnie antymagię. Złapała mnie i zabrała ze sobą do domu. Dlaczego zawsze ja? v.v W domu, nawet nie zdążyłam jej zaatakować, a odcięła mi łapy ;_; A gdy przyszła Sara, żeby mi pomóc to odcięła mi łeb. Nie umie się bawić .-. W końcu Sarę też zabiła, a nasze ciała spaliła i zdeptała. Ale przyszła Maja i nas ożywiła. Sara zaczęła kropić Suzan wodą święconą, bo wzięła ją za demona, Nero uznał, że wilkołaki boją się wody święconej, ale według mnie takie coś to u wampirów. Wilkołaki boją się srebra i tak się nawiązała rozmowa, z czego wynikło, że jestem wyjątkowa i tyle c: Maja poszła bawić się czarną magią i tak w sumie potem zostawiłyśmy Nera i Maję samych. Poszłam na wzgórze, gdzie siedział Kai i coś trzymał, a gdy podeszłam chował to. Jessika: Co tam masz? Zapytałam zaciekawiona. Kai: Nic… Odparł. Jessika: Jak nic, jak coś widziałam. Skrzywiłam się. W końcu wyciągnął zza pleców lustro i mi je pokazał. Patrzył się na nie jak zahipnotyzowany. Dotknęłam go i zrobiłam się złota, a lustro odleciało. Kai popatrzył za lustrem, a później stracił wzrok. Sara znalazła lustro i dała je Kai’owi. Zaczęła się rozkmina ile, mogę być warta, więc palnęłam, żeby zaniosła mnie do jubilera albo na allegro sprzedała. Dał mi wagę i zważyła. Wyszło na to, że jestem 28 karatowa. Czyste złoto *.* Wyceniła mnie i dała ogłoszenie na allegro. Zaraz potem przyszły Maja i Lili, żeby też je sprzedała. Kupiła mnie Iza, ale później zwróciła mi wolność, a w prezencie dałam jej złote piórka i tak w sumie prawie każdy dostał ode mnie pióra. Chciałam pójść do Kai’a, ale nie wiedziałam, gdzie jest, więc Sara dała ogłoszenie, że zgubiłam męża. Znalazła go Lili i dostałą w nagrodę złoto xd Później miałam beke z jej brata. Kai przyrządził sobie eliksir, dzięki któremu mógł widzieć. Zobaczyłam jakieś dziwne, czarne drzewo i podeszłam do niego bliżej. Zerwałam z niego czarne jabłko, a wtedy skoczył na mnie Kai. Wyszłam z pod niego i zobaczyłam kotka *.* Bawiłam się z nim kłębkiem wełny. Nina zapytała się mnie jak mogę ją zmienić w wilkołaka. Powiedziałam jej o jednym eliksirze, dzięki któremu może być wilkołakiem, ale tylko na pewien czas. Poszła go przyrządzić. Kot zaplątał się w sznurek, więc go rozwiązałam i dałam mu mleko. Nina wróciła już jako wilk o różowych włosach. Przedstawiłam jej kotkę i poszłyśmy z nią na koc. Okazało się, że Nina ma bardzo podobną historię do mnie. Jej matka była czarodziejką, tylko ludzką, a ojciec wilkołakiem. Dostała eliksir, który zablokował jej przemiany, a gdy wypiła eliksir, który poleciłam jej przyrządzić działanie tamtego się skończyło i była wilkołakiem. Była pełnia. Księżyc mnie oświetlił, a ja wyciągnęłam medalion przed siebie i znowu wróciły mi dawne kolory. Kotka się na mnie dziwnie popatrzyła. Wrócił Kai, a Nina stwierdziła, że nas zostawi samych. Wyciągnęłam czarne jabłko, które nie zdążyłam wcześniej zjeść, ale Kai mi je zabrał, żebym się niezatruta. Chciał je przetestować. Nina powiedziała, że jest nieśmiertelna i może spróbować, ale Kai ugryzł je pierwszy. W środku była krew i trochę marihuany. Kai zemdlał. Nie mogłam go obudzić. Dałam mu eliksir od Niny i wstał, ale był pod wpływem marihuany i poszedł szukać tęczy.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Kotki, mleko, walka i kłótnia

Lili w dalszym ciągu była różowa. Siedziałam na wzgórzu z nią, Liz, Yuni i Kai’em. Liz była nieobecna, a Yuni robiła zwierzątka z ognia. Natomiast ja rozmawiałam z Lili. Nasunął nam się temat o kotach. Wpadł mi do głowy głupi pomysł. Otworzyłam księgę zmiennokształtności i zmieniłam się w kota. Byłam czarno-biała z rudymi łapami. Wtuliłam się w swój ogon i zamiauczałam. Przyszedł do mnie kotopająk Yuni. Był ogromny i mnie wystraszył. Bawiłam się kwiatkiem. Maks to zobaczył i chciał mi go zabrać, ale mu nie dałam i schowałam go. Lili powiedziała, że mnie przygarnie =^_^= Przyleciał Alios, smok Lili i usiadł mi na ogonie. Pogłaskał go, ale potem zdjęłam, bo ogon zaczynał mnie boleć, więc smok wleciał mi na pysk. Zrobiłam zeza i popatrzyłam na niego, po czym kichnęłam, a on spadł. Zatrzymał się przede mną i popatrzył na mnie myśląc, jak usiąść. W końcu wzbił się do góry i usiadł mi na grzbiecie. Po chwili, gdy tak siedziałam to trochę zgłodniałam. Poszłam do domu Lili i napiłam się czegoś białego. Gdy Lili wróciła pokazałam jej to, a ona powiedziała, że teraz już zostanę kotem ;-; Poszłam do jaskini Lili, gdzie siedział Kai i mu o wszystkim powiedziałam. Lili, żebym nie była sama to zmieniła się w rudego kota i położyła się na fotelu, ja poczułam się jak u siebie i wskoczyłam na jedną z półek, gdzie zwaliłam kilka książek. Położyłam się, z półki zwisał mi ogon i jedna łapa. Nagle do jaskini wpadły sztylety. Jeden o mało  mnie nie trafił. Przeciął lekko moje ucho. Lili zeskoczyła z fotela i wyjrzała na zewnątrz. Stał tam Stellius, a ja nie miałam mocy. Lili zmieniła się w wilka i dała mi skrzynkę, gdzie znajdowały się różne bronie. Wyciągnęłam pistolet i wycelowałam w niego. Trafiłam go w ramię. Lili rzuciła mu coś, a on to złapał i wybuchło mu w łapach, po czym zamknęła go w klatce. Powiedziałam, żeby dała mu to białe coś i zmieniła go w kota, a wtedy Izie przypomniało się mleko ;_; Do końca życia będzie mnie tym zamęczać. A później Lili powiedziała, że da Stelliusowi mleko od siwego. Iza: Skąd je masz? Zapytała. Jessika: Czy ja o czymś nie wiem? Iza: Na kolana i do rana. Zaśmiała się. Lili nie załapała o co nam chodzi .-. Gdy Lili poszła to przyszła Suzan. Złapała mnie do worka, ale ja go rozdarłam, więc chwyciła mnie za kark i wzięła ze sobą. Gdy byłyśmy na miejscu ugryzłam ją w rękę, za co dostałam pięścią w twarz. Wyciągnęłam miecz i ucięłam jej dłonie. Spadłam na ziemię, wylądowałam na czterech łapach. Suzan odrosły ręce. Przyszedł Kai, który uderzył ją patelnią i mnie zabrał do jaskini Lili. Zamknęłam drzwi, ale Suzan zrobiła podkop. Uderzyła Kai’a i znowu mnie porwała. Zatrzymała się na brzegu. Wsadziła mi łeb pod wodę i zaczęła podtapiać, ale zapomniała, że oddycham pod wodą, więc mnie po chwili wyciągnęła. Wbiłam jej miecz w krtań. Po chwili przybiegł Kai i popchnął Suzan do wody. Wzięła mnie ze sobą i popłynęła. Ugryzłam ją krzycząc, żeby mnie puściła, ale dostałam w pysk i płynęła dalej. W końcu wypłynęła zemną na brzeg. Kai rzucił mi medalion, dzięki któremu mogłam być wilkiem. Zmieniłam się w wilka i zamroziłam Suzan. Pobiegłam kawałek, ale zobaczyłam, że Kai został, więc się wróciłam. Suzan stopiła lód i kopnęła Kai’a w jaja. Podeszła do niego, a ona sobie poszła. Przyszła Iza, żeby zobaczyć co się dzieje. I jak się okazało Suzan to jej uczennica. Chciała wbić miecz w plecy Kai’a, ale ja zrobiłam tarczę ze światła księżyca. Zaproponowała mi walkę 1 na 1, więc się zgodziłam, głównie dlatego, żeby Kai nie oberwał. Podeszła do mnie, a ja uderzyłam ją mieczem w głowę, na co ona już na sam początek walki ucięła mi łapy ;_; Iza mówiła, że ona jeszcze nie zna zasad. Wbiła mi miecz w plecy. Kai był czirliderką i mi kibicował xd Ale przegrywałam. W końcu zamroziłam jej ręce, a gdy je odmroziła uderzyłam mieczem z lodu. W końcu zrobiłam mackę z wody. Podniosłam ją do góry i zaczęłam dusić, a wtedy ona zniknęła, więc Iza wróciła na miejsce Kaoru. Kai bawił się w chirurga i rozcinał wiewiórki. W końcu coś go naszło, żeby ścinać drzewa. Mówiłam, żeby tego nie robił, ale mnie nie słuchał. Skoczyłam na niego i przytrzymałam mu łapy. Wtedy odezwała się Iza, mówiąc że jak zetniemy drzewo życia MG to nas zabije. Chciałam wiedzieć, które to drzewo, więc z Kai’em poszłam do niej. Znajdowało się za labem Lisa, niedaleko od brzegu. A legenda o nim jest taka, że ponoć Withe przekazał drzewu swoją moc. Kai dalej ścinał drzewa, więc w końcu zamroziłam mu łapy i usiadłam na kamieniu. Rozmroził łapy i ciął dalej. Złapałam go do wodnej kuli. Dałam mu dostęp do tlenu i zawiesiłam wysoko nad ziemią. Zaczął biegać w tej kuli jak chomik. Gdy dalej nie chciał przestać ścinać drzew zostawiłam go i usiadłam na płocie. Zaczęłam sobie ryć w płocie. W końcu mi się to znudziło. Wbiłam sztylet w płot i poszłam poszperać sobie w domku. Znalazłam dużo noży i innych ostrych przyżądów, piłe, jakiś łańcuch i coś, co służyło do obcinania uczu, tylko w wersji dla wilków. Cały czas słyszłam Kai’a i widziałam co robi. Nie wytrzymałam. Poszłam do niego. Uwolniłam go. Powiedziałam, że jak sobie chce to niech ścina sobie tyle drzew ile ze chce i sobie poszłam urażona. Położyłam się pod drzewem życia. Przyleciał do mnie Aerin i popatrzył na mnie. Jessika: Ty mnie przynajmniej nie zostawisz prawda? Smok przytaknął i wleciał mi na grzbiet. Przykryłam go ogonem i zasnęłam. Po chwili wstałam i zobaczyłam Kai’a, który zabijał wiewiórki. Podeszłam do niego, jeszcze zaspana. Smok, który siedział na mojej głowie popatrzył się na jego oczy. Wystraszył się i schował za mną. Kai dziwnie się zaśmiał. Kai: Fajnego masz smoczka. Odparł. Jessika: Dzięki…Powiedziałam niepewnie. Kai zbliżył się, żeby go zabić, ale wtedy zaczęłam krzyczeć, żeby zostawił go. Odszedł mówiąc, że da mu narazie spokój. Gdy był już w połowie drogi otrząsnęłam się i pobiegłam za nim. Powiedział, że nie jest Kai’em. Ułożył sobie wierze z kamieni i polał ją krwią, a ja rzuciłam w nią kulą lodu i się rozwaliła. Podeszłam bliżej i zapytałam kim jest, ale nie odpowiedział. Wskoczyłam na niego i wbiłam mu pazury w łapy. Zapytałam jeszcze raz, tylko pewniej. Uznał, że nie powinno mnie to interesować. Smok wskoczył mi na głowę. Wtedy zauważyłam, że Kai ma czerwone oczy. Aerin popatrzył się w dalszym ciągu na jego oczy i się nie ruszał, aż w końcu Kai’owi wrócił naturalny kolor. Wtedy wyjaśnił mi, że jeśli wilk natury za dużo zacznie zabijać, to potem chce więcej i więcej. Odwróciłam się i odeszłam. Usiadłam na brzegu z Aerin. Kai też gdzieś poszedł. Wrócił po dłuższej chwili pobity. Przeprosił mnie, a ja podniosłam łeb i na niego popatrzyłam. Gdy zapytałam, dlaczego jest cały poobijany nie chciał powiedzieć i sobie poszedł. Popatrzyłam na smoka, który tylko przechylił łeb. Wstał i poszłam za Kai’em. Widziałam, że coś ukrywa i nie chce mi powiedzieć, ale jednak mimo wszystko mu wybaczyłam.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Kolejny zgon x.x

Spotkałam Ninę. Ubrała się tak jak ja! Jak ona mogła skopiować mój styl? Jeszcze jak ją napominałam to udawała, że mnie nie słyszy -.- Zirytowało mnie to dziecko, tym bardziej jak jeszcze Nina mi dziś napisała, że to dziecko uznało, że skopiowała jej nick x.x No kurcze raz to, że Nina miała pierwsza taki nick, a po drugie może być chyba dużo Nin (jejku możecie się w tym pogubić x.x). Poszłam do Lili, która siedziała na wzgórzu, a po chwili dołączył się do nas jakiś Wes i Sara. Powiedziałam, o wszystkim Lili, a jak ten Wes to usłyszał to też ubrał się jak ja ;-; Nawet się na blond przefarbował. Więc wzięłam pomarańczową farbę i ją na niego wylałam, żeby był rudy. Chciał, żebym ją z niego zlizała .-. Chyba w snach. To poszedł się umyć. Sara uznała, że ona by się cieszyła, jakby ktoś ubrał się jak ona, bo to znaczy, że jest zajebista i komuś się podoba jej styl, ale każdy odbiera inaczej. Przyszła do nas jakaś Suzan, a Wes wrócił z kąpieli i uznał, że w wodzie jest kwas. Poszłam nad wodę, ale nic nie zauważyłam. Wtedy ktoś wbił mi miecz w plecy. Odskoczyłam z krzykiem i odwróciłam się. Była to Suzan. Jessika: Ładnie to tak od tyłu? -.- Suzan: Żebyś wiedziała. Uśmiechnęła się. Zmieniłam się w wilka i przejechałam jej sztyletem po twarzy. Wes rzucił jej kilka sztyletów w plecy, ale ona je wchłonęła. Wkurzająca moc .-. Wzięłam zamach sztyletem, ale ona ucięła mi szybko jedną łapę, a potem drugą. Nie mogłam utrzymać równowagi na tylnych łapach. Upadłam, a ona ucięła mi pozostałe dwie łapy. Suzan: Lubię bawić się z wilczkami. Stwierdziła i wbiła miecz w moje plecy, a ja wydobyłam z siebie cichy jęk. Wes próbował mi pomóc, ale mu się nie udało i Suzan odcięła mi łeb, a później spaliła moje ciało i prochy wrzuciła do wody. Poszła sobie. Wes zmienił mnie w ducha i zrobił coś, że moje ciało wyszło z ziemi, a ja jako duch w nie weszłam i ożyłam *.* Jak to czytasz to dziękuje ^^ Uznał, że jestem taka niewinna i bezbronna xd Położyłam się na ziemi i bawiłam dźbłem trawy, a Wes zrobił przedemną czarny ogień. Odskoczyłam i popatrzyłam na to dużymi oczami. Powiedział, że może mnie tego nauczyć. Dołączyła się do nas Lili, która też chciała się nauczyć. Robiłyśmy, to co nam kazał. Napierw mały płomień ognia, a później musiałyśmy go rozdzielić i wchłonąć. Lili udało się zrobić czarny płomień, który po chwili znikł. Natomiast mój był mały, a gdy chciałam go powiększyć to znikł. Wes pokazał nam, do czego taka umiejętność może się przydać. Zminił się w lucyfera i zrobił przy nas kolorowe ognie, a później znowu był człowiekiem, tylko że był szary. Lili wskoczyła do wody, żeby popływać, a ja zostałam na lądzie. Dowiedziałam się, że może panować nad księżycem, a myślałam, że to tylko moja umiejętność. Poszłam z Lili do wymiaru mroku, bo chciała pozbierać świecące kamyki. Ja bawiłam się kwiatkiem, który był niebieski, a jak go dotknęłam to robił się różowy. Lili wpięła mi go we włosy *-* Za mną pojawiła się jakaś biała istota, która wszędzie za mną chodziła. Lili podbiegła do mnie i ją dotknęła, a wtedy oboje zniknęli. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam, że istota siedzi na drzewie. Podeszłam bliżej i wzbiłam się do góry. Dotknęłam istoty, a wtedy przeniosłam się w miejsce, gdzie wszystko było jakieś dziwne, ciemne. Nagle wszystko zaczęło się rozmywać i nic nie widziałam. Podeszłam dwa kroki przed siebie i poczułam, że ktoś stoi za mną i przykłada mi pistolet do głowy. Nagle przede mną zobaczyłam swoich rodziców i usłyszałam głos kobiety za sobą: Strzelaj albo ja zastrzelę ciebie! Zagryzłam wargę i zamknęłam oczy. Nie wiedziałam co robić. W końcu wycelowałam pistoletem w nich, a gdy usłyszałam śmiech kobiety szybko się odwróciłam się i uderzyłam pistoletem kobiete, a ona się rozpłynęła. Byłam w świecie cieni. Wróciłam i zobaczyłam Lili, którą związał jakiś koleś. Rzuciłam się na niego i wgryzłam w szyje, ale on zniknął i wrzucił Lili do wody. Przyszedł Maks, który chciał zrobić kolejne ZOO i żeby każdy był moim zwierzakiem x.x I przez chwilę była jakaś lama Jessiki, ale mam przeczucie, że to Maks. Wyciągnęłam Lili z wody i ją uwolniłam, ale wtedy dostała strzałką, po której został jej czarny ślad. Poszłam na chwilę z Maksem, który chciał udawać Sarę, ale nie wiedział jak wygląda. Gdy z nim wróciłam Lili była różowa *-* Poszłam do jej jaskini. Maks chwilę z nią pogadał, a potem stwierdził, że mu się nie chce już udawać Sary i wszedł na pszczosę. Nie osę, a pszczosę, bo to taka hybryda jeśli mogę to tak nazwać. No i wszystkich bzykał xd

Dzisiaj ss nie będzie, bo nie chce mi się dawać .-. I szykujcie się na drugi wpis, bo jestem leniem i wczoraj nie zrobiłam

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Osa Maks i zwierzyniec x.x

Witajcie c: Wpisu miało nie być, bo uznałam, że nie ma o czym i po co go robić, ale jak się okazało, że nie dam rady wbić na CM to się zabrałam do roboty, ale i tak pewnie wstawię go jutro, gdyż ss mam na lapku :<

Gdy przyszłam Sara latała i patrzyła na mnie z góry co nie było miłe. Chciała, żebym gdzieś za nią poszła, ale to nie było takie łatwe, gdyż była za wysoko i jej nie widziałam. Później przyszedł Maksio, który też zaczął latać i wszedł w lampe. Było mu tam ciepło xd Hańba mi, bo ja nie latałam .-. Na chwilę wyszłam, ale gdy wróciłam udało mi się latać. Niestety Sary już nie było, a przyszła Nina ( ta co wczoraj). Usunęłam niechcący zdjęcie z Maksem w lampie, więc wszedł w nią znowu. Poleciałam i usiadłam na innej lampie. Niestety długo się lataniem nie nacieszyłam. Zeszłam z lampy i usiadłam na kamieniu. Wtedy przyszła Nila, a Maks był obrazem. Poszłam z Niną do domku przy fontannie i zobaczyłam Maksa na oknie odwróconego tyłem do nas. Jessika: A nie oknem? Zapytałam. Maks: Nie, obrazem. Odparł. Chwilę później Maks uznał, że wejdzie na swój prawdziwy nick, czyli osa Maksio ( z znaczkami). Bo ostatnio jak mnie nie było, to razem z Nero byli osami i gryźli wszystkich .-. Usiadłam na płotku, a po chwili zobaczyłam jak Maks goni Nilę. Wyciągnęłam łopatę i pobiegłam za Maksem, a Nina za mną. Zrobiliśmy kółko wokół wyspy i wróciliśmy pod drzewo Nili, gdzie uderzyłam Maksa łopatą, ale on zrobił unik i ugryzł kilka razy Nilę w tyłek. No, a potem mnie .-. Wróciłam na swój płotek, gdzie osa przyleciała i zabrała mi buta. Pobiegłam za nim, żeby go odzyskać, ale okazało się, że on tego buta mi gdzieś zakopał. Nina uznała, że jestem jak kopciuszek bez jednego buta. Tylko, że kopciuszkowi nie ukradła buta osa. I, gdzie był mój książe? ._. Na szczęści Nina była na tyle dobra, że pomogła mi znaleźć tego buta. Stwierdziłam, że Maks teraz mi tego buta będzie czyścił. Gdy tylko to usłyszał schował się w jakiejś szparze przy domku. Wrzuciłam małą kulę ognia to szpary, żeby go stamtąd wykurzyć. W końcu wyleciał i schował się w szczelinie w lampie. Nie mogłam go stamtąd wyciągnąć, więc podpaliłam lampę, a gdy wyleciał znowu zaczęłam go gonić z Niną. Niestety to była jakaś zmutowana osa, bo oblała nas miodem. Gdy poszłam się umyć, poleciał do Nili i ją ugryzł, a ta go ostrzegła, że jak jeszcze raz podejdzie to go zabije. Maks się oddalił i strzelił żądłem w język Nili. Nie zbliżył się .-. Później usiadł mi na głowie i tam zasnął, a ja go złapałam i rzuciłam do Niny, ale on poleciał i usiadł na głowie Nili. Nina, go wzięła i położyła u siebie, a za co Nila była jej wdzięczna. Maks zrobił miód na głowie Niny xd I wrócił do bycia wilkiem. Przyszła Iza, z którą poszłam na j.1, gdy wszyscy się rozeszli i spotkałam tam Kai’a. No i też takiego dużego fejma Justina Biebra, ale nie pisał po polsku. Poszłam z Kai’em. Zmienił się we mnie i robił sobie zdjęcia nago > . < Później chciałam, żeby je usunął, ale nie chciał. Gdy próbował wstawić to na allegro, rękojeścią miecza wytrąciłam mu komórkę, ale on ją zabrał i uciekł. Zamroziłam mu jedną nogę i w końcu usunął to zdjęcie. Ale strzelił focha i zaczęłam go gonić wokół drzewa. W końcu się zatrzymał i zrobiłam z niego swojego murzyna c: Poszedł do mojej jaskini bo notes, gdzie zapisuje piosenki i kazałam u śpiewać. Zmieniliśmy się w wilki. Ja usiadłam obok domku na wzgórzu, a Kai poszedł pobawić się z małym niedźwiedziem. W końcu przyszła jego matka i zaczęła gonić go. Pobiegłam za nimi i rzuciłam się na niedźwiedzice. Kai mi trochę pomógł i uciekła, ale miałam całe łapy we krwi. Kai mi ją zlizał, ale potem się źle poczuł. Okazało się, że była w nim trucizna, a jedyną odtrutką była krew białego niedźwiedzia z innego wymiaru. Poszłam tam sama, a Kai’owi kazałam odpocząć. W tamtym wymiarze było biało i praktycznie nic nie było widać. Coś wyskoczyło na mnie z krzaków. Był to ten niedźwiedź. Wgryzłam mu się w kark i pobrałam krew. Coś mnie uderzyło w głowę, ale jak odwróciłam się to już nikogo nie było, więc wróciłam i dałam Kai’owi lekarstwo, a ten poczuł się lepiej.
A teraz coś świeższego, a mianowicie wczoraj, na CM było całe ZOO X.X A dokładniej wszyscy byli zwierzakami Nili, owca Nili, smok Nili, lama Nili i tak dalej .-. Macie ss, który wysłał mi Nero:

I reszta screenów, a trochę tego będzie i chyba nie wszystkie dam

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Byłyśmy w FBI *-* 100 wpis!

Wow już 100! O.o Nie spodziewałabym się, że to tak szybko :o Wydawało mi się, że o wiele mniej x.x I Sara ma bloga o CM ^^ Ale dobra przejdźmy do tego co się działo.

Sara siedziała obok jakiegoś gościa o nicku „-”. Głupio się to pisało, dlatego mówiłam na niego Stefan, który przytulił Sarę. Przyszła Nina, nie ta fajna, wampirzyca Nina, a inna. Tak, dobrze mnie rozumiecie c: I razem ze Stefanem śledzili Magdę, a ja z Sarą, żeby mieć bekę poszłyśmy z nimi i jeszcze założyłyśmy białe okularki, żeby szpanować na dzielni B) Kucnęłam z nią za płotkiem. Szkoda tylko, że na początku nie wiedziałyśmy kogo śledzimy. Dopiero jak podeszłyśmy bliżej to nas uświadomiono. Nina dała nam broń i kazała ubrać na czarno. Stałyśmy się w ten sposób członkami FBI *-* Ich cel znajdował się na wiatraku i tam stanęłam na schodkach. Śmieszyło mnie to: „Cel mnie obserwuje”, ” Cel stoi w miejscu” i to jak Sara dowaliła ” Jestem obok celu” xd W sumie to nie wiem czemu ją chcieli zabić, ale Stefek był za słaby i mu się nie udało. Sara we mnie weszła i Nina wzięła mnie za lesbe :< xd Poszłyśmy do domu obok fontanny, bo Sara chciała wziąć udział w jakimś wyścigu, ale nie miała domu. A później sobie poszła, a ja spotkałam ducha schodów *.* Znaczy się Przemka, który wszedł w schody  i każdy go deptał. Też chciałam, ale mi nie wychodziło. Przyłączył się do nas Konrad, który chyba zakochał się w Ninie i trochę wkurzał Przemka, przez co o mało nie zaatakował go kosą z czego ja miałam go od niego wziać (Znowu wiecie o co mi chodzi xd) Albo to Stefek wkurzał go .-. No i potem były trzy duchy schodów, bo jeszcze wszedł Maks (nie z watahy xd) i Konrad, a razem wyglądali jak atomówki, czerwony, niebieski i zielony. Chyba nie pomieszałam kolorów, moja bajka dzieciństwa xd Poszłam na wzgórze, gdzie usiadłam i rzuciłam sztyletem w drzewo. Zaczęło mi się nudzić, bo Kai miał zw, więc w niego weszłam, a wtedy przyszła Zira, która uznała, że siedze z Kajakiem i tak teraz będę nazywać Kai’a jak mnie wkurzy c: No i znalazła sobie dziewczynę, hiszpankę dzięki tłumaczowi google xd A ja już myślałam, że naprawdę umie hiszpański :o Namówiłam Kai’a, żeby spotkać nowego volfa, nazywał się Tymied, znaczy chyba nie tak, a coś koło tego. Z początku nie chciał iść, ale jak zobaczył, że Zira idzie ze mną to też się ruszył. Znaleźliśmy tego volfa na brzegu, ale powiedział, że mamy  go zostawić w spokoju i uciekł. Ja nie chciałam odpuścić i pobiegłam za nim, ale po chwili go zgubiłam i zdałam się na Kai’a. Znaleźliśmy go, ale on znowu uciekł, a po któtkiej rozmowie z nim okazało się, że jest nie miły i już mi się odechciało z nim zapoznawać. Zira sobie poszła,  ja położyłam się. Kai poszedł z wiadrem na brzeg i nabrał wody, którą po chwili wylał na mnie. Wstałam i otrzepałam się. Zrobiło mi się zimno. Usiadłam i cała się trzęsłam. Kai dał mi kocyk i mnie przytulił <3 Ale nie zmienia to faktu, że to przez niego .-. Później miałam zw takie 20 min i gdy wróciłam nie napisałam jeszcze, że jestem i widziałam co Kai sb pisał, a gdy napisałam już, że jestem to zaczął śpiewać piosenkę, bo myślał że mnie nie ma xd Później śpiewał mi pękną poezję x.x I bawiliśmy się w chowanego ^^ Takie z nas duże dzieci xd Z tym, że postanowił sobie zgwałcić wiewiórki, ale powiedziałam, że jak to zrobi to dostanie w łeb. To poszedł do swojego drzewa. Pfff .-. Ale w końcu się ogarną i ściął to drzewo mimo iż go to bolało. No i nastraszył mnie, że umarł x.x A teraz ss ^^

Z Sarą w okularkach B)

Przemek duch schodów

Jedna atomówka mi uciekła :< Nie chciała być na zdjęciu

Zira ze swoją dziewczyną xd

Tu mi się nudziło, bo Kai miał zw i w niego weszłam .-.

I na koniec selfie z Zirą :3

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 1 komentarz

Zła syernka :<

Pozdrawiam Justynę i Kamilę ^-^
Na sam początek miałam miłe powitanie od Ziry, a mianowicie wskoczyła na mnie. Usłyszałam, że gdzieś jest syrena Lili, więc chciałam ją znaleźć. Zira mi pomagała, a Nero, Maja i Lili byli już na miejscu. Gdy tylko zobaczyłam tą syrenę, od razu stwierdziłam, że chce jej ogon. Syrenka grała nie fair i nie reagowała na nasze ataki .-. Zatrzymaliśmy się na brzegu, a ona zniknęła. Nero wymyślił dwa plany, których nikt nie poparł. Nie do końca je pamiętam. Wiem, że jeden miał coś wspólnego z teletubisiami i miodem o ile się nie mylę x.x Maja i Zira chciały się zjeść nawzajem, oczywiście żartowały. Zira ugryzła lekko w ucho Maję, a ta ją w szyję, a gdy Nero to zobaczył uznał za zdradę xd Położyłam się na wzgórzu i zamknęłam oczy. Już miałam zasnąć, ale wskoczyła na mnie Zira i się wystraszyłam. Połaskotałam ją ogonem, ale jak się okazało ona nie ma łaskotek, a wtedy też Nero przyznał mi się, że on był Sashą Grey (chyba db napisałam, ale znając mnie chyba nie x.x). Poszłam do jaskini Lili. Nie wiedziałam, że śpi, więc tak wyszło, że ją obudziłam. Lili miała jakąś książkę o morskich stworzeniach i medalion, ale nie pisało tam nigdzie jak złapać syrenę. Wpadły do nas Maja i Zira, która przed nią uciekała, bo chciała ją zgwałcić. Paczajcie na chat. Nawet Izę uchwyciłam c: Tylko szkoda że tyłem xd

Zira zrzuciła z siebie Maję i uciekła, a Maja za nią. Poszłam na brzeg, żeby się napić i zobaczyłam w wodzie różową rybkę. Wzięłam ją, żeby pokazać Lili, ale po drodze zrobiła się zielona i już jej nie chciałam. Lili akurat poszła na brzeg, więc jej rzuciłam tę rybę, a ona ją wypuściła. Założyła jakiś naszyjnik, który miała od syreny. A wtedy naszyjnik znikł, a Lili zmieniła się w syrenę z czarnym ogonem i fioletowymi włosami. Sprawdziłam, czy naszyjnik nie zrobił się czasem niewidzialny, ale on po prostu zniknął. Lili odpłynęła, a ja poszłam usiąść na kamieniu. Przyszła Yuni *.* Nie widziałam ją od…września chyba. Poszła do swojego wujka Nero, który dał jej lizaka i zadławiła się patyczkiem. Nie chciał dać Zirze czekoladki, więc użyła szantażu, że zgwałci mu żonę xd Poskutkowało, ale ona już nie chciała czekoladki. Za to ja dostałam *.* Ale z początku bałam się, bo myślałam, że coś tam dosypał .-. Ale zjadłam i miałam rację, bo była tam papryczka chili. Pobiegłam do wody, żeby się napić, a później usiadłam obok Yuni, która wypluła patyczek od lizaka xd A uszka jej słodko opadły na oczka ^-^ Później Nero kłócił się o coś z Mają, a przynajmniej tak to wyglądało, więc poszłam do Lili, która w dalszym ciągu była syreną, a próbowała różnych zaklęć. Narysowałam na ziemi okrąg, a w środku trójkąt. Dookoła narysowałam jakieś dziwne symbole. Położyłam dwa kamienie, jeden fioletowy, a drugi niebieski. Natomiast na środku dałam mój athame. Wypowiedziała zaklęcie, ale z wody wynurzyły się syreny, które zaczęły śpiewać i czar nie zadziałał. Lili: Chyba bardzo chcą, żebym została syreną. ;/ Oznajmiła. Zobaczyłam, że za Lili stoją trzy ośmiornice z wymiaru lśniących wód. Wyciągnęłam trzy sztylety i rzuciłam w nie. Każdej trafiłam w sam środek głowy, czy co one tam mają xd Syreny złapały Lili i zaczęły ciągnąć do siebie. Złapałam ją. W końcu Lili otworzyła portal, gdzie wpadło część syren. Wyciągnęłam miecz i wskoczyłam do wody, rzucając się na jedną z syren. Odcięłam jej ogon i wróciłam na ląd. W końcu zdobyłam to co chciałam ^^ Przyszła do nas Yuni i zapytała co robimy, więc jej wszystko wyjaśniłyśmy. Yuni powiedziała mi o magicznej księdze Mey, gdzie może być odpowiednie zaklęcie. Yuni i Mey często się spotykają. Wzięłam Lili do kuli wody i wsadziłam do ogromnego akwarium, za jaskinią Mey. Niestety syreny mogły nadal śpiewać z wody, a ilekroć rzuciłam tam jakieś żelastwo, żeby się zamknęły to one je szybko wyrzucały na brzeg. Dałam Lili medalion chroniący przed syrenim śpiewem, ale on znikł. Więc Yuni wzięła patyk i za pomocą magi ognia coś z niego zrobiła. Było złote i świeciło się. Rzuciła do Lili. Przyszła Maja, której dałam powolnienie, na zabicie kogoś. Syreny stłukły akwarium, ale na szczęście, dzięki temu złotemu czemuś od Yuni, Lili mogła oddychać na lądzie. Przyszła Liz, więc poszłam po nią, bo nie mogła trafić, a Lili znalazła się w jakimś innym wymiarze, na szczęście towarzyszył jej Alios, jej smok. A ja postanowiłam poszukać swojego, ale poszukiwania przerwała mi Liz, która powiedziała, że zgubiła orzeszka, a jak już znalazła to był pusty. Otworzyłam portal do swojej jaskini i wsadziłam tam łeb. Znalazł się Aerin, tylko że zjadł mi wszystkie żelki. Liz zgubiła whisky i chciała mieć zająca, którego zrobiła jej Yuni z ognia, a sobie zrobiła ogromnego pająka. Liz zrobiła wokół siebie śnieg, a później dała mi i Yuni, ale że Yuni jest wilkiem ognia to się wystraszyła i odskoczyła. Poszłam do Kai’a, znaczy w sumie to on przyszedł, ale ja też ruszyłam dupę xd Złożyłam mu życzenia i dałam kosz ze słodyczami, w której była też puszka coli. Gdy siedziałam na brzegu Kai popchnął mnie i wpadłam do wody. Wyskoczyłam z niej szybko, bo był zimna ;-; Jak tylko się otrzepałam spróbowałam go zepchnąć do wody, ale mi uciekał, więc wzięłam go do kuli wody i wrzuciłam .-. A później weszłam na wodę i podeszłam do niego. Uznał mnie za Boga *.* xd Później przyszła do mnie Judas Priest i zaczęła się mnie pytać o różnice między volfem, a wilkołakiem. No oczywiste było to, że wilkołaki zmieniają się w ludzi i to ta główna różnica, a może i jedyna.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | 1 komentarz

Kłamstwo ma krótkie nogi

Jeszcze przez chwilę byłam sama, ale w końcu przyszła Sara i jakiś volf. Zapomniałam nick ;-; Wiem, że jest córką Mai. A chwilę później dołączył Maks i zaczął opowiadać suchary, dorównujące sucharom mojego nauczyciela od gegry. Dołączyła do nas Kamila, która mówiła coś, że grała kiedyś jako volf. I miałam bliźniaka – Maksa, no i była też Zira xd Ale zapomniałam zrobić ss, jak prawie każdy ubrał się jak Sara.

I densimy :3

Maks chciał nam zrobić striptiz, ale my nie chciałyśmy tego oglądać, żeby nam oczu nie wypaliło :x A Kamilę zaczęła boleć głowa od sucharów Maksa, dlatego chciała wziąć ibum. Iza w dalszym ciągu tęskni za Kaoru i pilnuje jego miejsca. Poderwała się jak tylko usłyszała „siwa” xd Miałam też jednego klona .-. Na całe szczęście jednego, który szybko się zmył. Okazało się, że nawet Maks wie kiedy miałam ślub, a ja nie XD Okazało się, że Maks, Sara i Kamila mają okulary, a ja nie i się nie wpasowałam do ich gangsty :< Chociaż nadrabiam zajebistością xd Gdy Sara poszła, pojawiła się syrena Kasi i Zira skapnęła się, że to Sara. Usiadłam z nią na brzegu. Pojawiła się kolejna syrena – Lil, która uważała, że Sara (która nadal była syreną) jest królową mórz. Jak Iza to usłyszała to się mocno wkurzyła i poszła jej pokazać, kto tu rządzi.

Lil nie chciała dać spokoju Sarze. W końcu wskoczyłam do wody i uderzyłam syrenę, żeby zostawiła ją. Gdy Sara sobie poszła, zaczęłyśmy się bić. Zamroziłam jej ogon, ale ona śpiewem niszczyła czar. Wyciągnęłam miecz i wzięłam zamach, żeby wbić jej go w brzuch, ale ona uniknęła i wbiła mi jakiś sztylet, przez co zmieniłam się w małego wilka. Wgryzłam się w jej ramię, a Zira ściągnęła ze mnie czar syreny. Wyszłam na brzeg i umyłam pysk z krwi syreny. Była gorzka. Lil zaczęłą spiskować przeciwko Kasi (Sarze),bo ona chciała być królową. Dołączyła do nas Kamila, która była volfem i udałyśmy się na polowanie. Na całe szczęście nie musiałyśmy się kłócić o zwierzę, bo były trzy. Resztki zakopałam i usiadłam na brzegu. Zobaczyłam, że Maks siedzi za drzewem, więc zakradłam się, żeby go wystraszyć. A on się później obraził, bo uznał, że go nikt nie lubi. Zira na mnie wskoczyła, a ja przewróciłam się na plecy. Szybko ze mnie zeskoczyła i zaczęłam ją gonić. Gdy się zatrzymała i przyjęła pozycję bojową, ja rzuciłam w nią śnieżką i się zaśmiałam. Później obie poszłyśmy do Kamili, która sama siedziała na kamieniu. Zira ułożyła z kamieni wierzę i poszła się napić. Długo nie wracała, a gdy już wróciła miała cały pysk fioletowy. Wydało się, że jadła jagody. Gdy się o nich z Kamilą dowiedziałyśmy szybko tam pobiegłyśmy. *-* Następnie Maks wpadł na genialny pomysł, abym ja była nim, a on mną, ale to by nie wypaliło, więc on postanowił udawać Lili. Poszłam z nim na osobny join, żeby mu pokazać, jak wygląda Lili, no bo to w końcu daltonista .-. Ale, gdy wróciliśmy już nikogo nie było. Zamroziłam Maksowi łapy, a on zmienił się w mysz rzygającą tęczą. Złapałam go, ale na mnie narzygał, więc go puściłam i poszłam się umyć >.< Później, gdy on poszedł na wyspę Abudabihaha, ja poszłam do jego jaskini, gdzie znalazłam żelki *,* Ale wrócił i mi je zabrał :< Poszedł do jaskini Mey, a raczej jej szukać. Nie daleko od jej jaskini wykopałam skrzynkę. Maks zrobił się niewidzialny i mi ją zabrał, po czym otworzył i znalazł w środku pocięte dziecko. Była to skrzynia Abudabihaha, którego uwolnił /:

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Czar syreny

Lili była trochę zła po kłótni z Nehe, która poszła o Lorenzo. Usiadłam na wzgórzu obok Sary, jako człowiek. W pewnym momencie zobaczyłam, że coś płynie w wodzie, więc poszłam w tamtą stronę i zaczęłam iść brzegiem. Dostrzegłam w wodzie syrenę. Tę samą co ostatnim razem, nazywała się Kasia. Kucnęłam blisko wody, a ona do mnie podpłynęła. Chciała, żebym weszła do wody, ale ja bałam się, że mnie zje. Kasia złapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć. Uderzyłam ją, ale ona mnie nie puściła i wciągnęła do wody. Zmieniłam się w wilka i ugryzłam ją. Syrena rzuciła się na mnie i odgryzła mi rękę. Zamroziłam ją, ale ona swoim śpiewem zablokowała czar. Wyciągnęłam swój miecz i wbiłam jej go w brzuch, po czym ją zrzuciłam z siebie i wstałam. Wzięłam zamach o odcięłam jej ogon. Syrena zaśpiewała coś i ukryła się na dnie, gdzie się uleczyła. Jessika: Moja łapa ;-; Powiedziałam do siebie. Kai wyciągnął mnie z wody, ale wtedy urok syreny zaczął działać i wyrósł i ogon, a już po chwili byłam syreną. Szybko wskoczyłam do wody, bo na lądzie ogon zaczął mi wysychać. Kai popatrzył na mnie zdziwiony i nie wiedział co się stało. Pocieszał mnie fakt, że przynajmniej odrosła mi łapa. Okazało się, że Kasia to królowa syren. To była kara za to, że wilki i ludzie zabijają syreny dla ogonów. Wróciła do nas, a Lili wyciągnęła różdżkę i podniosła go do góry w kuli wody, żebym była jak najdalej od Kasi. Gdy odpłynęła puściła mnie. Szukaliśmy sposobu na pozbycie się klątwy. Popłynęłam w swoją stronę, a Lili pobiegła za syreną. Kasia oczyszczała wodę i każde żelastwo jakie znalazła wyrzucała na brzeg, bo przez nie nie mogła śpiewać. Gdy płynęłam zahaczyłam płetwa o coś. Wsadziłam głowę w wodę i zobaczyłam jakąś metalową sprężynę. Uwolniłam swój ogon, a sprężynę wywaliłam na brzeg. Akurat wtedy przybiegła Lili. Machnęłam ogonem i ochlapałam ją. Zaśmiałam się pod nosem i popłynęłam dalej. Lili pobiegłam za syreną. Oparłam się o brzeg o zobaczyłam Kai’a, który spał. Zaczęło mi się nudzić w wodzie, więc go obudziłam, a on wstał i wskoczył do wody. Lili rozmawiała z syreną i chciała, żeby mnie odczarowała, ale ta nie mogła, bo przeszkadzały jej żelazne przedmioty w wodzie. Lili za pomocą różdżki pozbyła się ich, wtedy Kasia mnie zawołała. Podpłynęłam do niej, a ona złapała mnie za rękę i popłynęła ze mną na samo  dno. Odśpiewała tam piosenkę, a ja zmieniłam się w wilka. Podziękowałam jej i wyszłam na ląd, a syrena wróciła do swojego królestwa. Zobaczyłam Kai’a, który próbował wejść na drzewo, ale mu to nie wychodziło. Lili poszła pożegnać się z Lorenzo. Pocałowała go w policzek, co było słodkie ^^ Zasnęłam pod drzewem, a Kai poszedł popływać. Po chwili obudziłam się, bo poczułam jak spadają na mnie kroplę wody. Otworzyłam jedno oko i rozejrzałam się. Okazało się, że to Kai otrzepywał się z wody. Poczułam, że coś siedzi na moim grzbiecie. Był to mój smok, Aerin. Ściągnęłam go z siebie i dałam rybę. Zerknęłam na Kai’a. Jessika: A gdzie twój kot? Kai: O tam sobie chodzi. Wskazał łapą, na drzewo, które znajdowało się niedaleko. Jessika: Robisz postępy, wiesz gdzie jest. Wstałam i poszłam ze swoim smokiem. Zobaczyłam nową wilczycę Zirę, z którą Iza już przeprowadzała wywiad. Przedstawiła jej kilka faktów, a później ja poszłam z nią porozmawiać.

Syrena Kasia:

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

Volf – Zira

Imię: Zira

Wiek: 3 lata

Płeć: Wadera

Opis: Jest raczej miła, radosna, energiczna. Chętnie poznaje nowe wilki, uczy się nowych rzeczy. Czasem ma gorsze dni i jest obojętna, ale nie zdarza się to często. Szybko przywiązuje się do innych. Lubi wkurzać ludzi,bawić się wodą, być w centrum uwagi, nie chce być sama. Nie lubi ognia.

Moc: Uzdrawianie i woda

Rodzina: Gdy miała 2 lata jej matkę zabił niedźwiedź, ojca nie znała. Od tamtej pory jest sama.

Partner: Brak

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 7 komentarzy

Ślub ^-^

W zasadzie nie ma o czym pisać, ale i tak zrobię wpis.
A, więc wczoraj odbył się ślub mój i Kai’a ^^ Liz, która wszystko organizowała wszystko kazała mi ubrać różową sukienkę, w której wyglądałam jak lalka barbie, a później zmuszała wszystkich do ubierania różowych strojów. W końcu wszyscy się jej zbuntowali i ja byłam w białej sukni, a reszta ubrała się na niebiesko. Iza przyszła w dresach. Było w sumie trzech księży (Chyba tak to się odmienia xd), Liesg Liz i Maja. Chyba każdy kto mógł zgłosił przeciw .-. Ale ja to miałam gdzieś, a po pocałunku moim i Kai’a wszyscy się upili, a Iza oblała Liz szampanem. i chciała się z nią pocałować. No i dopiero ostatecznie ogarnęłam, dzięki Izie, o co Maja miała na mnie te fochy i dalej ma x.x No i Iza byłą w Nero. Fejm, rośnie +240 xd I ogólnie myślała, że on nie widzi co ona pisze, bo miał zw, ale w rzeczywistości widział wszystko. Przepraszam Iza, ale to wstawiam. Trzeba było być na GG to bym zapytała xd  Jednak weszła w ostatniej chwili jak miałam to wstawić xd


Przyszła też dziewczyna Nera, znaczy Amora, niedawno zyskała taki tytuł. Myślałam z Izą, że nie wie, że o niej mówimy a jednak. Iza chciała znaleźć Liz chłopaka mimo iż ona go nie chciała i padło na Disze, którego ponoć zamurowało. Maja z nim pisała. Nero był po stronie Liz, ale ona go wkurzyła, tym że mówiła, że on ma okres. I ogólnie była beka. Z resztą jak zawsze xd
To by było na tyle. Nie da się opisać wszystkich sytuacji tam trzeba było być xd

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Volf – Natasza

Imię: Natasza

Płeć: Wadera

Wiek: 10 lat na wilcze

Opis: jej charakter jest wybuchowy. Nigdy nie wiesz czego się po niej spodziewać.
Natasza lubi się bawić. Żyje na krawędzi. Jest zabawna jak zrozumie co się wokół niej dzieje. Nie zawsze wszystko jej przychodzi łatwo. Uwielbia się bawić. Szybko zmienia zdanie. Żaden wilk z watahy nad nią nie nadąży.

Moc: Przyjaźni, wody i snu

Rodzina: Jej siostrą jest Lili

Partner: Brak

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | 8 komentarzy

Smoki Aerin i Alios

No, więc na wstępnie chciałam was zaprosić na ślub mój i Kai’a, który będzie dzisiaj o 20:00 na jonie 62… Nie ma to jak zapraszać 30 min przed xd

Zanim weszłam na CM zagrałam z Lili w Sherwood. Później mimo, że się trochę spóźniłyśmy nikogo nie było, więc siedziałyśmy same, ale zaraz wpadł Zero Black Fire (Nero), Iza i jakiś Chips, który bawił się z papugą. Trochę mnie wkurzał i chciałam go zamrozić, ale był za daleko. Lili do niego poszła i wzięła papugę. Zabrała ją do wymiaru lśniących wód i dała ośmiornicom na pożarcie, a wcześniej oskubała z piór i dała mi. Chips zaczął nam grozić, że jakiś koleś nas zabije, bo miał się tą papugą zajmować. Usiadłam na brzegu niedaleko Kai’a. Po chwili zobaczyłam, że coś się świeci w wodzie. Podeszłam bliżej i to wyciągnęłam. Był to niebieski flet z głową smoka. Zabrałam go i pobiegłam na wzgórze do Lili. Podałam go jej. Zaczęła na nim grać. Przed nami pojawiły się obrazy z wody. Były tam wilki, które czegoś szukały. Gdy Lili przestała grać woda wyparowała. Lili przyjrzała się głowie smoka na flecie. Już, gdzieś takiego widziała. Otworzyła portal do wymiary życia i śmierci. Przeszłyśmy przez niego. Drzewa były bez liści, a na co drugim była wyryta głowa tego smoka. Coś szybko przeleciało nad nami. Poszłyśmy pod jedno z drzew, gdzie była zakurzona tabliczka. Na gałązce drzewa usiadły dwa smoki. Biały – śmierci i czarny – życia. Biały zionął w naszą stronę ognia. Lili zaczęła się skradać, żeby uciec. Smok śmierci złapał mnie za ogon i podniósł do góry. Zacisnął w pięść i nie mogłam się ruszyć. Lili zrobiła się niewidzialna, ale mimo to smok życia zionął w nią ogniem. Smok śmierci ryknął na mnie. Lili strzeliła czymś w niego, a on się odwrócił i mnie puścił. Spadłam na ziemie i wylądowałam na skrzydle. Zaczęło mnie boleć. Smok śmierci uderzył mnie ogonem i poleciałam na drzewo. Przyszedł Maks i razem z Lili ogłuszyli smoki. Wróciliśmy do naszego wymiaru. Lili, Maks i Patryk grali w butelkę, a ja poszłam nad wodę. Napiłam się wody, ale przy nachylaniu ruszyłam skrzydłem. Poczułam silny ból. Przyjrzałam się skrzydłu, ale nie było na nim żadnych ran. Musiało być złamane. Zabandażowałam je i wróciłam na wzgórze. Poszłam za Lili do jej jaskini. Znalazła tam kartkę od Lenav, na której pisało, że mamy znaleźć rzadkie zwierzę. Przyszła Homonim, która znowu chciała mi zjeść cycki, więc zabarykadowałam wejście do jaskini i schowałam się za Lili, ale ona weszła tylnym wejściem i wyciągnęła mnie :< Później poszłam z Lili znowu do wymiaru życia i śmierci, bo jak się okazało tymi rzadkimi zwierzętami były te smoki. Zmieniłam się z Lili w smoki. Ja byłam fioletowa, a ona różowa. Wciąż miałam złamane skrzydło. Lili wzięła kilka ziół i je uleczyła, po czym obie poleciałyśmy do smoków. Lili wskoczyła smokowi życia na grzbiet i wbiła pazury, po czym nałożyła mu kaganiec i związała łapy. Ja strzeliłam w smoka śmierci plazmą i ugryzłam w ogon. Złapał mnie za ogon i podniósł do góry. Przysunął bliżej swojego pyska, a ja wtedy uśmiechnęłam się u założyłam mu kaganiec. Zmieniłam się w wilka i wskoczyłam mu na grzbiet. Strasznie wierzgał i nie chciał się słuchać. Założyłam mu wodze i za każdym razem jak się nie słuchał parzyłam go ogniem. Lili otworzyła portal do wymiaru przyjaźni, gdzie miałyśmy się spotkać z Lenav. Przeleciałyśmy przez portal na smokach. Smok życia popatrzył się na Lili i uśmiechnął. Przegryzł swój kaganiec i zrzucił Lili. Ściągnął kaganiec ze smoka śmierci, a ten zionął we mnie ogniem i spadłam. Obie znowu zmieniłyśmy się w smoki. Lili zmniejszyła swojego smoka. Popatrzyłam smokowi śmierci w oczy. Zaczęły mi się świecić i smok uległ. Wyciągnęłam łapę przed siebie, a smok dał się pogłaskać. Okazało się, że to była hipnoza, czyli umiejętność, którą posiada każdy smok. Nie mogłam zmienić się w wilka, bo hipnoza przestałaby działać. Pozostałam w ciele smoka. W sumie zrobiło mi się go szkoda. Lili bała się, że go wypuszczę. Poleciałam przed siebie, a smok za mną. Znalazłyśmy się niedaleko świątyni Lenav. Liz też chciała mieć smoka, więc otworzyłam portal i wyciągnęłam dla niej jednego małego smoka światła, którego znalazłam ostatnio w wymiarze mroku. Wzięła go i pobiegła z nim gdzieś. Nazwała go Whisky. Ja bardzo chciałam zatrzymać mojego smoka, ale trzeba było do tego przekonać Lenav. Lili zmniejszyła również mojego smoka, a wtedy oba zmieniły kolory. Smok śmierci zrobił się czerwono-czarny, a życia złoto-biały. Przyszła Lenav, która powiedziała, że chce zamknąć smoki, ponieważ utrzymują one równowagę wszechświata i muszą być bezpieczne. Nie chciała się zgodzić, żebyśmy zajęły się smokami, ale uparłyśmy się i w końcu, żebyśmy jej dały spokój zgodziła się, ale powiedziała, że wraz z nimi jesteśmy odpowiedzialne za wszystko co żyje i zniknęła, a my wróciłyśmy do zwykłego świata. Długo z Lili myślałam jak nazwać te smoki, a w końcu nazwałyśmy je Aerin i Alios. Podeszłam do brzegu, żeby się napić, ale było ciężko, bo Aerin ciągle siedział mi na głowie. Lili zauważyłam, że Kai ma jakąś fiolkę, z której chce się napić. Nie chciał powiedzieć co to i oddalił się z fiolką. Aerin poleciał za nim i wyrwał mu ją. Dał mi. Kai przybiegł za fiolką. Jessika: Co to jest? Zapytałam. Kai: Nie wiem oddaj. Jessika: Oddam jak powiesz. I tak się z nim kłóciłam, aż Lili wzięła fiolkę i wylała zawartość na ziemię. Roślina, która została nią podlana zwiędła. W dalszym ciągu próbowałyśmy od niego wyciągnąć, co to było. Zamroziła mu łapy, żeby nigdzie nie szedł, ale i tak nie chciał powiedzieć, więc zamroziłam bardziej, co sprawiało mu ból, ale nic z tego. Poddałam się i puściłam go. Oczy Kai’a zrobiły się czerwone i chciał zjeść coś krwistego. Chyba jednak udało mu się trochę tego wypić.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Bez mocy

Gdy przyszłam Lili i Iza obserwowały jedną syrenę. Przyłączyłam się do nich. Syrena próbowała zaciągnąć do wody jakąś dziewczynę, ale jej to nie wychodziło. Chodziłyśmy cały czas za tą syreną. Była agresywna. Lili podniosła ją do góry, za pomocą różdżki, a ja zamroziłam wodę, ale ona śpiewem zniszczyła zaklęcie Lili i roztopiła lód. Odbiła się od brzegu i popłynęła. Pobiegłyśmy za nią. Podeszłam bliżej wody. Lili strzelała do niej z łuku, ale nie mogła jej trafić. W końcu podniosłam ją w kuli wody i wyrzuciłam na ląd. Jej ogon zaczął się suszyć, a w końcu Lili go jej odcięła. Przyszyła Maja i Claudia, które zainteresowały się syreną. Lili przypomniała sobie o mojej klątwie. Poszłyśmy do laboratorium Lisa. Dałam Lili fiolkę, z świecącym różowym czymś, które kiedyś wypiłam. Dla pewności rzuciła je, żeby sprawdzić, czy to to. Zrobiła się z tego fajerwerka, więc to musiało być to. Wzięła drugie i poszłyśmy do jej domu. Obserwowanie jak Lili bada to coś znudziło mi się, więc wyszłam. Spotkałam Maksa, w tym momencie zawołała mnie Lili. Dała mi coś, co się świeciło na niebiesko. Z początku się wahałam, ale to wypiłam i moje futro zaczęło się świecić. Lili zapewniła mnie, że taki miał być efekt. Musiałam spróbować wejść do wody. Stanęłam na brzegu, Lili siedziała za mną. Bałam się, że znowu zmienię się w syreno-wilka. Wyciągnęłam łapę przed siebie, ale gdy byłam blisko wody zatrzymałam ją. Popatrzyłam na swoje odbicie i w końcu w skoczyłam do wody, a moje futro zrobiło się automatycznie różowe. Maks: Nie do twarzy ci w różowym. Zaśmiał się. Jessika: Dzięki wiesz. Lili wyciągnęła swoją księgę. Wypowiedziała jakieś zaklęcie i machnęła różdżką, a moje futro było normalne. Odetchnęłam z ulgą. Już po klątwie. Nagle dostałam jakąś strzałką w łapę. Zaraz po mnie Lili i Maks. Wyciągnęłam ją, a wokół mojej łapy zrobił się biały ślad. Wstałam, ale po chwili przewróciłam się. Nogi miałam jak z waty. Popatrzyłam na Lili, jej się robił czarny ślad. Natomiast Maks zrobił się cały szary. Po chwili ja byłam cała biała, a Lili czarna. Nie miałyśmy mocy. Usiadłam na brzegu. Wszystko było takie pełne kolorów. Słońce się uśmiechało, niebo było bezchmurne, a ptaki latały i śpiewały hakuna matata. Jeszcze to niebo, potem takie pełne kolorów. Po chwili ocknęłam się z tego tęczowego świata i zauważyłam, że nie ma Lili. Pobiegłam za jakimiś śladami i trafiłam do jakiegoś domu. Skradałam się i myślałam, że weszłam niezauważona, ale wtedy chłopak zaczął strzelać do mnie strzałkami. Wkurzyłam się i skoczyłam na niego. Ogryzłam go w szyję, a on zrzucił mnie z siebie. Podeszłam do lustra. Nie dość, że biała to jeszcze zrobiły mi się czerwone oczy. Jessika: Fuuuj jestem biała! ;-; Jęknęłam. Lili: Ej! Krzyknęła urażona. Jessika: No sorry, ale czuje się jakbym zsiwiała. Nie mogłam w żadnym wypadku się do tego przyzwyczaić. A najgorsze, że nie miałyśmy mocy. Wyszłam z domku i usiadłam na kamieniu. Obok mnie usiadła Lili. Maks jakoś odzyskał moce i kolor. Przyszedł do nas Kai, który nie mógł uwierzyć w to co widzi. Wyciągnęłam swój miecz i zaczęłam się niem bawić. Lili podniosła łeb i popatrzyła na mnie. Odwróciłam łeb. Nie rozumiałam co w tym było takiego ciekawego. Położyła łeb z powrotem na łapach i zasnęła. Przyszła jakaś Natalia i pytała się, czy jest ktoś normalny. Oczywiście z góry wiadomo, że ja nie jestem, więc nawet się nie zgłaszałam, ale podjęła się Iza. Nieźle wyszło jej udawanie. Wyciągnęłam swój sztylet i rzuciłam nim w drzewo. Przeleciał obok ucha Lili. Obudziłam ją i sobie poszła. Ja też wstałam i poszłam na brzeg. Stanęłam na wodzie, ale zapomniałam, że nie mam mocy i po chwili zaczęłam spadać na dno. Nie przejęłam się i położyłam. Myślałam, że mogę oddychać pod wodą, jednak się pomyliłam. Lili pływała w wodzie i mnie wyłowiła. Gdy się ocknęłam nie wiedziałam w ogóle co się dzieje. Zauważyłam jak Natalia zarywa do Kai’a. Wstałam i podeszłam do niej. Z początku grzecznie i kulturalnie poprosiłam jej, żeby sobie poszła, ale w końcu poszłam do niej i ją ugryzłam. Nic sobie z tego nie zrobiła. Wyciągnęłam miecz i odcięłam jej dłoń, zaraz potem drugą, a jak nie pomogło wbiłam jej miecz w brzuch. Wtedy nazwała mnie suką i sobie poszła. Dopiero wtedy do Kai’a dotarło co się stało. W sensie, że ja i Lili nie mamy mocy. Powiedział, że pomorze nam moja kula. Poszłam z nim. Chciałam otworzyć skrytkę, ale bez mocy nie mogłam. Poznałam przy okazji siostrę Maksia – Karolinę, która grała pod nickiem Homonim, chyba dobrze napisałam, która chyba naćpała się trochę z Liz. Kai znalazł jakiś kamień, dzięki czemu otworzył drzewo. Wyciągnęłam kulę. Wszystko straciło kolory. Słońce było czarne, a trawa szara. Jak się okazało tylko ja tak to widziałam. Ta kula okazała się podróbką. Usiadłam na brzegu, a Kai zanurkował, żeby znaleźć tą prawdziwą. Po dłuższym czasie wrócił cały przemoczony. Dał mi kulę i pobiegł gdzieś. Zaczęłam się bawić kulą. W końcu się zaświeciła i czerwony promień trafił Lili, dzięki czemu odzyskała kolory i moce. Wyjaśniłam Lili skąd się wzięła ta kula. Zostawiłam ją jej i pobiegłam po Kai’a, bo myślałam, że on będzie wiedział jak to działa. Gdy go znalazłam on sobie spał w najlepsze, cały mokry. Połaskotałam go w nos i się obudził. Przytuliłam go i zapytałam go o kulę, wtedy przyszła Lili i powiedziała, że już wie jak to działa. Potrząsnęła nią, a ja odzyskałam kolory i moce. Zobaczyłam, że Kai się trochę rozchorował, więc poszłam do niego z Lili. Nie chciał, żebyśmy mu pomogły. W końcu złapałam go za łapę i siłą zaciągnęłam do jaskini, gdzie dałam mu koc i rozpaliłam ognisko. Lili dała mu kilka ziół, żeby poczuł się lepiej. Później zaczął nadzorować nas jakiś koleś o nicku Problem i nie wierzył mi, że jestem grzeczna :<

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Z kolejnej randki nici

Cześć i czołem ^-^
Pozdrawiam Justynę i Mikołaja, których miałam pozdrowić pod poprzednim wpisem, a zapomniałam :<

Na dobry początek znowu zagrałam z Sarą w pokera. Później przyszła Iza, Lili i Richard. Nie wiedziałam o czym mówią, bo chwilę mnie nie było, ale jak usłyszałam coś o smokach i jaszczurkach to przyznam trochę się przeraziłam. Poszłam do domu Lili. Zabroniła mi wchodzić na górę, bo tam przygotowywała wszystko do randki mojej i Kai’a. W ogóle, dlaczego to robiła? Bo ja miałam z Kai’em przygotować randkę jej i Lorenzo, która się nie odbyła, za to zagrali sobie w butelkę i ominął mnie pierwszy pocałunek. No, więc stanęłam przed lustrem i zaczęłam się czesać, następnie trochę pomalowałam. Iza doradziła mi zrobić kreski eyelinerem. Założyłam niebieską sukienkę, trochę czarną u góry.
na randke
Ale Kai’a nadal nie było. Usiadłam na płotku i wbiłam w niego sztylet. Obok siedziała Sara. Richard rzucił mieczem w drzewo. I wygrał w sumie. Popatrzyłam na Sarę, ale nie wiedziałam, czy umie się regenerować, więc odpuściłam. Poszłam z Lili na wilcze wzgórze. Siedział tam Richard, więc zaczęłam go pytać o demony, no bo w końcu sam jest demonem. Dużo się raczej nie dowiedziałam. Może najważniejsze to uważać na pazury. Kai’a nadal nie było, więc otworzyłam portal i poszłam do wymiaru mroku. Lili poszła za mną. Nadal panował tu chaos, a smoki jakimś cudem powracały. Podniosłam kamień i wyciągnęłam złoty łuk. Celowałam w smoka, który latał nade mną. W końcu trafiłam go w serce i smok zaczął świecić, a w końcu wybuchnął i umarł. Usiadłam na brzegu, otoczyły mnie jakieś cieniste istoty. Zaczęłam głaskać tę, która przypominała kota. Wyczułam, że Lili jest za mną i poprosiłam, żeby podeszła. Sama przyznała, że ten świat jest inny od reszty. Podniosła jakiś kamień, który zmieniał kolory, gdy go trzymała. Wiele było tu takich roślin. Wstałam i podeszłam do wody. Zaczęłam po niej chodzić, a tam gdzie postawiłam łapę woda robiła się jaśniejsza. Zanurkowałam i wypłynęłam na brzeg. Tutaj woda była inna i klątwa nie działała. Lili rzuciła kamień na wodę, a on się na niej zatrzymał. Machnęłam łapą i utonął. Iza zaśpiewała dwie piosenki Gangu Albanii. Wróciłam do zwykłego wymiaru. Poszłam do Kai’a, żeby pomógł mi z roślinami w wymiarze mroku. Liz rozmawiała z Izą o horrorach. Zgodził się pomóc. Otworzyłam portal i poszłam z nim. Lili znowu walczyła ze smokami, które nie wiadomo skąd się brały. Pobiegłam do zamku. W jednej z komnat znajdował się portal, przez który wylatywały smoki. Wrzuciłam do niego pierwszą lepszą rzecz jaka wpadła mi do łapy i portal się zamknął. Kai wypowiedział zaklęcie, pocałował ziemię i portal się zamknął, a Lili zabiła bossa, czyli największego z smoków i wywaliła go do innego wymiaru. Wpadł Neron, który został wyrzucony z joinu 61. Pokazał mi kilka swoich szkiców, a ja z kolei pokazałam je Lili. Ma się z czego cieszyć. Dwie osoby doceniają jego pracę. Poszłam z Lili do wymiaru lśniących wód, żeby zapolować na ośmiornice, ale nie przychodziły. One są jak sępy jedzą padlinę, więc poszłam czegoś poszukać. Szłam za dziwnym zapachem. W końcu zaczęłam kopać i znalazłam jakąś padlinę. Wzięłam ją i wrzuciłam do wody, ale ośmiornic nadal nie było. Przyszedł do nas Kai. Wsadził łeb do wody, ale nie widział żadnych ośmiornic. Wskoczył do wody, a ja z Lili za nim. Klątwa zaczęła działać i zmieniłam się w pół wilka pół rybę. Wystraszyłam trochę Kai’a. Lili popłynęła dalej. W końcu do niej dołączyłam i trafiłam jak zwykle w porę. Byłyśmy w jakiejś podwodnej fortecy, gdzie ośmiornice urządziły sobie naradę. Lili była ich wrogiem numer jeden, a chwilę przed tym jak przypłynęłam zauważyły ją. Lili ucinała głowy każdej ośmiornicy. Wbiłam jednej miecz w głowę, a drugim mieczem odcięłam macki. Wtedy wystraszył mnie Kai. Nie chciał walczyć i popłynął na brzeg, gdzie złapała go jedna z ośmiornic i zaciągnęła do wody. Ogryzł ją  mackę, a ona go puściła, wtedy ja przypłynęłam i odcięłam jej głowę. Wypłynęłam na brzeg, a raczej się wyczołgałam z ogonem i zaczęłam go suszyć. Wkurzała mnie już ta klątwa. W końcu zmieniłam się z powrotem w wilka. Musiałam się dowiedzieć co to było, żeby zdjąć te klątwę, a że Lisa nie było to musiałam rozgościć się sama. Niestety Lili już nie było i nie miał kto mi pomóc się pozbyć tej klątwy, więc wyszłam z laboratorium i położyłam się na kamieniu. Zobaczyłam, że Kai zmienia się w człowieka i gdzieś idzie. Wstałam, przeciągnęłam się i również zmieniłam w człowieka. Poszłam za nim. Zobaczyłam jak gra na gitarze, więc poprosiłam, żeby zagrał „Safe and Sound”. Później przypomniałam mu o kulach chaosu i morgany. Poszedł je poszukać. Później uparł się, żeby pójść do świata wampirów i nawet nie powiedział mi po co. Jeden z posłańców króla wampirów przyszedł do niego i otworzył portal, przez który przeszli. Na szczęście go nie zamknęli i ja też przeszłam. Przybrałam postać wampira i poszłam za Kai’em. Chwilę się z nim kłóciłam, bo chciał dać kulę królowi, ale na szczęście nie wiedział, gdzie jest zamek. W końcu wróciliśmy do zwykłego wymiaru, a ja zmieniłam się w wilka. Wytłumaczył mi, że aby kule zadziałały w rękach wampira, potrzebuje on innej kuli, którą mam ja. Mieliśmy jej poszukać. Rozłożyłam skrzydła i chciałam go zabrać ze sobą, ale on się bał i powiedział, że ma co innego jeszcze do zrobienia. Poszedł do wymiaru krwi, a ja poleciałam do swojej jaskini. Rozejrzałam się po półkach, ale tam nie było żadnej kuli. W końcu otworzyłam skrzynię. Było tam wiele różnych przedmiotów i wyrzucałam wszystkie poklei. Znalazł się nawet mój athame, ale żadnej kuli nie było. Machnęłam łapą i wszystko wróciło na miejsce. Przyszedł Kai i powiedział, że chyba wie, gdzie jest moja kula. Pobiegłam za nim. Byliśmy przy jaskini Mey. Stuknęłam w jakieś drzewo i coś się otworzyło. Podałam Kai’owi kulę, która była w środku, ale to nie ta. Ta była Stelliusa. Odłożyłam i zamknęłam. Podeszliśmy do innego drzewa. Musiała tam być moja kula, bo symbol księżyca na mojej łapie zaczął się świecić. Coś się otworzyło i była tam moja kula. Gdy trzymałam ją w łapach mieniła się kolorami, jak niektóre rośliny w wymiarze mroku. Okazało się, że to kula po moim ojcu. Kai dał mi jeszcze bransoletkę z sercem i naszymi inicjałami, a raczej pół serca, bo całe serce wychodziło, jak połączyło się je z jego naszyjnikiem.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Powrót Kai’a , kryształy i romanse

Cuż to za ciekawy dzionek był, a w sumie nie do końca, dla kogo był to był. Ale stała się rzecz nie możliwa. Kai wrócił! Tłumy szaleją. xd Macie ss, bo pewnie nie wierzycie. Ja sama nie wierzyłam.

No a tu miał być taki fajny screen grupowy, ale Maks za dużo biegał i go ucięło xd

Oraz jak już lecę ze screenami to mam jeszcze jeden:

No więc byłam trochę zajęta. Ale zagrałam w pokera Sarą i niestety przegrałam, a teraz muszę zrobić jakieś zadanie. Jak na blogu napiszę to się liczy? Nie no żartuje. Ale Sara uprzedzam, że ogona lizać ci nie będę :x Trochę naszło nas na wspomnienia i Sara zmieniła się w Korrę ( tak to była Korra,  a nie Kirra, ale nie chce mi się wszędzie zmieniać). Ogólnie to chodziłam po wyspie i miałam w dupie co się dzieje. Lili chciała się pobawić z Korrą. Korra poszła do wymiaru krwi, gdzie wzięła koronę i ją założyła. Lili wyciągnęła kryształy, które w nią weszły i dały jej moc. Ale do tego przyczepiła się jakaś StarWars, że ukradła te kryształy i mogą używać ich tylko jedai do robienia mieczy świetlnych, bo są zbyt potężne.  Lili zamroziła Korrę, ale przyszła StarWars i jej przeszkodziła. Później przeszliśmy na j.62, gdzie spotkaliśmy Lorenzo i Maksa, a Sara przestała udawać Korrę. Złapałam Lili za łapę i zaprowadziłam do Lorenzo. Później cały czas z nim siedziała i tu sprawa, bo jednak jeszcze nie są razem :o Ale będą :3 Lili stwierdziła, że znów ją chce z kimś zeswatać. Przyszła jakaś Lilly, chciała żeby mówić na nią Lyly. Ale jej dość mocno odwalało, chyba nażarła się za dużo słodyczy. Żebym się nie nudziła Lili dała mi kotka i laser ^-^ Ale potem mi się znudził i dałam go Kai’owi, a on nazwał go Cola. Lyly chciała, żeby każdy się całował, więc zaproponowałam jej, że znajdę jej chłopaka i padło na Maksa. On nie miał nic przeciwko, ale się dziewczyna nie doczekała, nie udało mu się wbić. Później Lyly rozdawała szczury x.x A na koniec Iza i Lorenzo po niej pojechali i sobie poszła. Stwierdziłam z Kai’em, że pomożemy Lorenzo i przyszykujemy im randkę i poszliśmy planować, a co wymyśliliśmy to w następnym wpisie, żeby mi Lili nie czytała xd Ale ciężko nam szło to planowanie, bo ciągle schodziliśmy z tematu. Raz ochlapałam Kai’a, więc on potem zabrał mnie do wody >.< Na szczęście nie zmokłam, bo trzymał mnie nad wodą. No i naszło nas na wspominanie, a potem to całkiem zeszliśmy z tematu, ale plan jest. Lili szykuj się ^-^

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | 11 komentarzy

Ratowanie Sabriny

A więc rozmawiałam z Mey i ona i Yuni głosują na mnie. Dziękuje ^-^ Więc mamy 7:3 i nawet, jakby Liseg, Luna i Holly zagłosowali na Lili to nic już to nie zmieni, a więc zostałam alfą, Lili to zastępca. Dziękuje, za każdy głos i obiecuje, że dobrze zajmę się tą watahą. W sumie to i tak wcześniej to robiłam, więc nic się wam praktycznie nie zmieni xd No i w końcu dodałam Roxannę do zakładki z tymi co odeszli, a nie tak dawno do „Innych postaci” dodałam Izke.
I zapomniałabym można rzec, że Lili i Lorenzo, taki fajny wilk są razem *-* Gratki i szczęścia życzę :3
Dziękuje za uwagę i zapraszam do czytania. :3

Powiem, że wczorajszy dzień mogę zaliczyć do jednych z lepszych, chociaż Maks zgwałcił mnie i Liz ;-; A przynajmniej to tak wyglądało. W sumie też zamiast od początku wejść na grę grałam w pokera z Sarą i wygrałam *.* A grałam pierwszy raz, może rewanż Sara? A jak już weszłam, to spotkałam się z Liz i Lili. Liz miała bekę z Patryka, nie dziwie jej się. Sypał jakimiś tekstami chyba z neta. Poszłam do Lili, która siedziała w swojej jaskini i nadal była wilkiem krwi. Księżyc był w pełni, wtedy magia wody może działać jak magia krwi. Podniosłam Lili do góry i trzymałam jej łapy, żeby nic nie mogła zrobić. Zaczęłam nią kręcić dookoła i napisałam do Mey, żeby przyszła. Później zabrałam Lili do jaskini Mey, gdzie ją przywiązałam. Wciąż dodatkowo ją trzymałam. Nie chciałam jej zabijać. Rzuciła mi nóż i powiedziała, że mam okazję i żebym się pobawiła, ale nie zamierzałam jej skrzywdzić. Jeździłam pazurem po ostrzu, a Lili zaczęła się przyglądać łańcuchowi. Odkręciłam jej głowę, żeby patrzyła do przodu i zacisnęłam mocniej łapy. Zmieniła się w cień i uciekła. Mey wciąż nie było, więc poszłam ją gonić, a w zasadzie to poszłam do wymiaru mroku. Wszędzie tam panował chaos, ale tym trzeba zająć się kiedy indziej. Poszłam w miejsce, gdzie kiedyś coś się świeciło. Zaczęłam kopać i znalazłam złoty łuk. Wróciłam do zwykłego świata, na wilcze wzgórze i strzeliłam do Lili. Uniknęła i gdzieś pobiegła, mówiąc, że nie ma czasu na zabawy. Chodziła od drzewa do drzewa i do jaskiń, gdzie coś podkładała.  Jak się potem okazało bawiła się w Stelliusa i podkładała wszędzie ładunki wybuchowe. Udało mi się rozbroić przy kilku drzewach. Pobiegłam pod jaskinię Mey i wtedy wybuchło. Odrzuciło mnie do drzewa, które później się przewróciło i mnie przygniotło. Lili poszła podstawiać teraz ładunki pod domy. Zrzuciłam z siebie drzewo i kulejąc poszłam do niej. Przerwałam się podstawienie bomby pod ostatni dom i złapałam. Przyszedł Maks, który odprawił jakiś egzorcyzm i duch Kirry wyszedł z Lili, ale jej futro było czarne. Poszła na wilcze wzgórze, a my z Maksem za nią. Zobaczyłam, że na łapie ma białą bliznę. Poszłam z nią na plaże i wpadł mi pomysł dlaczego jeszcze nie do końca jest sobą. Rozcięłam jej tą łapę i wyciągnęłam to, co Kirra dodała jej do krwi, a później wróciła jej krew (bo przecież wykrwawiła się). Ale to i tak nie do końca pomogło, gdyż była w połowie czarna. Oddała jakieś klejnoty i było już okey, a potem poszła. Usiadłam na kamieniu. Iza wiernie pilnowała miejsca Kaoru. Później Disza uciął kitki Alaji i je zjadł, przez co ona zaczęła go gonić i chciała zabić. Miałam przyszykować mu różową trumnę *,* Ale na szczęście był to tylko żart, bo zjadł lukrecje, a kitki jej oddał (jakby ktoś był tępy, kitki znaczy taka fryzura). Wcześniej Iza miała jakiegoś laga i wysłała mi ss, nie będę wstawiać bo raczej da na swojego bloga to zobaczycie. Ale ja nie miałam głowy, Lili miała autyzm, a Maks chyba przedawkował kebaby xd Maks dostał jakąś karteczkę z zadaniem. Pisało na niej, że mamy uratować Sabrinę przed Stelliusem. Otworzyliśmy portal i przeszliśmy przez niego. Weszłam do zamku, a tam znalazłam kartkę, nie było ich tam. Maks z opóźnieniem się zorientował, a w sumie ja już to powiedziałam, a on poszedł na górę.  Okazało się, że Stellius trzyma Sabrinę, gdzieś w wymiarze morku. Otworzyłam portal i wskoczyłam do niego. Znalazłam jakiś tunel, do którego weszłam. Maks szedł za śladami Stelliusa. Znaleźliśmy się przed metalowymi drzwiami, które były pod napięciem. Zawołaliśmy Liz, Maks robił za nawigację. Oczywiście Liz nie wiedziała co się dzieje. Więc jeszcze sprowadziliśmy Lisa, żeby nam je otworzył. Liz piła Piccolo i rzuciła jedną butelką w drzwi. Ogólnie to oboje nie ogarniali za dużo. Zjedliśmy żelki i popiliśmy whisky. Lis otworzył te drzwi, ale my to mieliśmy już gdzieś. Liz zaczęła gonić Maksa z kosą, bo chciała go zabić. Wtedy Maks zatrzymał ją w czasie i mnie też, bo chciałam jej pomóc. Zostawił mnie w wodzie. Uciął nogę Liz i zaczął mnie nią bić po pysku. Później jak wznowił czas to zaczęłyśmy go gonić z Liz. Później jeździliśmy autami, Lizka po pijaku. Proszę ss, mamy tam jakiegoś miszcza drugiego planu, ale nie wiem kto to :c I tak oświeciło mnie, że powinnam robić skrót jpg, a nie bmp bo mi nie załaduje ss xd

Później Liz i Maks weszli we mnie, na chwilę przyłączyła się też Iza i Maks miał wtedy cycki. Ale Izy nie uchwyciłam ;-;

Później Maks kłócił się z Lisem i strasznie wrzeszczeli, więc przeszłyśmy się na 62 z Liz, żeby zaśpiewać Nowy ty, nowa ja – Sylwii Grzeszczak. Ale jak na złość wszyscy przyszli za nami, ale i tak zaśpiewałyśmy *-* Tylko, że skończyło się na lalalala, bo Liz zapomniała tekstu xd Liz jeszcze tańczyła pod latarnią, a później Maks zaśpiewał Młoda krew – Zbuku i próbował ubrać się jak Iza, ale mu to nie wychodziło, daltonista .-.
No to chyba by było na tyle.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , | 4 komentarzy

Lili jest wilkiem krwi! x.x

Na wstępie, gadałam z Frost i chyba więcej głosów jest na mnie i myślę, że zostaje alfą, a Lili zastępcą ^-^ Ale to nie 100% pewne. Jakieś sprzeciwy w kom. No, ale nie wszyscy głosowali, zawiodłam się. Nie głosowali: Mey, Yuni, Liseg i Luna. A jednak wasze głosy mogłyby  coś zmienić. Wiec zapraszam na głosowanie jeszcze was, na razie mamy 5:3 I jakbyś mi Maks mógł przypomnieć jakie masz moce, a raczej masz mieć, bo ci chyba zwróciłam uwagę, że miałeś jakieś 8 już, jak nie 9 x.x   [Edit] Holly jeszcze nie głosowała. I pytanie czy jesteś i czy chcesz być w tej watasze? Bo nie wchodzisz /:

Spotkałam Lili, Maksa, Sarę i Neron’a. Usiadłam przy nich na kamieniu. Sara chyba zarywała do Nero, a przynajmniej na to wyglądało. Zapytałam Lili, czy mogłabym jej podać te różową strzykawkę, ale ona by się zemściła, więc to mnie odrzuciło. Dowiedziałam się, że wczoraj Lili i Maks zabili Stelliusa. Mojego brata, więc powiedziałam, żeby go wskrzesili. Lili poszłam po białą strzykawkę, a ja tym czasem wzięłam tę różową. Wskrzesiła Stelliusa, a ja wstrzyknęłam Maksowi zawartość strzykawki i nastawiłam na Lili, ale on zatrzymał mnie i Lili w czasie. Wrzucił nas do wody, a potem poszedł do laba Lisga i wznowił czas. Szukał zielonych fiolek, które mają działanie anty miłosne. Miał zamknięte oczy. Znalazł kilka i wylał na siebie, przez co je zmarnował. Na szczęście po dłuższych poszukiwaniach Lili znalazła jeszcze trochę i mu dała. Zrobiliśmy ludzką stonogę, ja, Maks, Lili i Liz, która grała pod nowym nickiem – Citrus. Dostało mi się od niej, za to, że jej nie poznałam, a poznałam po tym, że uderzyła mnie kijem. No i Liz rozwaliła wszystkie zapasy Lisga. Nabrałam tęczową ciecz to strzykawki i pobiegłam do domu Lili. Wstrzyknęłam do myszy, a ona zaczęła rzygać tęczą. Maks ją zabrał, a Lili powiedziała, że sobie znajdzie nową. Maks znalazł kolejną karteczkę od bogów. A pisało na niej, nie wiem co, powiem to moimi słowami: Uratujcie ten świat do cholery. No, bo uratowałyśmy 1 z 2 kiedyś z Lili i zapomniałyśmy o nim. Pisało, że to świat Luny, czyli w sumie mój, świat mroku. Przeszliśmy przez portal, a tam latało pełno smoków. Smoków krwi i kilka światła. Lili zaczęła je atakować. Ja poleciałam do góry i przecięłam jednemu skrzydło przez co spadł, a Lili go zmniejszyła. Wzięłam go ze sobą. Lili sprowadziła jakiegoś smoka z wymiaru lśniących wód, który jej pomagał walczyć. Zobaczyłam, że coś się świeci. Pobiegłam tam. Lili rozprawiła się z wszystkimi. Coś podniosło mnie do góry i rzuciło o drzewo. Nie było widać przeciwnika. Lili rzuciła na oślep szyletem, ale nie trafiła. Jakiś czerwony wilk w kapturze pojawił się przed Lili. Rzucił nią i znikł. Wrócił do mnie i docisnął do drzewa. Lili na niego skoczyła. Złapałam się za gardło i wzięłam głęboki oddech. Lili zeszła z wilka i usiadła nie daleko. Widać, że nie chciała tego robić, była to magia krwi. Maks ściągnął wilkowi kaptur. Była to Kirra, a raczej jej duch. Rzuciłam się na nia i wbiłam pazury, ale ona weszła w moje ciało, a pod moimi łapami został jakiś szary wilk. Kirra: Tęskniliście? Zapytała z uśmiechem. Lili: Nie znam cie. Odprała. Kirra: Doprawdy mały wilczku. Lili: Nie jestem mała. Podniosła ją do góry i zacisnęła pięść, a wtedy zaczęła się dusić. Po chwili puściła. Kirra: Jak dla mnie jesteś. Powiedziała, że chciała zniszczyć świat mroku, ale przyszliśmy my i zmieniły się jej plany. Chciała krwi i śmierci. Maks wbił jej w łapę sztylet z trucizną, ale ona się tylko zaśmiała, mówiąc że w ten sposób wyrządzają krzywdę mi, nie jej. Zregenerowała łapę. Znalazła mój miecz. Wzięła zamach i uderzyła Maksa, a on wylądował pod drzewem. Jeden miecz miał truciznę. Drasnęła nim Lili, po czym związała i wzięła ze sobą. Zabrała w miejsce, w którym się zmieniła. Wrzuciła Maksa do wody. Maks poszedł ćwiczyć egzorcyzmy. Kirra przywołała wspomnienia z tamtego dnia. Zapytała Lili, czy chce być wilkiem krwi, ale to tylko z grzeczności, bo nie miała wyboru. Rozcięła jej łapę i dodała coś do jej krwi, po czym chciała, aby wykrwawiła się na śmierć. Maks odprawił jakiś egzorcyzm. Kirra: Będziesz jak ja. Powiedziała i zniknęła. Upadłam. Byłam obolała. Dla Lili było już zapóźno. Zminiła się w wilka krwi i uciekła. Maks wyleczył mi rany. Wstałam i podziękowałam. Pobiegłam za Lili. Widziałam z wzgórza jak wychodzi z jaskini z jakimiś rzeczami. Ruszyłam za nią, wtedy Maks zawołał, żebym się zatrzymała. Odwróciłam się. Chciał, żebyśmy ją szpiegowali. Nie posłuchałam go. Dla mnie to była strata czasu, wolałam przejść do działania. Lili otworzyła jakiś portal. W ostatniej chwili udało nam się z Maksem do niego wskoczyć. Znaleźliśmy się w świecie krwi. Ona szukała tu czegoś, co da jej władze. Gdy się zorientowała podniosła mnie i Maksa. To już nie była ta sama Lili. Ona była zła. Zrobiła wielką łaske mówiąc, że na razie da nam spokój i zostawiła nas w powietrzu. Maks się uwolnił i pobiegł dalej. Gdy Lili się wystarczająco oddaliła spadłam na ziemie. Pobiegłam do zamku i wzięłam stamtąd koronę krwi. Te samą przez, którą co jakiś czas zminiłam się w wilka krwi. Zaczęłam się jej przyglądać. „Tego musisz szukać”, pomyślałam. Wybiegłam z zamku. Lili nie było już w tym wymiarze. Za zamkiem znalazłam jakieś trzy kamienie. Ułorzyłam je i otworzył się portal. Przeszłam przez niego. Szłam przed siebie, aż natknęłam się na jakąś jaskinie. Była w niej Lili. Nie zamierzała wyjść. Uderzyłam w jaskinie kulą mroku, ale ona się tylko odbiła. Wzięłam głęboki wdech i założyłam korone. Zminiłam się w wilka krwi. Zamknęłam oczy, a gdy je otworzyłam były już czerwone. Otworzyłam portal do świata krwi, a stamtąd wyszły jakieś stwory i zaczęły niszczyć jej jaskinie. Kilka zginęło, gdy zaczęły wylatywać z niej trujące strzałki. W końcu na jaskini zaczęły pojawiać się rysy. Uderzyłam znowu kulą mroku i się rozpadła. Lili dała sobie coś, czego nie mogłam z niej wyciągnąć, dzięki czemu była silniejsza. Zabrała mi koronę i zaczęły otaczać mnie stwory krwi. Wzniosłam się do góry i poleciałam do Lili. Związałam ją linami z wody, a później zamroziłam je, ale ona rozpłynęła się i pojawiła za mną. Odskoczyłam. Nie miałam korony, więc w każdej chwili mogłam znowu być sobą. Lili czekała na ten moment w cieniu. Tak w końcu się stało…

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | 9 komentarzy

Przygoda Lili i Maksa

Czy ja mam się specjalnie was pytać i upominać? x.x Jak mnie nie ma, a wy gracie i coś się działo to od razu wyznaczać osobe i pisać mi /: a i sorki za błędy ale nie chciało mi się poprawiać xd

*Perspektywa Lili*

Kiedy weszłam na 1 czekał Maks i Sara.  Zaproponowałam żeby iść na 61.  Chwilę rozmawialiśmy. Poszłam do jaskini Maksa gdzie jadł kebaby. Potem poszłam do siebie. Maks znalazł jakieś zadanie i mi je przyniósł. Przeczytałam mały liścik. Na kopercie było wielkie S. Zastanawialiśmy się  z to od Sabriny czy od Stelliusa. Okazało się że od Sabriny. Stellius coś knuł ale Sabriny nie napisała co. Maks miał jej jeszcze zostawić jej kebaba. Otworzyłam portal na wyspę Stelliusa i przez niego przeskoczyłam. Za mną przeskoczył Maks. Stelliusa nie było w jego zamku. Pomyślałam, że dawno temu był na wzgórzu. Szybko tam pobiegliśmy. Maks rzucił się na Stelliusa. Zobaczyłam demony. Maks bił Stelliusa aż powiedział że ma zamiar wysadzić nam wyspę. Akurat walczyłam z demonem i ze złości na Stelliusa walnęłam go z pięści mocniej. Maks pobiegł po przycisk który miał nacisnąć Stellius żeby wysadzić wyspę. Ja przeszłam przez portal i zbierałam ładunki. Gdy wszystkie pozbieraliśmy wywaliliśmy je na wyspę Stelliusa,  no Maks wywalił je do złotego wymiaru i wcisnął guzik. Miał taką minę jak na to patrzył *,*. Poszłam do jaskini i czytałam zaklęcia. Maksowi się nudziło więc kazałam mu zbierać  magiczne przedmioty. Jednym z nich był kebab. Jak skończyłam czytać poszłam na drugi koniec wyspy na trening. Jak skończyłam trening poszłam do laba gdzie był Maks i Lisek. Spytałam się o  niebieską fiolke którą znalazłam. Lisek po kolorze jej nie poznał ale po zapachu tak. Jak się poda komuś zawartość ta osoba zginie. Maks ja zabrał i podał Stelliusowi. Potem pochodziłam po wyspie a Maks się pytał Liska o czerwoną fiolke. To była mikstura Re-Boom. Jak się ją wypije mikstura zniszczy wszystkie wnętrzności.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Skomentuj

Komu mam pomóc?

Zadanie 8. Nagle prze teleportowałeś się na jakieś wzgórze. Widzisz dwa wilki jeden biały drugi czarny, szykują się do walki. W tle zaczyna się burza. Oba wilki namawiają cię , żebyś któremuś pomógł…

*Opowiadanie Maksa*

Gdy się obudziłem, zjadłem kebaba i poszedłem na dwór. Zobaczyłem jakiegoś czarnego i białego wilka. Nagle zaczął wiać bardzo mocny wiatr i zaczęło grzmieć i padać. Maks:Burza znowu. Powiedziałem sam do siebie.
Wilki podeszły do mnie i spytały się czy któremuś z nim pomogę w walce. Ja zrobiłem zeza i rzuciłem w białego wilka kebabem. Więc pomyślałem Maks: Lubie czarny kolor, ale biały mnie podnieca. Więc wybrałem czarnego wilka. Nagle biały wilk powiedział mi coś do ucha. Biały Wilk:Pożałujesz.I jak zmienisz decyzje, to mi powiedz. A tak ogólnie mam na imię Yay. Więc zaczęło się coś dziać. Zaczęliśmy walczyć. Najpierw Czarny wilk użył mocy ognia i podpalił Yay’a. Teraz był ruch Yay’a. Yay złapał Czarnego wilka za łapę i wbił mu jakiś sztylet z trucizną centralnie w serce. Więc zostałem ja Versus on. On na miły początek złapał mnie za głowę i rzucił o drzewo. Nagle w dziupli zobaczyłem , że coś się świeci. Był to jakiś medalion. Potrząsłem nim , aż nagle medalion się zaświecił i zobaczyłem cały układ wnętrza białego wilka. Mogłem uciąć mu język ,zęby itp. Mogłem mu odciąć co chciałem więc odciąłem mu mięśnie. To był medalion Krwi. Kopnąłem Yay’a w łapę w której trzymał sztylet. Złapałem go i wbiłem sztylet mu w pysk. Podniosłem sztylet do góry i z całą mocą w dół. Yay umarł. Podszedłem do ciała czarnego wilka i wypowiedziałem zaklęcie na regeneracje martwego ciała. Maks: Regenate Body. Czarny wilk się obudził i powiedział do mnie. Czarny Wilk: Dziękuję za pomoc. Mam na imię Marco. Zawsze gdy będziesz mnie potrzebował, to powiedz do medalionu ,, Marco Wzywam Cię ”. Nagle Marco się rozpłynął a ja ze zmęczenia poszedłem spać.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Kto powinien być alfą?

Pisze tez wpis drugi raz, bo pierwszy mi się usunął jak opublikowałam ;-;
WAŻNE:Trzeba wybrać nową alfe, bo jak się okazało Roxannę zabiła Sara, gdy udawała Kirre. Za to dostała kare i tu info dla Kaoru, bo ma ci służyć, a ona wchodzi o 18-19. A więc trzeba zrobić głosowanie na alfe, proponuje w kom, już wczoraj odbyło się wstępnie głosowanie i było 5 głosów na mnie i 2 na Lili, ale nie głosowali wszyscy, więc no teraz ci co nie głosowali mogą, a ci co głosowali dla jasności jeszcze raz.
Po 2 zmieniłam nagrodę za zadania ze względu na ograniczenia, bo każdy miał by za dużo mocy. Ostatnie 2 medaliony będą dla Maksa i Mey, którzy mieli jeszcze pisać. A teraz nagrodą będzie kamień spełniający 1-3 życzeń w zależności od tego jak db będzie to opowiadanie, a o tym zadecydujecie już wy.
I na koniec polecam bloga Lizki (Jurii) o CM, mam nadzieje że nie usuniesz tak jak reszte
[LINK]

Powiem tak pod koniec dnia miałam niezłą bekę, tym bardziej jak zobaczyłam ten szok Lili, ale to od początku. Gdy przyszłam na kamieniu czekały już Sara, Jurii, Iza i Octavia. Ogólnie nic takie się nie działo. Gadałyśmy, ja coś poprawiałam na blogu, a Jurii (Liz jakby ktoś nie skapnął się jeszcze .-.) dodawała osoby na swojego bloga. Później wpadła Lili, więc z nią poszłam. Musiałyśmy kupić wódę na sylwka, bo jej trochę brakowało. Dałam jej 120 zł i poszłyśmy do wymiaru lśniących wód po trunek. Później wróciłyśmy do reszty. Lili założyła czarną sukienkę, stwierdziłam, że ma żałobę, no to założyła białą, ale wtedy skomentowałam, że szykuje się na ślub z Lorenzo, dlatego zmieniła się po prostu w wilka. Później jakaś babka chciała, żeby Sara z nią gdzieś poszła. Miałam pilnować jej miejsce, ale stanęła tam Iza, a prawie krulowi (Jakby ktoś miał wąty to ma być pisane przez „u” tak specjalnie, a nie że robię błędy ortograficzne) stawiać się nie będę. Ogólnie to ta laska chciała się z Sarą zaprzyjaźnić, ale ona nie uznaje wilczo-ludzich przyjaźni. Jak nie udało jej się z Sarą to przeszła na Lili, ale też jej nie pykło, a raczej zniknęła. Sara zmieniła się w jakiegoś czerwonego wilka i przypomniałyśmy sobie jak zmieniła się w Kirrę. No jak mogłabym zapomnieć, od tamtej pory nie widziałam Roxanny. Zawsze myślałam, że Sara bawiła się i użyła iluzji, ale wczoraj przyznała się, że najpierw zmieniła ją w człowieka, a potem zabiła. Trzeba było wymierzyć jej karę. Było kilka propozycji: żeby wzięła ślub z Maksem, żeby lizała buty Izy, zrobiła striptiz dla Kaoru i w końcu żeby mu służyła. Zgodziła się na służenie, chodź wolała jakąś karę z biczowaniem, czy coś takiego. A zgodziła się tylko dlatego, że uważa że go nie spotka. Potem zrobiliśmy głosowanie na alfę, gdzie wstępnie wygrałam ja, ale nie było wszystkich więc to nie było by fair. Liz pośpieszyła się pisząc na swoim blogu, że jestem alfą. Później poszliśmy na 62, gdzie miała być imprezka, ale nie za bardzo wyszła. Do tego przyczepił się do mnie jakiś Radek. W końcu wcieliłyśmy plan mój i Izy w życie. Ja weszłam pod nick FreeKisses, a ona KissMe i mówiłyśmy na siebie zjeby, albo ona na mnie Jeny, a ja na nią Jasmine. Nikt nie wiedział, że to my. Zaczepiałyśmy każdego i znowu uwziął się na mnie ten cały Radek. Chciałam mu dać w ryj, bo napastował mnie .-. I powiedziałam mu, że nie jest tak seksi jak człowiek Woda xd Później Jasmine zaczęła zaczepiać Człowieka Ognia, ale Woda mówił, że to jego partner, no więc ja zaczęłam bronić mojego zjebka, czyli Jasmine. Chciał się bić. Mi tam garaży nie trzeba strzeliłam mu w mordę, ale oni nas zagięli. Mieli po swojej stronie hakera i musiałyśmy spieprzać. ): Chciałyśmy, że Lili nas obroniła i ostatecznie się zgodziła. Zgasiła ognia, a my miałyśmy go potem rozpalić i wtedy okazało się, że Lili brata się z wrogiem. x.x Jak ona mogła? No jak? A tak ogólnie to nie wiem co potem się odjebało, jedna wielka masakra. Pamiętam tyle, że Woda chciał zaliczyć Jasmine, a ja wbiła do jaskini Lili po jakiś trunek, ale ona mnie tam nie chciała )): A za mną wbiła reszta i ogólnie potem mi coś z netem zaczęły się robić problemy. ;/ Ale pisałam jeszcze z Lili i była w niezłym szoku XD W sumie sama bym była, no normalnie nie ja.
Niestety nie mogę  dać ss, bo jak wcześniej chciałam dać to właśnie coś się zjebało, ale Iza na pewno jakieś da u siebie, więc czekam c:

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 23 komentarzy

Krulowie CM nas odwiedzili

Pozdrowienia dla Justyny i Mikołaja, których spotkałam wczoraj na 62 i oczywiście Izki :3 Oraz smutne info, gdyż Nila odeszła w sumie to już pare dni temu, ale zminiłam to dopiero wczoraj.

Zapomniałabym Iza i Nila urządzają sylwka dzisiaj (30.12) na mg. J. 62 o 21  Przychodzić mi .-. xd

Spotkałam Yoji, wilka który nie dawno dołączył do naszej watahy. Nie wiedział do końca co i jak. Jeździł w aucie, a ja mu ciągle próbowałam wyjaśnić, że wilki nie mają aut. Nie słuchał, więc nastraszyłam go mówiąc, żeby nie pokazywał na dzielni Izy, bo mu zabiorą. Oddał mi klucze i poszliśmy na wilcze wzgórze. Później Iza ogranizowała spotkanie swoich ziomków na 62, więc musiałam go zostawić. Za mało wie o życiu, żeby przebywać w takim towarzystwie. Był tam Disza, Człowiek Ogień i Woda, Luna, później też przyszła Lili. Zaczęli się kłócić, wszystkie screen’y na blogu Izy. Disza zgasił ognia. No i wpadł Shad i Nicow. Krulowie CM. Potem tak wyszło, że miałam gdzieś co robią i poszłam z Lili do laba Lisga. Spotkałyśmy tam demona, który jak nas zobaczył to uciekł. Zaczęłyśmy go gonić. W końcu go dogoniłyśmy, a jak się dowiedział, że jesteśmy wilkołakami, to tym bardziej zaczął uciekać, bo uważał, że jesteśmy agresywne. Nie wiem kto mu tak nagadał, ale ja wcale nie jestem agresywna. Później Lili mnie zostawiła. A ten demon zaczął mi wytykać, że uważam się za najlepszą i że ogólnie wilkołaki to okropna rasa. Nie mam pojęcia skąd mu się to wzięło. Miałam go potem, gdzieś. Przyszła do mnie Iza mówiąc, że potrzebuje miłości. Jeden wielki płacz i depresja. Do tego pokłuciła się z krulami, bo Nicof zaczął gwałcić Shad’a, a to ona miała być jego obiektem gwałtów. No, więc musiałam mu to wygarnąć, bo nikt mi tak mnie będzie traktować Izy. Shad poszedł, a Disza uśmiercił Nicof’a, więc musiałam pisać na gg. Oczywiście potem, go ożywił podobno. Później pogadałam z Justyną ( abc) i Mikołajem ( fon od fontanny xd). Gdy poszli spotkałyśmy z Izą jakiegoś Ducha, który chował się przed nami, a że Iza była głodna, a jak jest głodna to jest zła, to chciała mu zjeść cycki. Ale ktoś ją chyba uprzedził w tym. I na koniec smutne info, jak afczyłam Iza miała taką depreche, że zjadła mi cycki .-. Ss z bloga Izki. hihihh

Opublikowano Bez kategorii | 20 komentarzy

Kolorowe strzykawki, włam na chate

Holly nawołuje cię .-. Zawiodłam się na tobie z Izą. Jak ty byłaś nie było Kaoru, teraz on jest, a ciebie nie ma. Cykasz się może? Raczej tak. Do tego Lili została nauczycielką. Lekcje może udzielać na polach treningowych.

Gdy przyszłam Lili już czekała na kamieniu. Usiadłam obok niej. Zobaczyłam, ze siwielec, znaczy Kaoru siedzi tam gdzie zwykle, więc zawołałam go. Wkurza go, jak mówimy, że jest siwy. Wyciągnął kosę i zaczął iść w naszą strone. Złapałam się Lili, a ona zatrzymała czas. I plan był dobry, ale jak zwykle Kaoru się do czegoś przyczepił. Więc wznowiła czas. Później przyszli Człowiek Woda i Krul tej gry. Woda mnie pamiętał, fejm dojebany. Dałam mu raz dyche, bo spotkałam go na j.1, szukał kogoś kto mu da trochę hajsu. Akurat na 61 siedział Kaoru, więc go tam zabrałam, no wiecie jest ze SCAR, a pieniądze to władza, więc myślałam, że ma, a nie miał, dlatego dałam mu potem te dyche, żeby na darmo chłopak nie przychodził i za mądre słowa, których nie pamiętam. Później powiedziałam coś o tym, że Kaoru jest siwy, już nie pamiętam co, ale taka prawda, bo nawet Człowieka Woda i Krul tak uważali. Ale za moje słowa Kaoru zgolił mi futro. Zapytałam Lili, czy ma coś na porost futra. Na moje szczęście miała coś w jaskini, ale Kaoru powiedział, że jak mi futro odrośnie to mnie zabije. Poszłam z Lili do jej jaskini. Wyciągnęła książke i ródżke. Na chwile wpadli do nas Woda i Krul, ale zaraz sobie poszli, jak zapytałam, czy czegoś chcą. Lili wypowiedziała zaklęcie i futro mi odrosło. Trochę je przycięła i było idealne. Zaczęłam myśleć co robić. Lili w żaden sposób nie mogła mi dogodzić. Miałyśmy ratować jeden wymiar, ale stwierdziłam niech giną, nie chce mi się. Na wyspe Stelliusa też mi się nie chciało iść. W końcu wstałam i poszłam do jakiegoś domu, gdzie jak się okazało Lili trzymała wszystkie rzeczy, które zabrała Lisowi. Wyciągnęłam z szuflady strzykawkę z czarną cieczą. Jessika: Gotowa na zastrzyk? Lili: Daj mi to! Powiedziała i wzięła mi strzykawke. Ja stwierdziłam, że trzeba to wypróbowac. Ona mówiła, że próbowała to na miśkach, ale pluchowy miś to jednak nie to samo, co żywe stworzenie. Poszłam do lasu i przyprowadziłam wiewiórke, ale nie miałyśmy pewności, czy to nie wiewiórka Aney, więc wróciłam po  inne zwierze. Następnie znalazłam lisa i sowe, ale żadne zwierze nie pasowało Lili. W końcu ona sama wzięła mysz. Wstrzyknęła jej czarną zawartości strzykawki, a mysz umarła. Potem dała jej białą i ożyła. Zaczęło mnie zastanawiać, czy tą białą moglibyśmy się leczyć, jak zginiemy. Wtedy ktoś zapukał. Zminiłam się w człowieka, a Lili udawała mojego psa. Był to jakiś Nuget. Prosił o cukier, więc mu dałam i sobie poszedł. Wpadłam na pomysł, żeby poszperać w jego domu. On leżał przy fontannie, ale my nie wiedziałyśmy, który dom jest jego. Położyłam się pod latarnią i udawałam, że śpie. Przeszedl obok nas i wszedł do swojego domu. Potem plan był następujący, Lili go odciąga, a ja robie włam na chate. Schowałam się nie daleko domu. Lili podeszła pod drzwi i zaczęła szczekać i drapać w nie, aż otworzył. Wyszedł ze strzelbą. Lili pokazała mu, że chce, żeby za nią szedł i zaczęła biec. Pobiegł za nią, a ja zakradłam się do domu. Poszłam do jego sypialni. Włączyłam komputer i zgrałam wszystkie dane. Ale on szybko wrócił. Zrobiłam się niewidzialna. Lili wbiegła za nim do domu i zaczęła wszystko niszczyć. Wylałam wode na Nuget’a i uciekłam. W domu pokazałam Lili co udało mi się zdobyć. Nie przejżałyśmy za wiele, a ktoś zapukał do drzwi. Kazałam Lili się schować. Otworzyłam drzwi, a Nuget zaczął się skarżyć na mojego psa, czyli Lili. Powiedziałam mu, że to nie mogła być Lili i sobie poszedł. Lili pokazała łapą na drzwi. Zostawił tam podsłuch. Zrobiłam małą kule ognia i zniszczyłam podsłuch, a potem poszłam na góre do Lili, która miała mnóstwo różnych jego papierów, ale to były tylko nie spłacone rachunki. Wyciągnęłam kolejną strzykawke i podałam jej zawartość myszy, a ona zaczęła się świecić i unosić w klatce. Lili: Jaką jej dałaś? Zapytała. Jessika: Różową. Lili: To jest miłosna. Odskoczyłam od klatki i spytałam Lili, która jest antymiłosna. Podała mi zieloną, a ja wstrzyknęłam ją myszy. Wciąż byłam człowiekiem, więc Lili wstrzyknęła mi coś niebieskiego i zminiłam się w wilka. Wyszłyśmy z domku, a ja wolałam, żeby trzymała różową strzykawke zdaleka ode mnie. Usiadłam sobie na schodach od wiatraka i patrzyłam jak Lili żągluje sztyletami.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | 8 komentarzy

Więcej volfów *-*

Ok tytuł tego posta w żaden sposób nie łączy się z fabułą, ale może powoli powracają stare czasy z cm ^^ Weszłam na gre i praktycznie same volfy *.* Ale i tak ostatecznie przenieśliśmy się na 62 /: I przepraszam Sara że się spóźniłam, ale nie jestem u siebie w domu, tak to była bym wcześniej. Do tego mogłam coś pominąć przekręcić, jak zwykle, więc Kaoru jak coś to mnie ewentualnie popraw, a ja raczej to zmienię xd

*Perspektywa Lili*

Jak weszłam na 61 czekały Frost,  Maja i Sara. Frost i Sara sobie latały. U Frost pojawiły się pierwsze trudności,  ponieważ miała je od niedawna. Zaproponowałam jej, że mogę udzielić jej kolejnej lekcji tym razem w mojej jaskini. Przeszłam przez portal do mojej jaskini a za mną Frost. Zaczęłam lekcje od czegoś prostego. Frost musiała oswoić się ze skrzydłami. Kazałam jej pomachać nimi delikatnie. Frost wykonała to zadanie bez trudu. Potem kazałam jej machać tak żeby zaczęła się unosić. To zadanie także nie sprawiło jej większych trudności. W końcu kazałam jej na próbę przelecieć się wokół mojej jaskini. Z tym zadaniem miała małe problemy, ale nie takie duże dlatego kazałam jej wlecieć do jaskini. Powiedziałam jej, że teraz poleci obok mnie jedno kółko wokół wyspy a drugie sama. Na początku leciała na przedzie. W końcu przyspieszyłam. Usiadłam na wzgórzu. Czekałam na Frost. Szybko jej poszło. Uznałam lekcję za zakończoną. Maja później uczyła Frost strzelać z łuku. Wyciągnęłam swój aby sprawdzić czy nie wyszłam z wprawy. Strzelałam w drzewa wyobrażając sobie, że to Kaoru. Za każdym razem trafiłam. Maja chciała żeby Frost strzeliła w jej łapę. Postanowiłam pomóc Maji w lekcji. Lili: Ja strzelę. Wiedziałam, że Frost będzie wolała sama strzelić. Nie zawiodłam się na niej. Maja: Lili już nie musisz.  Frost strzeliła celnie w łapę Maji. Maja nie chciała pomocy i uleczyła ranę sama. Frost dalej chciała się uczyć. Powiedziałam, że nauczę ją o magii. Poszłyśmy do mojej jaskini.  Dałam jej książkę o magii. Kazałam jej zacząć czytać o magicznych przedmiotach. Wtedy przyszła Jess. Musiałam już iść dlatego poprosiłam Jess aby nauczyła Frost trochę o magii.

 

*Perspektywa Jessiki*

Gdy Lili już poszła zaproponowałam Frost, żeby wyjść z jaskini Lili. Poszłyśmy na wilcze wzgórze. Spytałam się jej czy umie walczyć, jak się okazało niezbyt. Już się nie dziwiłam, dlaczego tak ignorowała Kaoru. Miałam uczyć ją o magi, ale stwierdziłam, że najpierw powinna się nauczyć walczyć. Zapytałam Kaoru, czy nie mógłby jej czegoś nauczyć. Dał jej tylko pare rad, żeby była kreatywna i brała przykład z innych. Nie mogłam już nic dodać od siebie. W sumie to wszystko co potrzebowała wiedzieć. Przeszłam na drugi koniec wzgórza. Wyciągnęłam sztylet i rzuciłam nim w Kaoru. Niestety trochę chybiłam. Wróciłam do Frost. Wtedy wpadła na pomysł i pobiegła nad wodę. Wróciła już z dwoma mieczami, które sobie zrobiła. Potem już przyszła Liz i Nicof, a chwilę później Nec. Wszyscy przeszliśmy na 62. Myślałam, że Frost pójdzie z nami, ale jednak została. Liz zaczęła pytać Kaoru, po co jest SCAR? Dlaczego dołączy? Skąd taka nazwa? Ale na żadne z pytań nie chciał odpowiedzieć. No może poza jednym, dlaczego akurat SCAR? No, więc odpowiedź, bo cicatrix, ale to nam nic nie mówi. Później Liz już chyba przesadziła, bo zaczął ją gonić. Jessika: Zostaw ją! Warknęłam. Kaoru zostawił Liz, ale przyszedł do mnie. Kaoru: Nie rozkazuj mi. Przęłknęłam śline. Czy było warto? Jak dla mnie tak. Przynajmniej dał jej spokój. Wyciągnął kose. Zrobił ze mnie piniate i zabrał do Nicof’a i Nec’a. Wzięli kije, ale ja nie dostałam, ale za to kilka razy Kaoru. Kopnęłam Kaoru i krzyknęłam, żeby mnie póścił, ale tylko oberwałam. Jęknęłam z bólu. I to był mój błąd. Kaoru wziął mnie do swojego domu i przykuł do stołu. Zapomniałabym dodać towarzyszyła nam Iza jak zawsze. Za nim przybiegła Liz. Ją położył na mnie. Założył na nas obie antymagie. I już byłyśmy bezbronne. Założył mi na łapę imadło i docisnął mocno, przez co krew nie mogła mi dopłynąć do niej. Straciłam czucie w tej łapie. Wpadli Nec i Nicof. Kaoru dostał od Nicof’a kijem i dał nam na chwilę spokój. Poszedł do nich. Nie wiem czy powinnam dziękować, czy nie. Przypomniałam sobie, o lodówce, a raczej jej braku i zapytałam Kaoru co mogłam pić, jak nie mleko. Na co odpowiedzial, że mogła to być próbka jego nasienia albo sam też do końca nie wie co to było. Wyrwał mi łapę, tę na której miałam założone imadło, a potem zaczął tą łapą bić Liz. Mówił, że da nam spokój jak się przyznamy, że jesteśmy żałosne i jeateśmy jego niewolnicami, ale ani ja ani Liz nie jeateśmy żadnymi niewolnicami, a już napewno nie jego. Żałosne, no może trochę. Przyszedł Nicof i powiedział, że będzie wycierał krew jak się poleje. Po moim pytaniu wpadł na pomysł, żeby wylać na nas to białe coś. Zamknęłam pysk. Nie chciałam znowu tego próbować. Kaoru rozciął mi wargę. Ostatecznie wylał na nas krew z podłogi. Lepsze to niż to białe coś. W końcu to moja krew i Liz. Chciałam jak najszybciej stamtąd uciec. Przypomniałam sobie o moim lamorożcu, Zefrin i przywołałam go. On nas uwolnił i zniknął. Lamorożec nie miał nałożonej antymagi, więc było to jak najbardziej fair. Uciekłyśmy na kamień. Liz wpadła na pomysł, żeby się schować, ale nie wiedziałyśmy gdzie i tak chodziłyśmy w kółko. W końcu Iza i Kaoru nas zauważyli. Nie było to trudne, byłyśmy blisko jego domu. Wskoczyłam do wody i zanurkowałam, tam były niewielkie szanse, że mnie znajdzie, bo pod wodą robie się niewidzialna, ale została Liz. Ona również wskoczyła do wody i obie zaczęłyśmy uciekać. Przy okazji Kaoru zrzucił Ize do przepaści, ale przeżyła. Kaoru nie było widać, więc myślałam, że moge odetchnąć z ulgą, bo się znudził, ale wtedy złapał Liz. Wypłynęłam na brzeg i pobiegłam do nich. Zrzuciłam na Kaoru głaz, ale on w ostatniej chwili odskoczył, a głaz przygniótł Liz. Podniosłam go. Przeprosiłam ją. Wtedy Kaoru przejął nad nami kontrolę. Zapomniałam o tym. Kazał nam robić przysiady. Byłyśmy bezmyślnymi marionetkami. W końcu kazał się nam obściskiwać. Wtedy przegiął i Liz stwierdziła, że od tej pory jest integracyjnie. Była rozmowa o tym, że Liz łamie zasady, a jak dla mnie i Liz i Kaoru mieli racje i w końcu Kaoru przeprosił. A potem stwierdził, że się nie umiemy bawić i sobie poszedł. Gdy poszedł na miejsce, gdzie zwykle siedzi Liz powiedziała, że już nie jest integracyjnie i wrócił, później powiedziała, że znowu jest i poszedł i tak w kółko, a ja leżałam na kamieniu i się śmiałam. Później dla zabawy Nicof i Kaoru walczyli. Nie będe się rozpisywać, wygrał Nicof. Zapomniałabym Iza przegrała różdżke i piwo grając sama ze sobą w pokera, ale później Nicof dał jej lustro i wygrała. Gratki Iza, jestem z ciebie dumna.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 31 komentarzy

Śmierć Lili i Liz

Nie wiem czy nie namieszam >.< To będzie z 2 perpsektyw ewentualnie 3 jak dam jeszcze Lili. Czytałam komentarze i cieszę się, że się odezwałaś Sara. Mam nadzieje, że będziesz dzisiaj z nami :3 No i dzięki Lili mamy nową zasadę, a mianowicie: Reagowanie na bodźce, tak ogółem mówiąc. I znowu przepraszam za wszelkie błędy ortograficzne, czy interpunkcyjne.

*Perspektywa Kaoru*

Zawitałem do Lili z kosą. Była bardziej w postawie obronnej, bo nic mnie nie drasnęła, ciachnąłem ją z kosy po plecach i szurałem nią po ziemi za pośrednictwem łańcucha, nic innego ciekawego się w tym etapie nie działo, następnie chwyciłem jednym łańcuchem jej lewą rękę, i prawą nogę drugim. Przekręciłem łańcuchy tak, by się niewygodnie zwinęła, a później upadła na ziemię, przeszurałem ją przez ziemię (była dość daleko) do siebie, porządnie związałem i nałożyłem serum antymagicznę. Była już bezbronna, nie mogła walczyć przez to, że była skrępowana łańcuchami, oraz używać magii przez nałożoną antymagię. Zaniosłem ją do domku (tym w którym kilka razy była rozróba np. z Jessiką, Liz) i przymocowałem do stołu tortur. Spowodowałem jej zwichnięcie wszystkich stawów, poobcinałem powieki, szpeciłem ostrzem, trochę gwoździ w tors powbijałem, i inne takie tam. Nudne to raczej było, bo specjalnie by nie dawać mi satysfakcji – nie krzyczała o litość. Gdy już była zmasakrowana, ale nadal jej części ciała były połączone (te większe, nie odcięte skóry itp.) zatamowałem krwawienie by za szybko nie zdechła, odmontowałem ją ze stołu, związałem ją w dość niewygodnej i dziwacznej pozycji, wsadziłem do wora z materiału i wyniosłem na dwór w tym worze. Powiesiłem ten wór z nią na lampie, tej najbliższej do schodków na których często odpoczywam, patrzyłem się na lekko cieknący krwią wór z powodu nie porządnego zatamowania krwawienia, ale jednak zatamowania. Postanowiłem postrzelać sobie w nią (jeszcze o dziwo żywą) z procy, z tych schodków w wór. Strzeliłem kilka razy, później podszedłem do tego wora, i tu się zaczęła masakra: Wbijałem w losowe miejsca w worze ostrze kosy z zamachów sierpowych, od boku, od góry, od dołu, w losowe miejsca z losowych kątów. Wbijałem, wyjmowałem, wbijałem gdzie indziej itd. Po kilku takich wbiciach była już martwa, ale ja bawiłem się dalej. Wbiłem tym razem od boku do wora kosę, tak głęboko, by wór dotykał trzonu kosy, ale zamiast normalnie wyjąć tak jak włożyłem, pociągnąłem zahaczoną o zawartość wora, i sam wór kosę w swoją stronę, przez co wór się rozerwał, a z niego wyleciało mnóstwo zmasakrowanych flaków, szczątków itp. Ten wór to tak głupio pusty i przeciekły krwią wisiał, to go zdjąłem i rzuciłem na usypana stertę szczątek, po czym to wszystko spaliłem za pośrednictwem wylanego po tym wszystkim na ten stos paliwa! Zostały po tym prochy, tak właśnie skończyła Lili. Później przyszła Iz, Liz, Jessika. Chciały wiedzieć co się stało, to opowiedziałem, po tym Liz zaczęła mnie prowokować. Bez wielu grotesk się z nią obszedłem: Kopnąłem ją by leciała w powietrzu, ale też w dal, ale złapałem w locie łańcuchem i spowodowałem szybki i twardy upadek na ziemię, przeciągnąłem ją do siebie po ziemi, przydeptałem nogą(przygwoździłem do ziemi) I wbiłem kosę w jej plecy tak, by ją następnie obrócić, tak by zahaczyła za kręgosłup (tak, jakieś wnętrza ucierpiały) Pociągnąłem kosę w górę coraz mocniej, aż wyrwałem jej kręgosłup, dalej grzebałem trzonem kosy w jej wnętrzach, aż zdechła, spaliłem ją i by było śmieszniej, prochy zmieszałem z prochami Lili.

*Perspektywa Jessiki*

Dostałam wiadomość, że Lili nie żyje. Szybko przyszłam. Akurat trafiłam na śmierć Liz. Byłam załamana, tym bardziej, że nie było Mey jak jest potrzebna. Stwierdziłam, że prezentu już nie dostanie, a miałam mu dać w sumie szkatułke z pozytywką, w środku jest wilk, któremu na końcu odcinają łeb i jest dużo krwi. Jak już daje prezenty to wszystkim. Przypomniałam sobie, że mam gdzieś jeden medalion życia. Zrobiłam teleport do swojej jaskini i wyciągnęłam medalion, ale nie wiedziałam, której z nich mam go dać, ale to był mój najmniejszy problem akurat, bo ich prochy były zmieszane. Wyciągnęłam jeszcze księge. Otworzyłam ją i wypowiedziałam zaklęcie, dzięki czemu prochy się odzieliły. Nadal niewiedziałam komu dać medalion. Liz wkurzała Kaoru mówiąc, że jest śiwy. W końcu Lili powiedziała, żebym dała go Liz i tak też zrobiłam. Kaoru czekał, aż ją ożywię, żeby za te słowa mógł ją zabić jeszcze raz, ale się zlitował, mimo iż jest wkurzająca. Gdy Lili już ożyła dostałyśmy obie pudła, z rzeczami Lili, z jej jaskini. Sprawdziłam, czy nie ma tam jakiś medalionów, które mogą pomóc, ale niestety nie. Lili od dłuższej chwili wpatrywała się na kamień, gdzie jak się okazało siedziała Rose. Liz poszła, chwilę później Kaoru, a Iza była nieobecna. Powiedziałam Lili, żeby poszła do Rose, a ja weszłam do laba Lisga. Wzięłam jedną z probówek i powąchałam. Pachniała truskawkami. Chciałam spróbować zawartości, ale przypomniałam sobie jak to się skończyło ostatnim razem. Odstawiłam probówke na miejsce, ale jak się odwróciłam, uderzyłam ogonem i wszstkie probówki przewróciły się jak domino. Na podłodze zrobiła się kolorowa plama. Szybko wyszłam, żeby nie było na mnie.  Gdy ja bawiłam się w labie Lili wylądowała obok Hecate. Miała do wyboru trzy portale: Powrót, Nowe życie i Wymiar Hercate. Wybrała powrót, ale przechodząc przez portal coś było nie tak…

I dwa rysunki Izy, które nie długo znajdą się w fanartach :3

 

PhotoGrid_1451126763117 PhotoGrid_1451078292438

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 17 komentarzy

Unieważniona walka

A więc moi mili, wilczy przyjaciele, radze wam zostać do końca tego wpisu, gdyż będzie z tego bardzo ważny morał, a jak nie chcecie czytać to zapraszam na koniec wpisu, bo chyba wyjdzie na to samo. I już na wstępie przepraszam za wszelkie błędy, ale piszę na tel.

A więc jestem dość niecierpliwym człowiekiem i weszłam na grę, gdzie czekała już Iza, która również nie mogła się doczekać, a mianowicie liczyłyśmy na jakąś walkę między Kaoru i Holly. Było bardzo nudno, ale co się dziwić, jak weszłyśmy godzinę wcześniej. W końcu przyszła Lili. Miała ze sobą worki pełne drewnianych, kocich figurek. Prezent dla Kaoru. Figurki te zmianiały w kota, tego kto je trzyma. Usiadłam obok płotka, jako człowiek. Obok mnie stały Lili i Liz. Do Lili podeszła jakaś postać ubrana na czarno. Zaczęła się jej uważnie przyglądać. Żadne z nas jej nie znało, była to kobieta. Postać: Będą z ciebie ludzie. Powiedziała do Lili. W końcu się przyznała, że szpieguje dla SCAR. Liz zaczęła się z nią kłócić. Liz: To przekaż Kaoru, żeby ruszył dupe. Szpieg: Nie będe mu rozkazywać. Odparła. I tak toczyła się dalsza rozmowa, że ona szpieguje dla SCAR, a nie dla Kaoru, ale Liz była uparta i chciała postawić na swoim. Ja nie wnikałam w rozmowę, tylko śmiałam się pod nosem. Szpieg: Nie chce mi się już powtarzać. Powiedziała i poszła. Szpieg: A ciebie wciąż obserwuje mały wilczku. Dodała na koniec. Zaczęło nam się trochę nudzić, więc Lili zaproponowała, że może dać jednej z nas kosę ognia. Powiedziałam Liz, żeby udawała Kaoru. Liz przyłożyła mi kosę do szyji, a ja odskoczyłam, ale to dlatego, że wydawało mi się, że Lili trzyma te kocią figurkę. Lili rzuciła figurkę Liz, a obok niej pojawił się kot. Jessika: Kotek *-* Liz: Mój kot! Krzyknęła i porwała go. Usiadła z nim na górce i zaczęła głaskać. Zobaczyłam, że coś leży obok mojej łapy. Była to jedna z tych kocich figurek. Podniosłam ją, żeby podać ją Lili, ale zminiłam się w kota. Popatrzyłam na swoją łapę. Kot i to jeszcze czarny. Wstałam. Nabrałam ochoty na mleko. Weszłam do pierwszego, lepszego domu. Akurat wypadło na ten koło fontanny, bo był najbliżej. Wskoczył na stół i otworzyłam lodówkę. Zaczęłam w niej szperać i rozlałam mleko. Na szczęście był drugi karton. Później zdałam sobie sprawę, że może to być dom Kaoru. Lili przyłączyła się. Poszłam z nią na drugie piętro. Otworzyłam jakąś szafkę i znalazłam łańcuch. Wyciągnęłam go i zaczęłam kręcić jak lasso, aż wybiłam szybę w oknie. Lili: Moja kolej. Oznajmiła i wzięła łańcuch. Zaczęła nim kręcić i potukła wszystko co się dało. Zeszłam na dół. Jessika: Mnie tam nie było. Na dole zobaczyłam to, czego szukałam, a mianowicie żelki. Lili zeszła na dół z szafą, a w niej rzeczy Kaoru, znaczy tak się jej wydawało. Lili wzięła lodówke i wyszłyśmy. Rzuciłam Liz jedną paczkę żelek i poszłam na kamień. Lili poszła do laboratorium i zawołała tam Lisa. Kazała mu badać wszystko co przyniosła. Później wyłączyłam się na moment. Gdy się obudziłam zapytałam Lili co zrobili z tymi rzeczami. Na co ona odparła, że Liseg zamknął je w szafce na hasło i, że mają cicatrix. Na to ostatnie mnie zatkało. Wtedy zaczęłam jej tłumaczyć, że nie mogła, bo jak cudem. Poza tym on z tą kosą łazi wszędzie. W końcu nie wytrzymałam i napisałam do Izy. Ona jak przeczytała te głupoty to natychmiast przyszła. Wytłumaczyła to Lili na przykładzie serca. Cicatrix to jego część, serce i czy wyrwie mu serce, jak go tu nie ma? No właśnie. Chyba potem już załapała. Wróciła Liz z wodą święconą. Liz: Lili co się z tobą dzieje? Kradniesz! Powiedziała i ochlapała ją wodą święconą, a potem sama się jej napiła. Lili postanowiła, że zwróci wszystko, tylko nie zna hasła Lisa. Liz podała jej jakieś, ale ona miała jakieś swoje. Liz: I jeszcze się nie słucha. Jessika: Słuchaj jak starszy coś do ciebie mówi. Powiedziałam do Lili. W końcu udało się jej otworzyć i wyciągnęła wszystko. Jessika: Są tam żelki? Lili odniosła wszystko, oprócz lodówki i żelków, które przyniosła mi. W końcu zdałam sobie sprawę, że jestem kotem, nadal. Lili próbowała mnie odczarować, ale coś nie wyszło. Pobiegła do swojej jaskini, a ja poszłam nad wodę. Popatrzyłam na swoje odbicie. Wtedy coś do mnie dotarło. Jestem czarnym kotem. Moge przynieść komuś pecha. Wróciłam na kamień i powiedziałam Lili, żeby jeszcze poczekała  z tą odmianá mnie. Wtedy Lili powiedziała, że idzie napić się wody. Jessika: A mówiłaś, że nie pijesz, teraz co wóde pijesz za plecami Izy. Lili: Jaką wóde? Zwykłą wode. Jessika: Niech ci bedzie, ale Iza się dowie. Lili: Że zwykłą wode piję? Jessika: Że nałogową alkoholiczką jesteś. .-. Wtedy Iza mi napisała, że Kaoru wejdzie. Nie wierzyłam jej, myślałam, że znowu sobie żarty robi. Poszłam na bloga, że zobaczyć, a jak wróciłam to Kaoru był już na kamieniu. Na powitanie poinformowałam go, że skończyło mu się mleko. A potem padło stwierdzenie, że trzeba przenieść na inny join, bo na tym jest za duże zgromadzenie. Lili powiedziała, że na 78, a Kaoru, że na 62. W końcu powiedziałam, że na 62, bo chciałam dostać żelki, ale nie dostałam. Powiedziałyśmy Kaoru, co się stało w jego domu, ale on powiedział, że nie ma w domu lodówki, więc albo pomyliłyśmy domy albo ja nie wiem co otworzyłam i zjadłam. Lili dała Kaoru prezent, czyli tę figurkę. Wziął ją i zmienił się w kota, po czym Lili zamknęła go w klatce pod napięciem i przyniosła na kamień. Odmieniła mnie i znowu byłam wilkiem. Kaoru za pomocą kosy otworzył klatkę i uciekł, a Lili zaczęła go gonić. Taki instynkt chyba. Ja nie pobiegłam, nigdy nie ciągnęło do biegania za kotami. W końcu stwierdziłam, że może rusze dupe, żeby jej pomóc, ale jednal nie. Miałam zbyt dużego lenia. Później Lili zminiła Kaoru w mysze. Stwierdził, że jesteśmy jacyś nienormalni i w sumie to miał racje. Schował się do jakiejś szczeliny, a Lili czekała, aż wyjdzie. W końcu na chwilę użył cicatrix i zmienił się w człowieka i zaczęli walczyć. Nie wiele ogarniałam z tej walki, więc napisze tak, jak mi to w skrócie napisała Lili ( Najwyżej jak zawsze dodasz coś od sb w kom Kaoru xd). No to tak bardzo skrótowo. Założył na siebie anty magię. Lili ucinała mu ręce, a on ją przyciągał do siebie i wbijał kosę. Zmieniła się w wodę i zrobiła się niewidzialna. Wzięła rozbieg i ucieła mu głowę.  Potem wyrzuciła jego ciało do wody. I tak został haniebnie pokonany przez wilka, bo nie docenił wroga, ale do czasu i tu ten taki jakby morał, o którym mówiłam na początku. Miałam się w sumie zliotować i dać mu ten medalion życia, czy tam regeneracji, ale Lili mnie pochamowała i ogarnęła, a mi się przypomniały moje słowa na temat bycia miłą. Kaori drążył temat i w końcu walka została unieważniona. A dlaczego? Bo jak się okazało ta walka była nie fair i Lili posiadała za dużo mocy. No i był mały wykład od Kaoru na temat ograniczeń, ale to na koniec. Więc cofnęliśmy się w czasie do momentu, aż przyszedł Kaoru i znowu byłam kotem. Kaoru pomógł jej się trochę ograniczyć. A potem w sumie już tylko gadaliśmy i powiedziałyśmy mu o naszym wczorajszym planie. A mianowicie:

  1. Piszemy do Nicofa
  2. Prosimy go o gg Shada
  3. Shada prosimy o skypa Kaoru
  4. A Kaoru żeby ruszył dupe

Ja miałam wykonać ostatni punkt planu, do którego niestety nie doszło. A wyszło z tego tyle, że wkurwiłyśmy człowieka. #MiszczePlanowania. Później pojawił się jakiś wilk Lorenzo, z którym Lili się umuwiła. Ale Holly nie było i zjebała wszystko, a ja tyle czekałam na ten moment. Iza wie xd

No w końcu mogę przejść do tematu, którym są ograniczenia. Tia…Pisze to co powiedział Kaoru, no mniej więcej i może troche po swojemu. I to nie, że go słucham xd, tylko ma to sens. Czyli nie za dużo mocy i umiejętności, a dlaczego? Bo gra nie miała by sensu i nie byłoby zabawy. Równie dobrze niech wszyscy mają każdą z możliwych mocy i będą nieśmiertelni, no zero frajdy z takiej walki. Myślę, że wszystko jest zrozumiałe.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 33 komentarzy

Dziwne spotkanie

Zadanie 13. Wchodzisz do wymiaru który bardzo lubisz, nagle podbiegła jakaś postać i łapie cię za gardło…

*Opowiadanie Frost*

Był, chyba późny wieczór, zamiast pójść do swojej jaskini po swoje sztylety, postanowiłam się wybrać do mojego ulubionego wymiaru, wymiaru lodu. Gdy przeszłam przez portal, nagle ktoś złapał mnie za gardło, ogłuszył, a ja zemdlałam. Obudziłam się w swojej ludzkiej w formie w jakimś dziwnym ciemnym pomieszczeniu. Niestety, nie widziałam zbyt wiele, jedyne co udało mi się zauważyć, to jakiegoś wysokiego człowieka który coś polerował, później zauważyłam, że to był nóż. Niestety, to było wszystko co udało mi się na tą chwilę zobaczyć. Zasnęłam. Gdy obudziłam się po raz drugi, byłam dalej w swojej ludzkiej formie, przywiązana do krzesła, w jakimś bardzo dziwnym pomieszczeniu. Nagle usłyszałam czyiś głos, przestraszyłam się. Postać: No, widzę, że już nie śpisz. To dobrze, bo ominęłoby cię najlepsze. Frost: Czy mogę się dowiedzieć gdzie jestem?! Krzyknęłam wkurzona, a zarazem przestraszona tą sytuacją. Postać: Ohoho! Widze, że jesteś zadziorna! Haha! Frost: Myślisz, że się ciebie boje? Jak wezmę inne wilki to.. Postać: Tak… Inne wilki.. Chętne by dołączyły do tej zabawy nie uważasz? Może je zaprosisz co? Frost: Jesteś psychiczny! Poczułam uderzenie na policzku. Postać: Może trochę grzeczniej co? To ode mnie zależy czy żyjesz, czy nie. Połknęłam ślinę, wiedziałam, że jeżeli odezwę się jeszcze raz, może się zabić. Więc siedziałam cicho. Ciągle rozglądałam się jak by się wydostać z tego pomieszczenia. Szukałam jakiś ukrytych dziur, lub innych zakamarków. Nagle odezwała się tajemnicza postać. Postać: Gdzie moje maniery! Nazywam się Karol. A ty? Postać zdjęła kaptur, i zaczęła się mi przyglądać. W końcu odpowiedziałam. Frost: Nazywam się Frost. Karol: Frost. Ładne imię… Poczułam się dziwnie, komplementowana przez seryjnego zabójcę? Osobę psychicznie chorą? Nieważne. Nagle Karol, zaczął zbliżać się do mnie, i dziwnie mi się przyglądać. Zapytałam przestraszona. Frost: Czemu się tak we mnie wpatrujesz? Co jest we mnie takiego niebywałego? Karol: Twoje oczy.. Znowu poczułam się dziwnie. Nagle zauważyłam, że ręka Karola krwawiła. Postanowiłam zapytać się o nią. Frost: Co się dzieje z twoją ręką? Czemu jej nie opatrzysz? Karol: Moją reką? …. Karol przybliża się do mnie. Frost: Wiesz, jakbyś mnie rozwiązał z tego krzesła mogłabym ci pomóc. Pewnie strasznie cię boli… Karol: Ty.. Chcesz mi pomóc? Frost: Tak, co w tym dziwnego? Karol, oddala się ode mnie. Jednak poszedł tylko za mnie. Okazało się, że uwierzył mi i odwiązał mnie. Miałam ochotę od razu uciekać. Stałam jak wyryta, a Karol spojrzał się na mnie smutnym wzrokiem. Nagle coś mnie tchnęło i podeszłam do niego. Frost: Mówiłam ci, że ci pomogę. Podwiń rękaw. Przyłożę ci lekarstwo, zwiążę bandażem, i ręka powinna zagoić się w krótkim czasie. Karol popatrzył na mnie zaskoczony, ale jednak podwinął rękaw. Przyłożyłam mu trochę ziół i wody leczniczej, przywiązałam bandażem, i było gotowe. Frost: Gotowe. Zagadałam trochę nieśmiało. Frost: Miałbyś coś przeciwko jakbym już sobie poszła? Zaczęłam się powoli oddalać, jednak Karol zdążył mnie złapać za rękę, za nim wybiegłam. Karol: Muszę ci coś powiedzieć. Nagle się do mnie przybliżył, i… Pocałował mnie. To było bardzo dziwne uczucie. Ktoś to grozi ci śmiercią, nagle cię całuje. Ale jednak nie uciekłam. Karol: Wybacz. Możesz już iść. Było mi trochę smutno, że musiałam zostawiać Karola tutaj samego, więc postanowiłam mu coś zaproponować. Frost: Hey! Może pójdziesz ze mną? Karol stanął jak słup soli. Zupełnie zaskoczyło go to co powiedziałam. Jednak… Poszedł ze mną. Postanowiłam przedstawić go Jessice. Na początku nie była nim zachwyconą, ani mną, że sprowadzam obcych do naszego świata. Ale po dłuższym obserwowaniu go, przyjęła go do stada. Nie pamiętam co się działo potem, ale nagle obudził mnie ktoś. To była Jessika. Jessika: Ey, aktywna w nocy niż w dzień. Wstawaj! Czyli to wszystko było tylko snem? Zasmuciłam się trochę bo polubiłam Karola. Kiedy wyszłam z mojej jaskini, zobaczyłam różę, zaadresowaną do mnie. Jednak to nie był sen! A Karol musiał wrócić do swojego wymiaru. Nie wiem czy to był w końcu sen, czy rzeczywistość. Ale zdecydowanie było warto, wziąć w czymś takim udział.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | 3 komentarzy

Powitanie nowej

Tak właściwie to nic się nie działo, a robię ten wpis z jednego powodu. A w sumie to stało się coś przez co nie mogłam się powstrzymać od śmiechu, z resztą Iza też.

Weszłam na grę w sumie tylko na chwilę, żeby spotkać się z Holly, która wczoraj do nas dołączyła. Napisałam do Izy, czy nie chciała, by jej ze mną obczaić. Weszła pod nickiem Oz xd Oczywiście uprzedziłam Holly, że Iza wejdzie. I fala pytań Izy, co przeraziło trochę Holly, uciekła z kamienia i schowała się za drzewo. Holly zaczęły coś kozaczyć przy Izie. A teraz najlepsze. Powiedziałam jej, żeby hamowała się trochę przy Kaoru, a ona coś w powiedziała, że ma go gdzieś. Na to ja, zobaczymy jak ci łeb utnie. A ona coś, że sama by mu prędzej ucięła. Więc widzisz Kaoru tracisz swój autorytet. Polecam ci ruszyć dupę i wejść na grę, a nie mówić, że to my nie wchodzimy. No widzisz wątpi w twoją siłę. (Boże jak sobie to przypomniałam…ja nie mogę XD). No, potem jak już Iza poszła to wszedł Bio. Mówił mi coś o kobiecie, którą znaleźli bez oczu i mówiła. Ogólnie to chciał, żebym miała koszmary w nocy >.< Zaprosiłam go do watahy i podałam adres bloga, a Holly zakładała sb gg. No rzeczywiście nic się nie działo takiego, ale chciałam napisać to krótkie zawiadomienie do Kaoru, które już wczoraj pisałam Izie, że napiszę. xd Ja nie na piszę? Ja? Jak widać napisałam xd

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , | 40 komentarzy

Złoty wymiar i kolejny dzień pełen wrażeń

Zadanie 2: Znajdujesz się w złotym wymiarze. Przechodząc przez most widzisz człowieka, który zbiera tam monety. Chcesz się, go o coś zapytać, ale on szybko odwraca się i kieruje ku tobie swoją broń…

*Opowiadanie Lili*

Wstałam dzisiaj wraz ze słońcem. Wyszłam z jaskini. Wszyscy jeszcze spali. Nie wiedziałam co robić, nudziło mi się. Pomyślałam, że dawno nie byłam w złotym wymiarze. Otworzyłam portal i przez niego przeszłam. Zobaczyłam wokół siebie mnóstwo złotych monet a przede mną był most. Monety mnie nie interesowały. Chciałam sprawdzić czy ten most faktycznie nie ma końca. Szłam teraz mostem zadowolona, że mam jakieś zajęcie. Chciałam zabić jakoś czas, dlatego sobie nuciłam przez drogę piosenki mojej mamy. Nagle zobaczyłam na moście kogoś. Był to człowiek. Lili: Co robisz? Chłopak szybko wstał i skierował w moją stronę broń. Spytał się czy to ja powiedziałam. Lili: Tak to ja. Wtedy zmieniłam się w człowieka. Jak już się zmieniłam chłopak zdawał mi się dziwnie znajomy. Lili: Kim jesteś? Tony: Nie poznajesz mnie? Lili: No jakoś nie. Tony: Chodziliśmy do jednej klasy w gimnazjum, jestem Tony. Wtedy chłopak zagwizdał. Przybiegła jego banda. Wtedy zrozumiałam co się dzieje i że mam kłopoty. Chciałam złapać mój miecz i kosę ognia ale Miranda była szybsza i mnie złapała od tyłu. Podszedł do mnie Tony i wyrzucił całą moją broń w przepaść. Zaczął jeździć mi nożem po twarzy Tony: Oj Liluś, myślałem, że zostaniesz tym kundlem dłużej i się pobawimy. Lili: Ostatnio dość się wybawiłam ze smoczkami. Uśmiechnęłam się i go kopnęłam a on naciął mi nożem policzek. Nie przejmowałam się tym, to tylko draśnięcie. Wtedy Tony kazał Mirandzie postawić mnie bliżej krawędzi mostu. Miranda postawiła mnie tyłem do wszystkich. Czułam, że mój koniec się zbliża. Byłam tego pewna. Tony: Ostatnie życzenie? Lili: Obyś zdechł! Powiedziałam wściekła, a on strzelił mi kulą w plecy. Zaczęłam spadać w przepaść. Gdy je otworzyłam leżałam na końcu mostu a obok widziałam złotą trawę. Spojrzałam na siebie. Czyli jeszcze żyję. Przede mną stanęła Rose. Na moje szczęście zobaczyłam ją w postaci objawienia. Zamieniła mnie w wilka i uleczyła ranę. Rose: Nie poddawaj się! Lili: Ale ja nie mam szans. Zrobiłam coś strasznego, zwątpiłam w swoje siły! Rose: Masz jak największe szanse, a teraz idź i ich pokonaj ja cię przeniosę. Wtedy stanęłam dumnie gotowa do walki. Rose mnie przeniosła dokładnie za przeciwników, którzy stali na krawędzi mostu patrząc w przepaść. Zobaczyłam obok siebie moją broń. Podniosłam ją i jednym wściekłam ruchem ucięłam wszystkim głowy. Zepchnęłam martwe ciała w przepaść. Jest kilku wrogów mniej, ale to jeszcze nie wszyscy. Zobaczyłam koniec mostu. Dopięłam swego. Wyszłam przez portal. Znalazłam się na naszej wyspie. Byłam na wilczym wzgórzu. Był już wieczór. Usiadłam obok Jessiki, Frost i Anea. Spojrzały na mnie zaskoczone. Nie dziwiłam im się nie było mnie cały dzień ,a futro miałam we krwi. Uprzedziłam pytania. Lili: Długo by opowiadać. I poszłam do jaskini. Odłożyłam broń na miejsce, umyłam się i zmęczona zasnęłam.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Volf – Holly

HollyImię: Holly

Wiek: 2 lata

Płeć: Wadera

Opis: Nieśmiała, trochę romantyczka, pojebana w dobrym sensie i cicha.

Rodzina: Rodzice ją porzucili, gdy się narodziła. Zostawili tylko kartkę z napisem: „tak będzie dla Ciebie lepiej”.

Moce: Wilk księżyca i teleportacji

Partner: Brak.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | 6 komentarzy

Przygoda Oz* Izy i Lili

Na wstępie pragnę powitać nową wilczycę, Holly. Miło nam cię poznać ^^
Życzę wam udanych świąt, miło spędzonego czasu z rodziną. Dużo uśmiechów i pogody przez ten czas oraz moc radości i szczęścia na Nowy Rok.
Iza też coś dodała od siebie: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się. I żeby pierwszy lepszy dres nie wyjebał wam gonga w ryj, bo na dzielni to nie wiadomo. Jak już wspominałam ludzie są groźni, niech inni wiedzą.

*Perspektywa Lili*

Jak weszłam  Anea i Frost siedziały na wzgórzu. Szybko się zmieniłam w wilka i zostawiłam dokumenty w jaskini oprócz jednego. Potem do nich dołączyłam. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo dlatego byłam trochę nieobecna. Następnie Frost pytała się o portale więc powiedziałam, że nie ma nic prostszego i zaproponowałam, że jak chce mogę ją nauczyć. Najpierw pokazałam jej moją starą książkę o portalach i jaskiniach. Zrobiłam portal do mojego wymiaru. Spytałam się jej czy chciałaby pozwiedzać. Frost powiedziała, że tak więc weszłam pierwsza wyciągając miecz w razie gdyby ośmiornice się narzucały. Jedna z ośmiornic zaczęła wychodzić, ale ją, kopnęłam a Frost zrobiła to samo i w końcu zepchnęłyśmy ją do wody. Wtedy przeszłyśmy z powrotem przez portal. Frost zapytała mnie o jaskinie. Lili: Wolisz w drzewie, czy pod kamieniem? Zapytałam. Frost: Pod kamieniem. Odpowiedziała. Podeszłam do pobliskiego kamienia i go dotknęłam. Pod spodem była pusta, nie zamieszkała jaskinia. Podniosłam kamień i pokazałam Frost jej nową jaskinię. Zostawiłam ją w jej nowej jaskini i zaproponowałam Jessice poszperanie w labo Liska. Zawsze przecież coś znajdowałyśmy. Jessika szperała w pudłach, a ja znalazłam jakieś nowe drzwi. Otworzyłam je a ze schowka (bo to chyba był schowek) wyskoczył czarny wilk z zielonymi oczami. Jessika dała mu kość ale on jej nie chciał. Jess była lekko rozczarowana. Jessika: Jak ci ktoś coś daje to się bierze, tym bardziej, że jest za darmo. Odparła. Kiedy Jessika się odwróciła wilk podał mi złotą karteczkę z napisem Dla Reona. Wtedy wilk zamienił się w cień i zniknął. Pokazałam Jessice karteczkę i poszłyśmy mu ją wręczyć. Kiedy podałam Reonowi karteczkę najpierw się uśmiechnął bo karteczka była od jego przyjaciela, ale potem znikł mu uśmiech z twarzy jak przeczytał zawartość. Okazało się, że ktoś niszczy mój wymiar. MÓJ WYMIAR?! – pomyślałam. Złapałam za rękojeść miecza ognia i otworzyłam portal a za mną poszła Jess. Byłam wściekła! Kto śmiał niszczyć mój wymiar?! Zobaczyłam postać w kapturze i podbiegł am do niej. Wilk ściągnął kaptur. To był Daiki. Porozmawiałyśmy chwilę z Daikim. Potem Daiki chciał z nami poszukać tego gościa który niszczy nam wymiar. Wszedł nijaki oz. Okazało się, że to Izka. Iz chciała nam pomóc w szukaniu typa. Zobaczyłyśmy jakiegoś wilka pod drzewem. Dla Iz było to za daleko dlatego Daiki rzucił przed wilka sztyletami cienia, żeby do nas podszedł. Iz zmiażdżyła go swoim tłuszczem, oderwała ogon i wsadziła mu do pyska nie pytając czy to ten.
Powiedziałam jej, że to nie ten wilk. Izka się załamała i wskoczyła do wody, żeby się utopić. ,,Dostała drugą szansę od życia” i dalej pomagała mi szukać tego wilka. Trochę dalej zobaczyłyśmy tego wilka którego szukaliśmy. Wtedy Iz zrobiła coś czegoś się nie spodziewałam. Położyła mi rękę na ramieniu. Iz: Powiedz mi. Zdradził cię?
Lili: Nie! Bałwan niszczy MÓJ wymiar! Iz: A to trzeba zniszczyć huja. Daiki rzucił w wilka sztyletami cienia. Ja ponacinałam go mieczem ognia a Iz zmiażdżyła go swoim tłuszczem. W końcu Izka go tak docisnęła, że zginął marnie. Potem wszedł chyba Maks pod nickiem ztymsiejeblam i z nim rozmawiałam.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 4 komentarzy

Volf – Nila

Schowek-930Imię: Nila

Wiek: 2 lata

Płeć: Wadera

Opis: Miła, pomocna, ma zmienny humor, potrafi rozśmieszać innych, nienawidzi fałszywych wilków, lubi czasem siedzieć w samotności

Moc: Powietrza, Muzyki, Kinezy

Rodzina: Samotniczka

Partner: Suchar (ksywka)

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Wilk – Yoji

Imię: Yoji

Wiek: 120

Płeć: Basior

Opis: Szalony,ma swoje poczucie humoru,towarzyski wilk.Lubi jak coś się dzieje.

Moc: Ogień i mrok

Rodzina: Matka Kaila, ojciec Harada brat Diako siostra Lixs

Partner: Brak

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | 2 komentarzy

Ratowanie wymiaru kucyków i trochę prehistori

Na wstępie dla mało spostrzegawczych podzieliłam jedną zakładkę na 3 inne, a mianowicie. Teraz w 1 są wymiary, w 2 miejsca na wyspie, a 3 na nasze jaskinie. No i nowa zakładka z „Fanarty”, wpadłam na pomysł kilka dni temu dzięki Lili ;3
I chciałam polecić bloga, który prowadzi Anea ;3:
http://aneasalvatore.blogspot.com/

*Perspektywa Jessiki*

Poszłam na wilcze wzgórze i zastałam tam Aneę (nwm jak to odmienić xd) z dwoma innymi volfami, których nie znam oraz  Nile, Lili i Lisga. Usiadłam obok Aney. Bio warknął na Lisa, ale go uspokoiłam, później przyszedł Patryk, który miauknął na powitanie, czym zdenerwował Bio i ten zaczął go gonić. Przyznam, że ciekawie to wyglądało. Patryk pobiegł do Nili, a Bio za nim. Stanął przed Nilą. Bio: Gwałt na żywo. Skomentował. Dalszej rozmowy nie słuchałam, bo byłam zajęta karteczką Lili, którą dostała od Rony. Było na niej napisane, że mamy coś znaleźć, ale nie napisała co konkretnie. Musiałyśmy się jej dopytać. Zaprowadziłam Lili do portalu bogów. Stanęłam przed nim. Zwykle żaden wilk nie może przez niego przejść, dlatego trochę się wahałam. W końcu dotknęłam lekko łapą portalu i przeszłam przez niego, a za moim przykładem poszła Lili. Bałam się, że jakiś bóg się na mnie uweźmie, bo ostatnio jak tu byłam to pod namową mojego, kochanego brata zjadłam ambrozję przez co miałam przechlapane, ale jej efekt już przeszedł i nie jestem nieśmiertelna. Lili zaczęła się rozglądać. W końcu dostrzegła Rone, po między dwoma kamieniami. Pobiegłyśmy tam. Rona wiedziała, czego chcemy. Wyjaśniła, że mamy znaleźć niebieski kamień i fioletową różdżkę, a żeby je znaleźć musimy się cofnąć w czasie. Do tego dała nam po medalionie. Ja miałam cofnąć się o 120 lat, a Lili 200. Wróciłyśmy do naszego świata. Przed portalem zastałyśmy Bio. Wskoczył do portalu. Jessika: Bogowie go nie wywalą? Zapytałam bez przekonania. Lili: Wywalą. Odparła z uśmiechem. No i stało się. Bio szybko zakończył swoje odwiedziny w krainie wilczych bogów. Złapałam za medalion i przeniosłam się 120 lat wstecz. To samo uczyniła Lili, ale ona miała towarzysza podróży. Gdy przenosiła się w czasie Bio złapał ją i przeniósł się z nią. Pojawiłam się na kamieniu. Miasteczko nie wiele się różniło, poza tym, że było jakieś głośniejsze. Eh, stare czasy. Dostrzegłam coś, co się świeciło za miastem. Ruszyłam tam pędem. Weszłam do jakiejś małej jaskini i podniosłam kamień. Był to ten, którego szukałam. Odwróciłam się ku wyjściu, a wtedy skoczył na mnie jakiś wilk. Był cały biały, a jego oczy były czerwone. Widziałam w nich obłęd. Wgryzł mi się w szyję, ale ja podrapałam go po pysku i kopnęłam. Wtedy kamień zaczął się świecić i otoczył mnie jakąś niebieską aurą. Wróciłam do teraźniejszości na wilczy kamień. Podrzucałam sobie kamień i czekałam na Lili. W końcu wróciła. Jessika: Masz? Lili: Mam. Pokazała mi różdżkę i uśmiechnęła się. Lili uświadomiła mnie, że mam ranę na szyi. Dotknęłam łapą. Piekła i lała się z niej dalej krew. Lili przyłożyła mi jakieś zioła i wypowiedziała zaklęcie. Rana zniknęła. Ale poczułam, że czegoś mi brakuje, a raczej kogoś. Jessika: Gdzie jest Bio? Jak się okazało zgubił się, gdzieś podczas teleportacji i trafił do czasów dinozaurów. Cofnęłyśmy się z Lili w czasie i poszłyśmy go szukać. Po drodze porwał mnie pterodaktyl. Upuścił mnie w miejscu, gdzie leżał Bio. Jak się okazało w ucieczce przed dinozaurem wpadł w jakąś trującą roślinę. Lili przyłożyła mu do ran zioła, a ja leczyłam mu rany wodą z księżycowego źródełka, niestety zużyłam całą, ale poskutkowało i jak i po mojej wodzie, tak i po ziołach Lili rany zniknęły. Nagle usłyszałam głośne tupanie i ziemia zaczęła się trząść. Zrobiłam wielkie oczy. Lili popatrzyła na mnie. Ti-rex się zbliżał. Bio: Nie ruszajcie się, jest wyczulony na ruch. Oznajmił. Lili zrobiła się niewidzialna, a ja wskoczyłam w wysoką trawę, gdzie wpadłam do jakiegoś dołka. Do czegoś takiego to tylko ja jestem zdolna. Spadłam z wysokości kilkudziesięciu metrów. Leżałam poobijana. W końcu wstałam. Musiałam znaleźć jakieś wyjście. Byłam w jakiejś komnacie, z niebieskiego kryształu. Szłam przed siebie. W końcu usłyszałam kroki. Pomyślałam, że to znowu jakaś bestia i zmieniłam się w cień. Jak się okazało, byli to tylko Lili i Bio. Zmieniłam się z powrotem w wilka, a Lili oznajmiła, że musimy się stąd wynosić, ale wyjścia się jakby rozmnożyły i nie wiedziałyśmy, które jest to prawdziwe. Bio spotkał Frost, która go pogłaskała. Lili wyciągnęła różdżkę, a ona zaczęła świecić i wskazała nam drogę. Wyszłyśmy na powierzchnię, ale bez Bio, który został z Frost. Zaleciało wielką miłością. Złapał mnie jakiś ognisty ptak i porwał do swojego gniazda. Lili pobiegła za nim i rzuciła się na niego, gdy wylądował. Ten wywalił ją z gniazda. Wtedy go zamroziłam i wyrzuciłam. Sama też wyszłam z gniazda. Jessika: Lili wracajmy już. Lili: Skoro chcesz. Złapałyśmy obie za medaliony i wróciłyśmy do teraźniejszości. Bio jakimś cudem sam wrócił. Frost chciała dołączyć do naszej watahy, więc skierowałam ją na bloga, w tym czasie, gdy była nieobecna Bio wyznał jej miłość. Trochę kiepski moment, ale cóż. Na nos spadła mi karteczka. Była od Rony. Napisała, że mamy uratować tym jakiś wymiar. Nie napisała jaki, ale znałam akurat taki, który potrzebował pomocy. Był to wymiar kucyków. Otworzyłam portal. Dookoła były czarne drzewa bez liści i skały. Przyłączył się do nas Bio. Poszłam w miejsce, gdzie spotkałam smoka. Oni poszli za mną. Bio poszedł gdzieś w swoją stronę, a potem zniknął. My z Lili stałyśmy przed zamarzniętym wejściem do jaskini. Odmroziłam je, bo jakoś musiałam dostać się do kolumny. Wyszedł smok. Jednak przeżył i zionął ogniem w Lili. Poleciłam Lili zająć się smokiem, a sama ukrytkiem weszłam do jaskini. Rozejrzałam się, żeby znaleźć kolumnę, a wtedy Lili zatrzymała czas. Gdy go wznowiła ja miałam przez chwilę pustkę w głowie, a smok leżał martwy na ziemi. Nacisnęłam coś na ziemi i wysunęła się kolumna. Położyłam na niej kamień, a grota zaczęła świecić się na niebiesko, a cały wymiar odzyskał kolory. Lili za pomocą różdżki sprowadziła z powrotem kucyki do tego wymiaru. Wszystko było jak z bajki. Trawa odrosła, słońce wyszło, a na niebie pojawiła się nawet tęcza. Było za słodko, aż mi się niedobre zrobiło. Wróciłam  z Lili do zwykłego wymiaru, ale jak się okazało mamy jeszcze jeden wymiar do ocalenia, ale to już nie dziś. Rozstałam się z Lili i Bio i poszłam na skałę niedaleko miasteczka, tak zwaną wilczą skałą. Chwilę później Frost, która siedziała przy mnie również sobie poszła, a przyszła Iza. Zrobiła wielkie wejście i nastraszyła innych. Aż się cisza zrobiła na joinie. Iz: W tych czasach trzeba być groźnym. Powiedziała i przyszła do mnie na kamień. Zrobiłam przed sobą trochę śniegu i zaczęłam lepić bałwana. „Dodać kosę i istny Kaoru” pomyślałam, gdy skończyłam. Iza: Śliczny…prawie jak ty. Ups nie. Skomentowała. Później całkiem się włączyłam i poszłam czytać wpis Aney.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Volf – Frost

Imię: Frost

Wiek: Młoda wilczyca

Płeć: Samica

Opis: Przyjacielska, jest bardziej aktywna w nocy niż w dzień. Przyjaźnie nastawiona do innych wilków.

Moc: Zamrażanie, władanie powietrzem, iluzja

Rodzina: Porzucona po urodzeniu.

Partner: Brak

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

Trzy walki jednego dnia

Zanim przedę do naszej przygody to Maks jak chcesz opisać swoją przygodę z przyszłości to proszę bardzo, bo ja i Lili raczej nie miałyśmy na to ohoty, żeby nie przedłużać. :)

*Perspektywa Lili*

Siedziałam na kamieniu jako człowiek. Wtedy weszła Jess, a potem Maks i Mey. Rozmawialiśmy chwilę, a potem chciałam wypróbować medalion czasu. Jess dotknęła mnie łapą, a ja zatrzymałam czas. Maks nie zdążył, więc został zatrzymany razem z czasem. Jess namalowała mu wąsy, a ja wznowiłam czas. Potem poszłyśmy do naszych jaskiń. W mojej leżała karteczka z napisem :  ,, Niedługo rozpocznie się walka dobra ze złem. W waszych jaskiniach znajdziecie potrzebne rzeczy do starcia ~Reon.” Pobiegłam do Jess aby pokazać jej co znalazłam. Zbieraliśmy potrzebne rzeczy z każdej jaskini. U mnie były to zioła, księga i bransoletka Lenav, u Jessiki medalion księżyca, u Maksa kieł i kosa światła, u Roxy miecz piorunów, u Kirry łuk i strzały, a u Sary magiczne kamienie. W końcu gdy podeszłam do Mey okazało się, że ona nie ma swojej jaskini. Jessika miała jej coś znaleźć. Przypomniało mi się, że dawno temu znalazłam idealne drzewo w którym było dużo miejsca i portale do każdego wymiaru. Mey uważała, że nie potrzebuje jaskini i nie zamierzała się ruszyć. Przeniosłam najpierw wszystkie rzeczy Mey do jej nowej jaskini  a potem w powietrzu Mey. Okazało się że ona znała już to drzewo. Dotknęłam go i znalazłam się w innym wymiarze. Usiadłam na kamieniu. Obok mnie stanął niebiesko-czarny wilk z zielonymi oczami. Po jakimś czasie wilk mi pokazał co się dzieje u moich przyjaciół. Maks znalazł się między młotem, a kowadłem ponieważ nie wiedział któremu wilkowi pomóc, a u Jess i Mey pojawił się jakiś dym. Jess złapał wilk który naprawdę zabił Reona, a Mey przez dym nic nie widziała. Zobaczyłam portal w który szybko wskoczyłam. Uratowałam Mey z palącej się trawy i sprawiłam, że lepiej widziała. Pobiegłyśmy szukać Jess. Gdy ją znlazłyśmy była w złym stanie. Usiadłam obok niej i zaczęłam leczyć jej rany. Zajęło to trochę czasu ale wybudziła się że śpiączki. Ja cały czas leczyłam jej rany na różne sposoby wkońcu gdy skończyłam Jess się spytała czy znam tego wilka. Był on czerwono-czarny z czerwonymi oczami. Odrazu poznałam Kenego który kilka lat temu był moim przyjacielem ale zabił mojego brata Spiritiego i wszystko się zmieniło. Wrknęłam na niego i rozpoczęłam walkę. Jessika patrzyła na to wszystko z daleka, licząc że poleje się krew, natomiast Mey nie lubi walk, dlatego poszła do jaskini. Gdy dałam mu spokój Jessika nalegała, żeby go zabić. Keny odrzucił jej sztyley, którym go wcześniej rzuciła, wtedy zmieniła się w człowieka i wyciągnęła dwa miecze. Jeden wbiła mu w brzuch, a drugim jeździła po pysku. W końcu kopnęła go w ranę. Ja myślałam ciągle o Spiritim. Ostatecznie przyszłam do niej. Odcięłam Kenemu łapy, a w końcu głowę. Jessika była zawiedziona, bo chciała się jeszcze pobawić. Kusiło ją, żeby spróbować jego krwi, ale ja wytarłam jej miecze i poszłam z Jess do mojej jaskini, żeby przed ostateczną walką dać jej broń Spiritiego. Był to miecz księżyca. Mogły go używać wilki księżyca i przestrzeni kosmicznej. Miecz  akurat przypominał sierp ponieważ tak teraz wyglądał księżyc. Poszłyśmy na wzgórze gdzie stoczyłyśmy walkę z tym wilkiem, który zabił Reona. Pierwszy cios zadałam ja. Wilk złapał mnie i zaczął dusić. Jessika drasnęła go mieczem, wtedy mnie puścił i magią krwi podniósł Jess i rzucił nią o drzewo. Ona wtedy wzbiła się w powietrze i z góry rzucała w niego kulami mroku i lodu. Na koniec wygrałyśmy. Odcięłam mu głowę mieczem ognia. Akurat weszła Cynthia więc spytałam się jej, czy by jej czasem nie chciała. Jessika wycięła mu serce i położyła obok serca Yene w swojej jaskini. Z wiatrem do Jess dotarła karteczka: Wykonałyście dobrą robotę ~Reon.Potem zabrałam jej Cynthi kosę, ale ona się tym nie przejęła i wzięła sobie nową. Dałam tej kosie moc ognia. Cynthia jeszcze pytała się Jess o Kaoru. Później Cynthia poszła, a weszła Anea. Była ona volfem. Chwilę pogadałyśmy po czym poszłam z Jess odłożyć wszystkie rzeczy wzięte do walki na swoje miejsce. W jaskini Roxy jakiś wilk złapał mnie za łapę i zaczął gdzieś ciągnąć. Za nami biegła Jessika. Stoczyłam już 3 walkę jednego letniego dnia. Byłam strasznie zmęczona. Na moje szczęście pomagała mi Jess. Wilk wyrzucał nas do wody, jeździł nożem po pysku. Jessika trochę się z nim pobawiła, kalecząc go mieczami. W końcu miałam dość i wyrzuciłam go do wody. Zaraz przed tym, jak Jess chciała mu zrobić bliznę na pysku. Jessika poszła. Ja opatrzyłam rany z dzisiaj w jaskini i zasnęłam. To był ciężki dzień.

Jaskinia Mey:

.k

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Volf – Anea

blog_iy_4775421_8053554_tr_rimali_2Imię: Anea

Wiek: 5 lat

Płeć: Samica

Opis: Przebojowa, zabawna, błyskotliwa, inteligentna, czasami zadziorna. Dogaduje się z innymi wilkami, ale woli przebywać w samotności. Ma swoją Wiewiórkę imieniem Tomas.

Moc: Woda, ogień, ciemność

Rodzina: Zginęli na wojnie o terytorium

Partner: Brak

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Koń trojański

Zadanie 3 – „Z wzgórza widzisz czarnego konia, jesteś akurat głodny i postanawiasz go upolować… W pewnym momencie koń zamienia się w ogromnego, czarnego smoka cienia…”

Opowiadanie Jessiki:

Było wcześnie rano. Inne wilki jeszcze spały. Do środka mojej jaskini docierały już promienie wschodzącego słońca, które nie dawały mi dłużej spać. Wstałam i przeciągnęłam się. Zatrzymałam się przy wejściu i wystawiłam łeb poza jaskinię. Poczułam przyjemny powiem wiatru. Uwielbiam letnie poranki. Wtedy nie jest jeszcze za gorąco, jak to zwykle bywa w lecie. Wyszłam z jaskini i pobiegłam w głąb lasu. Dookoła mnie śpiewały ptaki, a ja czułam się beztrosko. Wszystko było pełne kolorów, aż samej mi się chciało tańczyć i śpiewać. Woda w jeziorze była przejrzysta i mogłam patrzeć na kolorowe rybki, które tam pływały. Usiadłam na brzegu i schyliłam się, aby napić się wody. Ledwie zamoczyłam pysk w wodzie, a za sobą usłyszałam jakiś szelest i stukot kopyt.  Wyprostowałam się i nasłuchiwałam uważnie, ale nic już więcej nie usłyszałam. Wstałam i poszłam w kierunku wzgórza. Czułam się obserwowana. Coś zepsuło mi cały dobry humor. Położyłam się na wilczym wzgórzu i wygrzewałam się w słońcu. Oczy już mi się zamykały. Znowu czułam się tak beztrosko i miałam zasnąć, kiedy usłyszałam jakiś grzmot. Zerwałam się na równe łapy. Słońce nadal świeciło, a niebo było bezchmurne. Znowu tek stukot kopyt. Słyszałam go wszędzie, z każdej strony. Skuliłam się i zakryłam oczy ogonem, a uszy łapami. Chciałam, żeby to jak najszybciej ucichło. Nagle, jak na moje życzenie już nie było nic słychać. Odkryłam oczy i popatrzyłam przed siebie. W oddali widziałam konia czarnego, jak smoła. Tylko jego łeb był biały. Z daleka nie mogłam dostrzec za bardzo szczegółów. Jessika: A więc to ty mi tak zepsułeś poranek! Krzyknęłam w jego stronę. Był daleko ode mnie, ale najwyraźniej usłyszał, bo odwrócił się i tupnął kopytem, po czym zaczął uciekać. Byłam zła, ale też bardzo głodna, bo nie jadłam jeszcze śniadania. „No to będzie uczta z konia” – Pomyślałam i pobiegłam za nim. Był szybki, ale to tylko koń. Zwykły, czarny koń, idealny na śniadanie. Gdy byłam już blisko niego znacznie przyśpieszył i przeniósł mnie i siebie do jakiegoś innego wymiaru, a później gdzieś zniknął. Było tam ciemno. Dookoła mnie znajdowały się czarne drzewa, bez liści. Poszłam przed siebie licząc, że znajdę coś, co pomorze mi się stąd wydostać. Bardzo się bałam. Czułam, że coś zaraz na mnie wyskoczy. A za mną było tylko słychać głosy, który najwyraźniej mnie przed czymś ostrzegały. Zawróć! Nie idź tam! Nie daj się zwieść! Skończysz jak my! Głosy powtarzały to w kółko, ale myślałam, że to jakiś podstęp i szłam dalej. W końcu wyszłam z tego lasu, a przede mną ukazała się szara, wyschnięta, popękana ziemia i góry. Na jednej z półek skalnych dostrzegłam tego konia. Kiwał głową na znak, żebym biegła za mną. Nagle moja złość gdzieś zniknęła, a zastąpiła ją żądza przygody. Uśmiech wskoczył na mój pyszczek i pobiegłam do konia. Był bardzo zwinny i skakał z półko na półkę, jakby wchodził po schodach, kiedy mi to szło dość opornie. W końcu byliśmy już na szczycie. Ostre szczyty świeciły się tam na niebiesko. Jessika: I po co mnie tu zaciągnąłeś? Zapytałam rozglądając się dookoła. Draco: Jestem Draco i potrzebuję pomocy. Przypatrzyłam się się teraz uważniej. Już widziałam, że nie jest to zwykły koń. Z nosa wydobywały mu się opary ognia, a grzywa miejscami połyskiwała błękitem. Był rodem z piekła, ale jednak wyglądał nie winne. Nie wierzyłam, że mógł mnie oszukać. Jessika: Może by tak konkretniej. W ciąż byłam pod wrażeniem, że umie mówić. Darco: Jeden smok ukradł coś, co należy do mnie. Odparł Darco. Jessika: A więc smok tak? Popatrzyłam na niego. Jessika: Będzie przygoda idę na to. Podałam mu łapę, jako znak współpracy i ruszyłam za nim. Po długiej i męczącej podróży dotarliśmy do smoczej groty, ale ona była pusta. Popatrzyłam na Darco. Czyżby to był podstęp? Nie, nie możliwe. Weszłam za nim do smoczej groty. Cała była z skały, która świeciła się na niebiesko. Na końcu groty znajdowała się kolumna, a na niej leżał czarny pierścień z głową smoka. Jessika: To po to my tu tyle szliśmy? Powiedziałam zniechęcona. I jeszcze do tego żadnej przygody. Zawiodłam się. Darco: Przygoda dopiero się zacznie. Odparł z szyderczym uśmiechem. Przyznam, że trochę się wystraszyłam. Jessika: No to na co czekasz? Bierz ten pierścień. Darco: Nie, ty czyń honory. Podeszłam do kolumny. Otoczona była błękitną aurą, która przez kolor ścian z daleka była prawie nie widoczna. Lekko wahając się wyciągnęłam łapę i w końcu wzięłam ten pierścionek. Kolumna schowała się w ziemi, a cała przyjazna atmosfera zniknęła z jaskini. Skała już nie była tak pięknie niebieska, a szara, w niektórych miejscach nawet czarna. Darco podbiegł do mnie i wyrwał mi pierścionek z łapy. Jessika: Spokojnie oddałabym ci go… Popatrzyłam na niego jak na jakiegoś wariata. Darco: Dziękuje ci… Zaczął. Gdy już miał pierścionek zaczęło się dziać coś dziwnego. Odsunęłam się od niego. Po chwili już nie był koniem, a wielkim smokiem cienia. Darco:… Że pomogłaś mi znowu siać spustoszenie. Nic nie rozumiałam. Nie wiedziałam, o co chodzi. Nic z tego nie rozumiałam. Ale znowu? Przynajmniej już wiem, dlaczego jego imie było typowo smocze. Darco: Pewnie teraz zamęczasz się milionami pytań. Jessika: A ty co, w myślach czytasz? Warknęłam na niego. Darco: Nie, w żadnym wypadku, ale widzę, że trafiłem. Zamierzałam sobie pójść, ale od zablokował mi wyjście ogonem. Zaczął tłumaczyć mi o co chodziło. Otóż, kiedyś w wymiarze, którym się znajdowałam panowała zieleń i radość, a wszędzie żyły tu wesołe konie o magicznych mocach, ale gdy tylko pojawił się Darco wszystko się zmieniło. Zaczął siać pustoszenie, a z konie albo zabijał albo zrobił z nich niewolników. Któregoś razu, do tego wymiaru trafiła jakaś wilczyca, która stawiła czoło smokowi i uwięziła go w ciele konia, a jego smoczą naturę zamknęła w tym pierścionku. Jedyne, kto mógł wziąć ten pierścionek to jakiś wilk mroku i właśnie takim wilkiem byłam ja. Niestety wymiaru nie udało się nigdy przywrócić do życia. Jessika: Wykorzystałeś mnie! Warknęłam na niego. Darco: W końcu to zrozumiałaś. Rzuciłam się na niego z pazurami, ale one nie mogły przebić grubej, smoczej skóry. A moje ataki go jedynie śmieszyły. Oplótł mnie mrocznymi linami, który blokowały mi dopływ krwi, do niektórych kończyn. Chwycił i podniósł do góry. Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu jakiejś broni, a najlepiej strzały. Wtedy zobaczyłam, że podniósł ogon i mogę uciec. Ogryzłam go w rękę, a on mnie puścił i zniknęły liny. Kopnęłam go w brzuch i spadłam na ziemię. Tuż nad ziemią zdążyłam rozłożyć skrzydła i poleciałam do wyjścia, ale smok szybko złapał mnie za ogon. Wtedy coś szybko przeleciało nade mną i drasnęło smoka w łapę. Była to Alfonsa, wielka wojowniczka, która odwiedza rozmaite wymiary w poszukiwaniu przygód. To ona pokonała tego smoka za pierwszym razem. Smok mnie puścił. Ona wylądowała z gracją na ziemi i zdążyła mnie jeszcze złapać. Alfonsa: Zostaw to mnie. Powiedziała i ruszyła na smoka. Odbyła się po między nimi zacięta walka. Ostatecznie wygrała ją Alfonsa, dzięki swojemu łukowi. Wyszłyśmy z jaskini, a ja zamroziłam wyjście nieroztapianym lodem. Wróciłam do naszego wymiaru, gdzie był już wieczór. Zobaczyłam Lili i Maksa na wzgórzu. Lili: Gdzie byłaś? Zapytała zaskoczona, widząc na mnie ślady po walce. Jessika: No wiesz, dzień jak co dzień. Odparłam z uśmiechem i poszłam do swojej jaskini nucąc coś pod nosem. Dzień pełen wrażeń zaliczony. Oboje patrzyli jeszcze chwilę za mną, a potem obrzucili się pytającym spojrzeniem.

Las rankiem:

 

16ab86eDarco:

voodoo_by_fuzzypinkmonster-d4qswdo

Alfonsa:

splatter__by_agentwhitehawk-d5vkqhl

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , , | 1 komentarz